Teraz jest Cz, 27 czerwca 2019, 06:17

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 364 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 2 lutego 2014, 14:11 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
dziś wolne, czas na krótką spowiedź.
nie biegam bo mnie trochę pięta boli, może bardziej niż trochę, a może jestem po prostu mięttki i nie chce mi się wyjść.
ostatnio usłyszałem, że zachowuje się jak kobieta, żebym usłyszał, że jak baba....to pewnie by mnie to nie ruszyło, no ale jak się chce kopnąć to zawsze jakiś kij się znajdzie.
niemniej ja nie o tym.
dojrzewałem długo, nie chcę zawieszać bloga, bo widzę, że parę osób czyta, dziękuję, za wytrwałość :-)
ale będzie mnie tu mniej i jak już, to niestety dla czytających, raczej filozoficznie.
a to nie zapowiada się dobrze.
szczególnie, że filozofa we mnie, mniej więcej tyle, ile piwa w żywcu.
ale coś mi się w tej durnej łysej łepetynie poprzestawiało i inaczej nie będzie.
koty będą, to pewne.
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Pn, 3 lutego 2014, 19:00 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
od rana walczyłem ze sobą, wyjść, nie wyjść.
bo mięśnie sztywne, stawy sztywne, ścięgna bolą, i ta rozsądniejsza cześć mnie mówiła,
- nie idź, na cholerę się pchasz, dzień przerwy nie zaszkodzi, tylko może pomóc.
no to posłuchałem się i poszedłem.
o dziwo, biegło się w miarę swobodnie, żeby nie ból łydki, wyciskający momentami łzy z oczu, byłoby do tego całkiem przyjemnie.
niemniej, powolutku, na spokojnie, kulałem się do przodu.
nie bolało więcej na końcu niż na początku, więc chyba nie jest źle.
teraz boli, ale boli do wczoraj, więc nie ma się co niuniać.
wyszedłem, wróciłem, żyję.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Śr, 5 lutego 2014, 19:13 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
ból moim przyjacielem jest, ból nogi jednej i drugiej, do tego łydki, palców u stóp, ból duszy, ból niemocy.
generalnie boli.
ale biegać trzeba, tzn nic nie trzeba.
a najmniej to biegać, no ale jak trzeba to trzeba.
zauważyłem, że coraz częściej biegnie mi się dobrze mimo, że źle.
wyłączam się na dłuższe fragmenty swojego ja, nie zwracam uwagi na to, że boli, że wiatr, że słońce i deszcz.
jestem tylko ja i ból i wiatr i słońce i deszcz.
no, deszczu dzisiaj nie było, ale być mógł przecież.
w każdym razie, coraz częściej i łatwiej wejść mi w stan bezmyślenia podczas biegania.
żadna tam nirwana biegowa.
jaka kurwa może być nirwana, jak noga napierdziela, wiatr w pysk, ciężko, zimno i ciemno.
i boli.
ciemno po prawdzie nie było, słońce świeciło jak latem, ale być przecież mogło.
a skoro mogło to prawie jakby było.
a wiec o czym to ja ? o tych paru kilometrach przetruchtanych dzisiaj ? czy raczej o tym, że
coraz bardziej mam ochotę na przekraczanie granic.
bólu.
bo to jest to, co jest prawdziwe w nas i co faktycznie można zmierzyć, mimo, że niemierzalne podobno.

kota dawno nie było, to dam trzy od razu:

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 6 lutego 2014, 20:20 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
jedyny plus z dzisiaj, to to, że dzień się kończy.
słaby jestem jak kuropatwa.
ale jakoś poszło.

kota dawno nie było.
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 8 lutego 2014, 20:41 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
jest sobota, jest robota.
będzie bez filozofii dziś.
krótko i na temat.
podbiegi.
miały być w terenie, ale droga podobno cholernie rozjeżdżona, przez samochody wywożące drzewo z lasu,
więc kolesie pokwękali, że błoto, że bagno, że lepiej na asfalt.
no dobra, do zarąbania się dobry i asfalt, tylko buty zdecydowanie nieodpowiednie, ale to drobiazg.
15x300m podbiegu/10 metrów up na sztukę i tyleż samo siłą rzeczy zbiegu.
coby nie było, żem fantasta podam czasy, początkowych parę, rozpoznanie bojem w tempie 4:25 -4:15 potem już koło 4:00 ostatnie 2-3 w granicach 3:50-3:40.
niestety za słaby jeszcze jestem, żeby się zarżnąć jak chciałem, ale zarąbałem się już nieźle.
a jutro też jest dzień jakby co.
w sumie wyszło jakieś 17km.
aaa cieplutko, spodnie 3/4 + góra jedna koszulka na krótko i było gitara.

kota dawno nie było:
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 9 lutego 2014, 16:41 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
błoto, śnieg, bruk, las, z góry pod górę, i tak wciąż i wciąż przez 27km.
jak wczoraj było za mało siły, to dzisiaj, już to wyrównałem.
400 m up, więc płasko też nie było.
zarąbane mam nogi elegancko, no ale jak od zeszłej soboty wyszło 160km, to i czego tu się spodziewać.
jest dobrze, będzie jeszcze gorzej.
kota dawno nie było.
ale dziś nie będzie.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Pn, 10 lutego 2014, 18:17 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
dziwny trening, ból w lewej łydce nie przeszedł.rano bolało tak jakby ktoś młotkiem w nią walił, po południu, jakby tylko kijem bejsbolowym.
postanowiłem, więc obwiązać ją bandażem i pokuśtykać na parę kilometrów.
to był bardzo dobry pomysł, gdzieś po 800 metrach noga cudnie zesztywniała, ech, żeby tak wszystko sztywniało, już nie mogłem biec w ogóle, powalczyłem jeszcze ze 400 ze sobą i postanowiłem wypierdzielić bandaż w cholerę.
i okazało się, że mogę biec bez żadnego, powiedzmy problemu.
więc pobiegłem luźno, spokojnie 10km kuśtyk, kuśtyk.
fajnie było. naprawdę fajnie.
niestety, kompletnie straciłem swoje "legendarne" wyczucie tempa, owszem biegłem równo, ale myślałem, że po 5:40 a tu okazał się parę sekund szybciej niż myślałem wychodziło.
w ogóle coś się dzieje z moim aparatem ruchu, że tak to ładnie nazwę :-)
zawsze biegałem jak skrzyżowanie paralityka z pinokiem, delikatnie mówiąc, wiem, bo jak wracam to mam rząd sklepów z wielkimi szybami po drodze i co spojrzę to się mam ochotę zastrzelić tak wyglądam.
a tu dziś jak raz, wyglądałem tylko jak paralityk. sparaliżowany.
wiosna? czy ki diabeł ?

i jeszcze jedno.
biegam po ty by robić zdjęcia kotom ? czy robię zdjęcia kotom po to by biegać ?
tak czy inaczej, kota dawno nie było.

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 11 lutego 2014, 20:44 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
kuropatwa wróciła.
plan był się zarąbać na amenus i powoli zbliżam się do 110% normy.
jeszcze mi trochę brakuje, ale już niewiele.
także, wszystko idzie w dobrym kierunku.
od rana dziś czułem, że powinienem odpocząć, ale nie, jak się zarzynać to do końca.
20 min thresholdu.
już po pierwszych 300 metrach, wiedziałem, że będzie dupa blada z tymi dwudziestoma minutami.
tempo 4:12 a ja rzeźbię jak michał anioł.
i to wcale nie w marmurze.
więc po drodze wymyśliłem, że polecę 4x5 min /1 minute przerwy.
o jaka to była piękna katastrofa.
aż żałowałem, że się skończyła, ale może dobrze, bo końcówkę coś jakbym siły odzyskiwał,
a to kompletnie nie koreluje z moim planem.
ale jako, że tydzień dopiero się zaczyna, wszystko przede mną, jutro chyba poprawię a apogeum zgonu przewiduję na sobotę.

kot wspominkowy, 1 maja 2012 - trzeci dzień w domu.
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Śr, 12 lutego 2014, 19:24 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
trening podtrzymujący.
podtrzymujący zarżnięcie.
nogi to obecnie skrzyżowanie plasteliny z drewnianym patyczkami.
znaczy wszystko zgodnie z planem.
poplumkałem sobie w terenie, jako, że nie było kiedy zjeść przed bieganiem, a rano tylko dwie kromeczki, to w okolicach drugiego kilometra miałem fajny zjazd.
zaczęło się kręcić w głowie, zero sił, ale wiedziałem, że to organizm przełącza się na tłuszcze. i faktycznie w okolicach szóstego, siódmego kilomertra było coraz lepiej i poszło już bez problemu.
tętno strasznie mizerne 136, jakiś słabowity jestem, ledwo bije te to serce.
w bonusie świetnie odcinki błota, tak mniej więcej po kostkę na długości kilometra.
było pole, postawili jeden dom, drugi, piaty, dziesiąty, drogi nie, bo po co.
więc jeżdżą teraz tym polem, chyba skotami, albo hammerami, bo niczym innym tam się nie da.
ja dzięki temu miałem dodatkową siłę biegową.
także widać, że mili ludzie tam mieszkają, dbają o mnie jak tylko mogą.
aaa no i elegancko się wykopyrtnąłem w tym błocku, plastelinki mi się
rozjechały i ryms na pysk.
przygoda musi być.
jakie bieganie, taka przygoda po prawdzie.
niemniej siedemnaście kilometrów, tempem świni lecącej w odwiedziny do rzeźnika zrobione.
najbardziej się boje piątku, bo mam wolne od biegania i jeszcze nie daj Pan, wezmą te durne nogi i odpoczną.
i cały misterny plan na sobotę szlag trafi.
więc może pójdę pobiegać ?
aha, zapisałem się na kolejną 50tkę na orientację, 1 marca.
włóczykij w gryfinie.
chwaliłem się, że na ostatniej pięćdziesiątce byłem 17sty ? na 120 osób ?
nie ? to się pochwalę.
kiedyś.

kota dawno nie było
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 13 lutego 2014, 19:40 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
człowiek stary a głupi.
w sumie za młodego też lepiej nie było, niemniej niby z wiekiem powinno być lepiej.
nie jest.
nigdy nie eksperymentowałem za bardzo z różnymi odżywkami, napojami, żelami.
potrafiłem 25 km rano po kawie przelecieć i było aligancko.
ale mnie, kurna podkusiło.
byłem ostatnio u kumpla, kolarza, i mówi, że kupił worek maltodekstryny, podał przepis jak to rozrabiać z fruktozą (z niemieckiego roadbike ) i dał składników na wiadro.
podobno to świetny napój, na długie trasy i przed treningiem.
może na świński blond zza odry to działa.
na mnie tez podziałało,tyle, że jak piata kolumna.
już wczoraj miałem po tym lekki zjazd, ale dziś wypiłem bidon wynalazku na jakąś godzinę przed treningiem i normalnie padłem.
w planie było 10x400 w tempie że tyłem i bokiem można biegać, a ja po czterech kilometrach rozbiegania jak po 8smiu piwach.
po prostu masakra, zero sił, we łbie się kręciło, ani ręką ani nogą, po pierwszej dwusetce myślałem, że padnę.
dałem sobie spokój i tyle.
jeszcze godzinę po przyjściu do domu, łapy mi latały jak rubinsteinowi przed koncertem.
także nie nabiegałem się dziś za dużo.
ech, stary człowiek a głupi.

z milszych rzeczy rodzina się powiększyła, normalnie sam nie wiem jak to się stało.
cyk cyk, byk na krowę i już cielak, nawet dwa cielaki.

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 15 lutego 2014, 16:29 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
dzisiejszy trening oddzielił ziarno od plew.
niestety, mam wrażenie, że nawet plewa nie jestem.
niemniej dzień wolnego zrobił mi dobrze, a nawet lepiej.
znaczy, lepiej już było.
w planie podbiegi, raptem 5x więc za bardzo się nawet nie ma nad czym rozpisywać.
było tak, podbieli, zbiegli, podbiegli, zbiegli, znów podbiegli i znów zbiegli i podbiegli i zbiegli i podbiegli i zbiegli i zbiegli i już koniec.
sam nie wiem kiedy się ukulało w sumie te kilka kilometrów.

alleee, co ja o tych paru podbiegach.
fajną akcję dziś widzieliśmy, aż żal że aparatu nie miałem.
początek podbiegu w lesie to z jednej strony jeziorko skute lodem, droga, przez którą przepływa strumyk i za drogą już większy strumień.
i niedobre bobry zapchały ten strumyczek na drodze.
nadmieniam, że wgłębienie na ten strumyczek było takie, że ostatnio tam maluchem przejeżdżaliśmy z kumplem.
i patrzymy dziś, a tam paru sprytnych Panów, postanowiło udrożnić to, co te niedobre bobry zatkały.
dobrze im poszło, lepiej niż mi z podbiegami.
jak woda ruszyła z jeziorka, to w miejscu, gdzie radził sobie fiat 126P bis jest w tej chwili jama taka, że tak zwany TIR z naczepą by się zmieścił a i jeszcze ze cztery maluchy na niego by weszły.
widok niesamowity był, trzaskający i załamujący się lód, biegające bobry po lodzie, z drugiej strony rwący potok, jama jak po wybuchu bomby, wyrwane drzewa przez wodę i miny Panów, że chyba nie do końca o to chodziło.
sama atrakcje dziś były.
inowejty 235 sprawdziły się dziś rewelacyjnie, tym bardziej, że dziś praktycznie sam bruk był.
dużo bruku.

kota dawno nie było:
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 16 lutego 2014, 21:12 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
nie bardzo wiem co pisać.
parę kilometrów bez żadnych emocji.
może w końcu tak trzeba.
biegało dziś się miło i przyjemnie, tylko...
wiatr masakryczny, 2/3 trasy tak wiało w pysk, że płakać się chciało.
ale chłopaki nie płaczą.
tempo coś koło 6/km w końcu to regenerejszyn bieg był.
więc zero napędzania, ale wiatr i tak serce napędził.
nie ma to jak zwalić na wiatr.
tętno 140. średnie.
nieśrenie od 118 do 184

kot potreningowy:
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 18 lutego 2014, 21:18 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
we wczorajszy dzień kota, to myślałem, że dostanę kota z kotami.
normalnie jakiś szatan w nie wstąpił, jak zwykle prowodyr to młody.
ale to co się działo, to dawno takiego armagedonu nie pamiętam.
zerwane dwie firanki w oknach, wywalony stojak z płytami, powywalane co się dało z szafek.
wiosna widzę idzie na całego.
ale jak im zagroziłem, że więcej zdjęć na bloga nie będzie, to na chwilę się przyczaiły.
zbierają siły.

treningowo, wczoraj wolne a dziś ?
dziś nie miało prawa pójść, a poszło.
po sobotnich pięciu, prawie półtorakilometrowych podbiegach, po niedzielnej trzydziestce,
po ciężkich ostatnich tygodniach, wszystkiego się spodziewałem, tylko nie szóstki ciągłego
po 4:04.
i to wcale nie po płaskim.
lekko nie było, ale przed treningiem to myślałem, że po 4:20 nie dam rady a tu taka niespodzianka.tym bardziej, że pierwsze 3 po 4:06 gdzieś wiec druga trójka po 4:03-02.
sam nie wiem, co myśleć mam o tym, wiec nie nie myślę.
czyli standard zachowany.

kota dawno nie było, rozbójnik szykuje się do akcji:
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Śr, 19 lutego 2014, 20:00 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
czy to musi tak wiać ?
wyszedłem z nastawieniem, ze zrobię parę kilometrów spokojnie, ale jakie spokojnie, jak na dzień dobry wiatr w ryj, że chyba na żaglówki się przerzucę.
prawie że halsować musiałem.
miałem robić trójkątne kółko, ale pobiegłem wahadłem, bo inaczej znów 2/3 trasy rzeźbiłbym pod wiatr.
ubrałem dziś, na nogi pod asfalt go bioniki, i jakoś źle mi się w nich biegło.
stare neftengi, dojechane na maksa, dużo lepiej mi się sprawdzają.
ostatnio z nóg ich nie ściągam, przynajmniej jeżeli o bieganie po asfalcie chodzi.
o tyle dziwne to, że go runy, raczej nie biegane, więc powinno być si, a nie było.
ale złej krawcowej to i żaba bociana nie przyniesie.
także, nie było lekko jak chciałem, wiatr zrobił swoje a z powrotem to już było zajedno.
niemniej coś tam sobie poplumkałem, jak zwykle parę kilometrów w ciut poniżej sześciu na kilometr.
w sumie powinienem wydłużać te swoje wybiegania, ale tak obrzydliwe było na dworze, że zrezygnowałem z dokręcenia czterech kilometrów dodatkowo.
słaby jestem jak ta kuropatwa widać, do tego zero charakteru, sam nie wiem, co ze mnie wyrośnie, jak tak dalej nie pójdzie.

nażarłem się tatara i zupy czosnkowej i zostaje teraz jak ten kot, co go dawno nie było:

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 20 lutego 2014, 21:40 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 3826
Lokalizacja: zzewszont
cholery można dostać z tymi kotami, co jeden dzień to ciekawszy.
dorwały mąkę gdzieś w szafce i cały kilogram po domu rozniosły, od kuchnie przez korytarz do pokoju.
człowiek dobrze się po treningu nie wykąpał, a tu taka niespodzianka.
jedno jest pewnie, nudzić się z nimi nie sposób.

czy ja coś wspomniałem o treningu ?
no tak, rywal nie śpi, tylko trenuje i quentino np nie zasypia gruch w popielniku, tylko popyla z żelazowej woli po piwo codziennie, więc też tak na wszelki wypadek, coś tam pobiegałem dzisiaj na tym swoim czyżyku 200 metrowym.
matko dołóż, ale wylęgarnia bab tam dziś była, oczywiście wszystkie po lewym torze, ale to już tylko z kronikarskiego obowiązku odnotowuję, znaczy wróć, jedna była nie dość, że ładna to uprzejma bo bez słowa przeniosła się na prawy tor i nie przeszkadzała ani nam, ani sobie. znaczy można.
ale nie denerwowałem się tym wcale i spokojnie sobie biegałem, jak na gigancie.slalomie gigancie.
set był taki 6x 1km na 90 sekund przerwy z tym, że po 3 km 3 min przerwy.
poszło. znów się nie spodziewałem, że pójdzie.
poszło po 3:55 średnio i równo, więc biorąc pod uwagę co teraz nie biegam, wytrąciło mnie to z równowagi.
za dobrze idzie, za dobrze.
trzeba chyba coś dołożyć, bo podejrzane to jest.

nieustraszeni pogromcy mąki w komplecie:
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 364 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL