Teraz jest Cz, 27 czerwca 2019, 06:20

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 364 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 21, 22, 23, 24, 25
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli poganiał muchomorek żwirka
Nowy postNapisane: Wt, 28 maja 2019, 15:54 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
kłamca, kłamca.

trzy dni wolne od biegania, szkoda tylko, że po 12 godzin praktycznie neon stop neon na nogach. cóż zgodziłeś się za psa to szczekaj jak to mówią.
GOT się skończyła, to i ja dałem radę skończyć ten długi weekend.
z tymże, u mnie było trudniej.
no nic - było minęło w zamian mam niusa.
zacząłem robić pompki.
nie napiszę ile, bo nie dość, że robię na raty to, na razie jest jak w tym starym kawale:
"idź pan porządnie popierdol, bo mnie tu jakieś ułamki wychodzą"
u mnie to samo.
ale systematyka jest, już 3 razy zrobiłem, przerwy mam 48 godzin po takiej zajezdni , więc wolno idzie.
od dziś też zacząłem brzuszki.
chyba wyglądam jak idiota, bo nawet koty zaczęły mnie omijać szerokim łukiem.
ale co tam one wiedzą o sporcie i kryzysie wieku średniego.
kupiłbym se panamerę, ale starzy na ginekologa nie wykierowali,
to dobrze, że starczyło na appke do ćwiczeń chociaż.
jako, że zegarek wciąż w serwisie - jednak można żyć bez powietrza-dziś bieg ciagły na wyczucie.
ciągły to był wiatr.
ja wiem, że to zrzygać się idzie, że ja bloga meteorologicznego prowadzę, ale co ja mogę, no co ja mogę.
w planie dyszka ciagłego, a jakby szło dobrze to nawet 11.
na ręku f210 więc do dyspozycji tylko tempo z giesa i tętno.
jaka wstałem rano, to tak się czułem, że nie wiedziałem płakać czy się ciąć,
ale kawa jakoś doprowadziła mnie do jakości felietonu, banana zjadłem, żeby mieć świadomość, że coś zjadłem i żeby chociaż tutaj nie było na co zwalać.
jak wysiadłem z samochodu, to wiatr rzucił mnie na maskę a potem wcisnął w wycieraczki. przesadzam, ale tak się czułem.
dołożyło się tętno, na rozbieganiu zapowiadało katastrofę, ja po 5:55 a one 136 jebane. dobra, myślę sobie tak zrobię 2 km a potem zobaczymy.
wiatr tradycyjnie wieje pod górkę w pysk a potem mimo, że pętla to i tak ze wszystkich kierunków na raz. lecę, patrzę na łocza a on mi pokazuje 4:15/km żartowniś, nofakinłej myślę sobie, nawet GPS mnie robi w wuja, cały świat przeciwko mnie. trzy wam w cztery w takim razie, biegnę na tętno. już widzę, że pierwszy km skończył się jakby szybciej niż normalnie biegam, więc dobrze widzę z tym GPSem.
normalnie cały jestem jak ten taras widokowy.
lecę na tętno, staram się z przykazaniami kierownika trzymać za pan brat, znaczy pilnować intensywności. w staraniu jestem mistrzem świata, więc staranie wychodzi idealnie. co jakiś czas wiatr rzuca mną na jakieś 3 metry do góry i wali o asfalt ale nadludzkim wysiłkiem woli wychodzę z tego bez szwanku.
na tym staraniu mija 10 kilometrów, oczywiście nie tam gdzie powinno, zdecydowanie szybciej, więc biegnę wolniej. postanawiam chociaż raz wykazać się rozsądkiem i kończę. skoro idzie wolniej nie będę się dobijał myślę.
zastanawiam się po ile wyszło, stawiam na 4:27.
okazuje się, że jakbyście chcieli postawić coś na wyścigach, to mnie raczej nie proście o przysługę, odradzam serdecznie.
po wklepaniu dystansu z poprzednikach dwóch treningów wyszło po 4:20 na tętnie 160. jakieś 80 m Up. sterydian pokazał też, że biegłem równo.
czyli wszystko jak miało być.
tętno średnio o 4bmp niższe, niż ostatnie 2 treningi przy tym samym tempie, a to już dużo przy tym poziomie.
czyli kłamię w żywe oczy i z tym wiatrem, samopoczuciem i w ogóle i szczególe.
cóż....
jako, że weekendy tyram od świtu po zmierzch nie bardzo mam jak pobiec coś kontrolnie. ale trafiło mi się na 5 mil u siebie po parku.
zawody w przyszłą środę o 19:30 bodajże więc lecę,
na nic nie liczę, bo bieg z treningu i to nie szybkościowego, ale jakby to w rawiczu powiedzieli - wolnościowego.
pozwoli mi to to zobaczyć jaki słaby jestem.
zaraz po tym-chyba nic do tej pory nie wspominałem -ale w zeszłym roku już zapisałem się na czterdzieści i dwa kilometry po walijskich górkach, więc 15 czerwca czeka mnie dłuższy spacer.
ale to już wybitnie na zaliczenie, zero jakiejkolwiek ambicji w ściganiu, cel jeden spokojnie sobie potruchtać w jak najlepszym zdrowiu.
w ogóle bym siebie odpuścił i chodziły mi już głosy po głowie -jebać to- ale kumpel się też zapisał, gamoń jeden, więc jak ten cygan dla towarzystwa, dam się powiesić i ja. z drugiej strony esteta, który czasem żre niczym robak, moja duszę, doprasza się o coś dla siebie, a walia piękna jest wraz z jej górkami. to jak już tak koniecznie kce - niech ma.
kończę, bo widzę, iż mi się coraz dłuższe to wpisy robią, za to odwrotnie proporcjonalne do jakości.
tak formy jak i treści.
chyba się zarejestruję dodatkowo na forum i trochę się poznęcam tutaj w komentarzach, bo gdzieś bym się wyżył, a obiecałem, że do felietonów zaglądać nie będę, a nic tak dobrze nie robi na urodę, jak miłe uczucie samozadowolenia z tego, że człowiek przypierdoli komuś od rana.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli poganiał muchomorek żwirka
Nowy postNapisane: Cz, 30 maja 2019, 14:58 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
dzyń dzyń.........

jako, że dowiedziałem się ostatnio, iż jestem:
niewykształcony -prawda,
ze wsi -prawda,
z NRD - też prawda,
i coś tam jeszcze, co na pewno jest prawdą, pomyślałem,
co ja się będę wysilał i samemu kombinował, jak już jeden wykształcony to napisał za mnie.
także będą ciut dłuższe, ale szczere i z pełnego serca życzenia skłdane Panu Wiatru i nie chodzi mi o tego wieprza z peerelu po uniwersytetu marksu i engelsu.
ci wykształceni wiedzą kogo cytuję, niewykształconym ta wiedza i tak w niczym nie pomoże. także Wiatru - serdecznie Cię pozdrawiam:

ty świński ryju, ty świński ogonie, ty świńska nóżko, ty golonko, ty fałdo,
ty grubasie, ty pyzo, ty klucho, ty kicho, ty pulpecie, ty żłobie, ty gnomie,
ty glisto, ty cetyńcu, ty zarazo pełzakowa, ty gadzie, ty jadzie, ty ospo,
dyfteroidzie, ty pasożycie, ty trutniu, ty trądzie, ty swądzie, ty hieno, ty
szakalu, ty kanalio, ty katakumbo, ty hekatombo, ty przykry typie, ty
koszmarku, ty bufonie, ty farmazonie, ty kameleonie, ty chorągiewko na
dachu, ty taki nie taki, ty ni w pięć ni w dziewięć ni w dziewiętnaście, ty
smutasie, ty jaglico, ty zaćmo, ty kaprawe oczko, ty zezowate oczko, ty
kapusiu, ty wiraszko, ty ślipku, ty szpiclu, ty hyclu, ty przykry typie, ty
kicie, ty kleju, ty gumozo, ty gutaperko, ty kalafonio, ty wazelino, ty
gliceryno, ty lokaju, ty lizusie, ty smoczku, ty klakierze, ty pozerze, ty
picerze, ty picusiu, ty lalusiu, ty kabotynie, ty luju pasiaty, ty kowboju na
garbatym koniu, ty klocu, ty młocie, ty piło, ty szprycho, ty graco, ty ruro
nieprzeczyszczona, ty zadro, ty drapaku, ty drucie, ty draniu, ty przykry
typie, ty kapitalisto, ty neokolonialisto, ty burżuju rumiany, ty
karierowiczu, ty groszorobie, ty mikrobie, ty gronkowcu, ty kieszonkowcu,
ty gonokoku, ty luesie, ty purchawko, ty nogawko, ty mitomanie, ty
narkomanie, ty kinomanie, ty grabarzu, ty bakcylu, ty nekrofilu, ty
sromotniku bezwstydny, ty seksolacie, ty bajzeltato, ty szmato, ty
scholastyku, ty kiwnięty dzięciole, ty strzaskana rzepo, ty współczesna
ruino, ty rufo nieprzeciętna, ty klapo, ty gilotyno, ty szubienico, ty przykry
typie, ty szlafmyco, ty pomponie, ty kutafonie, ty pomyjo, ty knocie, ty
gniocie, ty gnoju, ty playboyu, ty modny przeboju, ty astamanioano, ty
moja droga ja cię wcale nie kocham, ty omamie blue, ty onanio, ty kurza
melodio, ty zdarta płyto, ty trelewizjo, ty lelemencie, ty dupku żołędny, ty
bycie zbędny, ty podwiązko, ty klawiszu, ty kołtunie, ty larwo, ty kleszczu,
ty mszyco, ty szkodliwa naliścico, ty korniku zrosłozębny, ty korniku
bruzdkowany, ty koński bąku, ty końska pijawko, ty szulerze, ty
gangsterze, ty rabusiu, ty morderco, ty przykry typie, ty nygusie, ty
bumelancie, ty akselbancie, ty kurdebalansie, ty kurdemolu, ty zębolu, ty
szczerbolu, ty rybo dwudyszna, ty wypukła flądro, ty śnięty halibucie, ty
śmierdzący skunksie, ty moreno denna, ty mule epoki, ty zbuku, ty
kwadratowe jajco, ty artysto, ty prywaciarzu, ty intelektualisto badylarzu,
ty talencie na zakręcie, ty geniuszu z przymusu, ty wajszwancu od awansu,
ty awangardo ariegardy, ty tabako w rogu, ty neptku, ty nadrachu, ty
meneliku, ty sedesie z bakelitu, ty koterio, ty komitywo, ty kombinacjo,
ty machinacjo, ty metodo kupiecka, ty dolary i piernaty, ty a dalejże ty w
szmaty, ty lichwiarzu, ty wekslu, ty kwicie, ty kleksie, ty pecie, ty bzdecie,
ty przykry typie, ty makieto, ty tapeto, ty tandeto, ty torbo, ty torbielu, ty
drągu w dziejowym przeciągu, ty kiju, ty kij ci w oko, ty hak ci w smak, ty
nogo, ty fujaro, ty klarnecie, ty bidecie, ty kiblu, ty biegunko, ty
kałmasznawardze, ty flujo, ty szujo, ty fafulo, ty muchoplujko ze złotym
zębem, ty mrowkolwie plamistoskrzydły, ty kawale chama w odcieniu
yellow bahama, ty palcu w nosie, ty baboku, ty obiboku, ty bago, ty
zgago, ty dzwonie bez serca, ty emalio z nocnika, ty czarnodupcu, ty
kolcogłówku, ty capie, ty bucu, ty wawrzonie, ty luluchu, ty patafianie, ty
palancie, ty palantówo, ty szajbusie, ty aparycjonisto, ty kulturysto, ty
żigolaku, ty łajdaku, ty chechłaku, ty lebiego, ty alfonsie i omego, ty
przykry typie, ty konweniujący kołnierzyku, ty zerowokątny czytelniku, ty
literacki żywociku, ty kawiarnio, ty rupieciarnio, ty trupieciarnio, ty
chałturo, ty paprochu, ty farfoclu, ty chęcho, ty chachmęcie, ty chebdo, ty chwaście,
ty mydłku, ty mizdrzaku, ty wyskrobku, ty cycku, ty sikawo, ty siuśmajtku,
ty zgniłku, ty padalcu, ty zaropialcu, ty przykry typie, ty lilio w kibici
łamana, ty prostowaczu banana, ty wyciśnięta cytryno, ty kotlecie
sponiewierany, ty zapluty kabanosie, ty zapity kurduplu, ty zmęczona
jagodo, ty wczasowa przygodo, ty pipo grochowa, ty zapchany gwizdku, ty
pięć minut za krzakiem rozmarynu, ty niedokończona iluzjo, ty
zaciągnięta żaluzjo, ty zazdrostko, ty zawistniku, ty arszeniku, ty ciemna
maszynerio, ty sztuczny kwiatku, ty krosto, ty pryszczu, ty wągrze, ty
zachciewajko, ty kurzajko, ty pluskwo, ty mendo, ty mendoweszko, ty
przykry typie, ty złap mnie za pukiel, ty wskocz mi na kant, ty narób mi
wkoło pióra, ty mów mi wuju, ty masz na loda, ty nie śpiewaj nie mam
drobnych, ty kandydacie do nogi, ty kto ci ręce rozbujał, ty zniknij
systemem bezszmerowym, ty ciągnij smuge, ty spadaj, ty zjeżdżaj, ty
spieprzaj, ty stleń się, ty spłyń z lodami, ty giń, dzyń, dzyń,
dzyń................

dla tych co dotrwali do tego momentu, słów co jak dżem się kleją porę.
czyli: słaby jestem jak kuropatwa, a jak głupi to już wyżej pisałem.
w planie kierownik zaordynował - kurwa skąd jak takie słowa znam ? - swoją drogą.
ZAORDYNOWAŁ ? o ja żesz cię pierdolę, jeszcze kurwa może palca se wyginam do kawy małego - jak piję ? idę to sprawdzić.
sprawdzanie trwało tak szybko jak się gotuje szparagi.
i pije kawę.
wyginam.
o żesz kurwa i co teraz ?
muszę ochłonąć, o żesz w mordę, normalnie jak jakiś inteligent czy inna swołocz.
ależ się boję, gdzie ja to kurwa mogłem złapać ? no fakt, że mi ostatnio reklamę wyborczej wyświetliło, ale żeby tak od razu ? bez ostrzeżenia ? o mamusiu.
mózg uszkodzony jak nic, pewnie już trwale, dużo go nie było, ale BYŁ !!!!
a teraz co ? newsweeka prenumerować ???
cały jestem roztrzęsiony.
dobra może jakoś skończę.
kierownik kazał 8x1 km w tempie T10 się domyślam bo po 4:0.
miało być na stadionie, ale stadion popołudniu a popołudnia to ja mam wyłączanie ostatnio z życia.
coby więc coś z tego ugrać, standardowa pętla w parku.
nie wiem na co liczyłem ? na oklaski ?
zamiast ustawić się grzecznie do szacunku tempo/wiatr/górki jak ten debil ostatni, poleciałem po 4:00 -znaczył chciałem polecieć bo pierwszy był z góreczki i z wiatrem to 3:52 wszedł a i taki już ostatnie 200 metrów myślę, hola hola, holdjurhorses, koleś.
potem już nie było tak różowo. było wujowo. 3 min przerwy truchtane pomiędzy tak mnie ustawiały, że kolejne wchodziło dużo pod górkę i pod wiatr, który mia dyżur razem z górką na tej samej trasie. tylko zwroty mieli przeciwne.
coby nie męczyć jakiegoś zbłąkanego czytelnika, dałem radę tylko 6 a i tak po weryfikacji tempa. najsłabszy wyszedł w4:18 ostatni, najwiecej pod górkę i wiatr.
na pocieszenie i otarcie łez GAP ze stravy pokazał, że wszystkie byłyby poniżej 4:0.
byłby by były, ale nie były, a GAP srap.
słabe to pocieszenie i tyle.
widać ile jeszcze pracy mnie czeka jak byle zefirek mnie tak stawia do pionu a byle 5 cm podbiegi wciska w glebę jak rolnik bronę.
słaby jestem jak kuropatwa i tyle.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli poganiał muchomorek żwirka
Nowy postNapisane: Cz, 6 czerwca 2019, 08:37 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
garmin, garmin

fenix 5plus, taki piękny, tak pięknie niedziałający.
co ja się mam z tym zegarkiem, to jakieś żarty z obywatela są.
działał 8 miesięcy bez większych uwag, coś tam zawsze było lepiej gorzej, ale w granicach normy a w porównaniu z konkurencją, rzeczy zauważalne jak czyste powietrze na śląsku. ale od czasu jakiegoś, po kolejnej aktualizacji o szczęśliwym numerze 7.1 chuj strzelił bombki.
a dokładnie baterię.
jak poprzednio trzymał se, te 5 dni z treningami, to teraz 2 dni bez treningów,
a jak pobiegałem cuś koło 75 min to wpierdolił 41% -czad.
forum garmina pełne podobnych wpisów podobnych do mojego, więc nie tylko mi się to przytrafiło, ale czy należy się cieszyć z tego, że oprócz mnie staneło się to dla wielu innych osób ? przypuszczam, że wątpię.
serwis garmina zawsze działał świetnie, a jestem użytkownikiem od modelu edge 705 to jakiś chyba 2008 rok. więc czasem korzystałem.
i tym razem podobnie, wymienili bez problemów od reki na refurbrished, czyli jak nowy.
polska chiny-dwie godziny w tydzień sprawa była załatwiona.
zegarek też był załatwiony.
trzymał dokładnie tak samo jak ostatni. nowa teoretycznie bateria 2 dni w trybie noszenie nieterminowego. masakra.
dzwonię znów do serwisu i proszę tym razą o wymianę na kompletnie nowego.
tu już nie tak prosto. muszą dostać zgodę chyba nawet samego trampa bo trwa to dzień.
i cisza. przypominam się na dzień drugi, okazuje się że garmin się zgodził i wymienią na nowy, ale procedura wpisywania dłuższa niż zazwyczaj więc pani nie miała czasu tego zrobić a tak w ogóle to zapomniała, bo zajęta mocno.
zdarza się i się nie dziwię, mówię to całkiem bez ironii, młyn tam mają i rzeczy czasem umykają. nic to, żeby poszło sprawnie gawędzie sobie z panią koło 50 minut a ona w międzyczasie wklepuje tego mojego Brand New do systemu.
przychodzi za jakiś szas kwit na maila do wymiany, pakuje to do pudełka poczta, poszło.....
i za 30 min coś mnie tknęło i sprawdzam w systemie garmina a tam, żesz kurwa wymiana na 5plus, ale zwykłego.
ja mam wersje sapphire tytan, no jakieś 250f różnicy.
dzwonię i tu cud, trafiam na ta samą panią z infolini więc udaje się wytłumaczyć szybko, no nie wiadomo o co chodzi, ale pani to prostuje. rozłączamy się, znów zlecenie przychodzi na serwis po jakichś 20 minutach - patrze kolejny zonk. nr fabryczny wpisany z pierwszego zegarka, który to już dawno w garminie w smieciach leży. załamka lekka, ale walczymy, kolejny telefon, inna pani już, wiec chwilę trwa wytłumaczenie, sprawdzają, niby nie będzie problemu. sprawdzam na poczcie czy paczka dotarła, cały wczorajszy dzień royal mail ma zawieszony system, kurwa co jest , czy ja musze mieć tak pod górkę ciągle ?? nie mogę raz w życiu chociaż kupić coś bez przebojów żadnych. ech... no nic co dalej to sie okaże, niestety poczta i tym razem dostarczyła, bo już dziś śledzenie w końcu działa. szkoda w sumie bo na 1000f ubezpieczona była przesyłka.
treningowo akcentu nie było, bo u mnie na wsi wczoraj były zawody na 5 mil.
w parku.
bieg jeden z najstarszych w kraju, rozgrywany od 1972 roku. dużo solidnych zawodników, coś koło 350 osób. jako, że organizuje to od początku mój klub a ja weekendy wyrwane z życiorysu, lecę żebym zobaczyć jak słaby jestem i czego brakuje.
nie wieje !!!!! wierzyć się nie chce, ale nie wieje, coś tam delikatny zefirek 10-15/h
czyli nic, zero, nul. znaczy już jeden powód na który można by zrzucić słabość odpada.
szkoda. na ręku 310xt pożyczony od kumpla no i lecimy. pierwszy km delikatnie w dół, po 700 metrach widzę 3:44 oo za szybko, ale juz się pierwszy podbieg zaczyna i reguluje całość, skręcamy na pętle i myśle fajnie będzie w miarę płasko jak na park. aha w miarę. okazuje się że kolejne 3 pętle są już pełen z takim jebanym podbiegiem który ma dobre kilkaset metrów i nie dość, że pod górkę to jeszcze parę garbów, jebaniec ma. cisnę co mogę, staram się biec rozsądnie, ale górki robią swoje. satysfakcję mam chociaż tą, że z tymi co się tasowałem po drodze nikt mnie na tych podbiegach nie wziął. ja generalnie biegam zawsze niestety sam. bardzo rzadko chyba nawet nigdy, nie biegałem jakichś zawodów w grupie. nawet berlin maraton parę razy biegany - zawsze mi się zdarzały długie kilometry gdzie ja sam a z przodu i tyłu kilkadziesiąt metrów przerwy. smierdzę czy co ? nie wiem. tu podobnie, bieg rozgrywany samotnie, jedna grupa dla mnie za silna, dla tej z tyłu ja za szybki, więc nawet nie było się podwiesić pod kogo. staram się to rozegrać jakoś rozsądnie na tych górkach, żeby mieć chociaż ciut siły na te ostatnie kilkaset metrów płaskiego.
podgórkowe ostatnie 300 metrów wchodzi w 4:37, potem 4:08 już po płaskim 3;44 kolejne 200 a ostatnie 80 m 3:19 całość garmin pokazuje po 4:04 przy dystansie 8.150. 62m Up. patrząc po stravie dużo osób ma taki dystans więc przyjmuję, że taki był. tu nikt się nie szczypie z atestami i innymi bzdurami, start koło choragiewki, czipy były więc starczy. Miejsce 85 w kategorii geriatrycy m45 -13.
mocne, naprawdę mocne zawody 62 osoby poniżej 4/km.
Start z treningu z jednym dniem odpuszczenie, wiec brakło świeżości na pewno. Zmęczony nie byłem, ale nie miałem tego kopnięcia, raczej jak czołg. Wytrzymałość się powoli wykluwa, ale na pewno dalej brak szybkości i siły. ale też i nikt się nie spodziewał czegoś innego.
Treningi idą dobrze, w dobrym kierunku więc aby nie gorzej.
tylko ten garmin...nic dzień się dopiero zaczął.....

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: bulbuliera czyli poganiał muchomorek żwirka
Nowy postNapisane: Śr, 19 czerwca 2019, 19:27 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
debil,debil,

tydzień moja a ja niczyja, chciało by się powiedzieć a tu blog leży i kwiczy więc czas nadrobić zalegości. równo tydzień wstecz zrobiłem ostatni lekki akcent 4x1200 /2 min po bodajże 4:08 poszło gładko i przyjemnie, aczkolwiek nie luźniutko. równo tydzień wstecz przylatywał też mój brat na zeszłosobotni Maraton, którego miałem nie biegać. zapisałem sie na niego już w zeszłym roku, ale plany były inne, a plany jak to plany maja to do siebie, że rzadko się spełniają. brat po drodze dostłl kontuzji ja miałem pobiec w kwietniu 80tke, której jednak nie pobiegłem i na 100% bym odpuścił ale kumpel zrobił mi psikusa i tez sie zapisał. żartowniś kurwa. wyrolowałem go już na biegu na 80tke, mieliśmy biec razem, nie z mojej winy ale nie pobiegłem, więc nie chciałem go wystawić do wiatru kolejny raz. jak to mówią dla towarzystwa to nawet rzeźnik poszedł razem z lodziarzem do kurwy na korepetycje. nieprzygotowany byłem kompletnie i chciałem to tylko zaliczyć w dobrym zdrowiu i jak najmniejszym kosztem. prawie się udało. dla jasności, biegaliśmy z Michałem swoje, zero treningu pod maraton, na od marca o ile się nie mylę raz zrobiłem ponad dwadzieścia i 2 razy po 16 km. to w temacie długich wybiegań. brat przepisał się na połówkę a ja jak ten debil skończony maraton z Grzesiem. nawet pogoda sprzyjała. aha w sumie to nie napisałem, maraton był górski. nawet niewysoko jakieś 1300m up. dla mnie wystarczyło. i może by nawet było miło ale złe buty pomogły w tym, żeby miło nie było. założyłem altry superiory 4, żebym chociaż pomyślał i założył do nich te wkładki przeciwkamienne, ale co głupiemu po rozumie skoro jego nie ma. a one fajne, miękkie, ale na ścieżki leśne, liście i piasek. a nie korzenie i cholerne kamienie jak z podkładów kolejowych co zalegały z 50% trasy. były wszędzie. miałem wrażenie że też na zębach mi się osadziły. a altry jak baletki, czucie trasy miałem doskonałe w nich, pierwszorzędne można by rzec.jak nie było tego kurweskiego tłucznia to były korzenie i śliskie kamienie. nie wiadomo co gorsze. nawet teraz mi się chce płakać jak o tym pomyśle. nie było miło, oj nie było.

sam maraton cudny , kameralny 260 osób w samym centrum snowdonii, świetnie zorganizowany, piękne tereny, świetna organizacja, atmosfera, ludzie -nec plus ultra. żadnego ale to żadnego najmniejszego minusa. nic, nul. wierzyć się nie chce, że są jeszcze takie biegi. właśnie, jak już padło słowo bieg to ja też trzy zdania o swoim starcie, chociaż biegiem bym tego nie nazwał - świnski trucht przerywany marszem, albo odwrotnie. czas na mecie to 5:02:13. jakbym miał określić ten bieg jednym zdaniem, to napisałbym, gasłem jak świeczka, kończyłem się systematycznie i powoli, gotowałem się jak żaba na spokojnie. cały czas ciągnąłem kumpla, dość szybko przechodził do marszu a to było dla mnie zaraz po podłożu, największą udręką.
dużo bardziej męczyło mnie chodzenie jak bieganie, ale cóż zgodziłeś się za psa to szczekaj jak mówi przysłowie, więc szczekałem, szczekałem. był też mały akcent, równo milę do końca wyprzedziło nas trzech Walijczyków z którymi tasowaliśmy się ostatnie 10 mil. i jakiś diabeł we mnie wstąpił, zamiast ich puścić na spokojnie, jak te wszystkie baby w ciąży, jak tych wszystkich emerytów z balkonikami, pomyślałem, no passaram
i rura po 4:30- po 30 metrach już odebrałem im chęć do walki, ale leciałem dalej w końcu nogę mogłem puścić swobodnie. po kilkuset metrach jednak oprzytomniałem, stanąłem, poczekałem na kumpla, który też się trochę poderwał i już razem dobiegliśmy do mety.

i to chyba koniec tej nudnej historii. 

zdjęcia wrzucę  jedno z trasy, z dojazdu i miejscówki.
teraz luźno  truchtam, liżę rany, nogi nawet nie najgorsze, ale wciąż leciutko pobolewają ścięgna w okolicach kostek powykrzywiane na tych kamieniach.
sorry za literówki jeżeli są i błędy ale nie mogę zmusić mojej klawiatury do polskich znaków.



ObrazekObrazekObrazekObrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 364 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 21, 22, 23, 24, 25

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL