Teraz jest Śr, 22 sierpnia 2018, 09:18

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Pn, 2 lipca 2018, 20:55 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 265
" Sto procent planu "

Niedzielne wybieganie zaliczone. Powietrze znacznie czystsze niż ostatnio, choć do kryształu mu daleko. Niestety, żadnego biegacza nie spotkałam. Nie ta godzina? Nie ten dzień? Nie mam pojęcia. Biegłam ja i moja brzmiąca w uszach muzyka. Planowałam 10km, jednak nigdy nie robię rzeczy na siłę, jeśli miałoby wyjść mniej, to i tak będzie dobrze, ale gdyby udało się pobiec więcej... byłoby cudnie.
17 stopni na dworze, godziny późnopopołudniowe, przyjemnie.
Postanowiłam nie sprawdzać ani tempa ani odległości, w sumie po co mi to?
Jedynie na co spoglądałam, to tętno.
Do 160 będzie OK, jeśli pójdzie wyżej, to zwolnię, zgodnie z zasadą - trening to nie wyścigi.

Biegłam znaną już sobie miejską trasą zahaczając o obrzeża.
Tu podbieg, tam zbieg, kawałek równej drogi, kilka przejść dla pieszych, plączących się ludzi z psami.
Lecę głównie tam, gdzie są trasy rowerowe. Zadziwiający się ci piesi. W większości mijam "zombie" wpatrzonych w ekrany telefonów i idących zygzakiem. Wiek tutaj nie ma znaczenia, choć zawsze mi się wydawało, że to domena nastolatków. Biegam po strefie przeznaczonej dla pieszych a nie dla rowerzystów, jednak czasem nie jest to łatwe, ponieważ rozbawieni przechodnie idą cała szerokością chodnika i nie mają zamiaru posunąć się o centymetr. Mam do wyboru, albo wbiec na pas dla rowerów, albo lecieć trawnikiem. Raz, drugi ustąpiłam, ale wreszcie przypomniałam sobie jedną z zasad biegowych.
- Kto na ścieżce biegowej ma pierwszeństwo?
- Ten, kto wygląda na bardziej zmęczonego ( coby to nie powiedzieć dosadniej :bum: ).

W takim razie ... z drogiiiiii, lecę po prawej stronie, wyprzedzam z lewej, ale reszta ... no zobaczymy kto mocniejszy :hej: .
Asertywność w tym temacie działa z małym wyjątkiem, psy zawsze plączą się nie tam gdzie trzeba, ale sama mam psa, więc wiem jak to jest. Cała reszta ludzkości grzecznie schodziła ze ścieżki.

W ten sposób dobiegłam prawie do końca mojej drogi, ale nogi jakoś same niosły dalej. Zaczęłam więc zabawę w bieganie "wkoło śmietnika", wreszcie i tak trasa się skończyła.
Ech, następnym razem muszę pomyśleć o jeszcze jakieś dodatkowej uliczce, którą zwiedzę.
Na zegarku pojawiła się odległość 12,1km. Drugi raz w życiu przebiegłam aż tyle a w zasadzie pierwszy raz, ale te 100 metrów to żadna różnica. Średnie tętno 157, więc też przyzwoite. Prędkość niezbyt powalająca, ponieważ 7:03, ale totalnie nie o to mi chodziło, mogło by być nawet 8:00 i też byłoby dobrze.
Najważniejsze dla mnie było to, że udało mi się osiągnąć cel w 100% a i sił było na tyle, że mogłam biec jeszcze dalej.
To był dobry wieczór.

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: N, 8 lipca 2018, 16:58 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 265
"Decyzje"

"Pieszą" trasę już mam opanowaną, taką bez dojazdu. W sumie ma ona swoje plusy. Mogę wybiec nawet dość późno bez obaw, że zmrok złapie mnie w środku lasu. Są latarnie, są wokół zawsze jacyś ludzie, więc nawet jest bezpieczniej.
W tym tygodniu nadciągnęły nad Polskę tropikalne upały, a przynajmniej nad moje miasto. Temperatura w słońcu dochodziła do 38 stopni. Żeby nie było mi zbyt łatwo, w pracy "lekkie" urwanie głowy, więc zegarek już w połowie dnia mówił mi "cel osiągnięty".
O tym, żeby spokojnie usiąść i zjeść drugie śniadanie, czy też się czegoś napić, mogłam zapomnieć. Bilans tego, co wypijałam wciągu dnia był kiepściutki.

Czułam się zmęczona i to bardzo, ale szkoda mi było opuścić wtorkowe bieganie.
Temperatura długo nie chciała spadać, w końcu ok 20.00, gdy słupek rtęci ( a właściwie czujnik elektroniczny :bum: ) pokazał 25 stopni, wyszłam. Ubiegłam ok 600 metrów i czuję, że coś jest nie tak, mocno nie tak. Nogi od początku nie chciały ciągnąć, ale zrzucałam to na karb "pierwszego kilometra". Z każdym metrem było jednak gorzej.
Szybka decyzja - wracam. Skręciłam w równoległą uliczkę i wróciłam do domu. Żołądek zaczął żyć własnym życiem usiłując zaprezentować mi swą umiejętność skręcania się w węzeł marynarski, nogi z sekundy na sekundę przybierały kształt galarety, w głowie zaczęło się kręcić niczym podczas jazdy na górskiej kolejce tudzież diabelskim młynie.

Zdążyłam otworzyć drzwi od domu. Wielkie krople gorącego potu spłynęły po moich skroniach i plecach, a po chwili przeszła przeze mnie fala przeraźliwie zimnych dreszczy. Zaczęła się zabawa, raz gorąco, raz zimno.
Dziś z biegania raczej nic już nie wyjdzie.
O tym, żeby coś zjeść, nie było na te chwilę mowy, ale starałam się chociaż wlać w siebie Muszyniankę z sokiem.
Szybko doszłam do siebie, jednak ten trening całkiem odpuściłam, czasem przekładam go na środę, ale raczej nie teraz.

Kolejne wybieganie w piątek. Niestety, cały tydzień w pracy okazał się być taki sam, więc popołudnie przespałam. Musiałam odpocząć i przede wszystkim zadbać o to, żeby uzupełnić "niedobory" płynów.
Kiedyś ktoś mi na forum radził, że wystarczy napić się porządnie tuż przed bieganiem. To ile pije się wciągu dnia czy tygodnia miało nie mieć znaczenia. Chyba raczej tego poglądu nie podzielam, z resztą jak widać, życie też tę teorię zweryfikowało. Tym razem nie zaryzykowałam, odpuściłam.


Przyszła sobota. Hmmm, mam siłę i chęć gdzieś podreptać. Może zaliczyć niedzielne długie wybieganie? Godzina 20.00, temperatura 20 stopni, wiec fajnie, ... lecę.
Znajoma mi już trasa, najpierw w górę, później w osiedle, w lewo na obrzeża, obok cmentarza i kościoła, później w dół do ronda, prosto i ... tym razem ciut inaczej, w lewo - do następnego cmentarza. Cały czas biegnę wzdłuż trasy rowerowej. Dalej już tak samo jak dotychczas.
Trochę kiepski widok te cmentarze, ale droga fajna a i powietrze świeże, bo wiadomo, tego typu " atrakcje" usytuowane tuż przy wylocie z miasta. Jakoś tak mi się dobrze biegnie, pomimo tego, że kilka odcinków jest pod górę.
Gdy dotarłam na swoje osiedle zegarek pokazał:
Dystans 13,10km
średnia prędkość 7:07
średnie tętno: 163
Wow, pierwszy raz w życiu przebiegłam 13km. Chciałabym tę odległość powtórzyć i utrwalić. Jestem ciekawa czy mi się uda. Obawiałam się, że ten "przesiedziany" tydzień jakoś negatywnie wpłynie na kolejny bieg, ale chyba jednak decyzje, które za każdym razem podjęłam, były właściwe. Czasem warto odpuścić.

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Pt, 13 lipca 2018, 02:08 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 265
" A jednak ..."

Wszystko zaczęło się od niedowiązanych butów. Kolano później dawało o sobie znać przez kolejne cztery tygodnie. Przy każdym podniesieniu stopy, miałam wrażenie, że podnoszę łydkę z ołowiem. Jakoś przeszło ... na drugą nogę, zaczęło mnie coś z boku kolana ściągać, na szczęście szybko minęło, to było tylko przeciążenie. Niezbyt długo nacieszyłam się "wolnością" od problemów. Coś zaczęło mnie ściągać przy lewej pięcie. Można pomyśleć, że zapominam lub nie chce mi się wykonywać ćwiczeń rozciągających, ale tak wcale nie jest.
Próbowałam sobie jeszcze tłumaczyć, że to może przetrenowanie lub wpływ biegania po lesie.
Los sprawił, że z lasu musiałam na pewien czas zrezygnować, ale problem się nie skończył, a powiedziałabym raczej, że się nawet zaczął pogłębiać. Już wcześniej dostałam radę, że jeśli coś mnie niepokoi, to powinnam poszukać jakiegoś fizjoterapeuty, ale najpierw nie mogłam się dodzwonić, później nie miałam czasu a jeszcze później zaczęłam sobie sama tłumaczyć, że robię z igły widły i dopatruję się problemu tam, gdzie go nie ma. Wreszcie przestałam wymyślać i zapisałam się na badanie funkcjonalne stóp. Znalazłam fizjoterapeutę, który zajmuje się sportowcami z mojego miasta ( biegaczami i chodziarzami) a i sam wie czym jest bieganie.
Postanowiłam nie mówić mu wszystkiego, żeby za bardzo nie sugerować. Byłam ciekawa na ile sam do pewnych rzeczy dojdzie i czy mu się to uda. W sumie to niczego nie musiałam tłumaczyć, ponieważ wszystko wskazała sama maszyna.

Do domu wróciłam ze wskazaniem jak mam ćwiczyć i z wkładkami ortopedycznymi, (a właściwie ortezami) które mam nosić non stop, więc mam także w nich biegać, oraz z opisem problemu. A jednak... nie zdawało mi się, dobrze czułam, że coś jest nie tak, tylko czasem trudno się samemu przed sobą przyznać ( a przynajmniej ja tak mam).
Wadę da się jeszcze skorygować ćwiczeniami, więc nie jest źle a i biegać teraz już mogę w miarę spokojnie, ponieważ bardzo się bałam, że Achilles w pewnej chwili nie wytrzyma. Najważniejsze, że poszłam po poradę na tyle szybko, że nie zdążyłam dorobić się powikłań, a mogłam, bo mam ku temu wszelkie predyspozycje.

Co jeszcze jest w tej sytuacji dobre? Okazuje się, że biegam ze śródstopia, więc technika dobra, tylko wcale nie wynikająca z umiejętności, a z wady, ale co tam. :bum:
No i we wskazaniach mam bieganie po "lesie" ( miękkie, nierówne podłoże) ... cuuudnie, wracam na moje leśne ścieżki. :hej:

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Pn, 16 lipca 2018, 12:34 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 265
"Wrażenia"

Wkładki trafiły do butów, ale odwagi żeby w nich na razie biegać brakło, więc pominęłam jeden dzień treningu na rzecz przyzwyczajania się do chodzenia w tym "sprzęcie". Kiedyś już próbowałam wybiec w jakichś starych, zwykłych wkładkach ortopedycznych chcąc sprawdzić czy mi się wydaje, że stopa mi ucieka czy też nie, ale to była porażka. Dobrze, że przy sobie miałam wkładki fabryczne, ponieważ tamte totalnie do biegania się nie nadają. Twarde, śliskie, po prostu niewłaściwe, więc naprawdę odradzam tego typu eksperymenty. Dałam wtedy radę przebiec ok 2km i byłam przeszczęśliwa wyrzucając je z butów.
Wkładki, które dopasował mi fizjoterapeuta to Dananberg Vasyli +, są inne niż te "standardowe", stopa na nich nie jeździ, ponieważ wyściółka jest z czegoś w stylu irchy, sama wkładka jest perforowana, co zwiększa jej przewiewność i ...podstawa to nie korek ani inny twardy materiał, to miękka termoplastyczna pianka.
Przyszedł jednak czas wypróbować je w czasie biegania. Postanowiłam, że przebiegnę tyle ile będę w stanie, max jednak to 10 km, przy czym zakładam, że nawet po 2-3 km trzeba będzie odpuścić. Na początku czułam pod stopą różne górki, pagórki, ale ku mojemu zdziwieniu nie przeszkadzało mi to za bardzo. We wtorek (jeszcze bez wkładek) przebiegłam tylko 8km, ponieważ ból i ściąganie czegoś tam co trzyma piętę było na tyle uciążliwe i podejrzane, że wolałam nie ryzykować z potwierdzaniem teorii "Jak coś boli, to trzeba to rozbiegać". Teraz ten efekt też się pojawił, ale zdecydowanie jest mniejszy. Jestem ciekawa co będę czuła następnego dnia.
W podsumowaniu wyszło 10 km w 1h10 ze średnim tempem 7:01.
Z wkładkami biegnie się śmiesznie, jak na sprężynkach, po prostu to dodatkowa amortyzacja.
Wkładki, wkładkami, to tylko wsparcie. Najważniejsze i tak są ćwiczenia, które nie są trudne ani czasochłonne, ale wymagają systematyczności a z tym to u mnie różnie bywa.
P.S. Na drugi dzień totalnie nic mnie nie boli, jestem w szoku.

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Wt, 24 lipca 2018, 13:41 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 265
"Zmiana planów"

Mam już wreszcie swoje auto, więc postanowiłam zacząć biegać znów po lesie, ptaszki, żywica i te sprawy.
Tiaaa... i na postanowieniach w zasadzie się skończyło.
Wybrałam się na ścieżkę, a jakże. Przebiegłam zaledwie jedno kółko, niecałe 5 km w tempie 7:26 przy temperaturze 28 stopni niemalże umierając po drodze. Lasu mi się zachciało. :wrrwrr:
Wkładki cisnęły niemiłosiernie a do tego żar lał się z nieba a ja w tempie ślimaka niemalże płuca wyplułam.
Masz ci los, a tak tęskniłam za tamtym miejscem. Nad miasto nadciągnęły porządne upały, nie da się biegać w dzień, to znaczy biegać zawsze można, tylko z jakim skutkiem? Mój organizm włączył wzmocnioną reakcję obronną. Powtarzam sobie jak mantrę:
" Biegać można w każdej pogodzie, biegać można w każdej pogodzie ..."
"Nie ma złej pogody na bieganie, nie ma złej pogody na bieganie..."
... i guzik to pomaga. :bum:

Postanowiłam spróbować wyjść wcześnie rano, ale jak tutaj przerobić sowę na skowronka?
Rano za nic nie jestem w stanie wcześniej zwlec się z łóżka, szczególnie, że mam urlop.
To założenie spaliło na panewce.
W takim razie będę biegać wieczorem. Taaaa... po lesie ok 22.00? Ani to bezpieczne, ani rozsądne.
I na takich dywagacjach przeszedł mi kolejny trening na który nie wyszłam.
Nie no, trzeba wziąć się w garść, wracam do klepania asfaltu.
Godzina 18.00 na termometrze 26 stopni.
19.00 - 29 stopni, 20.00 -27stopni, ta pogoda oszalała. :sss:
W końcu wyszłam prawie o 21.00. O tej godzinie za daleko sobie nie pobiegam, bo się ciemno robi, a moja trasa obrzeżami miasta wiedzie po czymś co trudno chodnikiem nazwać. Po zmroku to najlepszy sposób na wybicie sobie kilku zębów, tudzież na skręcenie kostki.
Czas dziesiątek (10km) na razie odkładam na dalszy plan ( może uda mi się choć raz w tygodniu taki dystans przebiec). Pobawię się krótszymi odcinkami, ale troszkę szybszymi.
W ten sposób wczoraj przebiegłam 4,70km w 00:30:08 ze średnim tempem 06:24 i średnim tętnem 166.

Czy mogłam pociągnąć trochę dalej? Pewnie i tak, ale zegarek wskazał, że do wybiegania mam tylko 30 minut. Podarowałam sobie strefy tętna, a skupiłam się tylko na czasie trwania biegu. Miało być 30 minut i było.
Nie daję sobie rady z tymi upałami, będę więc podążała za wskazaniami Polara, może rzeczywiście zamiast 3 dłuższych wybiegań ( które sama sobie wyznaczałam) zrobić zgodnie z planem 4, ale krótsze?

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Śr, 15 sierpnia 2018, 13:41 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 265
Koszmarne upały

Pogoda mnie pokonała. Nie chciało mi się nawet chcieć. Temperatury masakryczne. Pewnego dnia czujnik termometru wskazał 48 stopni w słońcu. Dzień coraz krótszy ale gorąc non stop taki sam. Zdarzyło się, że ubrałam się w ciuchy biegowe i czekałam, aż temperatura choć trochę spadnie i pokaże poniżej 30 stopni. Tak doczekałam do godziny 21.00 kiedy to zaczęło się ściemniać i z biegania były nici, ponieważ nie wybiegam po zmroku.

Nie daję sobie rady z takim gorącem. Zauważyłam, że najwyższą temperaturą, którą jestem w stanie zaakceptować jest 25 stopni i brak słońca. Nie chciałam się jednak usprawiedliwiać i wyszłam przy 27. Pot leciał ze mnie ciurkiem, miałam wrażenie, jakbym biegła po kolana w wodzie. Chciałam biec do przodu,ale coś trzymało mnie w miejscu z czym starałam się staczać nierówną walkę.
Odpuszczam. Jeśli sama myśl o wyjściu na bieganie ma być dla mnie przerażająca, to jaki jest tego sens?

Później przyszedł tydzień urlopu. Przerwa, totalny reset.
Powrót jednak nie przyniósł zbytnich zmian. Niedziela i znów upiorne upały. Wieczór gorący. Poniedziałek, powtórka z rozrywki. Wtorek - wreszcie chłodniej. Godzina 20.00 i moje wyczekane 25 stopni. Tym razem wybiegłam, jednak wcześniejsze negatywne doświadczenia spowodowały, że musiałam się zmusić do wyjścia. W zegarku plan na interwały i 50 minut.
Wolno, przede wszystkim wolno, nawet jeśli miałabym wrócić do marszobiegu.

Rano trochę popadało,więc i asfalt nie zionął ogniem.
Biegnę swoją starą trasą, skręcam w stronę obrzeży miasta, to właściwie już wieś. Po drodze roboty drogowe, ulica zamknięta dla ruchu kołowego a na jej środku ... o rety, co to? Wesele, chrzciny, oczepiny, czy inna impreza? :szok:
Ludzie z okolicznych domów ( ze wsi) wyjęli stoły, nakryli je białymi obrusami, postawili grill, poprzynosili jadła, napitku i jakby nigdy nic nieźle się bawią.

Czuję się trochę dziwnie, no ale cóż, nie ma innej drogi, muszę obok nich przebiec. Oni siedzą na ulicy, ja biegnę chodnikiem.
Zacisnęłam zęby, bo zamknięcie oczu byłoby raczej ryzykowne :bum: , i do przodu.
Usłyszałam tylko kilka braw ... i ufff... przeleciałam tak szybko jak się dało, ale na tyle wolno, żeby płuc nie wypluć i nie wysiąść, bo to byłby koper. :hej:

W podsumowaniu:
Czas trwania 0:55:45
Dystans: 8.03
Średnie tempo: 6:57
Średnie tętno 166

Do domu wróciłam przeszczęśliwa, że udało mi się zrealizować założenie i z chęcią na kolejne wyjście.
Termometr wskazywał 22 stopnie. Ewidentnie nie potrafię nie tylko biegać, ale i funkcjonować w tych długotrwałych upałach.
Oskarżałam się o to, że nie biegam, miałam sama do siebie pretensje, ale po wczorajszym wyjściu widzę, że to nie moje lenistwo było tego przyczyną, a po prostu nieumiejętność, niemożność, czy jak to tam zwał, przeskoczenia wysokich temperatur.

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: So, 18 sierpnia 2018, 12:41 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 265
"Sobotni poranek"

Ogólnie mogę powiedzieć, że poszło kiepsko. Ale po kolej.
Kiedyś trzeba było spróbować, obojętnie z jakim rezultatem. Postanowiłam wreszcie pokonać własne blokady i zajrzeć na parkrun.
Ta pogoda to chyba jak na złość. Temperatura w słońcu sięgnęła 28 stopni. Mnie nogi się trzęsły ze strachu, jakbym co najmniej do matury stawała. Jeszcze nie zaczęłam biec a już mi się strasznie pić chciało, stres robił swoje. Dobrze, że swoim starym zwyczajem do tylnej kieszonki upchnęłam mały softflask.
Na początku wszystko wygląda przerażająco, jak tutaj ogarnąć jakieś kody kreskowe, który kiedy pokazać...
Wołają na odprawę dla nowicjuszy. Niby słucham, ale niewiele co zapamiętuję.
Ruszamy. Nie pcham się na przody, dla mnie raczej tyły będą najlepsze. Powoli zaczynamy się rozdzielać, część śmiga do przodu tak, że tylko kurz za nimi się unosi. Czym dalej, tym peleton mniej zwarty. Musimy przebiec 2,5 km, po czym na namalowanej kropce zawrócić i biec z powrotem. Jestem na połowie pierwszej części, kiedy niektórzy mijają mnie lecąc już w stronę mety.
Butelka z piciem okazała się błogosławieństwem, mały łyk a przyniósł ogromną ulgę.
Dobiegłam, choć czas miałam o minutę gorszy niż wtedy, kiedy biegam sama. Nie wiem co zrobiłam nie tak, czy to pogoda miała na to wpływ, stres, czy to że poszłam wczoraj spać o 2.00 bo oczywiście tysiące rzeczy było do zrobienia właśnie w nocy. Z tego wszystkiego zapomniałam włączyć zegarek, przypomniało mi się po jakieś tam chwili a i wyłączyć go na czas też zapomniałam.

Info, które przysłał mi parkrun w smsie:
first timer
5 km w 00:32:12
66 pozycja na 95 uczestników
7 wśród kobiet dzisiaj startujących
3-cia wśród uczestników zarejestrowanych w mojej kategorii wiekowej

Jak tylko parkrun się skończył, to i słońce zaszło. Czy to nie jest złośliwość pogody?
Aaaa, jeszcze jedno HR max pokazał 187, czyli dwa "oczka" w górę. Jestem ciekawa czy kiedyś pokaże się 190?
Mój zegarek, jak już go włączyłam, wskazał średnią prędkość 6:30, tylko tętno poszybowało w kosmos ze średnią 176.

Hmmm, może następnym razem uda mi się dokręcić, tak żeby z przodu pokazało się 31?
Sama nie wiem, czy mam się cieszyć, czy mam być na siebie wściekła.
Jedna rzecz na pewno mi się udała. Pobiegłam z ludźmi, tam gdzie czas jest mierzony i tam, gdzie mimo wszystko jest pewna rywalizacja. Przebiegłam 5km ciągiem i udało mi się wstać w sobotę rano :bum:

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: So, 18 sierpnia 2018, 17:22 
Offline
Rozgrzewający Się
Rozgrzewający Się
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 18 sierpnia 2018, 17:08
Posty: 3
Lokalizacja: Gdynia
Idealne przed dzisiejszym treningiem wieczorowym :D

_________________
Biegu biegu bieg.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: N, 19 sierpnia 2018, 18:56 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 265
Boonia napisał(a):
Idealne przed dzisiejszym treningiem wieczorowym :D


Oj mnie też by się przydał jakiś "kop", żeby wyjść pobiegać. Wczoraj, to był taki dodatkowy event, dzisiaj już powinnam pobiegać zgodnie z planem. 5km to nie tak daleko, więc chyba złamię swoją zasadę niebiegania dzień po dniu ... tylko ta temperatura...ałaaaa. 30 stopni i spadać nie chce a już prawie 19.00. I jak tutaj żyć, jak tutaj biegać?
No dobra, nie będę marudzić, szczególnie gdy dzisiaj w Wałbrzychu ludzie półmaraton w pełnym słońcu biegli :bum: .
Czapki z głów dla nich.

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zaczynając od zera
Nowy postNapisane: Śr, 22 sierpnia 2018, 00:34 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach

Dołączył(a): N, 4 lutego 2018, 01:31
Posty: 265
"Nie dzisiaj"

Tak mi się spodobało na parkrun, że postanowiłam dzisiaj pobiegać tamtejszą trasą. Pogoda trochę odpuściła, więc doszłam do wniosku, że nie muszę czekać do wieczora. 24 stopnie o godzinie 14.00 to dobry czas na wyjście.
Zanim dojechałam na miejsce już stopni było 28. Trudno, w sobotę tak samo gorąco było a jednak dałam radę.
Już po pierwszych metrach czułam, że coś jest nie tak. Od asfaltu aż zniknęło gorącem. Przebiegłam 2,5 km i miałam serdecznie dość. Myślałam, że jak przemaszeruję choć kawałek to dalej jakoś ruszę. Niestety, nie ruszyłam, chwila biegu i ani płuca ani nogi ze mną współpracować nie chcą. Wyłączyłam zegarek, nie ma sensu tego kontynuować. Przeszłam spory kawałek i chciałam poderwać się i powolutku potruchtać do auta. I to niestety było dla mnie zbyt wyczerpujące.

Fakt, wczoraj cały dzień bolała mnie szyja i głowa. Ewidentnie mnie zawiało. Nie spałam pół nocy, mimo, że wzięłam przeciwbólowe prochy. Myślałam, że jak pobiegnę, to rozbiegam to, że wcale się tak źle nie czuję. Chyba jednak przeliczyłam się, przeceniłam swoje możliwości. 3 km i dalej spacer. Na tym dzisiaj zakończończyłam. Siedzę w tej chwili w domu owinięta bawełnianym szalikiem po same uszy, wysmarowana maścią przeciwbólową, popijając herbatę z miodem lipowym.

Tak bardzo się cieszyłam, że wróciłam do swojego tygodniowego trybu wybiegań. Zdaje się, że ten tydzień będę musiała odpuścić. Nie mam pojęcia co powinnam robić w przypadku zawiania. Pierwszy raz w życiu mi się to zdarza. Ech...boli, ale podobno jak boli, to przynajmniej wiadomo, że się żyje.

_________________
Zaczynając od zera-blog
Zaczynając od zera-komentarze


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL