„Wszystko pod kontrolą. Prawie.”
Coach:
„W tym tygodniu wchodzimy w docelowe tempa wyścigowe. Kluczowa sesja to 5x1km, którą podzielimy na dwa bloki, by oszczędzić łydki i zachować jakość. Objętość utrzymujemy na stabilnym poziomie, dbając o pełną regenerację.”
Realizacja:
Wtorek (Akcent): Do sesji 5x1km Specific Speed podszedłem z niemal młodzieńczym entuzjazmem. AI po niedzielnych „narzekaniach” na łydki chciało mnie asekurować i rozpisać to na dwa bloki. Ale poranek był rześki, noga podawała, więc stwierdziłem: lecimy klasykiem, bez miękkiej gry - 5 x 1 km @ VO2max na przerwie 2 minuty w spacerze.
Odcinki weszły w: 3:42, 3:43, 3:43, 3:46, 3:53/km.
Komfort? Żaden.
Płuca nadążały, nogi też, ale przez większość treningu miałem wrażenie jazdy na granicy kontroli. Być może właśnie tak powinno wyglądać bieganie w tych rejonach.
Całość zamknęła się w 12 km.
Feedback od centrali: „To była bardzo dojrzała sesja. Wykonanie tego w jednym ciągu świadczy o Twojej rosnącej wytrzymałości tempowej.”
No i weź tu dyskutuj z maszyną - ty myślisz, że lecisz obok planu, a ona chwali za dojrzałość.
Czwartek: Spokojne przetarcie. 65 minut Med Aerobic Base w pełnym tlenie. Niska intensywność, nudne, ale potrzebne 12 km.
Piątek: Fast Finish Long Run (1h 25m, w tym 70 min Easy i 10 min Steady @ 4:16-4:31/km).
W planie stały podbiegi, ale miałem nieodpartą ochotę przewietrzyć głowę w lesie. No i tak się, kurczę, rozluźniłem, że na 11. kilometrze prawie zostawiłem w ściółce staw skokowy.
Solidne tąpnięcie, wiązanka przekleństw, chwila rozruszania i... pobiegłem dalej. Decyzja została podjęta szybciej niż zdążyłem ją przeanalizować. Trening dokończyłem, a w nagrodę dostałem lekki obrzęk. Łącznie wpadło 17,5 km w półtorej godziny.
Niedziela: Zaległe podbiegi zostały na koniec. Hill Power Easy i 8 szybkich strzałów pod wzniesienie.
Wpadło z tego 10 km
Tydzień zamknięty: ok. 51 km.
A miesiąc lekko ponad 211 km
Wnioski:
To był dobry, choć dość wyboisty tydzień. W życiu prywatnym pojawiło się nagle, chorobowe zawirowanie w rodzinie, więc przy tym wszystkim moja spuchnięta kostka to czysta pierdółka. Na szczęście sytuacja już się prostuje i jedziemy dalej.
Jutro, po ocenie stanu dolnych kończyn, zapadnie decyzja co do kolejnych jednostek.




Co dalej? Plany, rozjazdy i chirurgia.
