Adaptacyjny Biegacz: Czy ciało nadąży za głową ?

Moderator: infernal

RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

TYDZIEŃ 8/13 (02.03–08.03)
Plan był prosty: mało biegania, dużo świeżości przed niedzielnym City Trail.
Po ostatnim czwartkowym akcencie mój wirtualny trener stwierdził:
„Twoje tempo progowe jest na poziomie, który pozwala realnie myśleć o wyniku lepszym niż 19:00 -19:20.
Skoro 4:00/km robisz przy HR ~150, to na 5 km powinieneś utrzymać 3:45-3:48/km.”

Nie uwierzyłem. :zmieszany:
Pobiegłem asekuracyjnie i skończyło się na 19:11 (śr. HR 155, max 161).
Bez kryzysu, bez walki o przetrwanie, bez podpierania kolan na mecie.
Czyli wygląda na to, że trener mógł mieć rację. :O :oczko:
Po biegu powrót do domu i spokojne 6 km wokół jeziora na domknięcie tygodnia.
Łącznie wyszło ~30 km.
Do półmaratonu zostało 5 tygodni, a wcześniej bieg kontrolny 10 km - 22 marca.
Ciekaw jestem, co „trener” zaplanuje po analizie niedzielnych danych.
Chciałbym wyprostować, w końcu, mój wykres treningowy na poziomie +40 km tygodniowo, bo źle to wygląda.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
PKO
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Tydzień 9/13 (09.03-15.03)
Po starcie w City Trail celem tygodnia było uspokojenie organizmu i powrót do rytmu treningowego, ale bez odpuszczania intensywności.
Wtorek - powrót do biegania
Pierwszy trening po starcie miał być wyłącznie regeneracyjny i utrzymany w bardzo niskiej intensywności.
W praktyce wyszedł spokojny bieg 10 km ze średnim tempem 5:16/km i tętnem 122 bpm (maks. 131 bpm). W miarę swobodnie, bez oznak większego zmęczenia po weekendowym starcie.
Czwartek - lekki bodziec tempowy
Czwartkowy trening miał sprawdzić, czy tempo progowe nadal układa się w okolicach 4:12-4:15/km, przy tętnie w zakresie 148-152 bpm.
W praktyce tempo wyszło nieco szybciej niż zakładał plan. Odcinek tempowy 20 min. (km 4-7) zamknął się średnio w 4:08/km, a tętno ustabilizowało się na 151 bpm. Całość treningu: 10 km.
Tempo wychodziło naturalnie - bez walki i bez poczucia przeciążenia.
Piątek - spokojne rozbieganie
Piątkowe 6 km było tylko podtrzymaniem rytmu treningowego przed weekendem.
Tempo 5:20/km, średnie tętno 123 bpm. Trening czysto regeneracyjny.
Niedziela – Long Run z akcentem HMP
W planie było 16 km, dodałem 2 km schłodzenia.
12 km w tempie easy (~5:15-5:20/km), HR ≤135 bpm
4 km w tempie 4:08-4:12/km
Realizacja:
• 1-12 km - średnie tętno 132-133 bpm przy tempie 5:12-5:15/km
• 13-16 km - przyspieszenie do 4:09/km, tętno ustabilizowało się na 152-153 bpm.
• 16-18 km – schłodzenie
Nie było to łatwe, pewnie lepsze odczucia miałbym biegając rano, nawet przed śniadaniem. Cóż wypadło na popołudnie, po pracy.
Tydzień ~ 44 km.
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Tydzień 10/13 (16–22.03) - Cel „ 12 Harpagańska Dycha”

Eksperyment na żywym organizmie: Czy AI wie, na co mnie stać? :oczko:

Pierwsza zaplanowana jednostka, wtorkowy akcent - 4 x 1 km w tempie 3:50-3:53 - nieźle się spociłem ale pod pełną kontrolą. Kilometrówki zamknąłem w przedziale 3:50-3:54 z uczuciem, że noga podaje.
Po trzech jakościowych dniach (tempo, long z HMP, interwały) w środę dopadł mnie beton w pośladkach. Mój AI-trener twierdzi, że to sukces biomechaniczny :O - sygnał, że w końcu odpaliłem prostowniki biodra, zamiast ‘jechać’ z samych łydek.
Brzmi pokrętnie, ale najważniejsze, że po czwartkowym rozbieganiu (7 km @ 5:39, HR 115) i rytmach, sztywność zniknęła.
Piątek:Regeneracja i profilaktyka. Spacer, lekkie rolowanie, rozciąganie...
Sobota: Zamiast dzisiejszego rozruchu wybieram lenistwo. W tym tygodniu to towar deficytowy, zwłaszcza sen, a przed startem świeżość jest cenniejsza niż dodatkowe 4 km w dzienniku - tak czuję.
Prognozy:
Specjalnie nie pytałem, przy okazji analizy / układania planu AI samo wyskakuje z tekstami typu „ Twoje dane wskazują na ...”
Więc, w skrócie:
ChatGPT (Realista): Wynik 39:40. :szok:
Gemini (Prowokator): Twierdzi, że 39:40 to bezpieczne człapanie i stać mnie na więcej. :O :szok:
No i bądź tu mądrym. Mógłbym nie wspominać tu o wróżbach i biec na czucie, ale traktuję to jako element „eksperymentu”. W niedzielę sprawdzimy, czy algorytmy potrafią czytać z formy, czy tylko z liczb.
Lecę swoje. Oby pogoda dopisała i żadna „sra....” (żołądkowa czy inna) nie pokrzyżowała planów.
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

12. Harpagańska Dycha: Kiedy głowa chce, a ciało mówi „nie”.
Niedziela, 22.03. Wynik: 42:19 (Średnie tempo: 4:14/km).
Mówiąc krótko: wszystkie prognozy - od optymistycznych algorytmów AI po moje własne, bardziej zachowawcze założenia - można dziś o kant d... rozbić. Celowałem w okolice 41:00. Skończyło się o ponad minutę gorzej. Nie jestem zadowolony.
Dlaczego to nie „pykło”, deficyt regeneracji?
Cały tydzień pod znakiem jakby „jet lagu” i byle jakiego snu (taka praca).
Pusty bak?
Ostatnie treningi dawały frajdę, ale najwyraźniej drenowały zasoby i nie zdążyłem zbudować nadwyżki.
Przebieg walki (a raczej jej braku):
Bieg bez historii. Pierwsza połowa zgodnie z planem - ok. 20 minut. Czułem się dobrze, dopóki trasa była łaskawa. Po nawrocie ciężko: narastający podbieg, wiatr prosto w twarz i kompletny brak mocy, by z tym walczyć. :ech: Samotny bieg nie pomagał.
Wnioski przed półmaratonem:
Tempo 4:14/km, które dzisiaj było ścianą , ma być moim tempem przelotowym.
Dzisiejszy start to lekcja, że bez snu i świeżości parametry z treningów są tylko martwymi liczbami. Na HM nie pojadę na „oparach”. Czas wyciągnąć wnioski z tej lekcji i skupić się na odbudowie, bo silnik, zakładam , mam mocny, tylko w baku paliwa brakło.
PS:
Poniedziałek 23.03, nogi luz - nie czuję w nich zmęczenia, po wczorajszym. :oczko:
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Tydzień 11/13 (23-29.03)

Plan, można uznać, wykonany zgodnie z założeniami:
• Wt 24.03: 8 km Easy (5:25, HR ≤135) + 6×100m Strides.
• Czw 26.03: 3 km WU + 3 × 3 km @ 4:08–4:12 (p. 3' trucht) + 2 km CD.
Tętno: Powinno oscylować w granicach 150–154 bpm pod koniec każdego odcinka.
• Nd 29.03: 16 km Total: 12 km Easy + 4 km (4:08–4:12).
Wykonanie 4 km: 2 km 4:12/km + 2 km 4:08/km

Razem ~42 km

Poniedziałek i wtorek po niedzielnym biegu 10 km niemal bez zmęczenia w nogach.
W tygodniu 12, w planie m.in. 22 km (12 Easy + 10 HM Pace), mam to zrobić w niedzielę wielkanocną. :bum: a inny termin nie bardzo mi pasuje.
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Tydzień 12/13: (30.03–5.04).

Wykonane:

• Wtorek: 10 km Easy (5:32/km). Tętno 118 bpm – pełen luz i niska intensywność.

• Czwartek: Akcent, czyli 4 × 2 km w tempie 4:05–4:06 (p. 2'). Weszło fajnie, z dużą kontrolą, razem 14 km.

• Niedziela: 12 km z progresją od 8 kilometra. Końcówka w 4:30 przy tętnie 138 bpm.

Bilans tygodnia: ~36 km.

Decyzje:
Świadomie odpuściłem 22 km z planu (12 Easy + 10 HM Pace). Uznałem, że dodatkowe 10 km w tempie startowym na 6 dni przed finałem to zbyt duży koszt regeneracyjny. Może mój błąd a może „AI” odpłynęło, tak czy siak nie zrobiłem i nie czuję z tego powodu żalu.

Plan na ostatnią prostą:
Jutro jeszcze „regeneracja” :oczko: przy świątecznym cieście, a od wtorku pełna dyscyplina: dopinam dietę, dbam o sen itd.
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Od lipca do kwietnia: AI miało plan, ja miałem życie.

Czas na mały rachunek sumienia.
Łatwiej pisać podsumowania, po zakończeniu projektu, ale co tam. Skoro już naskrobałem przydługą pierwszą część to wrzucam. Nie jest to „ śmiertelnie poważna sprawa” więc mam nadzieję, że po drugiej części dobry humor będzie wszystkim dopisywał :oczko: , niezależnie od tego co się wydarzy.

Zaczynając ten temat, napisałem wprost: to eksperyment z serii „co osiągnie starszak amator, gdy do jednego kotła wrzuci AI, własną intuicję i szczyptę doświadczenia”. Plan był ambitny: ekspresowy powrót do formy z 2023 roku, po „ lekkiej” zapaści, dobry wynik w cyklu City Trail 25/26, a na deser – po zimowych zmaganiach - atak na PB w półmaratonie (1.29.26), wszystko to przy maksymalnie 4 dniach biegowych.

Jak nam się współpracowało?
W całym tym procesie najciekawsze było to, że... to ja tu wciąż rządziłem (przynajmniej tak sobie wmawiam). AI dzielnie produkowało tabelki, a ja zajmowałem się ich dopasowaniem do „ życia”. Po drodze musieliśmy przejść krótki kurs wzajemnego zaufania - głównie wtedy, gdy musiałem eliminować ewidentne „halucynacje” algorytmu, który np. ma problemy z czytaniem plików .gpx albo zalewał mnie taką dawką komplementów, że czułem się jak Eliud Kipchoge po trzecim espresso. Gdy już jednak wyczyściliśmy proces z tych „uprzejmości”, plan nabrał konkretów, a jednostki treningowe zaczęły mieć ręce, nogi i - co najważniejsze - sensowne argumenty i mniej (?) wazeliny.

Efekty na trasie (City Trail):
Z organizowanych czterech startów, meldowałem się na trzech:
• Październik - 19:17 (zaskakująco dobre otwarcie)
• Listopad - 20:16 (przetarcie w mrozie i śniegu)
• Marzec - 19:11 (subiektywnie - trochę zachowawczo)

Obrazek

Pierwszy „ptaszek” na liście odhaczony: 19:11 trail w 2026 vs 19:17 na płaskiej piątce w 2023. Misja wykonana.

Schody (i kilometry) do Półmaratonu
W międzyczasie wajchę przestawiłem na 12 kwietnia, półmaraton. Plan na „papierze” wyglądał solidnie: 13 tygodni, cel - a jakże :spoczko: - okolice 1:28:00 i solidne 550 km do wykręcenia.
Jednak rzeczywistość, jak to ma w zwyczaju, postanowiła zweryfikować plany. Luty „podarował” mi 10 dni wolnego i trochę nerwówki, a start na dychę (22.03) wpadł do rozpiski (na własne życzenie) trochę jak nieproszony gość na wesele - narobił zamieszania i zmusił do przemeblowania części planu. Dziś myślę, że niepotrzebnie, wystarczyło wcześniej spojrzeć w grafik pracy, żeby dojść do prostego wniosku: to się nie mogło dobrze zgrać.
Sam start nic mi nie dał, słaby wynik 42:19 nie podbudował a brak klasycznego zmęczenia w kolejnych dniach po biegu sugerował, że nie pobiegłem tego nawet na 90%. Nie było energii, choć na finiszu tego nie widać. :oczko:

Obrazek

Bilans strat i zysków:
Zamiast planowanych blisko 550 km, wykręciłem około 460. Oprócz lutowej pauzy, swoje dołożyła „urocza” polska zima: mróz, śnieg i smog. Z pozytywów: bez urazów, wszystko się ruszało i obracało ...

Święta i Tydzień 13/13: (6.04–12.04).
Tradycyjnie, przyjąłem sporą dawkę sernika i innych specjałów żony, mniej tradycyjnie nie przyjmowałem alkoholu. Odpuściłem niedzielnego longa z 10 km HMP zamieniając go na 12 km z progresją, ostatnie kilometry:
• 11. km (tempo 4:42) – 138 bpm
• 12. km (tempo 4:31) – 138 bpm
Podsumowanie AI: „Skok tempa o 11 sekund między 11 a 12 km bez wzrostu tętna średniego to dowód na to, że silnik jest gotowy, a Ty się nie „zagotowałeś."
We wtorek wpadło 5 km @ 4:10-4:12/km co łącznie z rozgrzewką i schłodzeniem dało ok.11km.
4 i 5 km odcinka tempowego:
•. Tempo: 4:11 min/km.
•. Tętno: 149 bpm.
• Moc: 377–378 W

- co przyjąłem za dobry znak, zdając sobie sprawę, że na podstawie ostatnich wyników mogę jedynie stwierdzić, że coraz lepiej radzę sobie z wykonywaniem takich treningów.

Dane z ostatnich półmaratonów pokazują, że najlepszy HM w 2023r to śr tętno 155 a max 162 bpm, przy 4:14/km.
W 2025r było - śr tętno 151, max 158 bpm przy 4:31/km
Czy 12 kwietnia, uda się utrzymać średnie 155 bpm i jakie będzie tempo? :niewiem:

W czwartek było spokojne 6 km - średnie tętno 118 bpm przy tempie 5:26/km.
AI -
„ Statystyki z dzisiejszego biegu potwierdzają jedno: jesteś w pełni wypoczęty, a Twój układ sercowo-naczyniowy jest w trybie absolutnego spokoju przed niedzielną burzą. W niedzielę Twoje tętno powinno być idealnie pod kontrolą przez pierwsze 15 km. Potem zacznie się prawdziwy wyścig.”
Ja - acha, to się okaże😏

Taper skończyłem sobotnim krótkim rozruchem na rowerku stacjonarnym + rolowanie ( miało być bieganie - luźne 4 km i kilka przebieżek) i odbiorem pakietu startowego w drodze do pracy na zmianę popołudniową, powrót będzie po 22 i szybko :chrap:

Trasa:
Co do trasy, mieszkam tu i znam ją dokładnie, choć nogami przemierzyłem ją tylko raz w poprzednim roku. Nie mam dużego porównania do innych lokalizacji, nie jest trudna – tak bym ocenił. Coś tam w głowie poukładałem, gdzie i jak przebierać nogami.
W dużej części przebiega przez tzw. „Tereny zielone” choć akurat o tej porze roku liści nad głowami praktycznie nie ma.
Zapraszam do udziału w kolejnych edycjach. :taktak:
Obrazek
Obrazek
W 2025 było bardziej zielono ->
Obrazek

Scenariusz :sss: asystenta AI:
„Trzymaj lejce do 3. Kilometra, a potem niech silnik pracuje.” ... :O
Cdn.
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Finał: „18 Półmaraton Dąbrowski”

Na starcie, ustawiłem się w pierwszej linii, pomyślałem, że jeśli coś pójdzie nie tak to moze fajne zdjęcie będę miał, oczywiście żart, ale co tam, nigdy nie startowałem z elitą a ulica szeroka jak autostrada więc sobie stanąłem.
Obrazek

Więc miało być tak:
„Trzymaj lejce do 3. Kilometra, a potem niech silnik pracuje.”
Moja wersja na 110% :
Km. Tempo
1–3. 4:15
4–10. 4:10
11–16. 4:09
17–19. 4:12
20–21. 4:15

Oczywiście, lejce puściły i pierwsze 3 km wpadły po:
3:50, 4:08, 4:13/km, z hamowania nic nie wyszło, raz że początek z górki dwa, że - nie wiem, tak wyszło. Później starałem się „ustabilizować” tempo do ukształtowania terenu, lekkie podbiegi i zabiegi.

Na 6 km przybiłem piątkę z moimi wnuczkami. Super doping.
Na mecie też były 😏

Dalej biegło się z dużym luzem pomiędzy 4:09 a 4:16/km, na kilometrze 10 pomiar czasu wskazał 41:49 czyli niemal w punkt.
No i tu się trochę posypało.

Zdecydowałem założyć Asics’y w których przebiegłem 60 km w tym ciągłe, asfaltowe 10 km. But jak najbardziej prawidłowo dobrany rozmiarem i przez dotychczasowe, łączne 60 km nie sprawiał żadnych problemów. Nie traktowałem tego buta jako pierwszy wybór, zastanawiałem się czy nie biec w NB Elite V3, w których nadal lubię biegać , ale że mają już nastukane prawie 900 km wybrałem Magic Speed .
Obrazek

No i od mniej więcej 12 km, poczułem, że coś się dzieje w prawym bucie, duży dyskomfort – coś pomiędzy kłuciem a pieczeniem i to konkretnym. Poruszanie palcami nic nie dawało no i tempo siadło.
Obawiałem się problemów z nawodnieniem. Przez całą jesień i zimę nie zabierałem na dłuższe biegi picia, dodatkowo nie potrafię pić w biegu z tych plastikowych kubeczków no i zdarzało mi się mieć kolkę po takim nawodnieniu. Więc aby tego uniknąć, pierwszy raz na HM zabrałem pas z bidonem. I tu nic się nie wydarzyło nic nie przeszkadzało a od strony buta, gdzie niczego złego nie zakładałem wystąpił problem.
Nadmienie, że skarpetki miałem wypróbowane w biegu z tymi butami.
Złość i mentalna rezygnacja zrobiły swoje do 11-12 km utrzymywałem stabilne 154 bpm, później widziałem że nie mogę tego utrzymać, przy próbie zwiększenia intensywności, dyskomfort się nasilał i znów wszystko siadało.
Podświadomie musiałem szukać innego, „ lepszego” ustawienia stopy bo dzisiaj najbardziej obciążoną częścią ciała jest duży paluch prawej stopy.

A co się w ogóle wydarzyło?
Okazało się, że środkowy palec, myślałbym że najmniej wrażliwy na bieganie, jest zakrwawiony. Wzdłuż paznokcia pękła skóra a może to paznokieć wbił się w ciało. Zwał jak zwał jest rana, może nie duża ale przy chodzeniu w innym obuwiu też odczuwalna. Nie wiem jak i co, nie kojarzę złego kroku, uderzenia – stało się, paluszek pokazał f*** off.
W efekcie na mecie zameldowałem się z czasem 1:31:13, daleko od poprawy PB 1:29:26 ale lepiej niż rok temu na tej samej trasie – 1:35:22. Taka szklanka do połowy pełna. :echech:
Czuję duży niedosyt, bo naprawdę biegło mi się dobrze i to nie był dół wydolnościowy. :wrr:

A jak oceniam bieganie pod dyktando AI?
Mogło być lepiej, AI ma swoje wady m.in. niewiele konkretnej, uzasadnionej krytyki, skłonność do niepotrzebnego chwalenia itd.
Sam plan oceniam na całkiem konkretny a słabym ogniwem, w tej zabawie, byłem ja sam. Aby plan dal efekty trzeba go zrealizować, trzeba powtarzalności, ciągłości procesu, były z tym problemy:
Obrazek

Co dalej?
Biegam, najważniejsze z najbliższych będzie 5km - bieg indywidualny na czas 20 czerwca. W międzyczasie może coś wpadnie, a w treningu wraz z wiosną, postaram się utrzymać prostą linię w tygodniowym kilometrażu, to by był już sukces. :oczko:
Na poprawę PB w półmaratonie przed 60 mam jeszcze rok. :spoko:
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

Biegnę dalej. Tydzień regeneracyjny (13-19.04) ~30km

Wtorek – 7 km spokojnie, tempem 5:24/km przy średnim tętnie 118 bpm.
Czwartek – 13 km, lekko żwawej, kilometry 4–11 (średnie tempo ok. 4:35/km). Tętno ustabilizowało się na poziomie 134–136 bpm.
Niedziela– 9 km spokojnie ok.125 bpm + kilka przebieżek.
Pozostałe dni profilaktyka: rolowanie, rowerek stacjonarny...
W nadchodzącym tygodniu zdecyduję, jakim planem dojechać do 20 czerwca - do 5 km ze startu indywidualnego.
W uproszczeniu, układany:
- przez AI, ale wykonany z większym zaangażowaniem
- przez mój NOS, oparty na wnioskach i tym „co mi się wydaje”, też z większym zaangażowaniem. :hejhej:
Coś tam jeszcze rozkminiam z poprzednich tygodni, tempa, tętna, objętość...
Ostatnio zmieniony 09 maja 2026, 16:10 przez RysK0, łącznie zmieniany 5 razy.
Awatar użytkownika
cichy70
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 4356
Rejestracja: 20 cze 2001, 10:59
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak
Lokalizacja: zewszont.

Nieprzeczytany post

słuchaj a patrzyłeś tego AI?
zrobiony pod biegaczy bez ograniczeń wygląda naprawdę ciekawie a tym co mają garmina chuć ty z polarem robi treningi od razu do zegarka.

https://typeto.run/coach

ps i póki co za free
feedback zbiera na podstawie odczuć i dużo się dopytuje
tu masz większy opis.

https://the5krunner.com/2026/03/30/type ... kly-coach/
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

TYDZIEŃ 1/9 ( 20-26.04) ~45 km

„Ewolucja, nie rewolucja”

Zastanawiałem się, jakim planem „dojechać” do 20 czerwca. @cichy70 podsunął pomysł, a że mnie do eksperymentów namawiać nie trzeba, pierwszy tydzień z „Type to Run” uważam za zaliczony. „Challenge” trwa, choć traktuję to bardziej jako zabawę niż sztywne wyzwanie – ważne, by nie zrobić sobie krzywdy.
Uznałem, że jednostką otwierającą będzie Test Friela, a dane z ostatnich tygodni w połączeniu z wynikiem testu będą pomocnym fundamentem pod nowy plan.
Wtorek – Wynik testu:
• Dystans: 8 km
• Czas: 32:12
• Średnie tempo: 4:01/km
• Całość (z rozgrzewką i schłodzeniem): 16 km

Test Friela wymaga 30-minutowego biegu solo przy zachowaniu maksymalnego, stabilnego wysiłku. Lekko „przeciągnąłem” test poza protokół, bo wyszło ponad 32 minuty, jednak nie powinno to zaburzyć wyniku dla wyznaczenia stref.
Dane załadowałem do „maszyny trenującej” bez żadnych sugestii czy pytań. Krótka piłka: masz dane i co z nich wyczytasz?

Obrazek

Informacja zwrotna na załączonym obrazku - w sumie tego się spodziewałem, dyskutował bym z " świetnie rozwiniętą..." , już to czytałem a wyszło jak wyszło :hejhej:
Jestem ciekaw, co algorytm zaproponuje w najbliższym czasie. Mam opracowany plan alternatywny, ale myślę, że pobiegam z „TtR” jeszcze 2–3 tygodnie, by sprawdzić, co mi bardziej pasuje. Liczę na kontynuację z modyfikacjami z naciskiem na VO2max.

Pozostałe jednostki po teście zostały wyznaczone przez AI bez nadmiernego forsowania:
• Czwartek: 8 km, Light jog < 120 bpm
• Piątek: 12 km, Easy run + strides (Easy < 133 bpm)
• Niedziela: 8 km (Light jog / Easy)


Zapowiedz AI na kolejny tydzień:
„W tym tygodniu skupiamy się na zwiększeniu objętości biegów spokojnych oraz wprowadzeniu pierwszej ustrukturyzowanej jednostki progowej po teście. Pomoże to ustabilizować tempo startowe bez nadmiernego obciążania organizmu”.
Ostatnio zmieniony 09 maja 2026, 15:48 przez RysK0, łącznie zmieniany 1 raz.
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

TYDZIEŃ 2/9 (27.04–03.05) |


„Lekko, czyli... za szybko”

Plan był prosty: trochę spokojnego biegania, trochę progów, jeden dłuższy akcent i tyle.

Wtorek - 4×2 km w tempie progowym. Odcinki weszły książkowo (4:01–4:07/km), analiza też nie miała się do czego przyczepić… poza jednym szczegółem: wszystko było jakby za łatwe.
8 km w okolicach 4:04/km, tętno 136–145 bpm, max 150. Jak na „próg” - raczej spokojna rozmowa niż dyskusja.
No i tu zaczyna się klasyczna rozkmina: czy to jeszcze próg, czy już uprzejme przebieżki?
Algorytm twierdzi, że wszystko gra - równowaga metaboliczna zachowana, serca nie trzeba sztucznie podkręcać. Na wysokie liczby przyjdzie czas później.
Brzmi sensownie, więc przyjmuję wersję roboczą: Bodziec trafiony, kalibracja trwa.

Czwartek - Progressive Long Run ~17 km z końcówką zgodnie z planem (~4:13/km, 138 bpm). Czysty pragmatyzm, zero poezji. Taki bieg, który robi robotę, ale nie zostawia śladu w głowie.

Sobota o poranku, miała być wręcz nudna. Easy, spokojnie, tlenowo (<133 bpm i 4:53/km).
No właśnie - miała.
Zamiast tego druga część popłynęła w 4:25–4:35/km przy 125–133 bpm. Czyli klasyczne: „czuję się dobrze, to przyspieszę”… a potem uwaga od „AI”, żeby jednak tego nie robić.
Wniosek zapisany grubą czcionką: jeśli jest lekko, to ma zostać lekko!
Dla mnie było lekko, „trener” jest innego zdania. :oczko:

Niedzielne popołudnie już bez kombinowania – Easy + Rytmy ~12km.

Na marginesie sprzętowym:
Progi poleciały w Asics Magic Speed - tych samych co na półmaratonie. I znowu ten sam sygnał z prawej stopy.
Test Friela w wysłużonych New Balance (~900 km) - cisza, spokój, zero uwag.
Wniosek na teraz: Magic Speed zostają do krótszych tematów (do ~6-8 km), bez eksperymentów.

Podsumowanie:
57 km zrobione bez dociskania a jednocześnie to mój największy kilometraż tygodniowy, odkąd biegam. :taktak:
Kwiecień: ~172 km

Taki trend „formy” rysuje Runalyze: :O
Obrazek
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

TYDZIEŃ 3/9 (04.05–10.05)

„Śruba dokręcona… ale kluczem dynamometrycznym”

Ostatnia prosta fazy Load. Plan był prosty: dokręcić śrubę na progu beztlenowym. AI zapowiadało mocne Threshold Cut-down i tętno w okolicach 158 bpm przy tempach schodzących poniżej 4:00.
Po takiej zapowiedzi poniedziałek musiał być wolny - zbierałem siły, by we wtorkowy świt „odpalić wrotki”.

Scenariusz: WU + 3-2-1 km @ Threshold - VO2 Max (przerwa 2’) + CD.
Jak to wyszło w praniu?
• 3 km: 4:03/km | HR: 140 → 146 | 178 spm
• 2 km: 3:56/km | HR: 146 → 152 | 185 spm
• 1 km: 3:49/km | HR: ~153 | 189 spm

Moim zdaniem:
Tempa weszły idealnie, ale tętna do zakładanych 158 bpm nie dowiozłem. Pod koniec najszybszego kilometra czułem już, że tracę kontrolę nad nogami. Ratowałem się kadencją, żeby nie dopuścić do „sztywnienia” czwórek - 189 spm to u mnie naprawdę wysokie obroty. :O

Feedback :
Mój „cyfrowy trener” skwitował to krótko: w fazie Build popracujemy nad tym poprzez krótsze, intensywne odcinki, które zbudują siłę biegową przy dużych prędkościach.

No to jadę dalej!
Obrazek
szwedzki.art

Środowe „wyciszenie”:
Wpadło 60 minut (~11km) w tlenie - czysta regeneracja. Średnie tętno 118 bpm przy tempie 5:16/km. Żeby nie było zbyt nudno, dorzuciłem towarzysko 6 km spaceru, co zamknęło poranek solidną dawką 18 km aktywności. Nogi były już zmęczone, czułem to wyraźnie w łydkach.

Finisz tygodnia:
Piątek to 63 minuty „General Aerobic” -, doprawionego sześcioma setkami sprintu na odmulenie. Pogoda dopisała, znaczy się - deszcz przestał padać, najlepiej niech pada między biegami, bo sucho jak piernik, więc kolejne 12 km zrobione, od 3 do 9 km tempo 4:51-4:55 min/km przy tętnie 125-128 bpm.
Całość zamknąłem niedzielnym, 95-minutowym wybieganiem progresywnym. Końcowe 15 minut weszło zgodnie z założeniem w tempie 4:30-4:25, co było solidną kropką nad i.

Kilometraż tygodniowy ~55 km.
Nogi lekko zmęczone, w ostatnich miesiącach, średnia tygodniowa wychodziła poniżej 40 km a ostatnie dwa tygodnie było o ok. 40% więcej.

Do poprawy / Uwagi:
Z lekka zaniedbałem profilaktykę (mobilność, wzmocnienie), muszę się bardziej przyłożyć! :lalala:

Świerzbi mnie noga, co by jeden ze spokojniejszych biegów zamienić na np. bardzo szybkie 400m lub 800m. :oczko: Hamuję się, ze względu na wspomniany spory tygodniowy wzrost kilometrażu. Algorytm wybrał ten kierunek więc dam mu szansę.

Plan na kolejny tydzień:
Obrazek
RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

TYDZIEŃ 4/9 (11.05–17.05)

„Ciszej, ale nie całkiem spokojnie”

Tydzień pod znakiem deloadu. Kilometraż w dół, trochę więcej luzu, nieco mniej ambicji. Plan według „centrali” był prosty: krótkie jednostki, byle nie zamulić nóg przed nadchodzącą fazą Build. W teorii: spokojne rozbiegania, krótki próg na podtrzymanie i niedzielna klasyka.

Zaczęło się jednak od wizyty „demona”.
Noc z niedzieli na poniedziałek uruchomiła u mnie lęki każdego biegacza - dziwny dyskomfort w lewej nodze. Coś między ITBS a rwą kulszową, co skutecznie wybijało ze snu. Najdziwniejsze w tym wszystkim?
Siedzenie, stanie i leżenie oznaczało mrowienie na granicy bólu, a biegać mogłem... zupełnie swobodnie.
Oczywiście, z testami czekałem do poniedziałkowego świtu. Nie powiem, wystraszyłem się nieźle, ale szybka domowa partyzantka (rolka, rozciąganie, profilaktyka) na szczęście opanowała sytuację, więc od wtorku ruszyłem z planem.

Realizacja:

Wtorek: Ostrożne wejście w tydzień. 45 minut (9 km) w tempie 4:53-5:14. Cały czas nasłuchiwałem sygnałów z podwozia - nogi OK.

Czwartek (Akcent): 3 x 1 km (p. 1’30”). Odcinki weszły w: 4:02, 4:04 i 3:55/km. Ostatni celowo pociągnąłem mocniej pod delikatne wzniesienie, żeby trochę obudzić serce. Efekt? Tętno max. 143 bpm. Znowu nie chciało wejść w rejony sugerowane przez algorytm (~160 bpm), za to moc i kontrola wysiłku były dokładnie tam, gdzie powinny. Coraz wyraźniej widzę, że to nie brak intensywności, a po prostu specyfika mojego organizmu.

Piątek: W planie było rozbieganie i rytmy, ale uznałem, że po czwartku nie potrzebuję dodatkowego „odmulania”. Zrobiłem spokojne 10 km, skupiając się na kroku i spokojnym oddechu.

Niedziela: Finał to 60 minut pedałowania na stacjonarnym, zamiast 70-minut klasyka w tlenie.
Po pracy odwiedziłem „Food Festival” w ramach niedzielnego obiadu i ta dawka różnych smaków w połączeniu z deserem na wynos, pobudką przed 5:00 i ciągłą mżawką za oknem, skutecznie zniechęciła do wieczornego wyjścia. No cóż, jak mniej ambicji to mniej ;)

Tydzień: 28 km (zamiast -30% wyszło - 50%) i 60 min. rower stacjonarny.

Lekcja na przyszłość:
Chyba podświadomie czułem, że coś się szykuje albo wywołałem wilka z lasu, pisząc tydzień temu:
„ Do poprawy / Uwagi:
Z lekka zaniedbałem profilaktykę (mobilność, wzmocnienie), muszę się bardziej przyłożyć! :lalala:
Ten tydzień przypomniał, że profilaktyka działa najlepiej wtedy, gdy robi się ją, zanim cokolwiek zacznie boleć. Piszę to jeszcze z lekką obawą – fizycznie jest już OK, ale strach w głowie zostaje nieco dłużej.

W następnym tygodniu:
Obrazek

RysK0
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 500
Rejestracja: 29 maja 2019, 09:53
Życiówka na 10k: brak
Życiówka w maratonie: brak

Nieprzeczytany post

TYDZIEŃ 5/9 (18.05-24.05)

„Świeczki świeczkami, a trening sam się nie zrobi”

Coach:
„Wchodzimy w fazę Build. Skupiamy się na przesunięciu Twojej mocy tlenowej. Główne zadanie to „rozbujanie” serca i adaptacja nóg do temp poniżej 3:55 min/km. Dodajemy też krótkie podbiegi, aby wzmocnić czworogłowe bez nadmiernego zakwaszenia.”

Poniedziałek (Akcent): Po spokojniejszym weekendzie przyszło pierwsze konkretne szarpnięcie, czyli VO2 Max Ladder (400-600-800-800-600-400m @ VO2 Max / mixed recovery).

Odcinki weszły w założone widełki, lekko nie było: 3:47, 3:37, 3:43, 3:43, 3:42, 3:41/km. Tętno w końcu drgnęło i dobiło do 157 bpm. Całość zamknęła się w ok. 11 km.

Feedback od AI: „To był konkretny bodziec. Kolejne dwa dni to spokojne bieganie i podbiegi, które pozwolą „uklepać” tę dzisiejszą prędkość. Świetna robota.”
Nie mam zielonego pojęcia, co według sztucznej inteligencji oznacza „uklepywanie prędkości” za pomocą podbiegów, ale nie dyskutuję. Robię swoje.

Środa: Godzinka z rana, po lekkim śniadaniu. Spokojnie, na niskim tętnie (śr. 117, max. 131 bpm). Wyszło z tego ~12km.

Czwartek: Tym razem przed śniadaniem ;). Trening z elementem siły biegowej, czyli Hill Power Easy (WU: 20min + 6 x 100m @ VO2 Max (Hill) / 1'30" + CD: 15min).
Za bieżnię posłużył mi sprawdzony wiadukt. Dobieg, 6 - 27 sekundowych strzałów pod górę, wydłużonych do ok 130m i powrót, łącznie: ~9 km.

Niedziela: Finał tygodnia to 95 minut Progressive Long Run WU + (60-10-5min @ Easy - Threshold). + CD.
Podział na odcinki: 60 min @ 5:00/km -> 10 min @ 4:24/km -> 5 min @ 4:06/km. Całość 19km.

Nie ma co owijać w bawełnę - pesel nie kłamie, ale dopóki nie ramoleje, jest dobrze.
Wczoraj licznik odmierzył 59, a dzisiaj o świcie zamiast urodzinowego kaca wjechało solidne 19 km. Lepiej nie wnikać, czy to końskie zdrowie, brak zdrowia czy już „dojrzałość”. :bum:

Przy okazji przeszła mi koło nosa czy precyzyjniej odpuściłem (w momencie ogloszenia) małą dziejową chwilę ;) Mogłem pobiec w pierwszej edycji Maratonu Zagłębiowskiego - byłby to symboliczny start: ostatnie urodziny z piątką z przodu i debiut na królewskim dystansie tego samego dnia.
Ale umówmy się, nie czuję magii maratonu. Nie wiem, czy to kwestia charakteru, strach przed weryfikacją czy zwykłej niechęci do kilkugodzinnego dłubania w jednym tempie. Wolę szybsze, bardziej dynamiczne akcje.

Tydzień zamykam z licznikiem na poziomie: 51 km.
Tydzień niełatwy, głównie z powodu uciążliwego kataru, no niestety ma się te różne przypadłości.
New Balance but biegowy
ODPOWIEDZ