Teraz jest N, 31 maja 2020, 19:45

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: N, 10 maja 2020, 11:00 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
10 maja 2020

Miałam pobiegać w czwartek lub piątek, ale nie chciało mi się zrywać skoro świt i odpuściłam.

Dzisiaj miałam w planie 13-15km.
Wyszło 12km po 6:03.

Już chyba od 3-go czułam, że ogromnie chce mi się pić. I to pragnienie mnie nie opuszczało. Nogi dawały radę, ale cała reszta nie. Do tego suche powietrze, którego nie znoszę + parę innych czynników typu kiepsko przespana noc itd. Efekt taki, że czułam się bardzo słabo.
Kiedy zobaczyłam, że na 9-tym kilometrze tempo mam 6:23, stwierdziłam, że nie ma co, nic na siłę i spadam do domu. Ledwo dokończyłam ostatni kilometr.
Z żalem kończyłam, z zazdrością patrzyłam na tych, którzy wbiegali/ wjeżdżali do lasu, no ale co było robić...

Po powrocie wypiłam niemal litr soku pomidorowego, a i tak wciąż chce mi się pić.
I spać.

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: Śr, 13 maja 2020, 11:03 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
13 maja 2020

Wczoraj trochę z sobą podyskutowałam.
Argumenty były różne, od "Nie chce mi się/ Wyspałabym się w końcu" do "Przecież to lubisz".
Nie zawsze, jak widać, chce się robić to, co się lubi :usmiech:
Dziwne, a jednak prawdziwe.
Poza tym, las mnie trochę zamulił tempowo, a i rutynowo także.
Powtarzalność ma swoje zalety, jednak zbyt długa - w moim przypadku - zaczyna być męcząca.
Zostawię sobie pewnie niedzielne wybiegania, ale resztę - jak na razie - będę biegać w okolicy.
Niestety, wiąże się to z wcześniejszym wstawaniem, ale jakoś (chyba) dam radę.

12km po 5:35.
Pierwsze trzy kilometry w okolicach 5:30, ciężko się biegło (patrz: leśne zamulenie).
Kolejny wolniejszy, odpoczynkowy.
Później zrobiłam 3km szybsze, z taką samą przerwą tyle że wolniej, ale nie przesadnie - 5:12/5:13/5:09
I kolejne 3 odpoczynkowe.

Takie sobie wybieganie, z zatrzymywaniem się, bo nie było lekko.
Niemniej - co sobie przy okazji popatrzyłam na przyrodę, to moje :usmiech:

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: Pt, 15 maja 2020, 21:47 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
14 maja 2020

Nie wiem od czego zacząć. Nie mam ostatnio weny twórczej, ani żadnej jej podobnej.
Każdy wpis mógłby zaczynać się od: "nie chciało mi się wstać, ale jakoś dałam radę".
Ileż można o tym samym...?

Tak więc...
7km po 5:40, po czym zdecydowałam się na dwusetki,
5 sztuk śr. po 3:50. Wydawało mi się, że gnam jak szalona, a wyszły wolniej niż w lesie.
Przerwa w truchcie.
Powrót do domu 2km po 5:49.
Razem 11km.

No i to by było na tyle.

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: N, 17 maja 2020, 13:52 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
17 maja 2020

Ahoj przyrodo czyli las.

Po głowie chodziło mi 20km, ale nie wiedziałam, czy dam radę i czy będzie mi się chciało.
Tym razem zabrałam wodę, ale że pogoda nie zapowiadała się łaskawa, zostawiłam ją w aucie.
Na początku wiatr, lekka mżawka, chłód, a ja na krótko. No cóż...
Po kilku kilometrach wyszło piękne słońce i okazało się, że jednak dobrze dobrałam długości ubraniowe :oczko:
Na początku wpadło 8km po 5:37.
Później stwierdziłam, że resztę po prostu zrobię w przyjemnym tempie, bez napinki; wyszło 7km po 5:50.
W międzyczasie pojawiła się myśl, że skoro już tak biegam, to może dociągnę do tej 20tki, jak to sobie wcześniej zamarzyłam.
No i jakoś się udało, ale kulawo.
To piękne słońce powodowało, że jednak chciało mi się pić, do tego jakaś taka niemoc mnie dopadła. Wkurza mnie to, że nagle ścinka przychodzi i muszę robić sobie przystanki. Choć może wcale nie muszę? :niewiem:
Coś pewnie źle robię - za często, za dużo, może za szybko.
Niemniej, jakaś satysfakcja jest, że mimo wszystko nie zrezygnowałam.
Pod koniec 18-go km przypomniały mi się ostatnie set-metry maratonów w Poznaniu, ostatnia prosta przed skrętem na targi.
Uczepiłam się tej myśli, wspominając doping po obu stronach ulicy, muzykę, ten wyjątkowy moment kiedy widziałam metę i mimo ogromnego zmęczenia znajdowałam w sobie siły, żeby przyspieszyć.
I tak myśląc o tym wszystkim dobiegłam do tego 20-go kilometra i resztę dospacerowałam.

Trener GG zawsze mówił, że dobry trening to taki, po zakończeniu którego ma się niedosyt.
No...ja nie miałam :hahaha:
Ale umówmy się, że to nie był trening, ale po prostu bieganie.

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: Wt, 19 maja 2020, 07:40 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
19 maja 2020

9km po 5:43.
Na początku szybciej, w okolicach 5:35, później zwolniłam. Strasznie duszno dzisiaj na dworze.
Zatrzymywanka tylko 2x: po pierwszym km włosy się wysmyknęły i musiałam je mocniej związać; drugi raz na 7km - po przylaskowym podbiegu, który męczy zawsze, niezależnie czy wbiegam na niego na początku, czy na końcu. A przy okazji, jako rasowa paniusia wytarłam sobie nos, aczkolwiek bez selfie :bum: :ble:
Tempo akuratne - nie zmęczyłam się jakoś mocno, a jednocześnie satysfakcja jest.

Już w domu chciałam ściągnąć trening na apkę, chyba ze 3 razy próbowałam. Wyskoczyły mi jakieś powiadomienia, że apka żąda zezwoleń na rozmowy, smsy i inne takie; inaczej nie załaduje treningu z zegarka.
Niedoczekanie.

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: Cz, 21 maja 2020, 09:41 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
21 maja 2020

Wstawałam przez pół godziny.
W końcu się udało.

Nie miałam konkretnego pomysłu na dziś, oprócz tego żeby pobiec nad zalew. A tam piękne słońce, zielono, cisza, spokój.
Postanowiłam, że nadal żadnej zatrzymywanki nie będzie i że dobrze by było, gdyby wpadło coś dla rozruszania nóg.
Najpierw 9km po 5:41.
Do 8-go średnie tempo równo trzymało się 5:43, a później jeszcze ciut przyspieszyłam.
Zrobiłam podbiegi 5x100 po 4/km z przerwą w truchcie.
Ciut się zmęczyłam, ale nie za bardzo.
Powrót do domu 2km po 5:38 - myślałam, że tempo będzie ślimacze, a okazało się, że jeszcze jest trochę siły (wg kryterium GG - dobry znak)
Łącznie 12km.

Po wyłączeniu zegarka do domu miałam jeszcze ok 300m, do-spacerowałam, bo nie chciało mi się już biec :bum:

Dziś na krótko, krócej niż w ndz.
Rześko było :usmiech: :spoko:

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: N, 24 maja 2020, 13:06 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
24 maja 2020

Wczoraj zasypiałam z obawą, czy się w ogóle wyśpię.
Towarzystwo, które wbija do sąsiadów nie zważa na godziny ani nocne, ani wczesno-poranne i przemieszczając się na klatce schodowej robi rumor niczym dziki. Nie przeszkadzałoby mi to w ogóle, gdyby mnie nie wybudzało. Więc jak usłyszałam, że szykuje się spotkanie towarzyskie, szczęśliwa nie byłam :bum:
Szczęście jednak zawitało, kiedy obudziłam się rano. Myślę sobie: "Wow, super, jest już jasno, pospałam!" Patrzę na zegarek - 5:25...
:hahaha:

Na szczęście udało mi się jeszcze kimnąć, więc wielkiego cierpienia nie było.

Jechałam do lasu z planem 20km, bez żadnej napinki, bez naginania tempa, czyste run for fun.
Na początku było okropnie (Ziko, nie jestes sam! :oczko: ), myślałam że płuca wypluję, ciężko sie oddychało, gorąco i w ogóle. Zrobiłam 3 pętle krosa na samym początku, wiedziałam, że później nie będzie mi się chciało. Pobiegłam dalej, od ok 8-go km zaczęło się robić przyjemnie i było tak do ok 17-go.
Później już męka, zmęczenie + gorąco.
Na 19km spotkałam Sławka, biegliśmy do końca, tzn do mojego końca, bo on pobiegł dalej.
I tym sposobem uratował mi życie - dotrwałam do 22-go km, ciut więcej niż było w planie, śr. 6:05.

Już od jakiegoś czasu mam wrażenie, że od kiedy biegam w lesie, zobaczyłam w nim więcej zwierząt niż wiele lat temu.
Dziś znów zające, piękny jeleń i trzy sarny, które zauważyłam niemal w ostatniej chwili, kiedy to zastanawiałam się nad jakimś durnym, wyimaginowanym scenariuszem.
Jak w życiu - kiedy się skupiam na tym, co nic nie wnosi oprócz niepotrzebnej rozkminy, nie widzę tego, co przede mną.

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: Śr, 27 maja 2020, 10:24 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
27 maja 2020

Ciężko i długo się wstawało, ostatnio chyba potrzebuję więcej snu.
Biegło się też ciężko, znów za szybko zaczęłam. Optymalnie byłoby utrzymać na początku okolice 5:40-5:45, a potem ewentualnie przyspieszyć. A u mnie niestety jest najczęściej odwrotnie :bum: i w konsekwencji wpadają paniusiowe przystanki :spoko:
Do 8km tempo 5:35, ostatnie 2.5 już na luzie. Wybiegając z parku mam jeszcze dwa podbiegi do pokonania, zmęczyły mnie dzisiaj.

*****
Lubię patrzeć, jak muzycy grając dobrze się bawią, grając jakby od niechcenia. Wartość dodana do dźwięków.
:usmiech:

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: Cz, 28 maja 2020, 10:01 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
28 maja 2020

Pogoda nie zachęcała do wystawienia z domu choć jednego palca, mocno musiałam się wziąć w garść, żeby jednak przekonać samą siebie do wyjścia. Chyba najbardziej przekonały mnie kalorie, które czekają na mnie na wieczornym spotkaniu :hahaha:
Btw, zawsze mnie zadziwia z jaką lekkością mężczyźni dzielą się informacjami nt. swojej wagi, podczas kiedy dla mnie jest to tajemnica państwowa najwyższej (nomen omen) wagi :bum:

Padało niemal podczas całego treningu, mniej lub bardziej intensywnie.
Samo bieganie układało mi się w trakcie, jedyne założenie było takie, żeby jak najdłużej się nie zatrzymywać.
Udało się, 8km po 5:43 + 1km na odpoczynek.

4x150m po 3:36, szybko, ale celowo wybrałam odcinek z nachyleniem w dół, ot taka odwrotność podbiegów, których dzisiaj nie chciało mi się robić; przerwa w truchcie.
Powrót 2km po 5:50.

Co jakiś czas powtarzam sobie, że muszę się przyłożyć do rozciągania, jakichś ćwiczeń siłowych... W tym samym momencie udaję, że sama siebie nie słyszę :bum: No i niestety są tego efekty w postaci słabizny biegowej, braku siły potrzebnej, żeby krok był bardziej stabilny i innych kadencyjnych kwestii...
Wciąż chciałabym biegać jak dawniej, a przecież nie da się, po prostu nie da biegać jak wtedy, jeśli nie ma wykonania takiej pracy, takiego kilometrażu jak wówczas: jak śpiewają: co było, przeszło, nie wróci.
Nicto, przerobię temat, poustawiam myślenie i będzie ok.

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aniad1312 Wciąż fun przed records
Nowy postNapisane: N, 31 maja 2020, 15:31 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 kwietnia 2010, 21:03
Posty: 3964
31 maja 2020

Nie mogłam usnąć, rano obudziłam się połamana, nogi ciężkie i w ogóle wszystko ciężkie :bum: choć nie miało to nic wspólnego z ciężarem procentowym :spoko:
Rozważałam nawet rezygnację z biegu, no ale jakoś się poskładałam i wyszłam.

Przez pierwsze 500m zegarek nie mógł załapać sygnału.
Generalnie, od samego początku wszystko nie tak, nie miałam pojęcia, która noga lewa, a która prawa, a co dopiero jeszcze stawiać je tak, żeby w miarę harmonijnie poruszały się do przodu. 99 proc tego "nie tak" było z przewagą dla wiatru. Nożesz, wiał niemożebnie. Wciąż w twarz.
W związku z tym, że kroki szły mi niezdarnie, odczuwałam zero poweru, zero odbicia, człapanie w miejscu i do tego wciąż ściana wiatru przede mną, a na oskrzelach jakby mi ktoś usiadł. Tak źle dawno mi się nie biegło, tempo naprawdę nie było szybkie - w okolicach 5:55, celowo nie chciałam biec szybciej, coby sił wystarczyło. No ale dzisiaj dyszałam jak parowóz. Nikt mi nie wmówi, że noszenie masek nie miało wpływu na oddychanie - nawet jeśli u miliardów innych ludzi nie, u mnie TAK :chlip: i na bieganiu widzę to wyraźnie.
Po 5km przeszłam w marsz na chyba 200m, wściekła, no ale co było robić, skoro kompletnie nie miałam siły.
Potem jakoś się zebrałam, na wylocie lasu spotkałam Sławka. Niestety dla mnie, biegł już do domu, a ja dzisiaj motywatora potrzebowałam. No trudno, trzeba było samej się motywować. Jakoś szło, ale kiedy na 11km znów wiatr dał mi w kość, to w Górę poszło parę słów, co sądzę na ten temat.
Góra cierpliwie wysłuchała, a wiatr wiał dalej.
Co było robić, biegłam, nawet jedną pętlę krosa zaliczyłam. Bez sił, wody robiło się coraz mniej, rozważałam nawet, że skończę na 15km i resztę po prostu podreptam, ale byłabym wtedy wściekła jeszcze bardziej, więc nawet nie próbowałam wcielać tego w życie.
Kiedy dotarłam do zalewu odliczałam - jeszcze 2km, jeszcze 1.5, jeszcze tylko kilometr... Kiedy zegarek pokazał 19.5km włączyłam stop i resztę (niecałe 2km) przespacerowałam ze względu na 3 x NIE: NIE miałam już wody, NIE miałam siły, NIE miałam chęci na jakikolwiek biegowy ruch.
Średnie tempo 6:06.

Maj: 190 km

_________________
Opowieści na ogół biegowej treści
Pogawędki i inne śmichy-chichy


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL