Teraz jest Pn, 14 października 2019, 20:09

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 16 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Śr, 10 października 2018, 10:14 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Jak wiele osób z mojego otoczenia (słusznie?) zauważyło, ja zawsze muszę zrobić wszystko na odwrót. Nie chcąc podważać tej tezy oraz działając na przekór tytułowi wpisu, zacznę zatem od końca, choć (mam nadzieję) to nie koniec mojej biegowej historii, co najwyżej koniec początku, no i przede wszystkim moment, w którym obecnie się znajduję. Miejsce, by do którego dotrzeć, musiałam pokonać długą drogę. Zaczynając jednak od począ… tfu! tfu! od końca ;) – jeśli minął rok, a ja dalej w tym trwam, to ewidentnie coś w tym całym bieganiu musi być :).

Takie jest póki co podsumowanie tej historii. I w zasadzie mogłabym to tak zdawkowo zostawić, ale jednak nie :). Co zatem było na początku? Pewna niedziela pod koniec lipca ubiegłego roku. Obudziłam się wówczas w deszczowy poranek i postanowiłam pobiegać. Tak po prostu. Wstałam z łóżka, wygrzebałam z szuflady sportowy stanik, koszulkę-bokserkę i szorty, a na nogi po raz pierwszy od prawie trzech lat włożyłam buty do biegania. Przebiegłam wtedy trzy kilometry i myślałam, że umrę :). Bo trzy kilometry na początek to dużo dla osoby prowadzącej tryb życia będący zaprzeczeniem słowa "aktywny". Dla osoby, która - nie licząc sporadycznych sprintów za uciekającym autobusem, zawsze zresztą zakończonych zadyszką - ostatni raz biegała ładnych kilka lat wcześniej. Czyli nazywając rzeczy po imieniu - dla osoby, która zaczyna zupełnie od zera :).

W zamyśle miał to być jednorazowy zryw. Na zasadzie pt. „Właściwie dlaczego miałabym tego nie zrobić?”, na której w tamtym momencie mojego życia opartych było wcale nie tak mało wyborów. Nie znajdując zatem żadnych argumentów 'przeciw' podczas poszukiwania odpowiedzi na pytanie, dlaczego miałabym nie iść pobiegać, wyszłam z mieszkania i zerwałam się do biegu. Następnego dnia po pracy zrobiłam to ponownie. Bez określonego powodu. I kolejnego dnia również. Bo tak. I następnego… Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, ale to był dopiero początek. I to nie tylko mojej biegowej przygody. To był początek wszystkiego.

Na przestrzeni minionego roku trzy razy zmieniłam pracę, z czego jeden (ostatni) raz był nie tylko zmianą miejsca na zasadzie transferu w ramach tej samej branży, lecz zmiana pracy łączyła się ze zmianą zawodu. Dwa razy się przeprowadziłam – raz do innego miasta, a raz… na wieś. Nigdy wcześniej nie mieszkałam na wsi. Nauczyłam się jeździć samochodem. I poznałam człowieka, który dziś jest moim mężem :). Mam wrażenie, że w ciągu tego roku zrobiłam więcej niż przez pozostałych dwadzieścia kilka lat mojego życia. Jedno pozostawało jednak niezmienne – bieganie. Bo przez cały ten czas biegałam. Raz więcej, raz mniej. Po różnych trasach. O różnych porach roku. Z większym lub mniejszym zapałem. Ale biegałam.

Minęłabym się z prawdą, mówiąc, że od biegania wszystko się zaczęło. Choć może trochę tak, bo poniekąd to właśnie dzięki bieganiu poznałam mojego męża, jak również zmieniłam swoje nastawienie do życia. Na pewno w jakiś sposób ukształtowało to mój charakter. Trafniejszym jednak jest określenie, że początek mojej biegowej przygody przypadł na okres mojego życia, w którym zmuszona byłam zaczynać wszystko od nowa. A nie mając nic do stracenia, diametralnie zmieniłam wtedy swoje podejście do wielu spraw. Tak, że czas, w którym zaczynałam biegać, przypadł na okres wielu poważnych zmian w moim życiu. To był początek wszystkiego, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Początek zupełnie nowego życia. I choć wiele kwestii zdążyło się w tym czasie (czasem nawet kilkukrotnie) zmienić, ja cały czas biegałam. I tak sobie biegam do dziś :).

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: N, 4 listopada 2018, 18:10 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): N, 2 września 2018, 20:33
Posty: 22
Szkoda ze nie ma w temacie zadnej odpowiedzi, Pięknie to wszystko opisalas, jakbym widziała w tym siebie.. Tak samo pokochalam bieganie i tak samo u mnie jest to chyba nowy poczatek..wszystko moze isc w cholere ale bieganie pozostanie niezmienne. Jak Ci idzie teraz i jak wyglądają Twoje wybiegania? Pozdrawiam:)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Pn, 5 listopada 2018, 17:57 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Ooooo dzień dobry, witam w moich skromnych progach, a raczej w moim ubogim w posty wątku :).

Jak już pisałam w pierwszym poście, od mniej więcej pół roku mieszkam na wsi. Nigdy nie mieszkałam na wsi. I w kwestii biegania obecna pora roku jak nigdy stanowi wyzwanie. Ponieważ pracuję na jedną zmianę i muszę dojechać do pracy do miasta, w domu jestem z powrotem ok. godz. 16:00, co aktualnie wiąże się z bieganiem po ciemku. Kilkunastokilometrowa ścieżka spacerowo-rowerowa jest jak dla mnie świetną trasą do biegania, ale z powodu braku oświetlenia wyłącznie za dnia... Co zresztą praktykuję w każdy sobotni poranek, biegnąc kilkanaście kilometrów do miasta, a potem uzupełniając spalone kalorie kebabem lub burgerem jedzonym w towarzystwie męża, który kończy w tym czasie pracę ;). Wyzwaniem są jednak obecnie popołudniowe wybiegania w czasie normalnego tygodnia pracy. Do niedawna nie wyobrażałam sobie biegać z czołówką nieoświetloną ścieżką wzdłuż lasu, w przypływie desperacji gotowa byłam jednak przełamać się i spróbować. I tutaj do akcji wkroczył troskliwy małżonek, który stwierdził, że właściwie trochę cardio mu nie zaszkodzi (od kilku lat jest stałym bywalcem siłowni) i będzie ze mną chodził na tę ścieżkę, bo nie chce siedzieć i się martwić, że biegam tam sama. Jedno takie wyjście już zaliczyliśmy - ja biegłam, a on za mną jechał na rolkach ;). I póki co taki jest plan. Jeszcze ciekawiej zrobi się, gdy spadnie śnieg - wtedy pewnie częściej będę korzystać po pracy z odśnieżonych miejskich chodników czy siłowni.

A biegam nie dla wyników, lecz dla przyjemności i spożytkowania energii kumulowanej przez cały dzień podczas siedzenia za biurkiem.

A jaka jest Twoja historia? I teraźniejszość? I plany na przyszłość? :)

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Cz, 3 stycznia 2019, 19:22 
Offline
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Wt, 1 stycznia 2019, 19:39
Posty: 46
Hej :usmiech: nie wiem, czy w przypadku Twojego bloga posty zamieszczamy tutaj, czy masz może jakiś specjalny temacik do komentarzy?
W każdym razie gratuluję. Gratuluje nie wyników (bo o tym nic nie ma), ale gratuluje systematyczności. Półtora roku biegania, to już chyba styl życia? Biegasz teraz, zimą? Bo jakoś Twojego małżowinka na rolkach popylającego w śniegu za Tobą sobie nie wyobrażam :hej:
Pozdrawiam :usmiech:

_________________
mój blog viewtopic.php?f=57&t=60193

tu się znęcacie viewtopic.php?f=28&t=60194


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Wt, 8 stycznia 2019, 13:03 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Właściwie powinnam pomyśleć o założeniu osobnego wątku do komentarzy :). Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że ktokolwiek tu coś skomentuje, właściwie to nie przypuszczałam, że i ja będę coś więcej pisała, no bo o czym tu pisać, kiedy biega się te 2-3 razy w tygodniu bez celu, bez planu treningowego oraz wyników? Ten wątek założyłam, bo… W sumie sama nie wiem, dlaczego :). Chyba chciałam po prostu zaznaczyć swoją obecność :). Bo prawda jest taka, że nigdy nie startowałam w żadnych zawodach. Nigdy nie realizowałam żadnego planu treningowego, nie miałam ambicji, by czynić postępy, nie zależało mi na wynikach. Truchtałam sobie w komfortowym dla siebie tempie kilka razy w tygodniu, w weekendy z uwagi na więcej wolnego czasu wpadało też trochę więcej kilometrów, od czasu do czasu katowałam siłowniową bieżnię :). Choć skłamałabym, mówiąc, że kiedy czasami udało się pobiec trochę szybciej, to nie robiło to na mnie zupełnie żadnego wrażenia, bo jednak w głębi duszy jakoś tak... cieszyło i wprawiało w dobry humor :). I tu dochodzimy do momentu, kiedy coś się zmieniło.

Nie umiem powiedzieć dokładnie, kiedy przestało mi to wystarczać. Może z chwilą, gdy zmieniłam buty, w których dotychczas biegałam. A nowe buty – jak to nowe buty… sztywne, nierozbiegane, obcierające… Chciałam, by jak najszybciej dopasowały się do moich stóp, tym bardziej, że podczas przymiarek w sklepie miałam wrażenie, że są jak na mnie skrojone. Zaczęłam więc biegać w nich… inaczej. Chciałam też przetestować ich możliwości. Zaczęłam biegać szybciej, wplatać w długie wybiegania szybsze odcinki, czasem krótkie intensywne sprinty, czasem nieco dłuższe odcinki… I tak oto w mojej głowie zaświtała myśl, że właściwie dlaczego miałabym nie wystartować w jakichś zawodach? Powód znalazł się jeden. Bo będzie to dla mnie nowość nie tylko dlatego, że dotychczas nigdy tego nie robiłam, w końcu każdy kiedyś zaczynał. Zwykle jednak unikałam sytuacji, w których nie jestem w stanie zrobić czegoś bardzo dobrze lub przynajmniej dobrze, a już na pewno nie prowokowałam ich z własnej, nieprzymuszonej woli. A prawda jest taka, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to nie będzie błysk. Mała jest co prawda szansa na to, bym była ostatnią zawodniczką na mecie, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że mam szansę na ukończenie biegu w pierwszej połowie stawki. Słabo? Pewnie trochę tak. Ale co z tego? Nie walczę o kwalifikację na IO, nie zarabiam tym na życie. Jeśli mam ochotę, mogę zrobić to dla zabawy. Przygotować się najlepiej, jak się tylko da (co zresztą próbuję czynić, coraz częściej przełamując się i wykraczając na „treningach” poza swoją strefę komfortu), ale wystartować ze świadomością, że póki co nie mam szans na świetny wynik. I nie zatracić przyjemności z biegania.

Mąż mi kibicuje ;). I gorąco zachęca do startu w zawodach. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że może na początek niekoniecznie powinien być to np. półmaraton, ale coś krótszego (w kontekście debiutu myślę o starcie w biegu na 5 km). Nie jeździ już za mną na rolkach, czasem razem odwiedzamy siłownię (tzn. ja – czasem, on – regularnie ;) ). Ja zaś biegam po chodnikach wzdłuż drogi prowadzącej do sąsiedniej wioski (centrum gminy), mając do dyspozycji całe trzy kilometry trasy oświetlonej ulicznymi latarniami. Raz lub dwa razy w tygodniu robię więc po południu jedno lub dwa takie okrążenia (do domu i z powrotem), w weekendy lub dodatkowe dni wolne od pracy biegam rano, co zresztą samo w sobie jest dla mnie bardziej komfortowe niż bieganie w drugiej połowie dnia. Byle do wiosny… ;)

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: N, 27 stycznia 2019, 20:11 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Noooo dobra, wypadałoby w końcu coś napisać, choć nie do końca jestem pewna, czy jest o czym :).

Prawdopodobnie wprost przeciwnie do większości nowych osób mijanych przeze mnie w ciągu ostatnich kilku tygodni na ścieżce biegowej (rowerowej), ja nigdy nie byłam entuzjastką postanowień noworocznych. Zawsze jednak uważałam, że żadna motywacja nie jest głupia, a mówiąc ściślej, że każda motywacja jest dobra, by zrobić dla siebie coś dobrego i zmienić na lepsze coś w swoim życiu. I pomimo tego, że często "zmienić cokolwiek" w krótkim czasie zamieniało się w "zmienić wszystko", w zasadzie nigdy takie gwałtowne zmiany w wielu obszarach życia na raz nie były przeze mnie planowane już na starcie, ot tak po prostu wychodziło. Wkraczając w 2019 rok, również nie planowałam żadnej wielkiej rewolucji, ale postanowiłam zmotywować się do regularnego biegania.

Biorąc pod uwagę założenie, że będę biegała min. trzy razy w tygodniu, póki co wszystko idzie zgodnie z planem. Chciałabym więcej, ale musiałabym wtedy zrezygnować z innych aktywności, mniej spać lub... znaleźć sposób na wydłużenie doby ;). Trzy razy w tygodniu jest jak na razie w moim odczuciu w porządku. Jak upłynął mi styczeń? Biegałam póki co 12 razy (w tym 2 razy na bieżni mechanicznej na siłowni), pokonując łącznie ok. 120 km. Były to w dużej mierze zabawy biegowe, mające głównie na celu przyzwyczajenie się do wychodzenia ze strefy komfortu, choć akurat na bieżni mechanicznej upodobałam sobie biegi z narastającą prędkością ;). Tylko tyle i aż tyle. Pewnie dorzucę jeszcze coś do tego w przyszłym tygodniu :).

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Pt, 1 lutego 2019, 09:32 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
No i tak, jak zamierzałam, do styczniowego kilometrażu dorzuciłam jeszcze dwa treningi (łącznie 15 km).

We wtorek (29.01.) zabawa biegowa pod chmurką ;). Wyjątkowo mi nie szło, nie miałam mocy (?) w nogach, nie dawałam rady przyspieszać. Może to efekt poniedziałkowego wypadu na łyżwy, bo już od rana miałam zakwasy w łydkach ;). A samo wyjście na lodowisko wypadło niespodziewanie, gdyż ze względu na małą ilość snu, zmęczenie po pracy i kiepską pogodę, po chwili zastanowienia postanowiłam przesunąć bieganie na wtorek, a wolny czas spontanicznie został zagospodarowany na jazdę na łyżwach :). Czy to efekt łyżew, czy też nie, nie do końca jestem w stanie ocenić, fakt jednak jest taki, że we wtorek biegało mi się ciężko. Dosłownie, ze względu na wrażenie ołowianych nóg. Tego dnia wpadło 8 km.

Wczoraj (31.01.) zaraz po pracy pojechałam na siłownię. Nie jestem miłośniczką bieżni mechanicznej, a trening wykonywany pod dachem zwykle miał miejsce wtedy, gdy pogoda zniechęcała do wyjścia na dwór tego stopnia, że siłownia wydawała się być mniejszym złem, niemniej jednak - złem koniecznym ;). O dziwo tym razem od rana miałam ochotę pobiegać właśnie na mechaniku, choć popołudniowe warunki pogodowe według wszelkich prognoz zapowiadały się nie najgorzej. Nie wiem, może to efekt niskich temperatur i kuszącego ciepłego kocyka po powrocie z pracy, tak skutecznie odbierającego motywację do wyjścia z domu :). Choć ja akurat z tych, którzy chwalą sobie bieganie w niskich temperaturach, a już na pewno wolą takie warunki niż upał i duchotę. Co innego jednak wyjść pobiegać rano, kiedy nie do końca mam świadomość, co czeka mnie na zewnątrz, a co innego wejść po południu do ciepłego domu i z własnej nieprzymuszonej woli kilkadziesiąt minut później wyjść z powrotem na mróz/deszcz/śnieg/wiatr* (*niepotrzebne skreślić :bleble: ). Tak więc od rana miałam wyjątkową ochotę na siłownię :). I jak to mam w zwyczaju, zrobiłam trening z narastającą prędkością. Choć od pewnego czasu chodzi mi po głowie, by spróbować kiedyś interwałów na mechaniku. Może niedługo się skuszę :hej: . Wczoraj wyszło 7 km.

Styczeń kończę z czternastoma treningami. To tyle samo, co w grudniu. Łącznie trochę ponad 135 km, czyli o jakieś 3 km mniej niż w poprzednim miesiącu. I tak, jak na początku roku postanowiłam, w każdym tygodniu były co najmniej trzy treningi. I chyba właśnie z utrzymania tej regularności i samodyscypliny jestem najbardziej zadowolona.

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Pt, 8 lutego 2019, 13:46 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Kolejny biegowy miesiąc rozpoczęłam w sobotę, 02.02. Standardem stały się już moje sobotnie, 15-kilometrowe wybiegania. Rzadko kiedy ostatnio biegam dłuższe dystanse (a zdarzało mi się biegać po 17-18 km, czasami nawet ponad 20), 15 km jakoś wyjątkowo mi leży, mam wrażenie, że to dla mnie taki dystans w sam raz - ani za długi, ani za krótki. Zawsze czekam na te sobotnie biegi, również z tego względu, że mogę biegać rano. Wspomniałam już w poprzednim wpisie, że zaliczam się do biegaczy, którzy mając do wyboru upał i mróz, wybiorą tę drugą opcję. Na tej samej zasadzie można zaliczyć mnie osób, którym lepiej biega się rano, i mając wybór, wychodzę na trening właśnie o tej porze dnia. Pracując od poniedziałku do piątku na jedną zmianę (co - poza brakiem możliwości porannego biegania - ma bardzo dużo plusów ;)), w tygodniu takiego wyboru nie mam, no chyba, że wstałabym o 4:30 :). Właśnie dlatego tak lubię te długie sobotnie wybiegania i cały tydzień na nie czekam ;). Tym razem wyjątkowo mi się nie chciało. Ale poszłam. I było fajnie. Choć dużo za szybko jak na mnie...

W poniedziałek (04.02.) po pracy pojechałam na siłownię. Przez kilkanaście godzin napadało mnóstwo śniegu i poranny dojazd do pracy ze względu na śliskie drogi był problematyczny, toteż nie bardzo miałam ochotę sprawdzać, czy chodniki po południu będą równie śliskie. Poza tym ostatnio na siłowni było całkiem przyjemnie, nie zastanawiałam się więc zbyt długo i zaraz po pracy udałam się pobiegać na mechaniku. Postanowiłam spróbować w końcu tych interwałów, choć do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy to mnie nie zabije :hahaha: . Ale stwierdziłam, że jeśli nie będę dawała rady, to najwyżej przerwę i/lub zmodyfikuję mój plan. O dziwo, nie było wcale bardzo ciężko. I tego dnia wpadło 8 km (łącznie z rozgrzewką i schłodzeniem).

Środa, 06.02. Bieżnia uzależnia? ;) Można powiedzieć, że dzień upłynął mi właśnie pod tym hasłem :). Na dworze wciąż dużo śniegu, w zależności od dnia mniej lub bardziej ślisko. Po pracy znowu pojechałam na siłownię. Tym razem klasyk, czyli bieg z narastającą prędkością. I po raz kolejny był to całkiem przyjemny trening, zważywszy że jeszcze do niedawna nie przepadałam za bieżnią mechaniczną. Łącznie z rozgrzewką i schłodzeniem wyszło 7 km.

Jutro sobota, w planach długie wybieganie. Nie, nie na bieżni :hej: .

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Wt, 12 lutego 2019, 19:58 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Sobota, 09.02. Po niemal tygodniu przerwy (w której jednak dwa razy odwiedziłam siłownię - o czym pisałam w poprzednim poście) powróciłam na biegowe ścieżki. Z racji wyjazdu tego dnia trening musiał odbyć się dość wcześnie rano. Ucieszona przyjemną temperaturą i - przede wszystkim - brakiem opadów (w prognozach różnie to wyglądało), ruszyłam w jedną z moich standardowych, 15-kilometrowych tras. To, co na niej zastałam, przeszło jednak moje najśmielsze wyobrażenia. Podczas gdy szosy od dawna już czarne, na ścieżce rowerowej wciąż zalegało mnóstwo śniegu i lodu! I o ile Continental mojej Superenovy na śniegu radzi sobie całkiem nieźle, o tyle lód to już całkiem inna para kaloszy... Najgorszy okazał się pierwszy odcinek, na którym niejednokrotnie nie mogłam zrobić nic więcej niż iść. Im dalej, tym ścieżka mniej osłonięta drzewami i krzakami, i zalegającego śniegu oraz lodu również było trochę mniej. Nie obyło się jednak bez przeskakiwania nad utworzonymi z nich "wysepkami" w celu poruszania się przez możliwie jak najdłuższy czas po suchej nawierzchni. Bieg z przeszkodami okazał się jednak nie być wszystkim, co miało mnie spotkać tego dnia. Po nawrocie i biegu w odwrotnym kierunku dodatkowo dostałam centralnie w twarz silny, zimny wiatr. Niby byłam tego świadoma, ale 8 km walki o to, by wrócić do domu bez kontuzji, zdołało sprawić, że zapomniałam o czekającym mnie biegu powrotnym pod wiatr. I kiedy tak ten wiatr mniej lub bardziej mnie stopował, a ja z każdym przebiegniętym kilometrem coraz bardziej opadałam z sił, to nie wiedziałam już, czy cieszyć się z tych nieosłoniętych krzakami fragmentów ścieżki, na których było mniej lodu, czy jednak wolę już ślizgać się i skakać pomiędzy oblodzonymi miejscami, byle tylko nie wiało. Byłam zdesperowana do tego stopnia, że zamiast wrócić tą samą drogą, przed rozpoczęciem ostatniego (najbardziej oblodzonego) odcinka ścieżki, zmieniłam koncepcję i postanowiłam pobiec kusząco suchym chodnikiem. Teoretycznie wiedziałam, dokąd zaprowadzi mnie ta droga, wydawało mi się, że byłam tu kiedyś z mężem. Po drodze jednak nic nie poznawałam... i z każdą chwilą coraz bardziej wątpiłam, czy to był dobry pomysł - pomimo całkiem dobrej nawierzchni i braku wiejącego prosto w twarz wiatru. Postanowiłam, że jeżeli po 15 km dalej nie będę wiedziała, gdzie jestem, to zatrzymam się i sprawdzę na mapie. Nie było to jednak konieczne, bo droga ta zaprowadziła mnie dokładnie tam, gdzie się spodziewałam. Uffff, to były naprawdę ciężkie warunki, a sam bieg bardzo szybko mi upłynął ;). I nawet napotkane na ścieżce (kolejny raz z rzędu) psy okazały się przy tym wszystkim najmniejszym zmartwieniem podczas tego biegu ;).

W ten weekend wyjątkowo miałam sposobność pobiegać aż dwa razy :). Samotnie spędzaną niedzielę (10.02.) spożytkowałam na BS. Pomimo tego, że pogoda była lepsza niż poprzedniego dnia, nie bardzo miałam ochotę sprawdzać, czy warunki na ścieżce również się poprawiły, w związku z czym tego dnia truchtałam po chodnikach. Zahaczyłam nawet o odcinek, który dzień wcześniej okazał się moim wybawieniem podczas biegu w trudnych warunkach. Słoneczny poranek, nieco słabszy wiatr i relaksujące tempo biegu sprawiły, że było to całkiem przyjemne 10 km. Czy były to bezproduktywne kilometry? Nawet jeśli tak, to po wczorajszej szarpaninie tego właśnie było mi trzeba. I coś jeszcze... Mówi się, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale łudzę się, że może liczne klucze kaczek/gęsi (?) już tak :oczko:. Bo widziane przeze mnie tego dnia na niebie dodatkowo uprzyjemniły ten bieg, napełniając nadzieją na szybkie nadejście wiosny :oczko: .

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Cz, 21 lutego 2019, 10:23 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
16.02. Kolejne sobotnie wybieganie. Tym razem słoneczny poranek, dość ciepło (jak na luty to nawet bardzo ciepło :oczko: ), lekki wiatr (co prawda wiejący przez większość trasy w twarz, ale niezbyt uciążliwy) i przede wszystkim sucha nawierzchnia :D. Bardzo przyjemne 15 km, tempo pewnie za szybkie jak na mnie, ale tego dnia jakoś ciężko było mi się stopować, a na ostatnich dwóch kilometrach celowo jeszcze przyspieszyłam :).

Poniedziałek, 18.02. Siłownia. Bieżnia. Interwały. Jeszcze będąc w pracy, wymyśliłam sobie, że jeśli dam radę, to dołożę dziś jeden interwał więcej niż zwykle. Tego dnia od samego początku jakoś ciężko mi się biegło, przy drugim szybkim odcinku pomyślałam nawet, że czuję się tak, jak zwykle przy... czwartym. Przy czym nie zmieniałam ani tempa, ani kąta nachylenia, ani niczego innego. No, jedynie z wyjątkiem bieżni, po której tego dnia biegałam (za każdym razem trafia mi się inna) :oczko: . Pomimo zmęczenia i tak dołożyłam ten dodatkowy interwał ekstra :hej: . Pod koniec pot lał się już ze mnie strumieniami, a ja zastanawiałam się, jak przeżyłam tych 8 km :hej: .

Środa, 20.02. Ponownie siłownia. Znowu inna bieżnia mi się trafiła (biegałam już chyba na wszystkich) :D. Tym razem 6 km biegu z narastającą prędkością plus 1 km truchtu na zakończenie. Bardzo przyjemnie się biegało.


Na sobotę tradycyjnie zaplanowane długie wybieganie :). Sprawdzałam prognozę, zapowiada się bezopadowo i bezwietrznie, choć mroźno :hej: . Cóż, w końcu mamy zimę :oczko:.

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Wt, 26 lutego 2019, 10:08 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Sobota, 23.02. Miało być mroźno i było mroźno :). Poza tym pogoda świetna. Przez pierwszych kilka minut biegu miałam wątpliwości, czy nie za cienko się ubrałam, tak dawno nie biegałam przy ujemnych temperaturach. Po przebiegnięciu mniej więcej kilometra wiedziałam już, że wybór odzieży na ten bieg był jak najbardziej trafny. Biegło się bardzo przyjemnie, aż tu nagle... niespodzianka! I nie, tym razem dla odmiany nie były to psy, lecz roboty drogowe. A że ścieżka rowerowa, po której biegłam, przecina drogę, na której trwały prace, to została ona zamknięta z obu stron i musiałam nieco zmodyfikować swój plan. Nie przejęłam się tym jednak za bardzo i nawet wydłużyłam ten bieg o 2 km. W ogóle nie odczułam tej różnicy, czułam się tak, jakbym standardowo przebiegła tego dnia 15 km. Wydłużenie biegu dało o sobie znać dopiero następnego dnia, gdyż po wstaniu z łóżka bolały mnie nogi. W ciągu dnia udało mi się jednak to rozchodzić i było ok.

W poniedziałek (25.02.) pojechałam na siłownię. 7 km biegu z narastającą prędkością i 1 km truchtu na koniec. Tego dnia postanowiłam również pierwszy raz w życiu wykonać analizę składu ciała na Tanicie :oczko: . Nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać, ale i tak wyniki szczerze mnie zszokowały :hej: . Według BMI lekka niedowaga, ale to akurat już wiedziałam i nie było to dla mnie zaskoczeniem. Ale 10,4% tkanki tłuszczowej? :szok: Ja się pytam: jak? Przy pochłanianiu dosłownie kilogramów słodyczy tygodniowo (nie przesadzam :)) plus fast foody 2-3 razy w tygodniu? Do tego praca siedząca. WTF? Jeszcze większym szokiem okazał się jednak dla mnie wiek metaboliczny, który obliczono mi na... 13 lat :hahaha: .

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Pt, 1 marca 2019, 11:26 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Luty pod względem biegowym zakończyłam w środę, 27.02. wizytą na siłowni, podczas której wykonałam trening interwałowy. Oddechowo było zaskakująco lekko, ale odczuwany przeze mnie od kilku dni ból stawów skokowych (?) przeszkadzał podczas biegu. Przebiegłam tak 7 km, kończąc trening z mocnym przekonaniem, że był to mój ostatni bieg w tych butach. Czekają mnie teraz (zapewne niełatwe) poszukiwania nowej pary...

W lutym przebiegłam trochę ponad 124 km na 12 treningach. W porównaniu ze styczniem mniej było zarówno kilometrów, jak i treningów, ale sam luty miał też mniej dni ;). Za to dzieląc sumę przebiegniętych kilometrów przez liczbę treningów, to statystycznie każdy bieg był w tym miesiącu dłuższy w porównaniu z treningami styczniowymi :oczko: .

Biegowe rozpoczęcie marca zaplanowałam na jutro :).

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Śr, 6 marca 2019, 10:56 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Sobota, 02.03. Bieganie w mroźny poranek zapowiadało się całkiem przyjemnie, jednak ból w stawach skokowych sprawił, że wcale takim nie było. Wymęczyłam 15 km, ale nie byłam zadowolona. Tym bardziej, że jedna z nóg zaczęła boleć bardziej niż druga... Rozpoczęłam smarowanie obolałych miejsc żelem przeciwbólowym/przeciwzapalanym z dodatkowym efektem chłodzącym, który pomógł mi w przeszłości. Właściwie to jedyny preparat do użytku zewnętrznego, po którym widzę jakieś tam efekty. Dodatkowo uskuteczniam krioterapię w domowych warunkach :hej: , co również pozwala poczuć ulgę. Bronię się przed łykaniem NLPZ, choć w przeszłości stosowanie ich także przyniosło poprawę, ale wtedy też odczuwałam dużo większy ból i głównym celem ich przyjmowania było jego uśmierzenie. Teraz odczuwam lekki dyskomfort przy chodzeniu oraz drobne problemy podczas schodzenia po schodach.

Poniedziałkowy trening postanowiłam odpuścić, choć przyznam, że długo biłam się z myślami. Tym bardziej, że na przetestowanie czekały nowo zakupione buty :oczko: . We wtorek (05.03.) obie nogi bolały już mniej, w związku z czym po pracy pojechałam na siłownię z zamiarem wykonania kilkukilometrowego biegu z narastającą prędkością. Już kilka minut po rozpoczęciu truchtania wiedziałam, że nic z tego nie wyjdzie. Pierwszy raz zaczęłam więc kombinować ze zmianą kąta nachylenia i prędkości, co by nie zwariować podczas jednostajnego powolnego truchtania na bieżni :hej: . Nie powiem, że pokonywanie podbiegów było łatwe :hahaha: , ale na pewno odczuwałam dużo mniejszy dyskomfort niż podczas biegu po płaskim. Nie było to jednak dla mnie specjalnym zaskoczeniem, bo podobnie mam z chodzeniem po schodach - aktualnie wchodzenie po schodach jest dla mnie bardziej komfortowe nie tylko w porównaniu ze schodzeniem, ale i z normalnym chodzeniem.

Po wczorajszym 8-kilometrowym treningu postanowiłam zrobić co najmniej kilkudniową przerwę zarówno od siłowni, jak i od biegania. Wiem, że muszę i cały czas powtarzam sobie, że lepiej teraz zaprzestać biegania na (mam nadzieję!) kilka dni niż ryzykować kilkutygodniową przerwą i większym bólem w najbliższej przyszłości, a tak właśnie może się skończyć kontynuowanie treningów w obecnej sytuacji.

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Cz, 14 marca 2019, 12:32 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Sobota, 09.03. Walka trwająca 15 km. Nie powinnam była tego robić, głupie to było i nie mam nic na swoją obronę. Głowa chciała bardziej niż noga na to pozwalała. Na ostatnich dwóch kilometrach coś się jakby odblokowało i jako tako dało się biec. Ale to niczego nie tłumaczy.

Poniedziałek, 11.03. Siłownia i eksperymenty z tempem i kątem nachylenia. Noga aż tak nie dokuczała. Łącznie 7 km.

Środa, 13.03. Siłownia i ponowne eksperymentowanie z nachyleniem, ale inne niż dwa dni wcześniej. I to była jakaś masakra. Nawet nie dokończyłam tego, co sobie założyłam. Wpadło 8 km, ale ciężko to przeszłam...


Dopadło mnie jakieś potworne przemęczenie z szerokim spektrum różnorakich symptomów, utrzymujących się ze zmiennym nasileniem już od kilku tygodni... Chyba czas zwolnić. Dosłownie. Mąż - widząc moje osłabienie - namawia mnie na przerwę od biegania, ja chyba jednak z właściwą sobie dyplomacją pójdę na kompromis i na jakiś czas zastąpię ciężkie treningi czymś o wiele lżejszym.

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Początek wszystkiego
Nowy postNapisane: Cz, 21 marca 2019, 12:13 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się

Dołączył(a): Wt, 9 października 2018, 11:47
Posty: 22
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
W sobotę (16.03.) pogoda absolutnie nie zachęcała do wyjścia z domu. Ale jako, że tego popołudnia miałam już zaplanowane zakupy i fryzjera, miałam do wyboru wyjść albo wcześnie rano, albo wcale. Wybrałam więc opcję "wcześnie rano". Z nogą było już trochę lepiej, tzn. "rozbiegała się" szybciej, niż na 2 km przed końcem biegu - jak to miało miejsce tydzień wcześniej. Co nie znaczy, że biegło się lekko, bo pogoda tego dnia nie rozpieszczała. Wiatr, deszcz, deszcz ze śniegiem, grad - wybierz właściwe w zależności od kilometra :oczko: . Dodatkowo od kiedy tylko wstałam z łóżka, czułam się potwornie odwodniona (zupełnie nie wiem dlaczego, bo od pewnego czasu staram się pilnować ilości wypijanej wody) i jak nietrudno się domyślić, podczas biegu wrażenie Sahary w gardle coraz bardziej się nasilało. Koniec końców, przebiegłam 15 km i pomimo wrażeń, jakich dostarczył mi ten bieg, byłam zadowolona.

Niedziela, 17.03. 15 km rekreacyjnej jazdy rowerem (po raz pierwszy w tym roku), która ze względu na wiatr momentami również była wyzwaniem :).

W poniedziałek (18.03.) pojechałam na siłownię. Postanowiłam oszczędzać nogę i sam trening był lżejszy niż zazwyczaj. 8 km z podbiegami.

Środa, 20.03. Ponownie siłownia. Tego dnia noga dokuczała bardziej niż w poniedziałek, w związku z czym trening był jeszcze lżejszy niż poprzedni. Ale żeby nie narzekać na nudę, był również bardziej urozmaicony :). Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, wykonałam zabawę biegową na bieżni :hej: . W praktyce oznacza to 7 km z różnymi kombinacjami zmiany tempa i kąta nachylenia. Szybko zleciało ;).

_________________
'Zrezygnować z marzeń ze strachu przed porażką to jak popełnić samobójstwo ze strachu przed śmiercią'

Blog: viewtopic.php?f=57&t=58553
Komentarze: viewtopic.php?f=28&t=59030&p=964850#p964850


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 16 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL