Teraz jest Cz, 14 listopada 2019, 19:13

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 378 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 ... 26  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 26 lutego 2013, 18:33 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
wczoraj była tak chlapa, że dałem sobie na luz, nawet pojechałem samochodem, tam gdzie biegam, za miasto zobaczyć jak to wygląda, ale nie wyglądało wcale. także wymiękłem i zostałem w domu. dziś już lepiej, aczkolwiek i tak na rozbieganiu chlupało w butach, na szczęście przyszkolne boisko stopniało i jeden tor był such, więc niestety nie dało się wymigać. dziś w planie 5x1600 /1 min. teoretycznie z tabelki wynika, że powinienem to biegać po ok 4:16 ale, że biegam teraz wszystko szybciej a i ostatnio -9 luty,też zrobiłem to szybciej niż tabelkowo, to nie chciałem dziś być gorszy.niemniej początek nie nastrajał optymistycznie, na rozgrzewce tak się jakoś dziwnie czułem, nogi miętkie, w głowie się nawet lekko zakręciło, fakt, że od rana tylko dwie bułki sojowe zjadłem, ale bo to pierwszy raz ? :) w każdym razie mocno powątpiewająco podszedłem do akcentu. na stadionie na dzień dobry miła niespodzianka, Pani ta sama co ostatnio, gorzej, że tylko jeden tor odśnieżony, ale postanowiłem nie wdawać się w żadne dyskusje i po prostu omijałem kobietę. inna sprawa, że chyba jest niewielki postęp, bo pani jak zawiązywała buta co jej się rozwiązał, to zeszła na pobocze o dziwo, a przecież mogła spokojnie na torze to robić :) inna sprawa, że niestety nie podniosła mi ciśnienia o musiałem się męczyć bez dopingu. postanowił pierwsze duże koło pobiec w tempie 4:10 na kilometr, czyli 50 sekund na te cholerne dwustumetrowe kółeczko. jak postanowił tak zrobił, po 50 sek na okrążenie, razem osiem kółek, minuta przerwy na splunięcie, dwa oddechy i apiać. pierwsze duże koło ciężko, niemniej każde 200m co do sekundy równo. drugie jakby lekko puściło, znaczy chyba się dogrzałem i idzie trochę lżej, identycznie jak pierwsze po 50 sek na dwieście. kolejne dwa trochę się dłużą, ale to samo idealnie po 50 sek na koło, normalnie jak metronom. i dopiero ostatnie 1600 ciut żwawiej po 4:04/min także cały set wyszedł 8km po 4:09. tętno średnie 163 identycznie jak 9 lutego, ale biegło mi się wyraźnie lżej niż ostatnio. nie musiałem tak napędzać, tempo nie robiło na mnie jakiegoś wrażenia, tylko ogólnie mocno nijak tak jakoś. niemniej co zaplanowane to zdłubane, więc zadowolony tak jestem, że nawet dam fotografię.
ps
jak większość pewnie, wziąłem udział w konkursie adidasa, postawiłem na kurs 4:1636 bodajże, póki co widzę jest nieźle, na tą chwilę 4:1643
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Śr, 27 lutego 2013, 17:16 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
w końcu sucho, znaczy przynajmniej śniegu nie ma, w sumie to można już chyba biegać nawet w koszulce bez bluzy i tak leciałem z podwiniętymi rękawami a bluza taka cienka, że równie dobrze mogłoby jej nie być. no ale pięć w plusie to jak upał, szkoda tylko, że wciąż słońca brak.
po wczorajszym stadionie, czułem opór w nogach, niemniej dyszka klepnięta. jutro znów stadion, zobaczymy czy i jak pójdzie :)
10km po 4:38, tętno 158-wysokie.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 28 lutego 2013, 20:12 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
trzeci szybki dzień z rzędu. na papierku trening wyglądał na mocno luźno, ale jak już stałem na bieżni to mi się mihumor przypomniał z tym jak kiedyś pisał, że podszedł lekko a tu kuku. zresztą nie wiem jak wy, ale ja praktycznie zawsze czyjś blog mam przed oczami na każdym treningu i lubię się motywować waszymi wpisami :) w każdym razie, podszedłem z lekkim niepokojem do sprawy. tym bardziej, że 4 kilometry rozbiegania nie nastrajały mnie optymistycznie. słońce dziś pokazało się na chwil parę do południa, jak wyszedłem to oczywiście śladu już nie było, w zamian wiatr przygnało.
także stał ja bidulka na tym orliku i myślał, że lekko to dziś nie będzie :)
set był taki 200m /200M trucht+3x1km/400 trucht+2x400m/400 trucht.
wyszło zgodnie z założeniami, chociaż, po pierwsze dwusetce nie zapowiadało się na to.
pierwsze 200 m 45 kontrolnie kolejne po 44/45 sekund. szybko zleciało, ale jakoś tak za lekko nie było, oj nie było. w myśl powiedzenia, że razem z pinokiem mamy takie same drewniane nogi :) kilometr pierwszy co do sekundy z założeniem czyli 3:55 kolejny 3:50 i ostatni 3:52 -wiater się nasilał.
dwie czterysetki na koniec to sama rozkosz, ale tylko na papierze, niemniej poszły szybciej niż początkowe dwusetki czyli 88 i 86 sekund.
także kolejny dzień akcentu za mną, nogi żyją, ja żyję w sobotę znów stadion :)
aha po trzeciej dwusetce biegałem już tylko w koszulce z krótki i żałowałem, iż nie ubrałem spodni z krótkim.
wniosków żadnych nie będzie, bo jedyny wniosek, to że brak wniosków :)
aha, trening zrobiony na standardowo na jednej kawie od rana + dwie bułki sojowe + kromka chleba z szynką :)
niestety cokolwiek bym nie robił waga od jakiegoś czasu jak zamurowana pokazuje 76kg +- 200/300 gram
fotograficznie dam orlika, wiem, że na forum nie o polityce, ale nie mogę się powstrzymać:

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Pt, 1 marca 2013, 17:18 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
te wolne piątki to coś co lubię najbardziej...
z serii berlin zachodni, berlin zachodni....
:)
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 2 marca 2013, 18:01 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
wiosna na stałe ? miejmy nadzieję, w każdym razie po rozbieganiu na długo, akcent na stadionie, był robiony już "na krótko" plus siedem i słoneczko, to jest to co lubię. szkoda tylko, że wiatr mocny i porwisty, ale z drugiej strony, taka pogoda pozwoli na błyskawiczne przesuszenie tej paćki i niedługo pewnie spokojnie będzie można pohasać w terenie bez zakładania gumofilców.
ale dziś stadion, znaczy jak zwykle bieżna 200 metrowa.
w założeniu 4x1200 na 1 min przerwy + 2x 1 km na 400m trucht + 4x 200m/200trucht.
pierwsze cztery odcinki praktycznie po 4:03min/km trzeci chyba był po 4:01 ostatni odcinek biegnę kompletnie na wyczucie, zero zaglądania na zegarek, czyli zobaczymy jakie tempo wydaje się w miarę komfortowe, i ile wyszło ? 4:03/km :) potem 400m przerwy i 2 x 1km - obydwa kilometry wychodzą po 3:48 i na sam koniec 4x 200m. 3 dwusetki po 40-41 sekund, ostatnią duszę po pierwsze stumetrówce wychodzi 37 sekund. no i fajnie.
szkoda tylko, że ten wiatr stawiał momentami do pionu, z drugiej strony - moc jest, chyba :)
te słońce mnie chyba tak gnało. no i tyle nadziś proszę państwa.
Trochę mi głupio, że jakoś tak epicko nie wyszło, no ale co zrobić, że mimo iż ciężko, to nie ciężko.
O!.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 3 marca 2013, 18:45 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
jednak wyszło dziś słońc, chociaż rano się nie zapowiadało zupełnie na to.
tak samo jak się nie zapowiadało, że wyjdę pobiegać w terenie i do tego, że to ja będę prowodyrem tej wycieczki.
ale jakoś tak zatęskniłem za lasem, więc jak rzuciłem hasło teren, nie było żadnych protestów wręcz przeciwnie.
co więcej nie dość, że teren to jeszcze na spokojnie, czyli miło łatwo i przyjemnie.
słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały wiater wiał, my se biegli, sielanka normalnie. no może ten wiatr to sielankowy nie był.
za to momentami, szczególnie tam gdzie samochody jeżdżą błoto po pachy, ale i na to znalazłem metodę. po prostu wlazłem od razu w najgłębsze i później już kompletnie się nim nie przejmowałem, patrzyłem tylko, żeby w kałuże nie wlatywać za duże. najbardziej to żałowałem tego, że nie pomyślałem o tym z rana, żeby wyleźć w teren, wziąć plecaczek i ręczniczek do niego i wykąpać się po drodze w jeziorku. a wczoraj jeszcze takie myśli błąkały mi się po głowie. plułem potem sobie w brodę strasznie, ale nic to, nadrobi się w najbliższej przyszłości.
także ten tego, jak to jeden Pan o imieniu Ania pisze, ten tego wyszło cuś koło 17stu kilometrów po 5:12 ale na tętnie 136 tylko.
piszę cuś koło17stu, bo po piętnastym stanęliśmy się porozciągać i z pauzy zrobił się koniec treningu przypadkiem, a nie widziałem już sensu włączania na półtora kilometra. w nogach czułem intensywny trening i nie biegło się jakoś rewelacyjnie luźno, na szczęście kumple mieli dokładnie to samo, także nie płaczę za bardzo z tego powodu. kolejny tydzień zapowiada się również intensywny a potem już wyluzowanie do maniackie,
zima solidnie przepracowana, więc póki co na siłę nie będę nabijał kilometrów, żeby lepiej to w dzienniczku wyglądało. jeszcze się nabiegam :)
ten tydzień to raptem 67 km ale daniels pisze, żeby ostatnie 2-3 tygodnie schodzić z kilometrażu, i jakoś tak samo wychodzi :)
niektóre Panie, to na jednym treningu robią więcej niż połowa mojego przebiegu tygodniowego-podziwiam :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 5 marca 2013, 18:26 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
o żesz wmordę, świat sie kończy- uprzejma Pani przeniosła się dzisiaj na drugi tor i nie tarasowała bieżni. zapomniałem napisać, że jak biegałem w sobotę, to też była a jakże i jak zwykle oczywiście, biegała tak żeby przeszkadzać, dla odmiany inna Pani, jak tylko nas zobaczyła bez słowa zeszła na drugi tor, potem okazał się, że ta inna to moja koleżanka z podstawówki, ale można ? można. inna sprawa, że dziś uśmiałem się do łez normalnie, bo jak powiedziałem grzecznie i ładnie dziękuję, to spojrzała na mnie o odpowiedziała --proszę-- tak, jakbym był gadającym gównem. no normalnie aż biec nie mogłem ze śmiechu. ech te kobiety, ewidentnie nie jestem w jej typie :)
dziś znów 4x200/200+ 3x1km/200m+ 2x400/400m czyli jak ostatnio, tylko przerwy między kilometrówkami krótsze o minutę.
od rana jakiś taki zielony-- błeee-- katar mnie dopadł i mimo, że nie czuje się źle, to jednak już na rozgrzewce poczułem, że to nie będzie mój dzień. niemniej jednak, poszło lepiej niż ostatnio, mimo, że tak jakoś lekko trzęsie mnie od środka, to sam trening wyszedł miło i przyjemnie. dwusetki szybko, zacząłem 39 sek, myślę po cholerę tak gnam skoro mam po 44 robić, ciut zwolniłem, kolejne 3 dwusetki po 42 sek. Ale nie jest źle, wydaje się, że ledwo biegnę. pierwszy kilometr ostrożnie, idealnie jak w planie 3:55 potem dwieście truchtu i kolejny ciut mocniej w 3:52 ale wciąż bez żadnego dokładania. kumpel obok męczy się i mówi, że może on trzeci poprowadzi, oczywiście zaczyna za mocno i lecimy pierwsze 200m w 42 sek, już po setce mu mówię, że na pewno jest za szybko, to zwalnia, ale za bardzo..dobra myślę, nie poganiam niech tam leci jak chce. wyszło z tego bujania 3:54 ale nogi takie jakbym biegł po 4:30. tylko ten nos, smarkam co chwilę ...ech...400m przerwy i dwa razy 400 pierwsza lekko mimo wiatru ( wiało cały czas) 85 sekund, drugą ciut puszczam a wychodzi 84 sekundy. no fajno, podmęczony ale zadowolony. Od razu widać, że ciepła woda szkodzi, wykąpałem się w takiej w niedzielę i kuku. teraz się biję z myślami jechać do apteki po febrisan czy do sklepu po piwo, obydwie opcje nie wchodzą w grę, nie będziem tu tracić pieniędzy na jakieś majonezy :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Śr, 6 marca 2013, 17:47 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
sam nie wiem co dziś miałem biegać, ale wyszło jak zwykle żwawsze rozbieganie, z tym, że to już było bliżej ciągłego niż żwawszego. najgorsze te górki, na dzień dobry prawie 2km podbiegu potem zbieg znów podbieg i tak całe 10km- nie idzie utrzymać równego tempa, d tego na powrocie wiatr w pysk, co to jak wieje w plecy to w niczym nie pomaga, ale utrudnić potrafi jak leci się nazad. ale co tam. w sumie to najzabawniejsze jest to, że nie wiem
co mam biegać jutro, bo miałem w planie na jutro 6km po 4:26 ,a dziś wyszła mi dyszka po 4:27 .
nic, do jutra coś wymyśle ;)
katar trochę przeszedł, jednak piwo pomaga, chyba dziś będę kontynuował terapię, bo z tego wszystkiego to zapomniałem wczoraj wziąć tego teraflu czy jak to się tam nazywa. a niebezpiecznie tak przerwać w połowie leczenia :) :)
a tak to wygląda graficznie:
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 7 marca 2013, 20:08 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
ależ pogoda się zrobiła, a ja dzisiaj zmieniłem koła na letnie - a co se będę żałował :) wiatr u mnie taki, że bloki przewraca, póki co nie pada, ale za chwile pewnie będzie, no wypisz wymaluj listopad. za dużo to ja dziś bym nie nakombinował, tym bardziej, że czekałem prawie do 18 stej aż koleś pracę skończy, więc wymyśliłem, że pobiegnę sobie 20 min P, nie chciało mi się klepać luźnych kilometrów, a dłużej w ten wiatr też nie widziałem sensu, tym bardziej, ze to trzeci akcent pod rząð. coby nie nudzić najsampierw 2.5km rozgrzewki, potem na w miarę płaskim 5km - pół z wiatrem, powrót pod wiatr, huragan bym napisał, ale trochę przesadzam :) ale taki silny, porwisty. o dziwo powrót szybszy. piątka wyszła po 4:12. nie było za specjalnie lekko, ale też bez większych emocji, za krótki dystans, żebym zdechł. na koniec 2,5 km schłodzenia do domu. w sumie to nawet nie zauważyłem że byłem na treningu.
ostatnio pisałem, że nie kupię butów póki mi się nie rozpadną dwie pary.
kłamałem jak pies. dziś przyszły i dziś od razu w nich pobiegałem. świetne, pierwsze najki, które mi pasują.

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 9 marca 2013, 19:37 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
ostatni solidniejszy akcent, przed maniacką, coś tam we wtorek mam jeszcze pobiegać, ale to ju| raczej w tempie niemęskim, ot tak w celu podtrzymania tonusu mięśniowego. dziś kolejny akcent, i znów kręcenie się wkoło na bieżni 200 metrowej. a było co się kręcić, wujek daniels serwuje posiłki wielodaniowe, więc dziś było do wyboru i muchomoru. wiadomo rozbieganie 4 km przed akcentem to jest coś o czym nawet nie warto by pisać, ale cieszy mnie to, że mocne górki na tym rozbieganiu, a tempo 5:15 przy tętnie 130, do tego to wydawało mi się, że grubo ponad 6/km biegnę, ale jak się zapyla na siłę rozbiegania po 4:40 to widać przynosi to w końcu efekty. mimo zimna, pogoda prawie idealna, prawie nie wiało, i jak to klasyczka mówiła, nie prawda, że dach przeciekał, zwłaszcza, że prawie nie padało. na początek 4x1200m w tempie P. i tu mam problem bo tempo P to wg tabelki dla mnie to 4:16/km, wbiłem sobie wynik 39:59 w danielsa i wyszło, że to powinienem biegać w 4:06. ale sam nie wiem teraz na jakim poziomie jestem, no i pobiegałem, pierwsze dwie po 3:57/km następne dwie po 3:55/km przerwa 400 trucht. biegło się miło i przyjemnie, praktycznie bez napędzania, samo wyszło. potem 6x200/200 tu tabelkowo -tabelkowo z wyniku poniżej 4min dyszkę 42 sekundy/200 dwieście w truchcie i na koniec miało być 3,2 km z narastającą prędkością, tak aby zacząć bardzo wolno i co 400m przyspieszać, żeby skończyć około 3:55 km ostatnie 400. i wyszyło prawie idealnie. ostatnie 400 m w tempie 3:45/km a reszta cholera wie czemu jakoś tak znów sama, ja zwalniałem, a ona coraz szybciej była. wyszło na to, że pierwsze 400 to ja zrobiłem tak jak powinienem 6stą czterysetkę zrobić :) także 3,2 km średnio po 4:15 - ale to nie ja, to samo się biegało :) żeby dodać lekkiej pikanterii temu wszystkiemu, to wczoraj wizytowałem kolegę ekologicznego, pisałem już kiedyś o Leszku, ooo swoją drogą to mistrz świata lekarzy w kategorii M60 w kolarstwie szosowym, ale go w zeszłą sobotę samochód zajechał na treningu i ma złamaną szyjkę kości udowej :ech: a jako, że się przyjaźnimy to poszedłem go poleczyć, domowymi metodami :bum: niestety wyszło na to, że muszę zażywać lekarstwo za siebie i Leszka, więc coby się dobrze zrastało, zażyłem na wszelki wypadek 7 sztuk u niego, także rano nie czułem się źle co prawda, ale jednak moc domowego leczenia czuję do tej pory :)
także z pewną dozą nieśmiałości podszedłem do tematu dzisiaj. na kręciłem na tej bieżni 12 km a suma summarum wyjszło 17, też cholera wie kiedy :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 10 marca 2013, 13:11 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
zima wróciła, dzisiaj na bieganiu padał z nieba mróz, taki drobne igiełki napierdzielały z wiatrem idealnie w twarz, momentami aż bolało i myślałem, że będę biegł tyłem. do tego śnieg, ale cienka warstwa i żeby nie ten wiatr byłoby bardzo przyjemnie w lesie. tydzień był ciężki i mocny, więc dziś spokojne, bardzo spokojne wybieganie w terenie. poczułem ten ostatnie treningi w nogach, widać było, że nie oszukiwałem na treningach. także człapałem sobie z nogi na nogę bez żadnego napędzania. bez dramatów ale i bez świeżości. ale jak ma dopadać zmęczenie to dziś, a nie za tydzień :) przyszły tydzień luz, potem maniacka, a potem biorę się znów do roboty po 100km tygodniowo, docelowy start to świebodzińska dziesiątka 23 czerwca, plus parę innych po drodze, ale one z treningów polecą :)

także dziś 17 km chodu po 5:27 na tętnie 135 -wysoko, tydzień do tyłu tą samą trasę robiłem na tym samy tętnie po 5:12, ale też tydzień do tyłu była wiosna u mnie ;)
setny wpis na blogu dziś, rocznica a ja o suchym pysku :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 12 marca 2013, 18:03 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
fiu fiu, wiosna idzie, mimo, że tego nie widać. człowiek zrobi sobie jeden dzień wolny i od razu na trzecią stronę spada, dawno tak nie było, oj dawno, znaczy więcej osób biega , albo więcej pisze :)
skoro w sobotę start, a chcę złamać te cholerne 40 minut - tym bardziej, że życiówka z 2010 z maniackiej własnie, to 39:31 więc nie szaleję już, hahah czysty rozsądek. dziś ostatni mocniejszy trening przed sobotą. i sam nie wiem co mam o nim sądzić, znaczy nihil novi sub sole. o pogodzie nie ma się co rozpisywać, niemniej droga zamiastowa, gdzie biegałem akcent, czarna i nawet za dużo samochodów nie jeździło, więc nie można winy zwalić na okoliczności. no może, że jedna strona lekko w dół i z wiatrem, na powrocie wprost odwrotnie. zrobiłem 4x 1km/2 min w staniu. miało być w tempie P, i było, tylko pytanie jakie jest to moje tempo aktualne. tabelkowo 4:16 , nie chciałem szaleć przed zawodami a nogi jakieś takie ciężkie, więc na początek pierwszy kilometr ten w dół, lekko w 4:11, powrót pod wiatr 4:09, z wiatrem 4:06, pod wiatr 4:02. i co ? i nic, sam nie wiem, na pewno nie było to tempo, na duszenie leszcza, raczej starałem się biec komfortowo, tak powiedzmy w tempie pod połówkę, więc nie wiem skąd te prędkości. albo to nie jest tempo komfortowe, albo ja coś kręcę. nie czułem jakoś specjalnego luza, ale też nie czułem, że się pruję jak stary puloweter. tętno napędzało się szczególnie odcinki pod górkę do 168, ale po minucie spadało do 128, po minucie dwadzieścia było 110-105 i to w delikatnym chodzie. potem 4x200m /100m trucht. w sumie z rozgrzewką i schłodzeniem 11km .
nie wiem, niby nie jest źle, ale też jakoś specjalnie luza nie czułem, z trzeciej strony, ja nigdy nie czuję luza przed startem, u mnie im bliżej startu tym bardziej "zdycham" znając życie to w piątek będę rozruch robił po 6:30 i płakał tu, że ciężko szło.
w sumie cieszy mnie to, że kompletnie nie czuję tych prędkości, ale dopiero w sobotę wyjdzie szydło z worka, coby tylko ten balon nie pękł z hukiem :)
dziś zdjęcie przyrodnicze pt tytułem ślimak ślimak pokaż rogi :

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 14 marca 2013, 19:46 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
luźne swobodne rozbieganie + 6x80 metrów podbiegów w celu pobudzenia lekko mięśni przed sobotą.
jakoś tak czuję się bez czucia.
czuj duch :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 16 marca 2013, 17:45 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
tak na szybko, bo tyle co do domu wszedłem...biegowo słabo 40:42, nie tłumaczą mnie nawet ostatnie 3 kilometry po śniego-brei bo nawet jakby te 3 ostatnie kilometry była bieżna ze złota to pewnie też bym mniej niż 40 nie nabiegał, chyba :) aczkolwiek są plusy, to mój najlepszy wynik w sezonie, jakbym to biegł po 4:10 to pewnie zrobiłbym z palcem połówkę, no i do tego spotkałem się z Aniad 1312, Kachitą, gifem, mimikiem, szymon-szymem, wiec to wymaga większej opowieści :) jeszcze tu wrócę z opisem :) ogólnie ? wiem, ze nieźle, i wiem co poprawić , żeby było duużo lepiej :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 17 marca 2013, 17:37 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4135
Lokalizacja: zzewszont
dziś wolne od biegania, to czas na podsumowanie. W sumie wszyscy już zdążyli napisać, jak było fajnie i miło spotkać się i pogadać, notabene zgodnie z prawda pisali :) :) :) niemniej ja dołożę swoje trzy grosze w tym temacie, ale nie dzisiaj, wywołam film i wtedy mam nadzieję, że coś wyjdzie, zrobię małą fotorelację towarzyską :)
dziś wpis pod tytułem anatomia upadku, czyli dlaczego było tak źle skoro jest tak dobrze.
nie napiszę, że ten bieg to porażka, bo skłamałbym tak pisząc, natomiast został po nim bardzo duży niedosyt.
nie wiem czego zabrakło, ale nie poszło tak jak chciałem. nie potrafiłem wczoraj pobiec na 100% możliwości, przeleciałem ten bieg bez większych emocji, natomiast nie byłem w stanie zmusić się do szybszego obrotu nogą. myślę, że bez problemu te 1:30 wczoraj bym zrobił w połówce, ale wyniku na dyszkę nie dałem rady zrobić. wyniku chociaż trochę mnie satysfakcjonującego.
w sumie to nawet za bardzo zmęczony nie przyleciałem, czasem bywałem po treningach mocniej ujechany. niby jest parę okoliczności łagodzących, ale powiedzmy sobie szczerze, słabe to okoliczności niemniej : pomiar czasu, zawsze sobie lapuje sam na zawodach, pierwszy kilometr był idealny z zegarkiem, następne dwa przegapiłem, zegarek pokazywał średnie tempo 3:56 więc nie szarpałem, a na czwartym okazało się, że to oszukał mnie o kilkanaście metrów i biegłem wolniej niż myślałem. na piątym miałem dokładnie czas 19:59 i nie byłem wstanie za bardzo szarpnąć, niby tam próbowałem, ale nie szło. dobiegając do wbiegu na maltę , jakiś koleś mi powiedział, że to wciąż na czas poniżej 40 min, może... na ósmym miałem 32:20 z tym, że to już było bieganie w śniegu, a dwa ostanie wyszły po 4:10 w tej breji. czy to wina śniegu, czy osłabłem, czy też zniechęcenie, ze nie zrobię wyniku ? tego nie wiem, starałem się biec równo do końca, niemniej jak widać słabo to wyszło, nawet mi się finiszować nie chciało. widzę, że zdecydowanie te wyluzowanie przedstartowe źle na mnie podziałało.
biorąc jednak po uwagę, że dokładnie pół roku wstecz 15 września był powrót do biegania, a wtedy poleciałem 10km po 6:10 na tętnie niewiele mniejszym od wczorajszego, nie da się nie zauważyć postępu. co by nie mówić, od ostatniego startu 16 stycznia poleciałem 5 sekund na kilometr szybciej, do tego to zdecydowanie "najlżejsze" moje zawody, więc też widać jakiś tam progres. nie taki jak zakładałem, ale traktuję maniacką, jako wypadek przy pracy. od jutra czas do roboty porządnej, wszystkie starty, te po drodze, z treningu robię, nic nie kombinuję z wyluzowaniem, bo potem biegać nie potrafię.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 378 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 ... 26  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL