Hamulce tarczowe, wymiana, jakie klocki?

Awatar użytkownika
mihumor
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 6443
Rejestracja: 24 kwie 2012, 14:14
Życiówka na 10k: 36:47
Życiówka w maratonie: 2:49:22
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

W dzisiejszych szosach daje się tarcze 160 jako standard, tylko niektóre firmy dają czasem 140 na przód w niektórych modelach co jest krytykowane i od tego się już odchodzi. Zresztą dlaczego tak jest to piszecie w tym wątku.
Najszybsza kupa złomu w galaktyce

Blog: viewtopic.php?f=27&t=29814&start=345
Koment: viewtopic.php?f=28&t=29813&start=2880
Awatar użytkownika
klosiu
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 3030
Rejestracja: 05 lis 2006, 18:03
Życiówka na 10k: 43:40
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Poznan

Nieprzeczytany post

Sikor pisze: Nie chodzi o sprzet. Na dlugich zjazdach nie hamuj caly czas, daj hamulcom odpoczac.
Przyhamuj mocniej, ale potem odpusc. A jak sie da uzywaj hamulcow na zmiane.
Ciaglym hamowaniem mozna zabic kazde hamulce.
Pełna racja. Zasada jest taka, że hamuje się wtedy, gdy jest powód do hamowania. A jak nie ma powodu to się nie hamuje. Przy czym ważna uwaga, że to, że nam się wydaje że jedziemy za szybko, powodem do hamowania nie jest :hahaha: .

Z reguły tylko wydaje nam się, że jedziemy za szybko, a spowodowane jest to zwykle tym, że rowerzysta patrzy zbyt blisko przed przednie koło. Jak się patrzy na ziemię pięć metrów przed koło, to już przy 30 km/h każda przeszkoda pojawi nam się w polu widzenia za późno, więc subiektywna prędkość jest za wielka i mamy potrzebę hamowania. A gwarantuję, że jak na zjeździe będzie przeszkoda czy zakręt wymagające hamowania, to zauważymy ją równie dobrze z 30m, a patrząc 30m przed rower subiektywna prędkość będzie znacznie niższa i nie będziemy musieli tyle hamować.
The faster you are, the slower life goes by.
Awatar użytkownika
Sikor
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 3985
Rejestracja: 31 lip 2015, 15:36
Życiówka na 10k: 40:35
Życiówka w maratonie: 3:13:29
Kontakt:

Nieprzeczytany post

klosiu pisze:Pełna racja. Zasada jest taka, że hamuje się wtedy, gdy jest powód do hamowania. A jak nie ma powodu to się nie hamuje. Przy czym ważna uwaga, że to, że nam się wydaje że jedziemy za szybko, powodem do hamowania nie jest :hahaha: .
He, he, w punkt :hej:
Z reguły tylko wydaje nam się, że jedziemy za szybko, a spowodowane jest to zwykle tym, że rowerzysta patrzy zbyt blisko przed przednie koło. Jak się patrzy na ziemię pięć metrów przed koło, to już przy 30 km/h każda przeszkoda pojawi nam się w polu widzenia za późno, więc subiektywna prędkość jest za wielka i mamy potrzebę hamowania. A gwarantuję, że jak na zjeździe będzie przeszkoda czy zakręt wymagające hamowania, to zauważymy ją równie dobrze z 30m, a patrząc 30m przed rower subiektywna prędkość będzie znacznie niższa i nie będziemy musieli tyle hamować.
No i dobrze jest tez zauwazyc zakret wczesniej niz dopiero 5m przed przednim kolem :hejhej:
A zakret to czesto jest bardzo dobry powod do hamowania :hahaha:
Awatar użytkownika
LoveBeer
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 954
Rejestracja: 03 gru 2012, 19:45
Życiówka na 10k: 34.00
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Nowy Targ
Kontakt:

Nieprzeczytany post

Sikor pisze:A zakret to czesto jest bardzo dobry powod do hamowania :hahaha:
to wlasnie zakrety na szosie oddzielaja mężczyzn od chłopców ;)

i tak apropos hamowania lub nie - z punktu widzenia terenu plaskiego czy nawet pofaldowanego uzywanie hamulcow na zjazdach jest rzeczywiscie pozbawione sensu. nachylenie max kilka %, prosta droga lub z lekkim lukiem. tu z reguły sie dokreca a nie hamuje :) natomiast w gorach zjazdy charakteryzuja sie tym ze... mają zakrety. oczywiscie tu jest dosc prosta zasada - czym bardziej glowna droga tym mniejsze zakrety, ew. zakrety ulozone w sensowne szykany (np zjazd do Wisly od strony poludniowej, Krowiarki do Zawoi, caly zjazd grzbietem od Gubałówki, z Zęby etc). przy czym jest dosc oczywiste ze kolarz raczej unika glownych drog - a te boczne, szczegolnie te bardzo boczne, dojazdowki do malych osiedli itd - krotko mowiac sa takie, ze bywa ze zakrety sa zrobione na wąziutkiej drodze bez ladu i skladu, nachylenie 10% i na takiej drodze puszczenie hampli na 5 sekund to 60kmh :) a deniwelacji np. 200-300m. wtedy nie zgrzac hamulcow jest w zasadzie niemozliwoscia. nie wazne czy bedzie sie ryzykowac, czy jechac bardzo zachowawczo. wtedy owszem, pulsacyjna metoda przod-tyl jest dobrym rozwiazaniem, ale mowiac wprost - trzeba miec solidnie wyczuty rower i cos juz miec pozjezdzane (szczegolnie ze modulacja w tarczach w szosie jest jednak slabsza niz canti, dla mnie to nie jest zaden minus, ale trzeba miec swiadomosc ze jest) :)

ps: lubie ten segment
https://www.strava.com/segments/20614791
w sensie ze go lubie i lubie sie jednak nim pochwalic ;) tutaj sam zjazd nie jest megatrudny - trudnosc sprawia, ze wszystkie zakrety sa "zakmniete", droga jest wąska a ruch - w przeciwienstwie do tdp - otwarty. ale jak ktos lubi zobaczyc na co moze sobie pozwolic, to bardzo zapraszam!!! :)
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4750
Rejestracja: 31 sie 2001, 14:06
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zzewszont

Nieprzeczytany post

chylę czoła Piotrek, piękny KOM.
Kangoor5
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4752
Rejestracja: 18 kwie 2009, 16:57
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Ja mówiłem o zjeżdżaniu po szlaku pieszym, na rowerze nie MTB i bez ochraniaczy. Hamulce mogłem sobie puścić, pod warunkiem że zszedłbym z roweru i sprowadził go na dół :hahaha: Szybko zjeżdżać nie jest moim celem bo kolarstwa nie trenuję więc nie ma sensu zwiększać ryzyka.
LoveBeer pisze:ps: lubie ten segment
https://www.strava.com/segments/20614791
w sensie ze go lubie i lubie sie jednak nim pochwalic ;) tutaj sam zjazd nie jest megatrudny - trudnosc sprawia, ze wszystkie zakrety sa "zakmniete", droga jest wąska a ruch - w przeciwienstwie do tdp - otwarty. ale jak ktos lubi zobaczyc na co moze sobie pozwolic, to bardzo zapraszam!!! :)

Nie wiem jak było na Podhalu, ale dzień wcześniej w okolicach BB ludzie śmigali na rowerach z przełęczy po zamkniętej drodze w czasie tej prawie godziny, zanim peleton zdążył objechać pętlę.
Awatar użytkownika
LoveBeer
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 954
Rejestracja: 03 gru 2012, 19:45
Życiówka na 10k: 34.00
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: Nowy Targ
Kontakt:

Nieprzeczytany post

Kangoor5 pisze:Nie wiem jak było na Podhalu, ale dzień wcześniej w okolicach BB ludzie śmigali na rowerach z przełęczy po zamkniętej drodze w czasie tej prawie godziny, zanim peleton zdążył objechać pętlę.
to bylo robione w normalny dzien przy normalnym ruchu (na szczescie jeszcze bywa ze jest niewielki tam). gdyby mi to zamkneli to urwalbym jeszcze ze 2 sekundy :D w kazdym razie to taki przyklad jakie sie srednie osiaga w gorach, a jak mowilem - ten zjazd jest wredny, to nie jest Kocierz, Kubalonka czy Salmopol - to bardziej Kamesznica - wąsko, zle wyprofilowane zakrety, ktorych nie widac bo sa drzewa i najwieksze ryzyko - jak cos wyjedzie na samym zakrecie to jest mala szansa w ogole sie minac...

i wez tu nie uzywaj hamulcow :lalala:
Awatar użytkownika
mihumor
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 6443
Rejestracja: 24 kwie 2012, 14:14
Życiówka na 10k: 36:47
Życiówka w maratonie: 2:49:22
Lokalizacja: Kraków

Nieprzeczytany post

Zjazdy na szosie w otwartym ruchu to nie moje hobby. Jednak zaliczam się tu do chłopców. Imponująca średnia na tym segmencie - gratki, jak dla mnie na stromych zjazdach powyżej 60km/h zaczynam się czuć mocno niepewnie. Tymczasem na takich łatwiejszych gdzie się jeszcze dokręca gdy mam pod 60km/h to jakby zupełnie nie ma tego wrażenia. To chyba kwestia wrażenia odczuwania panowania nad sytuacją i przyzwyczajenia (tu objeżdżenia) oraz przesuwania granic. To chyba tyczy każdej aktywności obarczonej ryzykiem. Kiedyś sporo skakałem do wody bo nad wodą się wychowałem i sie po prostu dużo skakało ze wszystkiego. Wtedy potrafiłem skoczyć z naprawdę dużej wysokości, z wież, skał i rożnych takich. Kiedyś skoczyłem na bańkę z najwyższego urwiska na krakowskim Zakrzówku a tam jest pewnie z naście metrów, z mostu we Francji skoczyłem też swego czasu i tam było mega wysoko. Ale od lat skaczę mało i tydzień temu stanąwszy na wieżyczce 3-4 metry czyli bardzo niskiej poczułem się dosyć dziwnie. Oczywiście, że skoczyłem ale coś co było kiedyś gdy to robiłem na co dzień czymś zwyczajnym nagle stało się w odczuciu trudniejsze co mnie zdziwiło. Niby to zostaje na całe życie ale tak nie jest do końca. Chyba Cezary Zamana w wywiadzie o temacie dużej ilości wypadków w wyścigach teraz wspomniał o obniżeniu się umiejętności eksperckich u prosów wskutek przerwy w ściganiu i jeździe w grupie.
Najszybsza kupa złomu w galaktyce

Blog: viewtopic.php?f=27&t=29814&start=345
Koment: viewtopic.php?f=28&t=29813&start=2880
RMC
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 490
Rejestracja: 14 lis 2013, 22:23
Życiówka na 10k: 44:49
Życiówka w maratonie: 04:09:02
Lokalizacja: Oleśnica

Nieprzeczytany post

Widzę, że temat podryfował w stronę czy warto w ogóle hamować a nie jak najlepiej zabrać się za poprawę hamulców :)

Stwierdzam jednak, że lepiej hamulce mieć :)
Bałem się grzebać przy swoich bo rower potrzebowałem na niedawny wyjazd (a mam jakąś złą passę ostatnio - co zabieram się za jakieś naprawy/demontaże to napotykam trudności i wszystko jak się nie zepsuje to trwa długo) więc faktycznie stanęło na wyczyszczeniu tarcz break cleanerami. Wielkiej poprawy nie odnotowałem ale uznałem, że wystarczy. No i niestety nie wystarczyło.
Zrobiliśmy w 2 dni 200 km po Jurze Krakowsko Częstochowskiej i ostatnie 40 km to 0 (słownie zero :) ) hamowania. Ani przodu, ani tyłu. Traumatyczne przeżycie :( Podeszwę w butach starłem, a z co większych górek musiałem lecieć na nogach by się nie zabić.
Po tym wyczynie niezwłocznie dałem rower do serwisu. Okazuje się, że zawodnik coś tam w aktualnych klockach podpiłował, wyregulował i znów są jak żyleta. Ciekawe tylko na jak długo...

W każdym razie zniesmaczony jestem hamulcami tarczowymi (przynajmniej tym co mam). Serwisant postraszył mnie trochę, że ciężko do nich dobrać klocki, jakieś zamienniki same są i nie wie czy będą dobrze pasować. Polecał zainwestować w hydrauliczne już normalniejszej firmy (Shimano). Nie wiem, temat pewnie na przyszła wiosnę teraz już wielkich wyzwań rowerowych nie planuję więc pewnie moje wystarczą.
ODPOWIEDZ