Socio - od zera do półmaratonu w 1:55
: 08 sty 2015, 10:38
Wstęp
Czołem wszystkim.
Niedawno postanowiłem trenować bieganie. Co prawda biegam sobie już od dawna, pierwszy bieg nienarzucony przez nauczyciela w szkole to luty 2011 roku, ale nigdy nie był to prawdziwy trening, dopiero teraz chcę to jakoś usystematyzować i rzeczywiście się rozwijać.
Można powiedzieć, że całe moje życie jest mało usystematyzowane. Ma to miejsce zarówno w sferze prywatnej (obecnie 3 miejsca zamieszkania, ciągłe rozjazdy między domem, pracą a uczelnią), jak i sportowej (trenowałem Muay Thai, Krav Magę, MMA, siłownię, kalistenikę dużo jeździłem na rowerze, chodziłem po górach, liznąłem także boks, wspinaczke ściankową, street workout a nawet szablę i łuk – brakuje chyba tylko rugby i baletu).
Bieganie zawsze było gdzieś dodatkiem. Raz na 3-4 miesiące miałem trwające 2-5 tygodni zrywy biegania. Było to jednak, jak to u faceta trenującego sporty walki, bieganie na maxa swoich możliwości, aż do bólu i omdlenia. Trasy 2-3,5 kilometrów, walka z samym sobą – tak, podobało mi się to.
Potem człowiek poszedł w świat, życie się trochę rozjechało, nie było więc możliwości, a może raczej chęci, regularnego treningu. Na wiosnę mimo że nie biegałem wyglądałem, jak na mnie, bardzo dobrze siłowo, motorycznie i kondycyjnie, co było skutkiem miesiąca treningów MMA. Z głupia, bez przygotowania, wziąłem udział w Biegu Powstańców w Kędzierzynie-Koźlu 31 maja. Biegłem w spodniach żołnierskich i butach trekkingowych. 6 km zrobiłem w 33 minuty. Samym sukcesem było już dla mnie jednak przebiegnięcie takiego dystansu.
Chciałem przygotowywać się do Biegu Niezłomnych w Sobótce w sierpniu, jednak olałem sprawę, mówiąc kolokwialnie. Na popijawie tydzień przed tym biegiem postanowiliśmy z kolegą wziąć w nim udział. Dwa dni później skatowałem się na Górze Świętej Anny, gdzie biegałem 12 kilometrów. Tam też ustaliłem swój HR MAX – 195.
W Sobótce uzyskałem czas na 10 km (250 przewyższenia) 1:03:XX.
Od tego czasu biegałem raz na 2-3 tygodnie. W sumie sierpień to była moja ostatnia jakakolwiek aktywność. Czasem tylko zrobiłem jakiś trening CrossFitowy, no i wspomniane bieganie.
W grudniu postanowiłem wziąć się za siebie, przed Świętami ruszyłem z siłką (trening ACT), moje plecy, nogi, klatka i barki poczuły wreszcie, że żyją.
Nowy Rok świętowaliśmy z kolegami na Baraniej Górze. Wejście dało mi się we znaki, leczyłem zakwasy parę dni, ale uznałem, że jest to świetna zaprawa siłowo-wytrzymałościowa na nowy, 2015 rok.
6 stycznia postanowiłem wybiegać 10 kilometrów. Podczas spokojnego truchtu, kiedy mogłem oglądać widoki i mijać paru innych biegaczy, uznałem, że to jest kurczę, całkiem fajne i czemu nie robić tego częściej :D
Czas mnie scharakteryzować:
Wzrost: 185
Waga: 77 na początku września, brak obecnych danych
Sylwetka: Szczupła, nie chuda, gdzieś z przodu przebija się leciutko bębenek
Buty: Asics Gel-Pulse 6
Czas:
6 km: 33 min
10 km (+250m): 1:03 h
Cele:
2015:
Zbudowanie solidnej bazy kilometrowej
Półmaraton jesienią (1:50-2:00)
Bieg crossowy na Górze Świętej Anny w październiku – 15 km
Bieg Niepodległości 11 listopada w Warszawie (0:45-0:51)
W dalszej perspektywie:
Kiedy uda mi się ustabilizować życiowo (na co liczę w perspektywie 2-3 lat), chcę się przygotować do maratonu, cięższych biegów górskich, może jakiś ultra. Za wcześnie jednak, żeby o tym myśleć.
Z racji mojej przeszłości zainteresowań chciałem także zrobić Katorżnika, ale cena skutecznie mnie odstraszyła
Jak chcę ćwiczyć ?
Trudno mi ustalić plan treningowy na dłużej niż tydzień. Dlatego tak jak pisałem, ten rok chcę poświęcić na zrobienie dużego przebiegu. Minimum dwa treningi biegowe w tygodniu (jeden w tempie 6:45-7:15/km i to byłby bieg na 1X kilometrów, drugi jakiś szybki 3-5 km z przewyższeniem (Góra Świętej Anny). Na razie nie chcę bawić się w żadne interwały, przebieżki itp.
2 pozostałe treningi to ACT (ze sztangą, 8 ćwiczeń siłowych jedno po drugim bez przerwy) kończący się tabatą i jakiś CrossFit, czyli ćwiczenia do upadłego.
Jak mi się uda zrobić piąty dzień treningowy to chciałbym znowu zrobić parunastokilometrowe wybieganie. To jednak na pewno nie w styczniu i nie w lutym, bo dopiero wracam do ćwiczeń i mięśnie muszą sobie przypomnieć, jak to jest codziennie być konkretnie obciążonym
Tętno ?
Na razie się nie chcę w to bawić. Na razie biegam na czas.
Odżywianie
Jem 3-4 jajka dziennie, 4 banany, 2 szejki białkowe, ryż/kaszę z mięsem. Zdarzają się także fastfoody i piwko, ale z tego kurczę nie zrezygnuję :D
1 trening (6 stycznia)
Na swoim pierwszy pół-profesjonalnym treningu postanowiłem wybiec 10 km w pobliżu Góry Świętej Anny. Planowałem czas 7:00 na kilometr. Bałem się tego biegu, jednak wszystko poszło po mojej myśli.
Mimo bardzo lajtowego truchtu wyszedł mi czas 1:05:20, czyli tempo 6:32min/km.
Nie wyszły założenia, ale jest to zapewne skutkiem tego, że nie czuję jeszcze tempa.
Ogólnie trening bardzo ciekawy, fajny, miły i sympatyczny. Świeciło słonce, a leżący śnieg sprawiał wrażenie odnalezienia się w jakiejś bajce. Poniżej parę zdjęć.
Czołem wszystkim.
Niedawno postanowiłem trenować bieganie. Co prawda biegam sobie już od dawna, pierwszy bieg nienarzucony przez nauczyciela w szkole to luty 2011 roku, ale nigdy nie był to prawdziwy trening, dopiero teraz chcę to jakoś usystematyzować i rzeczywiście się rozwijać.
Można powiedzieć, że całe moje życie jest mało usystematyzowane. Ma to miejsce zarówno w sferze prywatnej (obecnie 3 miejsca zamieszkania, ciągłe rozjazdy między domem, pracą a uczelnią), jak i sportowej (trenowałem Muay Thai, Krav Magę, MMA, siłownię, kalistenikę dużo jeździłem na rowerze, chodziłem po górach, liznąłem także boks, wspinaczke ściankową, street workout a nawet szablę i łuk – brakuje chyba tylko rugby i baletu).
Bieganie zawsze było gdzieś dodatkiem. Raz na 3-4 miesiące miałem trwające 2-5 tygodni zrywy biegania. Było to jednak, jak to u faceta trenującego sporty walki, bieganie na maxa swoich możliwości, aż do bólu i omdlenia. Trasy 2-3,5 kilometrów, walka z samym sobą – tak, podobało mi się to.
Potem człowiek poszedł w świat, życie się trochę rozjechało, nie było więc możliwości, a może raczej chęci, regularnego treningu. Na wiosnę mimo że nie biegałem wyglądałem, jak na mnie, bardzo dobrze siłowo, motorycznie i kondycyjnie, co było skutkiem miesiąca treningów MMA. Z głupia, bez przygotowania, wziąłem udział w Biegu Powstańców w Kędzierzynie-Koźlu 31 maja. Biegłem w spodniach żołnierskich i butach trekkingowych. 6 km zrobiłem w 33 minuty. Samym sukcesem było już dla mnie jednak przebiegnięcie takiego dystansu.
Chciałem przygotowywać się do Biegu Niezłomnych w Sobótce w sierpniu, jednak olałem sprawę, mówiąc kolokwialnie. Na popijawie tydzień przed tym biegiem postanowiliśmy z kolegą wziąć w nim udział. Dwa dni później skatowałem się na Górze Świętej Anny, gdzie biegałem 12 kilometrów. Tam też ustaliłem swój HR MAX – 195.
W Sobótce uzyskałem czas na 10 km (250 przewyższenia) 1:03:XX.
Od tego czasu biegałem raz na 2-3 tygodnie. W sumie sierpień to była moja ostatnia jakakolwiek aktywność. Czasem tylko zrobiłem jakiś trening CrossFitowy, no i wspomniane bieganie.
W grudniu postanowiłem wziąć się za siebie, przed Świętami ruszyłem z siłką (trening ACT), moje plecy, nogi, klatka i barki poczuły wreszcie, że żyją.
Nowy Rok świętowaliśmy z kolegami na Baraniej Górze. Wejście dało mi się we znaki, leczyłem zakwasy parę dni, ale uznałem, że jest to świetna zaprawa siłowo-wytrzymałościowa na nowy, 2015 rok.
6 stycznia postanowiłem wybiegać 10 kilometrów. Podczas spokojnego truchtu, kiedy mogłem oglądać widoki i mijać paru innych biegaczy, uznałem, że to jest kurczę, całkiem fajne i czemu nie robić tego częściej :D
Czas mnie scharakteryzować:
Wzrost: 185
Waga: 77 na początku września, brak obecnych danych
Sylwetka: Szczupła, nie chuda, gdzieś z przodu przebija się leciutko bębenek
Buty: Asics Gel-Pulse 6
Czas:
6 km: 33 min
10 km (+250m): 1:03 h
Cele:
2015:
Zbudowanie solidnej bazy kilometrowej
Półmaraton jesienią (1:50-2:00)
Bieg crossowy na Górze Świętej Anny w październiku – 15 km
Bieg Niepodległości 11 listopada w Warszawie (0:45-0:51)
W dalszej perspektywie:
Kiedy uda mi się ustabilizować życiowo (na co liczę w perspektywie 2-3 lat), chcę się przygotować do maratonu, cięższych biegów górskich, może jakiś ultra. Za wcześnie jednak, żeby o tym myśleć.
Z racji mojej przeszłości zainteresowań chciałem także zrobić Katorżnika, ale cena skutecznie mnie odstraszyła
Jak chcę ćwiczyć ?
Trudno mi ustalić plan treningowy na dłużej niż tydzień. Dlatego tak jak pisałem, ten rok chcę poświęcić na zrobienie dużego przebiegu. Minimum dwa treningi biegowe w tygodniu (jeden w tempie 6:45-7:15/km i to byłby bieg na 1X kilometrów, drugi jakiś szybki 3-5 km z przewyższeniem (Góra Świętej Anny). Na razie nie chcę bawić się w żadne interwały, przebieżki itp.
2 pozostałe treningi to ACT (ze sztangą, 8 ćwiczeń siłowych jedno po drugim bez przerwy) kończący się tabatą i jakiś CrossFit, czyli ćwiczenia do upadłego.
Jak mi się uda zrobić piąty dzień treningowy to chciałbym znowu zrobić parunastokilometrowe wybieganie. To jednak na pewno nie w styczniu i nie w lutym, bo dopiero wracam do ćwiczeń i mięśnie muszą sobie przypomnieć, jak to jest codziennie być konkretnie obciążonym
Tętno ?
Na razie się nie chcę w to bawić. Na razie biegam na czas.
Odżywianie
Jem 3-4 jajka dziennie, 4 banany, 2 szejki białkowe, ryż/kaszę z mięsem. Zdarzają się także fastfoody i piwko, ale z tego kurczę nie zrezygnuję :D
1 trening (6 stycznia)
Na swoim pierwszy pół-profesjonalnym treningu postanowiłem wybiec 10 km w pobliżu Góry Świętej Anny. Planowałem czas 7:00 na kilometr. Bałem się tego biegu, jednak wszystko poszło po mojej myśli.
Mimo bardzo lajtowego truchtu wyszedł mi czas 1:05:20, czyli tempo 6:32min/km.
Nie wyszły założenia, ale jest to zapewne skutkiem tego, że nie czuję jeszcze tempa.
Ogólnie trening bardzo ciekawy, fajny, miły i sympatyczny. Świeciło słonce, a leżący śnieg sprawiał wrażenie odnalezienia się w jakiejś bajce. Poniżej parę zdjęć.