Teraz jest Śr, 8 kwietnia 2020, 05:13

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 390 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17 ... 26  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 19 września 2013, 20:42 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
dziś w końcu coś żwawszego, bo 8x800m/400 w truchcie.
z założenia osiemsetki miały być po 3:15 no i były, nawet ciut szybciej tak ca po 3:12 czyli gdzieś po 4min/km
mimo, że biegałem z wieczora dość ciepło u mnie, i można było biegać bez koszulki.
dawno nie biegałem tego typu treningów, więc była lekka obawa jak to pójdzie, ale poszło bez problemów.
nie na luzie oczywiście, ale bez piłowania, każdą ostatnią prostą mogłem przyspieszyć, ale po co ? biegałem równo.
trochę na początku za krótkie przerwy były, bo wychodziło 400m w truchcie po 2:30, ale po czwartej czekałem do 3 minut.
fajny ładujący trening a i psychicznie, nie powiem, postawił mnie na nogi.

dam fotkę, niedzielny widok z balkonu, na wieczorne miasto :)

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Pt, 20 września 2013, 16:34 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
jedenasty dzień biegania ciurkiem, w sumie to nawet nie zauważyłem, że już zapomniałem kiedy dzień wolnego miałem, to i nie dziwota, że powoli zmęczenie dopada. tym bardziej, iż ten tydzień nie jest wybitnie odpoczynkowy, oj nie jest, a że tak powiem, najciekawsze jutro i pojutrze. o dziwo w planie nadziś nie było całkowitego luzu, tylko ciut żwawsze plumkanie do tętna 145. miało być i było 13,2 km po 5:04 na średnim tętnie 145 własnie. padał elegancki deszczyk, biegło się przyjemnie, a najprzyjemniejsze to to, że mogę sobie otworzyć piwko, pierwsze od tygodnia :)

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 21 września 2013, 13:49 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
umówiony byłem na bieganie dziś na siódmą, siódmą rano, żeby wątpliwości nie było, ale wstałem sobie już po piątej.
po prawdzie, to sam nie wstałem, pomógł mi mój ukochany kotek, a robi to tak, przychodzi do mnie nad ranem, pierw liże po łysinie a potem gruzie w głowę, niby nie mocno, ale za budzik wystarczy :) rozumiem, że tym lizaniem to znieczula i odkaża zarazem :)
wypiłem kawkę i o 6:55 w drogę.
jak ja nie lubię tak rano wychodzić, rozruch proszę bardzo, ale coś solidniej to ja się muszę obudzić.
a dzisiaj w planach, dzień konia, czyli siła czyli podbiegi.
pogoda obrzydliwa,bo wilgotno i parno, żeby z rana już 12 stopni było ? liczyłem na jakiś przyjemny chłodek arktyczny a tu kiszka, zamiast syberii-laos.
dobrze, że koszulkę na ramiączkach miałem, bo chyba bym biegał bez.

polazłem na asfalt za miasto tam mam taki sympatyczny góreczkę, popularnie zwaną szmatą, lub innym słowem kończącym się na rwa. i nie jest to kulszowa.

no i pobiegałem te podbiegi
8x500m podbiegu / zbieg. podbieg długi więc miało być spokojnie i tak chyba było, tempo około 4:30 -4:40 km
na czterech kilometrach podbiegu wyszło 100m up, czyli na 500m 15 m w pionie. wystarczająco, żeby się zmęczyć.
kurna, jest co biegać.
także 8:50 byłem już w domu z 16 kilometrami na koncie
cztery dobiegu ,osiem kilometrów zbieg/podbieg i cztery z powrotem, z tymże z powrotem to już trochę dużo te cztery, tym bardziej, że też płasko nie było i nie powiem poczułem nogi na samym końcu treningu.

dobrze, że jutro spokojne wybieganie.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 22 września 2013, 16:21 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
dłuższe wybieganie, 21300m wg suunto.
1:37:69 netto.
zadowolonym bo średnie tętno tylko 157 a biegło się luźno i spokojnie, biorąc pod uwagę tydzień konia, jaki mam za sobą.
poza tym poznałem kolegę z wioski gdzie mieszkam, z którym przebiegłem całą trasę :)
tydzień wyszedł jakoś takoś 100km, cholera wie kiedy.

ps
ta butelka to, przysięgam, że już była jak siadałem.
fakt, wypiłem, żeby się nie zmarnowało, ale no sami wiecie, nie może się żywność marnować przecież :)
do tego zdjęcie jak widać nie ja robiłem, wiec wyszedłem jak zwykle, lepiej niż w rzeczywistości, niestety...

Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 24 września 2013, 20:23 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
wczoraj jednak nie wyszedłem, od tygodnia gdzieś boli mnie ścięgno podkolanowe a co za tym idzie też mięsień przykolanowy.
take uczucie jakby sobie nogę wykręcił. także zwyciężył rozsądek, plus maść, plus opaska na kolano i dziś prawie przeszło już, więc spokojnie potruchtałem 12 km po 5:35 w terenie. a lesie już ciemno, wychodziłem po 18stej i jak wracałem to się potykałem o własne nogi. znaczy czas już przeprosić latarkę.
od środy chcę po raz kolejny podeście do rozruchów porannych zrobić.
znając życie, na pewno nie udane, ale co tam :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 26 września 2013, 20:32 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
okazuje się, że wciąż można biegać bez koszulki.
wczoraj zwyciężył rozsądek i nie wyszedłem, bo noga/kolano/ścięgno, czyli cholera wie co, wciąż pobolewało, aczkolwiek mniej, niemniej wolałem nie przesadzać i leżałem cały dzień do góry brzuchem, znaczy regenerowałem się.
dziś stadion 8x800 po ca 3:08min na 800m i 400 przerwy w truchcie.
po pierwszej osiemsetce już bez koszulki, tak się zasapałem, ale następne poszły bezproblemowo, co nie znaczy, że lekko.
namęczyć się namęczyłem, niemniej jakby trzeba było zrobić ze dwie więcej, albo jakby to było 8x1km to też by poszło.
pewnie trochę zeszły tydzień konia jeszcze siedzi w nogach, no ale co tam, w końcu to początek nowego sezonu, do wiosennego maratonu, jeszcze czasu, że hihi i fiu fiu :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Pt, 27 września 2013, 18:41 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
oj nie były dziś nogi lekkie po wczorajszym akcencie. nie były.
wyszedłem sobie na 18km spokojnego wybiegania w terenie, wyszło średnio po 5:28 ale męczyłem się.
może nawet nie tyle męczyłem, bo jakieś tragedii nie było, co raczej nie było dziś życia w nogach.
z drugiej strony co się dziwić, wczoraj to nie była była bułka z masłem, przynajmniej dla mnie.
za to pogoda piękna, w końcu coś co lubię, lekkie słoneczko, plus 10, znów trochę sobie bez koszulki pobiegałem.
oczywiście z porannych rozruchów, póki co nici, nie mogę się rano dobudzić, ech, ale codziennie ambitnie próbuję :)
może zamiast biegania rano na basen chodzić ? takie myśli też w głowie się lęgną.
zobaczymy, póki co weekend dopadł i dobrze, jest cop biegać.
no i trzymam kciuki za wszystkich w niedzielę.
:)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 28 września 2013, 15:37 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
trzymając kciuki za jutrzejszych startujących, spokojnie robię swoje.
noga coraz mniej boli, już nie noszę opaski, więc może w końcu będzie dobrze.
co prawda dwa dni wywalone z planu to automatycznie mniejszy kilometraż, ale nie samymi kilometrami człowiek żyje.chyba.
znów siła dzisiaj, ale siła dynamiczna.
papierowo trening wyglądał na mocno lajtowy, ale biegałem już to kiedyś tyle, że wtedy było to 10 powtórzeń, więc wiedziałem, że nie są to takie całkiem michałki.
a wyglądało to dziś tak.
najsampierw 6 km spokojnego roztruchtania, chwilę gimnastyki a potem 20x10 sekund sprint pod górę, tak na 95-100%. przerwa 2 minuty.
skłamałbym jakby powiedział, że namordowałem się, bo sprint krótki, a przerwy długie, niemniej, ostatnich kilka powtórzeń już wyraźnie poczułem uda i łydki, tym bardziej, że wszystko to biegane z palców.
w sumie na tych 20 razach wyszło 45 metrów pod górkę.
a i teraz nogi czuję, całkiem ciężkie do niczego sobie.
na koniec trzy kilometry schłodzenia i już.

fotograficznie będzie sobotni łobuz:
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: N, 29 września 2013, 18:02 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
bohaterowie dziś nabiegali swoje, a u mnie proza życia czyli treshold i to ciężki.
3 km rozgrzewki i polecieli:
6 km po 4:06 biegło się dość swobodnie, aż zdziwiony byłem, bo czułem ewidentnie nogi po wczorajszej sile. ale szło bez jakichś większych schodów.
po szóstce 5min truchtu i 3,2 km znów w łeb i tu już nie było tak fajnie. o ile szóstka powiedzmy, że była w miarę po płaskim, z naciskiem na w miarę, to trójka ewidentnie dużo pod górkę, a do tego taki wiatr w pysk, że stawiało w miejscu. wyszło średnio po 4:16 ale biorąc wiatr pod uwagę i ukształtowanie jest ok.
cała dziesiątka wyszła w 43:17 115m UP, więc płasko nie było.
w sumie dziś 14km,
tydzień z dwoma odpuszczonymi treningami z powodu bólu nogi tylko 70km.
ale co tam.
w końcu jestem zadowolony, bo widzę, że idzie do przodu.
teraz mogę w końcu wypić piwo za dzisiejszych ossończyków i maratończyków :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Pn, 30 września 2013, 18:29 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
wczorajszy trening był w nowych butach, znaczy kupione gdzieś w czerwcu lipcu, ale jakoś wyleciało mi z głowy i wczoraj dopiero się przypomniało, że są. saucony A5 . to jak się rzuciły w oczy, to pomyślałem, że czemu nie wypróbuję na szybkim bieganiu. oczywiście zakleiłem sobie piety plastrami, bo nowe buty, szczególne saucony zwsze mnie ocierały. o dziwo tylko saucony. no i pobiegałem se wczoraj, plastry się zsunęły a mi się piękne dziury na pietach wczoraj zrobiły, wszystko we krwi, znaczy buty ochrzczone, ale biegło się fajnie. natomiast dziś co robić ? piety pozdzierane na maksa, nie biegać ? i tu przypomniało mi się, że przecież kiedyś przerobiłem metodą yacoola inne saucony na bezsystemowe a do tego wyrwane plastikowe zapiętki miały, to nie powinny by obcierać. wiec znów plasjtry na piety, samoróbki na nogi i w trasę. i tu wyszło szydło z worka, znaczy, piety nawet nie bolały ale generalnie z butów została tylko cholewka i z milimetr gumowej podeszwy. i okazuje się, że z piety mnie da się biegać w nich, więc wyszło mi 13 km spokojnego biegu po wczorajszym tresholdzie, tyle, że z placów. łydki myślałem, że mi pękną pod koniec, ale poszło w sumie całkiem miło i przyjemnie po 5;26
jak mi jutro nie odpadną, łydki i dopóki się nogi nie zagoją wychodzi na to, że ćwiczę bieganie z palców.
może to nie jest głupia koncepcją ? i zostanę przy tej opcji już na stałe ? mam jeszcze parę par do przerobienia jakby co :)
1.
przerobione łapcie.
w sumie jak onuce z kawałkiem gumy pod spodem.
Obrazek
2.
ochrzczone saucony, to czerwone to krew, która przeszła se po skarpecie na cholewkę :)
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 1 października 2013, 18:28 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
nogi nic nie lepiej od wczoraj, a łydki to po prostu jakby mi pałą MO waliło po nich.
przypomniało mi się, że mam przecież najki free i one też maja miętki zapiętek, a za to trochę amortyzacji, więc posypawszy piety tym żółtym co mi rubin kazała, nakleiwszy plastry, zacisnąwszy zęby polazłem robić swoje.
dobrze, że tylko spokojne rozbieganie 12 km było w planie, potem 10 razy 80 m mocno żwawy rytm, wyszło 11 bo się liczyć nie umie + 1km powrotu po rytmach. w sumie coś ponad 14km dzisiaj.
jakoś przeżyłem. z naciskiem na jakoś.
12 stka w terenie po 5:23 na tętnie 137 więc nisko.

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Cz, 3 października 2013, 19:37 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
ewidentnie się starzeję, żeby znów zwyciężył rozsądek ? nie do pomyślenia normalnie.
w każdym razie, wczoraj z powodu pięty i wciąż napierdzielających łydek, zamiast 13 rozbiegania, dzień wolny za to 4 kg soli kamiennej do wanny, gorąca woda i moczenie nóg. kurcze, prawie pół godziny siedziałem, co jak na mnie to chyba mój rekord. trochę pomogło i dziś już rano nogi mniej drewniane.
niemniej pieta wygląda wciąż tak se, i nie powiem, trochę boli. no ale skoro cierpienie podobno uszlachetnia, zapragnąłem i ja trochę liznąć tego uczucia.
w polanie 8x800 po 3:05min/800 metrów z przerwami 400m w truchcie.
cholera, wiało, i to dość mocno wiało, ale dziś wyszedłem już koło 16stej więc przynajmniej za widnego biegałem.
po rozgrzewce pierwsza kontrolna w 3:05 idealnie wg planu, a biegnie sie jakoś dziwnie, tak jakbym w górę skakał a nie do przodu, no i wiatr jednak przeszkadza, ale cóż 400 truchtu wychodzi w jakieś 2:30 czekam do 3 minut i lecę kolejną, w sumie lecimy bo biegam z jackiem, ale on z mną, cobym sam tempo trzymał i wiatr mi wiał w pysk. kolejne wchodzą bez większych problemów, po drugiej zdejmuję koszulkę, w końcu słoneczko świeci elegancko :) tempo wciąż zgodnie z zaplanowanym do czwartego i piątego bo wychodzą po 3:01, to to już czuję, kolejne ciut zwalnia i wchodzą między 03 a 04. ostatnia 3:05 ale zwalniam na końcowej prostej, ot tak coby nie napędzać a biec równo i spokojnie.
no weszło dziś naprawdę fajnie, mimo wiatru i bolącej nogi.
dwie sztuki jeszcze bym dołożył w tym tempie jakby trzeba było, ale nie było trzeba więc nie dołożyłem.
aha nie lubię takich zdjęć, ale dam fotę pięty z wczoraj, coby było wiadomo o czym piszę.
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: So, 5 października 2013, 13:45 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
piątek miał być dniem biegowy, ale jednak postanowiłem pooszczędzać nogę więc
zrobiłem sobie wolne. za tydzień start na malcie, na 10,8 km na nic się nie nastawiam kompletnie, ale chwila oddechu nie zaszkodzi. zresztą jak jutro zrobię dłuższe wybieganie to i tak będzie koło 70 kilometrów w tym tygodniu. to wbrew pozorom wcale nie mało. a do 11 listopada i tak głownie pod dyszkę jeszcze treningi robię. zawalczę o te 39xx.
dziś kolejne thersholdowe 6 km. postanowiłem rozważnie i romantycznie, czyli miało być bez żadnych szaleństw tabelkowo-danielsowo. tyle, że nie wiem jaką tabelką sobie przypasować. coś tam wypośrodkowałem i wyszło mi, że tak 4:14-4:25 powinno być si. zrobiłem te 6 km po 4:14 na średnim tętnie 169 niby nie jest źle, tym bardziej, że nogi po czwartku takie se były. jednak niby powinno to być spokojnie i na luzie, ale wcale tak nie było, złachałem się jak pies. fakt, jak zwykle górki były, wiatr w pysk na 4 km, ale wcale nie było tak łatwo jak sobie myślałem. widać cienki jestem wciąż jak ta kuropatwa. niemniej, nie martwi mnie to, ten rok biegowy, mimo, iż nie poszedł jak sobie planowałem, uważam za udany, zrobiłem solidną bazę, nie nabawiłem się kontuzji, wiem co robiłem źle, co dobrze, czego mi trzeba, poukładałem sobie różne biegowe rzeczy w głowie, mam cel na wiosnę, więc jest dobrze.
aha i pochwalę sam siebie, szybko to ja może nie biegam, ale równo potrafię.
tu wykres jak wyglądało tempo w stosunku do przewyższeń. mogłoby być ciut równiej, ale największy podbieg ciut puściłem tempo, wyszedł 4:19. nie chciałem napędzać tętna.
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Wt, 8 października 2013, 17:59 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
tragedia. bo treningiem, to za bardzo tego nazwać dziś nie można.
w niedzielę i wczoraj zrobiłem sobie wolne, pięta boli w trakcie zarastania się, więc stwierdziłem, że szkoda dobijać tą nogę do końca, a trochę wytchnienia nie zaszkodzi.
dziś przed sobotnim startem w sumie lekko bo 6x400 na 200m w truchcie.
już na rozgrzewce nie było dobrze, ledwo powłóczyłem nogami, a po 3 km dobiegu na stadion normalnie miętkie nogi miałem jak po maratonie.jedyne co mnie pociesza to to, że kumpel maił identycznie, albo jeszcze gorzej, jacek jak siadł na murawę, to się podnieść nie mógł, a biega "ciut" lepiej od mnie. i siedzieliśmy tak na tej murawie, jak flip i flap bez sił kompletnie, zamiast rytmy robić to zdychaliśmy w leżeniu. Nie wiem czy to ta pogoda, bo u mnie prawie 20C i normalnie wiosna, czy inna zaraza, ale nogi były ciężkie jak z waty a w powietrzu brakowało płuc, że tak klasyka zacytuję.
jakoś podnieśliśmy się z tej murawy, bez chęci do czegokolwiek i lu te czterysetki. w planie były po około 83 sekundy. było, bo hahah ledwo ledwo robiłem po 85-87 i i dwie chyba po 90 sekund się zdarzyły. a tydzień wstecz to ja osiemsetki, prawie w tym tempie robiłem i to w lepszej kondycji zdecydowanie.jakby mi ktoś odważniki do nóg przyczepił, albo oponę jakbym ciągnął za sobą. masakra normalnie. zero sił i chęci do czegokolwiek.
no ale zmęczyłem jakoś z naciskiem na jakoś.
słaby jestem jak ta kuropatwa :)

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 35 na dychę czyli bulbuliera
Nowy postNapisane: Śr, 9 października 2013, 19:21 
Offline
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 31 sierpnia 2001, 14:06
Posty: 4291
Lokalizacja: zzewszont
kolejny trening, na którym czuję się nie jest dobrze. 5:06 na kilometr średnio a ja tętno 155. normalnie jakaś masakra. nie idzie noga i już, czuje się dziwnie, płakać nie płaczę z tego powodu, co tam, jest jak jest i nie ma się czym przejmować, ale słabo się widzę na starcie w sobotę.tyle, że na malcie dwa kółka, więc jak ewidentnie nie będzie szło to sobie zaliczę bieg na 5,3 km.
z pozabiegowych rzeczy, byłem dziś u weta z najmłodszym szatanem i własnie śpi po operacji.
teraz chyba zmienię mu imię na makaron-bezjajeczny :bum:
1.
Obrazek
2.
Obrazek
3.
Obrazek

_________________
TV Strava
blog
koment


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 390 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17 ... 26  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL