Jacek, rekreacyjnie: bieganie i ping-pong

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

30.06 - BS 9km + podbiegi 8x100m.


Obrazek Czerwiec

Dystans - 208km
Ilość treningów - 17

Miesiąc przepracowany planowo, żaden trening nie wypadł i dystans też na plus. Waga już nie rośnie, ubyło nawet drobinę ale nadal daleko do nadmorskiej kraty, tej maratońskiej rzeźbił już nie będę. Na in minus kolano które pobolewa od kiedy wróciłem do regularności. Przez jakiś czas zastanawiałem się skąd ten dyskomfort, aż przypomniałem sobie jak nie chciało mi się schylićmi w pracy i uchylić barierkę, a otworzyłem ją kolanem. Na dniach przeprowadziłem wziję lokalną i jej rurka jest w punkt na wysokości bolącego miejsca. Trwa to już dośc długo, specjalnie nie utrudnia biegania ale czy się nie rozwinie i pozwoli dotrwać do wrześniowego HM który dziś opłaciłem, okaże się jeszcze.
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

2.07 – Ponieważ nie zanosi się na bieganie w ten weekend, postanowiłem zrobić coś więcej, aniżeli planowe 12km spokojnego biegu. Wyszedłem na 16km pętlę z zamiarem wplecenia kilku km wytrzymałości tempowej. Bezpośrednio po 8km w granicach 5:10min/km, ruszyłem z zamiarem zrobienia 5km w mocnym tempie, jakie uda mi się utrzymać. I tak piątka z GPS wyszła w 20:49, gdzie biegło mi się lżej niż ostatnio na takiej próbie. Tu już tylko ostatni km był trudny, a nie połowa dystansu jak poprzednio. Odsapnąłem dwie minuty, po czym potruchtałem 3km do domu.
Nazywam to próbą/sprawdzianem, bowiem już od drugiego km starałem się uzyskać jak najlepszy czas. Zaplanowałem sobie w każdym kolejnym miesiącu do startu taki samotny test, celem weryfikacji przyrostu formy. Ten akurat wyszedł zbyt wcześnie jeśli chodzi o datę, ale tak się akurat trening ułożył. Zresztą też konkretnie ich nie planuję, raczej na bieżąco w formie własnych modyfikacji rozpisanego planu.
IMG_1864.jpg
Wczoraj natomiast sporo pograłem. I jest tak jak wspominałem wcześniej, nowa rakietka ma niesamowitą kontrolę (Lukaku gol!), ale zawsze coś za coś, więc nie ma niszczącej mocy. Wolę jednak częściej trafiać i dać szansę przeciwnikowi na błąd, niż strzelać skutecznie kończącą piłkę z dużo mniejszą powtarzalnością.
Rozegrałem sporą ilość meczy, wygrywając dwa razy po 2:1 z mocniejszymi przeciwnikami, ale były to krótkie spotkania i nie wiem na ile poważnie grane przez nich. Z równorzędnymi chłopakami, choć bilans mają dodatni z mną, przegrałem dość wyraźnie po 1:3. A rewanżowe mecze z trudem, ale wygrałem po 3:2. I z dwoma czopiarzami przegrałem 0:3 i 0:5 - tych nie cierpię. Dokładnie to graczy z tego typu okładzinami, po prostu nie potrafię grać przeciw nim i nie znalazłem jeszcze recepty na ten typ rotacji.
Do tego wpadło jeszcze kilka gier deblowych, trochę się obawiałem czy te cztery godziny i powrót przed północą nie odbije się na dzisiejszym bieganiu, ale było ok.

1:2 druga połowa…
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

Jak pisałem powyżej, nie biegałem w weekend. Zrobiliśmy dwudniowe zwiedzanie Małopolski, konkretnie Ojcowski Park Narodowy i Kraków. Pierwszy przespacerowany w dużej mierze po całości, zebrało się około 22km. W samym mieście też wyszło kilkanaście km. Muszę pochwalić swoje dziewczyny, przeszły bez jednego jęknięcia. Całość musiała starczyć w miejsce niedzielnego wybiegania.
IMG_1871.jpg
Jarek (keiw) zarzucił mi na Connect brak jakichkolwiek zdjęć, rzeczywiście nie popisałem się, ale dwa mam. Zamek Tenczyn i zachód słońca nad Krakowem.
IMG_1866.JPG
IMG_1865.jpg
5.07 - Wczoraj miałem wolny dzień, więc odstąpiłem od tradycji lekkich poniedziałków i postanowiłem trochę nadrobić uleciałego biegowo weekendu. Większość przedpołudnia spędziłem w aucie i innych chłodnych miejscach. Przez to zatraciłem trochę orientację pogodową, nie spodziewając się że jest tak upalnie. Nie zabrałem nic do picia, a biegłem na samopoczucie które początkowo było doskonałe. Tempo każdego kilometra wchodziło poniżej 5:00min/km. Na szczęście bardzo szybko zorientowałem się jak jest ciepło i zakupiłem na drogę 500ml wody. Sączyłem systematycznie na całej trasie ale i tak po 14km lekko mnie ścięło, a do Biedry jeszcze kilka zostało. Tam dotarłszy zalapowałem 18km, skąd wróciłem idąc jednocześnie sącząc zerówkę.
Całość średnio 4:55min/km, częściowo w krosowym terenie.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

7.07 - Dzień był bardzo upalny i jeszcze o 19-tej było 30C. Tyle że niebo zachmurzone jak przed burzą, więc nadmiernie nie przeszkadzało w bieganiu. Zrobiłem BS, w tym każde pierwsze 100m rozpoczynającego się kilometra zaczynałem mocno, także chwilowo nawet zbliżałem się do tempa 3min/km. Całościowo wyszło ponad 11km, czyli 1100m intensywnej pracy.

8.07 - Musiałem przesunąć na dziś piątkowy trening. A ponieważ nigdy nie regenerowałem w pełni po jednej dobie. To do spokojnej dziewiątki dołożyłem jedynie 7 stumetrowych podbiegów, zamiast 10. I tak miałem zrobić tylko 6, na koniec dołożyłem jeszcze jeden, który dał do zrozumienia że wystarczy tyle. Wbiegany był już na miękich nogach. Tym sposobem zrobiłem w dwa dni małe, ale jednak akcenty które biją po czwórkach.
Niemniej wolałem taki układ, bowiem jutro odpocznę, a w sobotę czeka mnie też nie najlżejsze bieganie, czyli 8/8km. Natomiast w niedzielę turniej tenisa, i z jego powodu musiałem pozmieniać dni treningowe. Tam stawiam za cel urwanie kilku setów chłopakom, choć marzeniem jest wygranie meczu.
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

9.07 - Który to już raz powtarzam ten sam trening 8km/8km. Wygląda, że ostatni. Dalej będzie tylko trudniej. Tym razem było nas styk, 8km@5:10min/km zrobiłem o kilka sekund szybciej. Drugie 8km@4:35min/km też lekko prędzej. Siedem z nich zamykałem z lekkim zapasem na oddechu, ale ostatni km był trochę piaszczysty i pod górę, czym przydusił mnie mocno. Miałbym już duży problem gdyby nie był ostatni, a tak zastopowałem 200m przed domem i domaszerowałem.

Dziś zaliczyłem turniej w pingponga. Sporo ludzi już kojarzę z branży, toteż po liście startowej widziałem że towarzystwo będzie (za)mocne. Nic specjalnego nie zagrałem, cztery porażki 0:3, 0:3, 1:3, 1:3, z tym że ugrałem sporo punktów w gemach. Nie była to demolka, nawet powinienem jeszcze kilka setów wyciągnąć na swoją korzyść, i to boli mnie najbardziej. Odnotowałem również mały sukces wygrywając jedno spotkanie 3:1, rywal w zasięgu, także wykorzystałem szansę. Pierwsze w turnieju co powinno jakoś cieszyć, ale ta różnica umiejętności do większości nie pozwala mi na to.
Przedostatnie miejsce w grupie, to wyżej niż ostatnie. :bum:

Dalej w planie biegowym z akcentami tenisowymi. :usmiech:
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

11.07 – Po niedzielnym turnieju, nie mając nic do roboty w domu postanowiłem pobiegać. A że w poniedziałek musiałbym rano, więc wedle przysłowia – co masz zrobić jutro, zrób dziś – było dobrym rozwiązaniem. Sam bieg to typowo rekreacyjna dycha.

14.07 – Przysłowie spełniło się i nastąpiły dwa wolne dni. Po nich wypadało zrobić siłę na podbiegach. Ale było strasznie gorąco i parno, do tego jeszcze nie miałem nastroju treningowego. Tym sposobem znów jedynie pobiegałem spokojnie, wplatając w to kilka szybkich 100m odcinków.

15.07 – Oczywiście jak to później bywa po takim odpuszczeniu, źle się z tym czułem. Dołożyłem więc do zwykłego biegu 2x2km@4:20. Już na pierwszym odcinku myślałem że zdechnę, mocno przekonując się że warto dokończyć, udało się to zrobić w założonym czasie. Drugie powtórzenie weszło łatwiej, gdzie drugi kilometr był momentami w dół co zapewne ułatwiło zadanie, nawet w 4:12 wskoczył. Cały trening to 11,3km w średnim 4:59min/km.

Dziś tenis, jutro wolne, w niedzielę 25km rozbiegania, bodaj najdłuższy bieg w tych przygotowaniach, zarazem kończący fazę budowania wytrzymałości.

I jeszcze z rodzinnego biegania, wczoraj starsza latorośl zrobiła z żoną kilka kilometrów, dziś młodsza specjalnie wstała rano by też samemu pobiegać po polach. Gdzie jedna urodzona w roku uruchomienia Facebooka a druga premiery iPhone, dzieci pokolenia Z. W żaden sposób nie nakłaniane do tej aktywności, więc cieszy że tak same z siebie, może ociupinę za przykładem starych jedynie. :hejhej:
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

18.07 - Niedzielny bieg długi 25km. Tempo dowolne, co w efekcie przełożyło się na około 5:11min/km. Choć może być pewna nieścisłość, bowiem czwarty km wyliczyło w 4:30, a piąty w 4:02, co oczywiście nie miało miejsca. Wtedy wyłączyłem zegarek i załączyłem od nowa. Całość zaliczona i jedynie wspomnę z małym zażenowaniem (przy tym co ostatnio ludzie w górach nabiegali), że ostatnie 3km nie należały już do lekkich.

19.07 - Rozbieganie 8,5km

Teraz ma być siedem tygodni budowania wytrzymałości tempowej. Wejdzie trochę interwałów, czuję lekkie podniecenie wymieszane ze strachem. :bum:
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

22.7 - Pierwszy trening interwałowy za mną, na razie jedynie cztery kilometrowe odcinki. Nowością było to, że przerwy w biegu, a nie spoczynku jak miałem w zwyczaju. Tempo z planu 4:10/km, natomiast odpoczynek 5:20/km. Ustawiłem więc w zegarku dystans 1km na szybkie odcinki, natomiast na wolne czas 5min 20sek. Co prawda przerwy były tylko trzy, lecz gdybym nie wyrabiał zawsze mogłem przebiec mniej w tym czasie.
Ogolnie odczuciowo wyszło średnio, mimo tempa wydawać by się mogło niespecjalnie wymagającego. Chyba od połowy dystansu profil minimalnie się wznosił i jakby coś pod lekki wiatr, może (oby) stąd takie odczucia. Nieco mnie martwi moja postawa, bacząc na większą ilość powtórzeń w przyszłych treningach, ciut szybszych do tego. Ale liczę też, że dyspozycja będzie tylko rosnąć z czasem. :hejhej:
Dla ścisłości odcinki wyszły w 4:07, 4:08, 4:07, 4:08, w przerwach przebiegałem kilometr, dodatkowo 2km rozgrzewki i 3km schłodzenia.
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

23.7 - Trening odpuszczony właściwie w ostatnim momencie. Cały dzień nic na to nie wskazywało, natomiast na koniec pracy zupełnie mi się odechciało biegać. Zapewne przemęczył bym tą dychę, ale uznałem że po co robić coś wbrew wszelkim chęcią. Jak miałem ogromną ochotę pograć, więc podjechałem do domu po sprzęt i udałem się na tenisa. Bardzo dobry to był ruch, miło spędzony czas i sama gra też niczego sobie.

25.7 - Co do piątku zero wyrzutów sumienia z niebiegania. Dziś za to odbyłem mocny trening. Wczoraj jakoś sprawy sobie nie zdawałem z trudności. Ale już dziś jak trzeba było wyjść nastała obawa. Wpierw 5km@5:15min/km, przez który to czas myślałem jedynie o drugiej fazie. Rundę właściwą stanowiło 10km@4:30min/km. I tak do piątego km szło przyzwoicie, starałem się trzymać w miarę równe tempo. Szósty km był pod górę i mocno mnie wymęczył. Nie piłowałem na siłę, zamknąłem 10sek wolniej, licząc że odrobię wracając w dół. Tak też się stało, siódmy wedle planu a ósmy 10sek szybciej. Przez co ogólne tempo zgadzało się. Dziewiąty też planowo, a na ostatnim był znów męczący krótszy ale bardziej ostry podbieg. Tu już nie odpuszczałem, chcąc zmieścić się w 45 minutach. Ostatecznie 44:48 mocno męczące ale też budujące, gdyż domknięty trening z wisienką w postaci tegorocznej życiówki. :oczko:

Rozmawiam dziś z żoną co musimy zabrać na urlop, dochodzimy do tematu leków. Dla mnie jedynie coś na serce, cholesterol i alergie, ale jeszcze po trochu doskwiera lewe kolano, prawy łokieć i ganglion w lewym nadgarstku. Te na razie jeszcze bez medykamentów, niemniej całościowo wyjdzie pewnie dla wszystkich profilaktycznie spory zasobnik.
Jakby dolegliwości przybywa i nie wiem czy to ściganie jest jeszcze dla mnie, niemniej nadal w planie.
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

26.07 - Ranne rozbieganie z małżonką, 8km w średniej 6:30min/km. Wszystko po to by móc wieczorem pograć, co też miało miejsce. Nie za długo, jakąś godzinę.

27.07 - Trzeci dzień biegowy pod rząd, staram się tego nie praktykować. Zwyczajnie jest to dla mnie za dużo, czego następstwem jest brak wigoru w trzeciej dobie. Ale znów wszystko po to, by móc dziś grać. Także swobodny bieg na dystansie 9km.

Nadmienię jeszcze, zarąbałem w poniedziałek o przenośny grzejnik. Centralnie tym bolącym centymetrem kwadratowym w lewym kolanie, jakbym nie mógł każdą inną częścią ciała. To samo miejsce już drugi raz w pracy, wniosek nasuwa się jeden, robota szkodzi mi na bieganie. :bum:
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

29.07 - Interwały tak jak tydzień temu, tylko jedno powtórzenie więcej. 5x1km@4:10;P:1km@5:20
Pierwszy km na rozchulanie serducha i stąd może wydał się trochę oporny (4:05). Drugi całkiem spoko, lekko hamując w końcówce (4:09). Na trzecim nie skontrolowałem tempa początkowo, było za wolne i musiałem odrabiać przez większość dystansu stąd pewien trud (4:09). Czwarty dośc przyjemny (4:06). Na piątym pofolgowałem sobie rzucając całą energię. Wręcz gdybym urwał jeszcze 30sek. ustrzelił bym rekord i zgłaszał do pandemiaka (3:46,8). Obiektywnie profil jego lekko w dół, za to ego w górę. :oczko:
A tak serio, uda czułem dziś nieco jak z waty, co być może spowodowane wczorajszym graniem, gdzie spędziłem cztery godziny na sali z czego około trzech przy stole. Więc ogólnie zadowolonym jest z dzisiejszego biegania.
Przed 1,6km rozgrzewki, po 2km schłodzenia.
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

Raport z zakończonego urlopowego biegania.

Pierwszy dzień wczasów bez biegania za to uciążliwy ze względu na dojazd, rozstawianie namiotu, potem pospacerowaliśmy zapoznawczo dychę po okolicy.

1.08 – Tu miał być dłuższy bieg ok.18km, ale trochę czasu przebimbałem na szukanie odpowiednich krzaków i pewne sprawy w nich. Przez to nie wyrobiłem się z całością przed śniadaniem i wyszło 13km, 5:28min/km.

2.08 – Luźny bieg z żoną w jej tempie, czyli 6:21min/km na dystansie 9km.

4.08 – Planowo winno być 10km@5:10min/km, po czym 5km@4:35+5km@4:20. Ponieważ czas znów gonił, zdążyłem pobiec jedynie 8km po 5:04min/km. A istotniejszą część już tak jak miało to wyglądać. Pierwsza piątka w 4:35min/km zrobiona dość gładko. Natomiast druga w 4:20min/km sporo ciężej. Zwłaszcza drugie 2,5km było już walką o dowiezienie czasu. Robił się już upał, do tego lekko pod górę, niemniej udało się utrzymać zakładane tempo piątki. Trening wyczerpujący ale podnoszący na duchu.

Popołudniu zrobiliśmy jeszcze ponad dziesięciokilometrowy spacer w męczącym pagórkowatym terenie.

6.08 – Kolejny spokojny bieg z żoną na dystansie 9,5km. Do tego dołożyłem 100/200/300/200/100m z przerwami 100m w bardzo spokojnym truchcie. Szybkie odcinki wychodziły w okolicy 21sek/100m, pewnie ze sporą niedokładnością spowodowaną GPS.

7.08 – Udało mi się wstać na tyle wcześnie, że mogłem zmieścić dłuższy bieg przed pobudką latorośli. Też chciałem odkupić ten nie do końca udany „krzaczasty” występ. Wcześniej na mapie obczaiłem nową trasę, wychodziło 8,5km w jedną stronę i tyleż samo powrót. Tempo planowałem raczej spokojne w okolicach 5min/km. Jednakże dzień miałem bardzo dobry i całość zrobiłem w średnim 4:41min/km, bez zbędnego zmęczenia. Całość biegłem wzdłuż asfaltowej drogi, ale po szutrowym poboczu, co sprawiało znacznie przyjemniejsze uczucie aniżeli asfaltem.

9.08 – Z dniem przerwy, ale niemal całym na nogach w którym przeszliśmy circa 25km po mieście. Toteż jedynie BS 9km, średnio 5:10min/km, gdzie w trakcie ponownie wplotłem 100/200/300/200/100m, P:100m.

11.08 – Lekko ponad kilometr rozgrzewki oraz schłodzenia. Natomiast danie główne to 7x1km@4:05min/km P;1km@5:20min/km (w teorii, natomiast sporo lepiej w praktyce)
Dzień wcześniej wypatrzyłem szkolną bieżnię. Forsując wieczorem skromną furtkę, zmierzyłem ją krokami i GPS czy ma jakąś sensowną długość. Pomiar wykazał 200m, więc idealnie pod planowany trening.
O poranku już nie musiałem wchodzić na nielegalu, pracownice pieliły teren sportowy i nie było problemem moje bieganie wokół.
Wcześniej pozmieniałem tarcze zegarka, zostawiłem dystans aby nie pomylić ilości kółek na km, czas 1km i średnie tempo 1km, oraz ręczne lapowanie kilometrówek. Dla prostego wyliczenia podzieliłem 240sek/5, co dało 48sek na jedno okrążenie (200m).
W ostatecznym rachunku mało co korzystałem z tych wszystkich pomiarów, najistotniejsze było ręczne odbijanie szybkich kilometrów na przemian z wolnymi. Cała reszta szła niemal jak z automatu, kółko za kółkiem w bardzo zbliżonych tempach. Czułem się na tyle świetnie, że kolejne wchodziły coraz szybsze, dodatkowo postanowiłem dołożyć ósme powtórzenie.
Ostatecznie spore dla mnie zaskoczenie, udało mi się niemal na wszystkich zejść poniżej 4 minut. I w sumie te 75 okrążeń nie zleciało może jak z bicza, ale też specjalnie się nie dłużyło. A przy tym miałem ogromną frajdę z tego typu biegania w kółko, gdzie kompletnie bez patrzenia na średnie tempo, jedynie przy sporadycznej kontroli czasu wychodziło to tak dobrze.

Czasy szybkich i wolnych kilometrówek:
1 3:59,9
2 5:15,5
3 4:02,2
4 5:07,9
5 3:59,9
6 5:09,8
7 3:57,0
8 5:09,8
9 3:57,9
10 5:07,2
11 3:54,4
12 5:11,7
13 3:57,6
14 5:19,9
15 3:53,7

12.08 – Kolejny BS 9km, średnio 5:20min/km

14.08 – Będąc już na innej miejscówce znów na popołudniowym spacerze dostrzegłem kawałek tartanu. Rano pobiegłem tam z żoną, co dało 2,5km rozgrzewki i 3km schłodzenia.
Pomiędzy tym wykonałem testujący obecną dyspozycję bieg na dystansie 5km, poprzedzony oczywiście dokładnym (w oparciu o posiadane narzędzia) pomiarem bieżni. Ta okazała się mieć 300m nowiusieńkiego podłoża. Matma poszła w ruch, skoro tak dobrze poszło mi na kilometrówka, więc trzeba przyjąć łamanie 20min/5km. Jak to wyliczyłem nie będę już przynudzał, ale przy tej bieżni oznaczało to 72sek na okrążenie. Tych wyszło 16 i 2/3. Obrałem miejsce startu, odliczyłem wstecz 200m, pozmieniałem tarcze zegarka (nie do końca właściwie). Jeszcze pracownik porządkowy oczyścił spalinową dmuchawą trasę, nie pozostało nic innego jak ruszać. Wystartowałem, kółko za kółkiem, co któreś wyprzedzałem żonę i jeszcze dwie biegaczki. Z pomiarów interesowały mnie tylko czasy odbijanych okrążeń, 72 sekundy lub lepiej. Muszę przyznać, że znów szło doskonale, jedynie początek rozpoznawczy, reszta już niemal równiutko, jednocześnie przy liniowo narastającym zmęczeniu. Po zalapowaniu 10-go okrążenia zacząłem w głowie odliczać ostatnie 6 do końca. I tu przy ostatnim nastąpił zonk, bowiem całkowity dystans grubo nie zgadzał się, wcześniej wogóle na to nie spoglądałem. W trakcie całego biegu wizualizowałem jak to na ostatnim kółku pogonię urywając kilka sekund. Teraz natomiast mocno zdezorientowany zacząłem niby cisnąć, ale z pewną dozą nieśmiałości nie na 100%.. Dużym błędem było nie ustawienie na zegarku wyświetlania całkowitego czasu, który pozwoliłby mi się zorientować w sytuacji. Tak zastopowałem zegarek, dopiero po trzech sekundach pokazał rezultat w okolicy 18:25, nie dałem się nabrać i momentalnie ruszyłem do drugiego ataku. Ale to już nie było tak jak bym zrobił to raz a porządnie, byłem już jednak podgotowany. Uznaję to za frycowe, pierwszego startu na bieżni z własnoręcznym pomiarem. A na wynik mogło to mieć co jedynie kosmetyczny wpływ.
Nabiegałem 19:33, co uznaję za bardzo dobry rezultat w tym momencie. Ponowne bieganie po bieżni znów było fajną sprawą i doświadczeniem. Przy właściwie obranej intensywności i utrzymywaniu jej, taki bieg po prostu sam płynie bez nadmiernej potrzeby monitorowania tempa.
Natomiast ten błąd pomiaru wynikł z niepotrzebnego doliczenia pierwszych 200m i policzenie ich za okrążenie.

Tak rozkładały się czasy poszczególnych 300m, poza poz.1 (200m) i poz.16 (600m)
1 0:50,6
2 1:13,4
3 1:12,7
4 1:11,2
5 1:11,1
6 1:11,8
7 1:10,5
8 1:10,3
9 1:10,6
10 1:11,1
11 1:09,6
12 1:10,1
13 1:09,3
14 1:10,8
15 1:09,7
16 2:09,9

15.08 – Dziś po podróży powrotnej zrobiłem krótkie rozbieganie rozprostowujące kości na dystansie 5km.

Podsumowując biegowo urlop, jestem zadowolony z tych czterech udanych treningów, wyszły wręcz lepiej niż się spodziewałem. Pewnie jakaś w tym zasługa nastawienia, wchodzi lżej kiedy człowiek wie, że reszta dnia już laba. Pozostałe treningi były wypełniaczami, gdzie w żadnym stopniu nie spinałem się ich kilometrażem czy tempem. Priorytetem było wrócić przed 9-tą na rodzinne śniadanie, a wstać wcześniej by zrobić coś więcej jakoś się nie chciało. W końcu urlop, nie obóz biegowy. Też przytyłem, ale nie dużo, gdyż i tak ciągle jest za dużo.
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek


16.08 – Pisałem jak spasowało mi bieganie po bieżni. Pierwsze, co zrobiłem po powrocie do domu, to wyszukałem na mapie najbliższą siebie. Właściwie widziałem o jej istnieniu wcześniej, ale wówczas nie budziła u mnie zainteresowana. Dziś pobiegłem obejrzeć na żywo. A jak już tam byłem, to i wydumałem trening.
6x400m#P400m
Ponieważ zamierzam w następny weekend wystartować na 3000m po stadionie. Toteż dzisiejsze czterysetki chciałem biegać szybciej od planowanego tempa na zawodach. Czyli w okolicach 3:30-35min/km, co się przekłada się na 84-86sek/400m.
Wyszło jak poniżej, częściowo planowo a kilkakrotnie ciut szybciej. Choć może być to winna startu lotnego, jak też nie mam całkowitej pewności względem długości torów.
IMG_1964.jpg
Wymierzyłem znów mało dokładnie, czyli krokami i GPS. Pierwszy tor jest na pewno krótszy, wyszło ok.180m, biegałem więc na zewnętrznym trzecim, gdzie zmierzyłem ok. 195m. Na razie muszę bazować na tych pomiarach, może kiedyś wybiorę się z kołem.
Przerwy robiłem w biegu, starałem się pokonać dwa okrążenia w okolicach dwóch minut.
Generalnie powtórzeń mało, lecz i tak trudny trening. Po piątej próbie nosiło już mnie na boki w truchtanej przerwie. Też może za wcześnie było takie bieganie po sobotnim sprawdzianie.

Natomiast sama bieżnia świetna, nowiutka i wygląda na kameralną, mimo że w środku osiedla nie wydaje mi się, aby była mocno oblegana. Zapomniałem zwrócić uwagę czy ma oświetlenie. Zapewne będzie ku temu okazja, zamierzam co jakiś czas korzystać z niej. Oddalona jest nieco ponad trzy km, jak obczaję optymalną trasę dobiegu, może wyjdzie trzy. Po bardzo konkretnych treningach, wydaje się być ciut daleko na powrót, ale na takie mogę podjechać autem bezpośrednio po pracy.
IMG_1962.JPG

Podróże poszerzają biegowe horyzonty. :oczko:
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek

18.08 - Bieg spokojny, 10km w 5:20min/km. Brr, 19 stopni, długi rękaw, mimo to chłodno. Do tego nogi lekko rwały wieczorem, jakbym biegał nie wiadomo co. Ogólnie średni nastrój, że spać poszedłem o 22-giej. Przy tym już myślę o jutrzejszym dość ciężkim treningu, jak mi się nie chce.
Byś może urlop był za długi, stąd teraz marudzę. :bum:
Awatar użytkownika
jacekww
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2177
Rejestracja: 08 wrz 2015, 14:56
Życiówka na 10k: 38:27
Życiówka w maratonie: 3:53:44
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Obrazek


20.08 – Założenia 10km@5:10+5km@4:35+5km4:20
Trening z gatunku, nie chcę, ale muszę lub przynajmniej powinienem. O tym, że nie chcę informowałem już wczoraj. I tu nic się nie zmieniło do dnia dzisiejszego. Nadeszła godzina zero, a z nią ulewa. Odetchnąłem z ulgą. Rozkładając elektryka wiedziałem już, że przytnę trening.
Zamiast wstępnych 10km zrobiłem jedynie 5. Dalej planowo, choć zapatrzywszy się na kolarstwo, przebiegłem 5,5km w pierwszym tempie. Końcowe 4,5km błędnie przeliczyłem prędkość na tempo o 5 sekund wolniejsze, wyszło więc po 4:25min/km. Samą końcówką postanowiłem nieco się ukarać za te dzisiejsze oszustwa. Zatem przedostatni km zrobiłem w 4:00, a ostatni w 3:45. Także nieplanowo najszybsza dycha w tym roku 43:59, oraz najdłuszy dysnats na elektryku w całej historii.

Pewien niesmak pozostał, trudno oszukać samego siebie. Tyle, że jak na dotychczasowe 13 tygodni przygotowań, zaliczyłem 2 czerwone i 1 zółtą kartkę. Za to parę razy wzmocniłem drobnym akcentem lekki bieg. Raczej więc sumarycznie bez uszczerbku jak dotąd.
Wstępnie, na razie jeszcze bez zapisów, mam w zamyśle od przyszłego weekendu dotrzeć się kilkoma startami na różnych dystansach. Niby docelową imprezą jest HM za cztery tygodnie. Ale wcale nie mam przekonania, czy to akurat będzie ten start, który przyniesie najwięcej radości w tym sezonie. Generalnie cool będzie móc znów poczuć atmosferę zawodów i rywalizacji.
ODPOWIEDZ