bulbuliera czyli mocne dziesięć.

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4356
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

26 tygodni do zawodów.

słów się rzekło, wpis u płota.

na początek redakcja odpowiada na pytanie czytelników.
tak zdaje sobie sprawę, że 26 tygodni to
szmat czasu.

nie planuję jednak jakiś planowanych startów po drodze.

stryd tak układa trening, że co jakiś czas w planach są testy,
które wystarczy zamienić na sobotniego parkruna lub co tam innego
i on sobie to odpowiednio przeliczy.

na razie nic nie wbijałem w dwa tygodnie testowe w tym planie
btw pierwszy zna 7 tygodni drugi za 10 gdyż ciekawi mnie jakie testy zaproponuje.

jedyne co zrobiłem to napisałem do stryda, żeby obniżył mi CP lekko z 300 wat
na 293.

te 300 wat to aktualnie tempo około 4:07 i na pewno nie jest to moje tempo LT
na ta chwilę.
4:01/14 i to też optymistyczne ale realne przy 293 watt powinni wejść.

nie chcę nakręcać bębenka, mam czas.

cały tydzień prawie zgodny z planem, prawie gdyż odpuściłem czwartek.

organizm podpowiadał, że dwa razy podbiegi i środa było lekko za dużo
wiec stwierdziłem, ze dam sobie na luz i w sumie patrząc po sobotnim treningu
dobrze zrobiłem.

wiosko są takie z tego czwartku atomista, ze znów bardzo niewielka korekta dni
i znów po zatoczeniu wielkiego koła wyszło ze początkowa koncepcja
wtorek piątek wolne jest najlepsza.

wczoraj w planie było 1:30 luźnego biegania i stwierdziłem, że skoro mam
tyle czasów do zawodów, pierw w soboty będę budował wytrzymałość
a dopiero za jakiś czas zacznę dokładać mocniejsze wstawki w środku.

stryd zaproponował easy plus 30min + 25 min delikatne Z2 pośrodku
i jak najbardziej to pasowało.

miało z tego wyjść około 17.4km i trzeba przyznać, że tu akurat w punkt
to sobie przelicza te moce na tempo a potem na planowany dystans treningu,
różnicę są dosłownie metrowe czasem i bardzo to wygodne.

ale tak dobrze się biegło o dziwo, że po szóstym tym kilometrze, postanowiłem
przełamać schemat, ciągle kanałem i po coś nowego znaleźć.

jest to o tyle trudne, ze mieszkam na nowych śmieciach dopiero dwa lata i znam głownie
trasę praca-sklep-dom.
ale pomyślałem, !@#$% biedę, wrócę taksówką jak coś nie tak.

i wpadło bez błądzenia, połaje po fajnych, tu akurat była mocna kołyska
góra-dół, trasach.

o dziwo całość 20km weszło po 5:13 na tętnie 133 czyli wszystko w pierwszej strefie.

niedzielę miałem zrobić spokojne rozbieganie, podczas zawodów na które się
zapisałem już w listopadzie, i uważam, że był to błąd.
tzn błąd, że się zapisałem.

no ale jak juz zapisane, zapłacone, to co tam, zrobimy wybieganie.
tym bardziej, że fajna trasa, pod tunelem łączącym Liverpool z Birkenhead.
nie całość, ale jakieś trzy kilometry.

plan był zrobić rozbieganie, także wczorajsza dwudziestka i 2 piwka po niej
w niczym nie stanowiły, rano kawka i rura do liverpool.
Obrazek
na starcie jakiś dramat chyb z 5 tys osób, masakra, ale ja bez ciśnienia, to nawet się nie pchałem
na początek, miałem dobra minutę straty do zegarów.

początek dobry kilometr mocno w dół, ale potem zaczyna się więcej niż kilometrowy konkretny podbieg
i straszna duchota w tunelu.

ale co tam, nic nie goni, zaczynam na bogato bo z górki i już pierwszy kilometr
przesadzony, bodajże 5:01.
no ale z górki, to niesie, potem staram się lżej, ale
jak to stary przyjaciel z tras biegowych mawiał jak pytałem
czumu przspieszasz, a on zawsze odpowiadał bo jest pod górkę.
btw jak to w wycou bywa, chłop rok starszy ode mnie, znamy się
całe życie, dosłownie całe bo poznałem jacka jak miałem 6 lat,
biegał całe życie maraton 2:45, połówka 1:14 kiedyś
a teraz mi pisze, ze złamał 30 min na 5km
o @#$%^.
to ze mną nie jest tak żle.
wciąż w zielone gramy.

no i tak se truchtam do 5tego kilometra na powolutku
bo międzyczas z 5tki to 24:56
ale zaraz gdzieś po piątym kilometrze
spłoszyły mi się konie i poniosły mocniej.
pewnie dlatego, ze pod wiatr było i fajnie się ludzi wyprzedzało.
tam już nie było rumaków jak ja, każdy przeważnie rzeźbił swoje
a ja też swoje, tylko trochę mocniej.

nie że na 100% ale powiedzmy na 95 ostatni kilometr.
a finisz na 99.

drugie 5km weszło w 21:14 i spokojnie było do urwania
i weszło akuratnie czułem już że robi się mocno pod koniec
chociaż głownie przez porywisty wiatr.
całość zaliczyłem sobie jako bieg progresywny z czasem 46:11
Obrazek
jak już o koniach mowa,
stryd mnie zrobił w konia pokazał 10,240km wiec biegam na treningach wolniej niż myślałem.
zrobiłem korektę, ale i tak się nie sugeruję tempami tylko mocą wiec walić tempa.
będzie wolnie to będzie.
odczuci owo tak samo mocno.

co ciekawe po biegu Xert mi pokazał nowe CP 294watt a
jak ktoś uważnie czytał, pisałem, że pisałem do stryda o ustawienie 293.
chyba zacznę grać w totolotka.

tydzień słaby przez brak czwartku raptem 50.6km
trudno.
za to wpisy dwa.
PKO
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4356
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

25 tygodni do zawodów/49 dni do Port Sunlight 10

wpis porządkowy, żeby była jakaś ciągłość.

przemyślawszy sobie wszystko, co pisaliście, że strasznie długi okres do
docelowej 10tki nie zmieniając nic za dużo generalnie,
zapisałem się na zawody na 10km siódmego czerwca, w
ięc zostało 49 dni do startu.
stwierdziłem, że faktycznie mieli racje Ci co pisali, że za długi okres bez startu
i niech tam, trzeba wiedzieć gdzie jestem.

prawda jest też taka, że ja lubię gonić tego króliczka na różne sposoby
więc i tym razem lekkie modyfikacje, których mam zamiar się trzymać,
nie powinny zaszkodzić a zabawa trwa.

ale do czerwca zostaję przy jednej koncepcji

nawet obiecałem wigiem, że jak tym razem coś zmienię,
może śmiało nakopać mi do dupy.

postaram się jednak iść w zaparte a jako zodiakalny baran,
nie powinno być z tym problemu.

ustawiłem start na 10km w planie i postanowiłem trzymać się
tego planu na 100%

ale z małym ale.

no właśnie, ten plan adaptacyjny stryda, jak już pisałem
działa tak, że daje treningi na tydzień w przód,
i system nie zmienia tego tygodnia dynamicznie.
co dał jest już na sztywno.

czy pobiegliśmy mocno, czy słabo ostatni trening,
te zaplanowane na tydzień w przód nie ulegają zmianie.

i tu właśnie wkracza cała na biało ale
czyli “generacja alternatyw”

nie jestem pewnie, czy działa to na 100% w połączeniu z planem
treningowym, ale wygląda na to, że tak, chociaż stryd nie odpowiedział
mi na tą chwilę na te pytanie.

niemniej.

w dniu treningu, możemy sobie wygenerować trening, który nadpisuje
trening wygenerowany przez plan treningowy ( ten na 7 dni w przód)
i daje nam trzy propozycje.

“najbardziej pasujący” lżejsza wersję i trudniejszą.
już o tym pisałem.
teraz jest to o tyle dla mnie ważne, że postanowiłem każdy trening
sprawdzać te najbardziej pasujące,
i dostosowywać trening do dyspozycji dnia.
wstępnie będę się trzymał planu,
ale najbardziej pasujący będzie sprawdzany
i będzie decydowane na bieżąco co jest biegane.

wszystkie te treningi generowane przez sztuczniaka powinny
pasować do planu, kwestia dyspozycji dnia.

tak są imponderabilia, podstawa jednak to
robić swoje, lepiej lub gorzej, ale robić.

jakoś mimo, że tempa słabe, ja słaby
ale czuję że dostałem drugiego życia
i chęci znów na trenowanie.

biegowo, nie ma o czym pisać w tym tygodniu,
cztery razy easy po 45-48 min i szlus.

była więc okazja do wypicia piwka
bez większej szkody treningowe.
ostatnia na najbliższe tygodnie.
Obrazek
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4356
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

24 Tygodnie do startu
42 dni do Port Sunlight 10km


było bieganie, w środę jakaś zabawa biegowa w niedziele long,
i dwa razy easy.
od kolejnych tygodni przekładam akcent na czwartek
i longa na niedziele.
easy będzie w poniedziałek, środę i sobotę.

we wtorek byłem z kotem u veta
i już nic się nie dało zrobić.

14 lat ze mną.

była człowiek rodziny.
codziennie rana przychodziła jak piłem kawę,
opowiadała, rozmawiała, kłóciła się.
kochała.

nie mogę się z tego otrząsnąć.

nie przepuszczałem, że jesteśmy aż tak mocno związani ze sobą.

mam złamane serce.

Obrazek
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4356
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

23 tygodnie do startu.
Port Sunlight 10 powoli wyłania się zza zakrętu.


życie toczy się dalej, chociaż smutne ono ostatnio.
wciąż chodzę przygnębiony i struty, ale czasu nie cofniesz
i życia Torce już nic nie wróci.

wracając do rzeczywistości,
środę poleciałem robić kilometrówki na pętle
którą ostatnio wynalazłem.

w UK to był akuratnie czas upałów a środa była przesileniem.
23C w cieniu niby nic, ale biorąc pod uwagę, że rano było koło 5C
i do tego wiatr w porywach dochodził do 50/h
wiedziałem, że nie będzie łatwo.

w planie 5x1km T5 /2min przerwy.
zrobiłem, chociaż nie było to żadne T5
to było T-rozpacz.

dawno nie zaliczyłem tak ciężkiego mentalnie i fizycznie treningu.
przy @#$%^ żałosnych tempach 4:10/km co jest po prostu jakimś
żarto-dramatem z człowieka.

ale nie było w tym, żadnego oszustwa, tętno dobijało
pod koniec każdej kilometrówki po 175
co przy LT kończącym się na oby na tą chwilę 169
widać, że z było biegane z wątroby.

wigi, twierdzi, że było za mocno, że w takich
warunkach powinienem lekko odpuścić
ale potrzebna mi to było dla głowy, chociaż tempa mnie załamały
lekko.

bo jeszcze niedawno, w połowie marca,
co prawda z wiatrem w plecy i na płaskim,
zrobiłem taki trening z ostatnim kilometrem w 3:46.

a teraz powinny być tylko lepiej, ale nie było.

niemniej zaliczone odhaczone,
i mentalnie mimo wszystko podbudowany.

w środę to samo, może będzie chłodniej, policzymy się na nowo.

tu znów malusieńkie przetasowanie w dniach
i teraz akcent robię środa/sobota
bo wychodzi, mi jednak, że to będzie najlepsza opcja jak o regener chodzi.

stryd wylosował na niedzielę dość konkretne bieganie,
bo 18km w tym 21min TM 13min THM i 4:30 LT na 3:30 spokojnego
truchtu.

weszło o dziwo gładko, oceniłem na 7/10
największa trudnością był ostatnie 3km truchtu.
ale było dość chłodno, przyszły deszcz i temperatura
poszła w dół, wiec bodajże 13C jak startowałem
i bez dramatu z wiatrem.

więc weszło gładko.
4:44/4:31/4:08
może trochę szybciej, bo okazało się że po przejściu z Apple na Garmina
stryd rżnął mnie tak, że teresa orlowski by pozazdrościła.
ale to didaskalia.

Obrazek

najbardziej cieszy, że cały tydzień w końcu zrobiony,
jak bozia przykazała.
prawie 60km na tydzień też można by przyjąć,
że dupy nie urywa, ale jednak jest progres, i może z czasem dorzucę
po 2-3km do easy i zaraz z tego będzie prawie 70 co już pod
10km na październik będzie fajnym przebiegiem.

musze tez uznać, za sukces, że absolutnie niczego nie zmieniłem w planie.
trzymam się co daje, jak pijany tramwaju.
duma.

wasze zdrówko, chociaż wciąż na smutno.
Obrazek
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4356
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

22 Tygodnie do startu.

wpis będzie długi raczej, więc niecierpliwych
żegnanym ozięble i tak nic ciekawego nie
mam do powiedzenia.

znów lekka zmiana, być może radykalna, chociaż
dyskutując z wigim to ja raczej jestem zwolennikiem słowa
ewolucja.

witek zaś zwolennikiem prostej prawdy:
a idź pan w pizdu, znów zmiana po dwóch tygodniach,
nic nie potrafisz utrzymać do końca.

i coś w tym jest, ale wiadomo,
każdy medal ma dwie wstążki.

i mimo, że to tylko zabawa to jest traktowana
przez mnie mocno serio.

nie widzę więc po prostu sensu w brnięcie w coś, co
nie przynosi mi pożądanych efektów.

i tak, już było blisko, już witałem się z gąską,
te treningi stryda, nie były wcale takie najgorsze,
może jakbym jeszcze bardziej zwolnił na rozbieganiach,
może cos by z tego było,
ale nie zwolniłem i już się o tym nie przekonamy.

tu sobie pozwolę na kolejną dygresję,
w temacie, ciągłych zmian i nietrzymaniu się planu.

jestem jednym z nielicznych, którzy nie dość, że w miarę regularnie tutaj piszą,
to do tego pisze bez żadnego ściemniania.

nie stosuję metody dostosowywania opisu do treningu,
tak, żeby wyglądało to zawsze świetnie zrobiony trening,
zgodnie z założeniami,

zawsze piszę jakie mam plany, jak chcę to zrobić,
nie ukrywam żadnych zmian, stać może to wyglądać
na chaos i cominutowe zmiany koncepcji,
ale tak nie jest.

mało kto tutaj pisze o tym co i jak będzie biegać
w kolejnych tygodniach, więc i ciężko zauważyć
kto co i jak tak naprawdę zmienia.

ja staram się konsekwentnie znaleźć dla siebie jakąś drogę,
coś czego będę się w końcu mógł uczepić, jak pijany płotu,
i mieć możliwość trzymania się jakiegoś konkretu.

wracając zaś do treningów stryda, to wciąż po nich nie regenerowałem się w pełni.
sama koncepcja 2 mocne reszta easy nie była zła, ale niestety,
zbyt długo dochodziłem do siebie po mocnych jednostkach.

decyzja o zmianie, nie zapadła zresztą od tak sobie, bo mi się nudziło
i nie potrafię wytrzymać w postanowieniu.

temat był drążony cały czas, przesłuchałem naprawdę godziny
różnych podcastów, wciąż czytam ogromy wątek w tym temacie
na letsrun, kupiłem dwie książki, zgłębiłem temat i zdecydowałem
iść w stronę NSA - Norwegian Single Approach.
czyli metodę sub LT.

sama metoda jest prosta jak budowa cepa.
7dni na tydzień
easy/SubLT/easy/subLT/easy/SubLT/long/

co więcej, w sumie są proponowane, przynajmniej na początek
dokładnie te same treningi czyli 10x3min 6x5min i 3x10min w poszczególne dni.
40min easy i 90 min Long easy - zestaw początkującego
i już.
w koło macieju to samo.

z tymże LT biegane poniżej progu, gdzieś pomiędzy LT1 a LT2, bez dotykania LT2
easy biegane baaaardzo wolne, sub 70% tętna max lub jeszcze wolniej.

całe założenie ma na celu pozwolenie zrobienia większego kilometrażu i zebranie
więcej punkcików wysiłku, że tak to ujmę przy mniejszym zmęczeniu,
biegając nawet 7 dni na tydzień.

dla mnie ma to bardzo duży sens, zawsze lubiłem biegać sub LT, najlepiej się przy tym czuje
a co więcej nawet mój phenotyp wg WKO5 to Time Trailer czyli coś co greg mcmillan
nazywa Endurance Monster.

i dla tego profilu są zalecane głownie wysiłki sub LT.

do tego sama filozofia NSA, która mówi o tym, że treningi jakościowe są na tyle lekke, że przy
odpowiednio bieganym recovery, nie dość, że pozwalają wykonać więcej pracy,
przy mniejszym zmęczeniu ,to są bardzo odpowiednie do budowania dłuższych przebiegów,
bez kontuzji.

postanowiłem więc spróbować, co prawda trochę się obawiam tych 7/tydzień, ale
przypomniało mi się. że już potrafiłem biegać bodajże dwa lata wstecz ponad 90 dni pod rząd
treningami garmina a na pewno było one cięższe.

poza tym, nic się nie stanie jak jakiś dzień zrobię wolne, lub skrócę jednostki.

mógłbym wziąć plan z książki, ten podstawowy właśnie i tak zacząć, ale czułem że
na dzień dobry będzie to za mocno, że potrzebuję stopniowego progresu,
że jak zawsze muszę mieć bata.

postanowiłem, więc wyciągnąć węża z kieszeni i za całe 75 USD
zakupiłem plan palladino pod półmaraton/7dni w tym temacie.

kto zacz ten palladino jest, można se wygooglac, w każdym razie to facet który
od bodajże 2015 zajmuj się pisanem planów pod stryda i nie jest
gościem z pierwszej łapanki.

ma gość doświadczenia więcej niż ja piw wypiłem,
więc można mu wierzyć.

plan jest tylko na 13 tygodni ale jak pisałem z progresem i lekką zmianą
w stosunku do oryginału, gdyż long jest połączony z “długimi odcinkami typu 3x10”
co w mojej ocenie pozwala zaoszczędzić dodatkowy dzień na regenerację.
biegając longa w sobotę mam niedzielę poniedziałek, wleczonego po 40min
i liczę się, że odbuduję po tym.

7 czerwca zawody i tu wiem, ze absolutnie już nie ma czasu, żeby cokolwiek ugrać
ale też i absolutnie się tym nie przejmuję, zrobię to mocno i tyle.
a że cud będzie jak zejdę poniżej 43min to inna sprawa.
ale lata mi to luźnym kalafiorem.

do zawodów lecę nowym planem.
zostało 3 tygodnie, więc coś tam się pobiega już po nowemu.
po zawodach tydzień oddechu lekkiego i znów plan będzie wrzucony od początku,
i do zawodów w październiku na 10km będę starał się tylko NSA biegać.

Obrazek[/URL]

co do biegania w tym tygodniu, jako, że na NSA zdecydowałem się dopiero w środę,
a koniecznie chciałem przestawić longa na sobotę ( żeby mieć dwa dni regeneracji po nim)
znów musiałem lekko przełożyć jednostki i w środę zrobiłem pierwsze 7x3/1min SubLT

poszło dobrze, ale za mocno, czułem, że nie tak to powinno wyglądać,
mimo że i biegałem na dolnej granicy proponowanych stref, coś było nie tak.

średnio po 4:19 km ale coś mi nie pasowało.
zakres miałem 278 do 286 ja zrobiłem średnio po 282.

owszem, trening zrobiony bez problemów, ale w czwartek czułem że za mocno.
nie tak to powinno wyglądać.

i tu z pomocą przyszło WKO5 które mi pokazało,
że taki trening to max do 276 watt powinienem biegać.
WKO ma bardzo ładnie wyliczone wszystkie strefy.
w tym sub threshold dla mnie zawiera się w przedziale 256 to 276 watt
dolne zakresy na dłuższe odcinki, górne na krótsze.

czwartek truchtałem już powolutku po 6:0/km ale w piątek dalej nogi nie
były takie jakie być powinny więc postanowiłem zrobić wolne.

sobota zaś to long zawierającym na początku
4x1min/2min lekko ponad LT i pod koniec 3x6min THM i tu znów kolejny błąd
bo znów za mocno.
bo nie powinienem biegać tego THM tylko według zakresów WKO
ale do tego to ja doszedłem dopiero po treningu.

niemniej byłem już mądry przed szkodą i zaraz na początku pierwszej sześciominutówki
oprzytomniałem i leciałem poniżej zakresu, jakieś 264waty średnio na koło,
co okazało się prawie dobrze wymyślonym tempem,
gdyż taki trening powinienem biegać w zakresie do 265 watt
następny zrobię już lekko słabiej.

całość zaś to 16.5km całkiem fajnego budującego biegania,
chociaż znów poczułem ciut za mocne tempa.

ale było już prawie dobrze.

zmieniłem lekko moc LT w dół i teraz mam idealne zakresy
na tą chwilę w planie.

a co to oznacza?
to oznacza, że będzie mocno wolniej.
naprawę mocno, dziś easy, żeby zgodnie z założeniami nie wychodzić ponad
70% HRmax zrobiłem po 6:35.
całe 40 minut takiego dreptania i co ciekawe absolutni mi to nie przeszkadza.

w końcu poczułem, że biegnie mi się miło i swobodnie, że nic nie muszę
i ze jest to naprawdę tempo recovery takie jakie być powinno.

również i same akcenty będą stosunkowo wolne, bardzo wolne.
i tu też mi to absolutnie nie przeszkadza.
ba nawet mnie cieszy, ze w końcu zacznę wychodzić na treningi bez presji,
że musze a nie wiem, czy dam radę.

tydzień kolejny to typowy tydzień:
wtorek 7x3min/1min czwartek 4x5:15’/1min
i sobota taki sam long jak ostatnio 3x6min część główna,

całościowo z rozgrzewkami typu 2x1 min supra LT
powinno dać 80min jakościowych minut w tygodniu.
cała reszta to obudowa czyli truchtanie wolne i jeszcze bardziej wolne.
przekłada się to zdecydowanie na proporcje 80/20

patrząc po punktach RSS taki cały tydzień, powinien być jakościowo lżejszy
niż standardowe, dotychczasowe 5dni.

więc mam nadzieje, że dam to jak najbardziej radę przetrawić a kilometrów
powinno być paręnaście więcej.

ale to już się okaże wkrótce.
piwko dla tych co dotrwali do końca.

Obrazek
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4356
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

21 Tygodni do startu
NSA tydzień 1.
(niepełny)



dzisiaj krótko, bo jakoś weny na pisanie brak.

zrobiłem prawie cały zaplanowany, prawie bo środę nie wyszedłem.
w planie było easy 40 min czy tez raczej recovery bo easy to ja już nie biegam.
ale jak wróciłem z fabryki, tak lunęło i zawiało, że odpuściłem.
na akcent bym pewnie wyszedł, albo przeczekał, tu twierdziłem,
ze pare kilometrów wleczonego różnicy nie zrobi.
i chyba nie zrobiło.

co do całego tygodnia zaś, to wtorek 7x3/1min po lekkim zmniejszeniu
mocy do planowanych ryb LT weszło gładko, mimo wiatru właśnie.
średnio pod 4:30 ale teraz juz takie wolne bieganie będzie.
może z czasem tempa będą lepsze, ale to się okaże.
Obrazek
czwartek w planie 4x5:15/1min i znów weszło, bo wejść musiało.
al dente po 4:38 z wiatrem a pod wiatr po 4:46 ale wiało mocno
a ja uparcie trzymałem się intensywności.
tak jak miało to być zgodnie z założeniami.

najbardziej obawiałem się soboty, bo zmęczenie lekko już narastało,
chociaż wciąż czułem się lepiej niż w poprzednim układzie.

no ale jeden dzień był wolny.

sobota znów standard 1:30h godziny biegania tak na około koło 16km
początek po rozgrzewce 4x1/2min mocno w okolicach T5 co przełożyło się
na jakieś 4:03 potem środek easy i pod koniec 3x6min/3easy po około 4:42.

fajne bieganie, nogi pomęczone mniej niż w zeszłym tygodniu, no ale poprzednio strefy
były lekko za mocne.
Obrazek
akcenty były przetykane dniami easy.
40 min totalnego wleczonego, gdzie poniedziałek piątek poniżej 6:0 uważam, że były za mocne
jakoś tak jeszcze nerwowo pobiegane i dopiero dzisiaj weszło 7km po 6:17/km ze średnim tętnem 119
ideałem będzie poniżej 115bmp, ale swoje znów wiatr robił.

tydzień zamknął się w 57km w 5:22 godziny i to już są fajne cyferki na tą chwilę, a jakby doszło
jeszcze środowe bieganie, to byłoby juz ponad 60/km.

elegancko.

i tyle na ten tydzień.
kolejny ma być identyczny i zamierzam się wtedy trochę rozpisać
jak się czuje, jak to widzę.

ps niestety, weszło piwo w tym tygodniu, a nie powinno.
no nic, kolejny może będzie lepiej.
Obrazek
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4356
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

20 Tygodni do startu
NSA tydzień 2 (pełny)



cała energie ostatnich paru dni,
którą miałem spożytkować na wpis na blogu
spędziłem odkrywając na nowo program intervals.icu.
matko bosko, jak ja głupi i ślepy byłem,
że prędzej do niego nie zajrzałem, a jak zajrzałem,
to jak zwykle mnogość ustawień mnie zniechęciła
no i ogólnie nie podszedł za pierwszym razem.
a jest to kombajn lepszy od tego,
co zbiera góry po wioskach.

połączenie WKO5 z Xertem skrzyżowane po pijanemu z goldenchettach
który został zgwałcony przez runalize.
nie namawiam, informuje.
do tego w 99.90% darmowe, chociaż ja zostałem supporterem,
bo naprawdę uważa, że jest to kawał porządne zupełnie potrzebnej
roboty.
od reki wypierdoliłem Xerta, WKO5 i cos tam jeszcze.
amen.
jestem zachwycony, chociaż podrasowanie wszystkie pod siebie
trochę czasu i mi zajęło.

wracając do biegania, robota idzie jak temu balony co to gazu
mu upuszczają, cienko piszczy ale leci.

wydawałoby się, że biegam z tym NSA już hoho
pół życia, a to dopiero dwa i pół tygodnia minęło,
więc absolutnie cieżko powiedzieć powiedzieć
po jakich efektach ich poznacie, ale jedno wiem,
ze zeszły tydzień był w końcu bez żadnych wymówek zrobiony,
na pełnym półgadzie, jak to w NSA wolniej niż szybciej,
ale jednak cały zrobiony.
66 km prawie na 7dni w niczym tyłka nie urywa, ale
zrobione równo, bez większego spinania pośladków,
i mogę powiedzieć, że po raz pierwszy tydzień na odczuci owo
mniejszym zmęczeniu, niż plan ze sterydem 2 wpiełdoł / na 3 easy.

jak widać na screenie, wtorek 7x3min/1 w tempie około 4:30
zrobiłem błąd, że z powodu, ze wiało naprawdę mocno postanowiłem
iść na pętelkę odkryta niedawno.
Obrazek
tam gdzie tak się zarąbałem 5x1km
i to był błąd, góra, dół bo pofalowane, nie mocno, ale skutecznie na tyle
zmieszane z wiatrem żeby wyszło cholernie rwane i szarpane tempo.
trening nie przewieziony odczuciowo 6/10 ale po prostu
brzydkie, szarpane bieganie.

czwartek zaś było 4x5:15 i tu już bez cudów, weszło po
4:40 średnio czyli jak wejść miało.
wrzucam screen, widać jak pięknie trzymałem się żółtej strefy.
to jest właśnie sub LT które to jest strefa docelową.
Obrazek
i sobota standard długi z odcinkami sub LT czyli 3x6min
tu lekko przegiąłem pod koniec, bardzo niewiele,
poślizgałem się na krawędzi progu od polowy drugiego
odcinka, i praktycznie wlazłem w VT2.
co prawda tylko 4 minuty już powyżej VT1
jeżeli wierzyć nowemu paskowi, o którym będzie już
w kolejnym odcinku , ale wiedziałem że lekko przeginam.

zrobiłem to jednak intencjonalnie, chciałem obczaić właśnie
ten moment, kiedy już jestem powyżej krawędzi i wiem
gdzie mniej więcej to jest.

próg wentylacyjny mam ustawiony na 49 oddechów
i jak pasek wibruje powyżej tego to wiem, że trzeba zwalniać.

kompletnie się przestałem przejmować tempem, chciałby się
powiedzieć, ale wiadomo jak jest, niby człowiek nie zwraca uwagi,
niby wypisuje, że ma to gdzieś, ale wolałbym szybsze.

plus jest tego taki, że duma schowana w kieszeń jednak,
absolutnie już przestało mi przeszkadzać robienie rozbiegań
po 6:15 czy nawet 6:23 bo jak tak ma być to niech będzie.

czy da to jakiś efekt, okaże się dopiero za czas jakiś
bo na start który zaznaczyłem w kalendarzu czyli 7 czerwca
nie liczę.
Obrazek
zrobię co będę mógł, ale wiem, że mogę niewiele
na ten moment.

ale lecę zgodnie z planem, więc zrobię taper i inne tego typu duperele
bo stwierdziłem, że lekkie wyluzowanie nie zaszkodzi.

trochę tak z buta wszedłem w ten plan, więc regeneracja,
mimo, że raczej coraz lepsza to na pewno wciąż trochę do życzenia
pozostawia.

sobotni long zaś wszedł luźniutko, nie był to dzień
konia, ale może chomika chociaż?
naprawdę dobrze mi się biegało, wiedziałem,
że bez problemu będzie to zrobione, nawet mimo tego żwawszego
zakończenia.

także ten, jakiś tam chomiczek dodatni jednak jest,
i to wyraźnie poszczuty.
ten tydzień jeszcze normalny, jedna zmiana
to lekko odwrócone akcenty,
widać to ładnie na screenie, ale jutro będzie świniobicie,
bo pogoda taka, że golonka sama się opieka bez palnika.

ale jest jak raz ciut słabiej te 3x7min to raczej nawet po około 4:45-50
więc sama myśl, że nie trzeba piłować sił dodaje.

czwartek już gorszy bo jak raz powyżej LT ciutkę,
ale to dopiero będę martwił się w czwartek.
wiem, że jest to do zrobienia, więc jak jest to się zrobi.
a jak to się okaże.

potem sobota dłuższa od ostatniej o 6 minut i zamiast 3x6 pod koniec jest 3x7min.
normalnie problemy trzeciego świata.
jak komisja budowlana nasłana na kapitan stopczyka.

tydzień zamknął się w 6:17godziny i 66km.

Obrazek
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4356
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

19 Tygodni do startu
NSA tydzień 3.


i wylądował, cały na biało, czyli pierwsza część planu zakończona.

został start za tydzień na 10km, który absolutnie nic mi nie powie,
a raczej pójdzie dużo gorzej, niż gdybym przygotowywał się do niego
“normalną metodą treningową” czyli w pizze i na gaz.

no ale takie są “koszta” szukania króliczka do gonienie, i obsolutnie
mi to w niczym nie przeszkadza, że z początkowych planów jesiennych
łamania 40/10 może się uda zejść na sub 45.

jak to kiedyś mihumor mawiał, żeby pogrubasić, trzeba pocieniasić
i zdecydowanie się z tym zgadzam, a i też i powiedzmy sobie szczerze,
nic więcej nie mam do gadania w tym temacie.

absolutnie nie mam pojęcia gdzie jestem w tym momencie, wydaję mi się,
że w najgorszym możliwym jak na start, tzn zaczęło się kumulować zmęczenie
ale jeszcze nie zostało przegryzione przez organizm i chwila jeszcze jest
potrzebna na ustabilizowanie wszystkiego.

wigi przewiduje co prawda sub 42min, ale ja absolutnie nie widzę szans na to.
i nie jest to żadne krygowanie się, tylko realne podejście do tematu.

niemniej, plan pomijając wynik startu chyba działa na mnie.

dzisiaj mija 18sty dzień biegania codziennie, i czuję się z tym zdecydowanie
lepiej niż standardy system.

mniej zmęczony, dużo więcej ochoty na wyjście, szczególnie, że jednak ma się
świadomość, przed treningiem, że nie są one jakoś niesamowicie wymagające.
nawet na zmęczeniu fabrycznym, wiadomo było, że da się zrobić.
lepiej, gorzej, ale wchodziło bez problemu.

konsekwencja pozwoliła mi również na podbicie kilometrażu miesięcznego
i ten miesiąc zamykam największym przebiegiem,
bo aż 265 km co jest wynikiem nienotowanym od dawna.

ale najbardziej, jestem zadowolony, że w końcu przestałem ryć nosem
po ziemi po treningach i w ciągu kolejnych dni.

oczywiście, jest jedną wielką niewiadomą jak to finalnie
przełoży się na efekty, ale jednak regularnie 3x tydzień wchodzi konkretny
pół akcent i prędzej też czy później sama regularność i kilometry
powinna dać jakiś efekt.

tydzień treningowy był makabryczny z powodu pogody.
poniedziałek jeszcze śliznąłem się rano, bo wolne w ukejlandii było,
ale już po południu było 32c w cieniu i odnotowano jakieś rekordy
wszech czasów upałów w maju.

wtorek więc, prawie zmiótł mnie z planszy z powodu upału.
tętno było w niewidzianym do dawna kosmosie w połączeniu z tempem.
trening wydał się luźniutki 3x7min które to weszło po uwaga
coś koło 4:55 na tętnie LT pod koniec dochodziło do 164bmp.
kabaret połączony z dramatem.

niemniej zrobione zgodnie z założeniami a nawet ciut za mocno
odczuciowo ale zrobione.

środowe easy w tym upale zostało skrócone do 6km po 6:15/km
ale głównym sukcesem było znów, że wyszedłem w ta najgorszą lampę.

już chyba pisałem, bez względu na pogodę i samopoczucie, w dni fabryczne
każdy trening robię od razu po fabryce, gdzieś koło 15.
tak mam od lat a czy to czasem mądre czy nie to inna sprawa.

czwartek ciut zelżało, chociaż wciąż gorąco.
w planie narastająco 2x5min 2x3min 2x2 min i 1/1m
tempa wiadomo, od pół lekkiego do półciężkiego, więc wejść musiało
bodajże od 4:45 do minutowa 4:02/km
wykon 100% chociaż tętna wciąż wysokie i piątkowe
już pełne wleczone po tym treningu wciąż na wysokim tętnie.
momentami do 124 dochodziło a wyprzedzało mnie wszystko
co żyje po drodze.

w sobotę temperatura spadła o pare stopni ale przede wszystkim
mogłem wyjść z samego rana, więc nie dość, że chłodniej zdecydowanie
to jak raz praktycznie nie wiało.

tych sobotnich treningów obawiam się najbardziej aktualnie,
bo nie dość że coraz dłuższe to miks temp, potrafi wymęczyć.

w planie było 20E + 4x1/2min Supra LT +30 E +3x7min/3min Sub LT +E
i tu niespodzianka, bo wydarzył się tak zwany dzień kucyka.

poszło gładko, nadspodziewanie gładko.
nie, że tam całkiem lekko bo nie, ale gładko.
te minutowi, zawsze są ciężkie na początku i bez polotu,
nie piłowałem ich na siłę, miały być ciut żwawiej niż LT i takie było
coś koło 4:10/km i biegło mi się jak zawsze ciężko i bez życia.
po nich 30min truchtania i tu była pierwsza niespodzianka, bo
tempo po 5:32 hahah wchodziło bez problemu.

tempo wydawałoby się śmieszne, ale ja już przestałem
kategoryzować treningi po tempie, i coraz bardziej
zaczynaja mi się podobać te wolne biegania.

inna sprawa że dziś truchtałem po 6:16 bodajże średnio a kadencja 172 więc
wciąż potrafię drobić jak gejsza.


wracając do soboty 3x7min/3 przerwy weszły po około 4:42 ale na dość niskim tętnie
bo dopiero pod koniec trzeciego odcinka na chwilę zbliżyłem się do 160
gdzie próg mam ustawiony na 164bmp.

równo gładko, bez problemu co nie znaczy, że lekko.
weszło jak wejść miało.

również pas pokazał, ze był jeszcze zapas pod progiem VT1-VT2 bo
żwawsze odcinku było około 1.6 do 1.8 więc można było poddusić jeszcze,
2 zero to granica VT2, ale nie chciałem przeginać.
było akuratnie w punkt i to najważniejsze.
Obrazek
wg FourthFrontier czyli producenta pasa,
tak są mierzone te progi wentylacyjne:

Próg wentylacyjny (Ventilatory Threshold)
Progi wentylacyjne (VT) to punkty podczas wysiłku, w których Twoje oddychanie zmienia się wraz ze wzrostem intensywności. Są one szacowane na podstawie tętna (HR), częstości oddechów (RESP) oraz parametru DFA-α1 z analizy zmienności rytmu serca (HRV).
Bieżące (natychmiastowe) estymacje progu wentylacyjnego dostarczane przez Frontier X2 wskazują, w którym miejscu pomiędzy strefami progu wentylacyjnego znajdujesz się w danym momencie treningu. Są one przedstawiane wartościami od 0 do 3.

VT1 (Poniżej VT1): (0-1)
Pierwszy próg, w którym zaczynasz oddychać ciężej, ale nadal możesz komfortowo rozmawiać. Trening w tej strefie poprawia wydolność tlenową i wytrzymałość.
VT1–VT2: 1-2
Strefa pomiędzy pierwszym (VT1) a drugim progiem (VT2). Intensywność wysiłku jest umiarkowana, rozmowa staje się utrudniona. Ten zakres wzmacnia ogólną sprawność i efektywność tlenową.
VT2 (Powyżej VT2):
Powyżej drugiego progu wysiłek jest bardzo intensywny, a rozmowa mocno utrudniona lub niemożliwa. Trening w tej strefie poprawia wydolność beztlenową i zdolność do wysiłków o wysokiej intensywności.

czy mierzy to zgodnie z prawdą?
chciałabym wierzyć, że za 200f plus kolejne 100 na abonament jest to prawdziwe.
odczuciowo by się zgadzało, ale mało to razy odczucia się zgadzały, a rzeczywistość była zgoła inna?
na ta chwile jednak wierzę temu co piszą, tym bardziej, że kasa wydana to jakie mam inne wyjście?
no i to tyle na ten tydzień.
wasze zdrowie.
Obrazek
New Balance but biegowy
ODPOWIEDZ