Przemek, szybciej! - krzyknął Rolli

Moderator: infernal

Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

3x30 + 3x50 + 3x150 TWL p. 3'

Kolce lover <3

Ogólnie mega samopoczucie, mimo dalej obolałych czworogłowych.
Generalnie zaczynam dochodzić do wniosku, że zbyt dlugi sen też źle na mnie działa :hahaha: takie optimum to 7,5-8h.

Dzisiaj była moc. Mimo, że nie przepadam za sprintami (bo się więcej chodzi niż biega).
30m fajnie, mocno ale jednocześnie luźno.
Podczas 50m tempo zeszło w okolice 2:15/km czy nawet ciut szybciej.
150 twl też przyjemnie weszło. Czasów nie podaje, bo tu chodziło o wykonaną robotę. Na moje oko solidnie conajmniej.

Reasumujac: gdybym dyspozycję z dzisiaj miał w środę to 3x2 spokojnie byłoby domknięte. Strasznie mam do siebie pretensje, że nie powalczyłem.
Ale z drugiej strony jeśli na rozgrzewce tętno wbija na 160 to się coś dzieje.
No nic, było minęło. Wnioski wyciągnięte.

Ps. Waga mi się chyba ustabilizowała na poziomie 70kg. Dzisiaj równiutko. Dołożyłem troche kcal, nie ograniczam się w podjadaniu i jakiś progres jest.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

15km w 4:20-30 (co 1km 20sek przyspieszenia w tempie ~3:30)

dzisiaj bez tętna, bo bateria padła. zorientowałem się w momencie, gdy po 20sek przyspieszenia miałem tętno 113 :hahaha:

Obrazek

bieg bym podzielił na dwa etapy. 7,5 i 7,5km :bum:
pierwsza połowa bardzo pod górę i z wiatrem w twarz. przyspieszenia dosyć często wypadały pod górkę.
znowu druga część bezwietrzna i praktycznie z górki. do tego stopnia, że tempo jednej z przebieżek zeszło poniżej 3:00/km.

jak widać teren mocno pofalowany, więc tempo poszczególnych kilometrów też rozstrzelone. jak pod górkę, to szło bliżej 4:30. jak z górki to często zwalniałem pod 4:45 żeby nie przeholować.
same przyspieszenia też bardzo przyjemnie, o wiele lżej niż ostatnio. starałem się ruszać ruszać te 3-4sek wcześniej żeby te 20sekund było faktycznej roboty.

jeśli miałbym samemu wedle samopoczucia określić tętno, to było najczęściej było pomiędzy 160 a 170. biorąc pod uwagę oddech i samopoczucie.

całkiem fajnie, o wiele lżej niż w tamtym tygodniu. fakt faktem pogoda bardziej pomagała, ale mimo wszystko jakoś lżej dzisiaj to szło.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

8km luźno + 4x60m p. 25sek

kiedy wiem, że wchodzę na tętno +/- 160? zaczyna mi się luźno oddychać :hahaha:

Obrazek

bateria w pasie wymieniona a tu tętno ok 150, bo z ciekawości sprawdzałem. dziwna sprawa, ale - adaptacjo, robisz to dobrze.
znowu pogoda robi się ciekawa, piekarnik grzeje.
nogi lekko obolałe, początek jak zawsze wolny. później dosyć spokojny bieg. trochę pod górkę trochę z górki. nic szczególnego.

ciekawostka. wczoraj znowu naładowałem się węglami i dzisiaj ciężary. czyli dzień przed treningiem nie mam co się ładować, bo źle to na mnie działa.

tydzień zamykam z 72km na liczniku. raz czy dwa razy miałem taki kilometraż tygodniowy. poza lekkimi boleściami nóg, co jest normalne - żadnych strat. jest dobrze. teraz tylko ładnie żeby się wszystko zgrało i będzie git

PS. Rolli, rozwodu nie będzie. ale żona się śmiała i kazała zapytać czy masz jakiś zestaw ćwiczeń dla kobiet w domu, bo na wszystko pozwalają mężowi :hejhej:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

6x1km w 3'30 p. 2'

STAŁO SIĘ! Wyjąłem next% z pudełka i wziąłem je na trening! :hahaha:

W sumie nie wiem od czego zacząć. Może od razu przejdę do sedna:

1. 3:30.51 (174/182)
2. 3:30.82 (177/188)
3. 3:30.30 (180/189)
4. 3:28.51 (181/191)
5. 3:29.61 (180/191)
6. 3:27.08 (181/191)


Nie no, nie będę oszukiwał. Czułem się dzisiaj mocny. Rozgrzewka na spokojnie, gdzie tętno podeszło pod 160 dopiero w okolicach tempa 4'35-40.

Każdego powtórzenia nie będę opisywał, ale po zeszłym tygodniu postanowiłem nie szaleć. Co widać. Pierwsze trzy tempomat. Dlatego też podałem setne sekundy.

Czwarte to jest z ciut mocniejszą końcówką, ale wyszło to tam samo z siebie.
Pod koniec piątego zacząłem czuć obolałe czwóreczki, ale samopoczucie bardzo dobre.
Ostatnie, szóste. Wiedziałem, że to koniec to na ostatnich dwustu metrach postanowiłem pobiec ciut mocniej, żeby spróbować niby finisz. 800m miałem w 2:48 a wyszło jak widać.

Po ostatnim tygodniu - nie tyle co się bałem - ale byłem bardzo ciekawy jak to wyjdzie. O ile tempo w odcinku 1km nie robiło wrażenia, tak bardziej zastanawiała krótka przerwa. Ale jak się okazało, nawet pomiędzy 5 a 6 powtórzeniem była wystarczająca.

Dzisiaj był ten dzień, ze jak miałbym pobiec 8, to nie wyglupialbym się z finiszami tylko pobiegł 8 równo.
Do tego stopnia, że bardziej niż tempa pilnowałem kroku. Kadencja ze stryda: 170, 171, 172 i 3x173.

Varporfly next% - genialny but. Biegło mi się bardzo dobrze. Poczucie tempa prawie jak w kolcach, tylko mięciutko. Natychmiastowa reakcja na zmianę tempa. Sam but dopasowany jak pantofelek. Czyli tak jak lubię. Jedyny minus to ten niby trzymacz pięty. To mi akurat przeszkadza.

Reasumujac: top. O ile 3x2km troszeczkę mnie podkopało, tak dzisiaj już wiem, że będzie dobrze.
Taka mała dygresja: jak dużo daje głowa. Dostałem plan, to sobie postanowiłem, że będę "profesjonalny" i trzy tygodnie nie ruszę alko. Dwa się tego trzymałem.
W końcu jestem tylko ambintym amatorem i nie mogę i nie powinienem narzucać sobie pewnych rzeczy. W piątek piwko, sobota drineczek, niedziela to samo. Głowa puściła, nie myślałem o tym jaka orka będzie. Wyszedłem i zrobiłem swoje.

Niech wyznacznikiem dyspozycji będzie tętno. Średnie z każdego interwału +/- 180.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

8km luźno + 4x60m p. 25sek

Tętno niższe o 14 przy 32 stopniach niż o 6 rano przy 15.

Obrazek

ale jak pięknie tętno dryfowało. nogi ciężkie, uda obolałe. ale za to URLOP!

bieganie bardzo rozsądne, dostosowane do warunków. przebieżki też swobodnie.
teraz już za dużo nie zrobię, więc lepiej zapobiegać niż leczyć.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

6km luźno + 4x60m p. 25sek

sztywno, ciężko, topornie. ogólnie masakra.

Obrazek

i duszno. w dodatku wczoraj przywieźliśmy młodą ze wsi i się zaczyna. poszedłem spać po 23 a o 5:30 już była pobudka bo dziecko zaczyna swoje cyrki.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

Urlopowa piąteczka w 3'35

jeśli ci się nie chce, to wiedz, że jest dobrze.

dawno nie miałem takiego spokoju przez testem/zawodami. zero emocji i zero stresu. szedłem jak po swoje.
mimo, że nie poszedł trening 3x2km. ale to jak siadło 6x1km było tylko potwierdzeniem.

dzisiaj miałem pobiec parkrun. ale po burzach w tygodniu w czw poszło info, że bieg jest odwołany ze względu na bałagan w parku. więc wiedziałem, że zrobię to po swojemu albo wcale.

czyli pobudka o 5! :hej:
(kawałek specjalnie dla Seby) kawka, toaleta, suplementacja. toaleta.

2km rozgrzewki, abc. dyspozycja dzisiaj nie była taka lekka jak we wtorek. łydki zachowywały się bardzo podobnie do nieudanego treningu. nogi ciut sztywne, ale na szczęście tętno dosyć spokojne. i to był dobry znak.
podczas przebieżek nogi dziwnie się zachowywały. ale nie ma co przedłużać. miejmy to za sobą.

1. 3:34.51
no to hop. cel na ten kilometr: nie przestrzelić, nie przedobrzyć. nawet w 3:37 celowałem bo wiedziałem, że na dystansie 5km spokojnie 2s nadrobię. km zleciał dosyć szybko, ale ostatnie 200m musiałem podgonić bo 800m było w 2:54 bodajże czy nawet 55. hr 172/184. luźny kilometr.

2. 3:35.62
bez historii w sumie. może to dziwnie zabrzmi - ale widząc reakcję organizmu, sposób oddychania, krok biegowy - wiedziałem, że to się uda. nie miałem 100% przekonania ale byłem spokojny. 186/188.

3. 3:34.22
powoli zaczynało robić się ciężkawo. ogólnie tempomat się włączył. przestałem kontrolować międzyczasy co 200 a zacząłem co 400m. i praktycznie wszystko w punkt. 400m w 1:25/6 a 800m w 2:52. większy kryzys pojawił się mniej więcej na 2600 a 2700, kiedy wbiłem na tętno +190, ale jeszcze pod kontrolą. hr 190/193

4. 3:34.67
no to się zaczęło. w momencie jakby mi ktoś przykręcił kurek z tlenem. nawet pojawiła się myśl, żeby po 4km skończyć. troszkę włączyła mi się kalkulacja, żeby sobie tutaj lekko zwolnić i odpocząć ciutkę, złapać trochę tlenu. mówiąc żargonem - polecieć na doświadczeniu. łydki bolały, tlen się kończył, jelita zaczęły się buntować. i jeszcze najgorsze co mogłem zrobić: zacząłem odliczać kółka. zostały trzy okrążenia. 194/197

5. 3:26.61
jak 4km złapałem w 3:35 to wiedziałem, że mam to. byle do końca, byle spokojnie dobiec. oddechowo już bardzo ciężko, nogi powoli odmawiają posłuszeństwa. dwa do końca. byle do 600m. jak dobiegniesz to już ostatnia prosta. ostatnie koło. i jakoś tak bezwiednie zacząłem przyspieszać. 200m do końca i po prostu puściłem nogi luzem. 100m, fajny długi krok, bez sprinterskiego finiszu. system kontroli tempa na finiszu nawet zarejestrował tempo poniżej 3'/km. szok. hr 197/200
zatrzymuje zegar, sprawdzam jaki czas:

17:45.6

i się kładę. nie powiem. zaskoczony jestem. o ile samemu wiedziałem, żę coś koło 17:50 jestem w stanie ukręcić, tak 17:46 jest niespodzianką in plus. gdybym wiedział, to bym szybciej finisz zaczął aby zrobić sub17:45 :hahaha:

udało się. w sumie nie wiem co mam więcej napisać. fajnie dołożony tlen do wypracowanej szybkości z sub3/km i sub60/400m. może i miałem wątpliwości przez jakiś czas co do tempa testu. ale z drugiej strony jestem w o wiele lepszej formie niż w grudniu, gdzie dosyć swobodnie zrobiłem 10:23/3km. tam tempo 3:27 weszło przyjemnie.

dzisiaj głowa pracowała top. trzy kilometry były bardzo "swobodne" bez liczenia kółek. jeszcze chyba nigdy mi się nie zdarzyło, że bieg na bieżni mnie nie męczył. pod tym względem był luz. 4km trzeba było ciut powalczyć. a końcówka to już formalność.

warunki pogodowe idealne. 18 stopni, lekki wiaterek. nic więcej mi nie było potrzeba do szczęścia. ładowanie węglami zrobiłem w czwartek, dlatego wczorajszy rozruch był dramat. wczoraj racja żywnościowa już była w standardowych porcjach, włącznie z gotowanym mięskiem na obiad. dzisiaj waga startowa to 70,7kg. czyli nie jest źle, ale można coś tam jeszcze popracować.

urlop. jutro jadę nad morze, więc wolne. od poniedziałku coś tam sobie będę truchtał i nawadniał :hej:
czy będę pisał przez tydzień? w sumie nie wiem, szybciej wrzucę w garminie aktywności jako publiczne.

Czołem!
PS. relacja taka licha, bo w sumie średnio pamiętam bieg, taki skupiony byłem :bum:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

"ROZTRENOWANIE"

w zeszłą sobotę machnąłem sobie piąteczkę w 17:46, więc trzeba było coś zluzować. wieczorem piwerka, pakowanie, dopinanie szczegółów. niedziela pół dnia w aucie, później rozpakowywanie gratów. pokazanie młodej morza, rozeznanie w miejscówce. nie ma czasu. ale następnie:

19.07
Rano: 2km + 4km po 4'20 + 2km luźno

Obrazek

pierwsze rozbieganie nad morzem. wcześniej w domu zrobiłem rozeznanie w trasach biegowych i padło na las. ok 700m dobiegu do lasu i sam asfalt w lesie miał ok 5km.
na początku trochę sztywno, ciężkawo było się wstrzelić w tempo, noga średnio chciała podawać. jakoś się dotoczyłem, pierwsze śliwki robaczywki.

Po południu: 10x 50m/50m TWL
zabawa biegowa. na drugą sztukę wybieram sobie inną trasę z drugiej strony. ścieżka rowerowa. ostatecznie okazuje się dosyć lipna, bo często trzeba zmieniać stronę.
2km luźnego rozbiegania. abc w formie 1km ćwiczeń zakończonych trzema przebieżkami. TWL szybko luźno, ogólnie bez większej historii. konkluzja taka, że trzeba to biegać na bieżni przy oznaczeniach, nie na planowanie w zegarku.

20.07
R: 2km + 4km po 4'20 + 2km

Obrazek

coś się ruszyło. dwa km rozgrzewkowe dosyć przyjemnie. jak na mnie na niskim tętnie. 4km właściwe też lżej niż dnia poprzedniego. noga chętniej kręciła, tętno też ciut niżej. nogi dosyć lekkie jak na dwa biegania dnia poprzedniego.

Pp: 6x1km w 3'50 p. 2' w truchcie

przepis na katastrofę? zjeść kiszonej kapusty, popić wodą i iść biegać :hahaha:

1. 3'50
2. 3'49
3. 3'47
4. 3'51
5. 3'50
6. 3'48


dziwne bieganie. niby 3'50 ciut szybciej, ale nie za szybko. lecz miałem ogromne problemy, żeby się wstrzelić w tempo. dodatkowo od drugiej sztuki taka rewolucja w kiszkach mi się zrobiła, że jeszcze jedno uciągnąłem. ale miałem do wyboru: albo w portki albo w leśne krzaki. więc pomiędzy 3 a 4 przerwa ciut dłuższa niż 2'.
ogólnie dosyć toporna jednostka, bo w ciągu dnia trochę pochodziliśmy i wychodziłem na trening ze sztywnymi nogami.

21.07

R: 2km + 8km po 4'20 + 2km

Obrazek

umęczyłem się. we wtorkowy wieczór posiedziałem ciut dłużej, piwek ciut więcej i rano były ciężary. trasa podzielona na dwa etapy: 2km + 4 roboty -> nawrotka -> 4km roboty i 2 luzu.
pierwsza część dosyć znośnie. jakoś szło, pod względem kroku i pod względem wysiłku. po nawrotce już było ciut ciężej, ale bardziej pod względem nóg. były zwyczajnie zmęczone. pod względem tlenu był zapas i to całkiem spory. ale generalnie ciągnęło się to 8km.

Pp: aktywna regeneracja

pojechaliśmy z dąbek do darłowa i cała trasa przez darłówkowo do dąbek na nogach. zrobiłem na nogach ponad 25k kroków, z czego spora część po plaży. więc wpadł tlen z siłą :hejhej: stopy miałem skatowane

22.07
R: 2km + 4km po 4'10 + 2km

Obrazek

pierwszy km na szczudłach. siedziało w nogach maszerowanie po plaży. lecz im dalej w las tym jakoś lżej to szło. a nawet musiałem się hamować, żeby nie przeholować z tempem. poszło zaskakująco lekko.

Pp: 12x 1'/1'

Obrazek

najlepsze samopoczucie przed "dwójką". być może dlatego, że najbardziej leniwy dzień wypadł. już na rogrzewce noga była dosyć lekka i chętna.
nie bardzo wiedziałem jakim tempem mam to biegać. więc założyłem, że spróbuję się z tempem 3'20/km. ale po drugiej minucie stwierdziłem, że to bez sensu. resztę treningu skupiłem się na tym, żeby było szybko i jednocześnie luźno przy próbie utrzymania jak najlepszej techniki. i to był strzał w dziesiątkę. bo nie dość, że zaczęło iść dosyć szybko, to jeszcze nie skupiałem się na pilnowaniu czasu.
1 i 2 na dogrzanie, ok 7 i 8 pojawił się lekki kryzys. od 10 minuta przerwy totalny odpoczynek.
wyszło lepiej niż mógłbym przypuszczać, co widać po tempie.
a dodam tylko, że żeby wyszło takie średnie tempo, to trzeba biec szybciej :hej:
generalnie po wszystkim zastanawiałem się, czy nie za mocno to weszło, ale ogólnie mega robota tlenowo poszła.

23.07
R: 2km + 4km po 4'10 + 2km

Obrazek

nogi ciut obolałe po zabawie na minutkach. tlenowo spory progres, bo 4'10 na tętnie ciut ponad 160. dodatkowo musiałem się hamować bo noga chętnie chciała rwać do przodu. gdybym sztywno pilnował tempa to nie byłoby takiego dryfu tętna. ale bardzo pozytywne zaskoczenie stosunek tempa do tętna.

Pp: 6x 50m/50m TWL
nie będę oszukiwał, trening na odfajkowanie. zjechaliśmy do bydgoszczy w odwiedziny do rodziny żonki i wyrwałem się na pół godzinki.
garmin po tym treningu pokazał pułap tlenowy na poziomie 60. śmiałem się do cichego na stravie, że tylko na 12h bo wjechała pizza i browarki.

24.07
R: 12km luźno

Obrazek

bydgoszcz, miasto górek.
dramat. z rana wybrałem się na wybieganie mając w perspektywie cały dzień na działce i grillu ze względu na urodziny żony chrześniaka.
a tak to jest, jak się biega nie po swoim mieście.
znalazłem jakieś małe koło. początek dosyć leniwy. biegnę mijam kolejne ulice. i nagle na trzecim kilometrze wpada mega długi zbieg. to puszczam nogę luźno ale pod kontrolą żeby nie przedobrzyć.
trochę płaskiego terenu. i nagle z drugiej strony pętli pojawia się podbieg. :hahaha: no cóż. przecież i tak muszę tam pobiec.
uporałem się z nim, tempo chwilowe w okolicy 5'30. więc na drugą pętle postanawiam się pokręcić ciut bliżej.
do 10km jest okej, kiedy to zmiast skręcić lecę prosto i ta sama historia. znowu zbieg. ah shit, here we go again.
skręcam w lewo a tam ulica "na wzgrórzu". i tabliczka: nachylenie ulicy 9%. zasapałem się.
ostatecznie wyszło ponad 12, bo trzeba było wrócić.

profil trasy według garmina:
Obrazek
_______________________________________

mega robota poszła przez ten tydzień. aczkolwiek mógłbym to zrobić lepiej, gdybym postawił na większy odpoczynek i mniejszą ilość alkoholu. i gdybym sam był na wakacjach to byłbym w stanie to ogarnąć, że by tak było.
w sumie wyszło 10 jednostek w 6 dni, gdzie łączny kilometraż wyszedł 91,4km.
fizycznie czuje się bardzo dobrze, tlenowo też poszedł mega progres. widzę, że tętno spadło w stosunku do tempa. aczkolwiek jestem ciekawy jak to będzie wyglądać w mieście. bo będąc nad morzem miałem trasę przez las, gdzie temperatura była o jakieś 3 czy 4 stopnie mniejsza.
ogólnie wagi czy jedzenia nie pilnowałem za bardzo. chociażby ze względu na dwie sztuki dziennie i ze względu na urlop. będzie czas będę pilnował wagi znowu.

no, wyprowadziłem bloga na prostą. powoli trzeba kończyć roztrenowanie i wchodzić w jakiś trening. :spoczko:
teraz będę już na bieżąco was spamował, macie pytanie to piszcie, bo pewnie pół rzeczy zapomniałem napisać to co myślałem w ciągu tygodnia :bum: :bleble:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

R 2km + 3km po 4'15 + 2km

powrót do miejskiej dziczy

Obrazek

w takich chwilach zazdroszczę ludziom posiadania lasu na wyciągniecie ręki. w dąbkach las płaski jak stół, wszystko jakoś lżej szło.
generalnie dzisiejszy poranek ciężki, bo wczoraj wieczorem dwa piwka do zaległej relacji, kolejne dwa do kolacji. a na kolację śmietnik w postaci paluszków, chipsów, jakiś kanapek z kremem czekoladowym.
więc rano ogólnie tętno wyższe ze względu na wieczór oraz na teren. znowu zaczyna się bieganie po 4'50 na tętnie 160 :hahaha:

waga rano 73kg. ciut boli, ale z drugiej strony biorąc pod uwagę ile niepotrzebnych kalorii przyjąłem w postaci lodów czy browarów to jestem spokojny. ogólnie wychodzi 2kg nadbagażu w stosunku do testu na piątkę. tydzień, góra dwa, powrót do mojego standardowego menu i wracam do 70kg, może nawet coś ekstra uda się zrzucić.

Pp 2km + 3km po 4'15 + 2km

zestaw wieczorny taki sam jak poranny

Obrazek

zdecydowanie chce do lasu. jezu jaki gorunc. ta sama trasa, ten sam sprzęt (tylko w innym kolorze :hahaha:), te same buty. tylko z 8 czy 9 stopni więcej.
już teraz wiem, że w łodzi mimo mniejszej aktywności pomiędzy treningami regeneracja będzie ciut słabsza. być może ze względu na pogodę.
początek całkiem niezły. do pierwszego podbiegu. ale samo mięsko jakby ciut lżej niż rano.
ogólnie po południu jakiś taki bardziej zmęczony byłem. być może dlatego, że jest luz i bez spinki człowiek chodzi, bo jest u siebie.

jak na pierwszy dzień nie jest źle. trzeba się przestawić na bieganie po chodnikach między ludźmi. skupić się na odpoczynku i ciut ograniczyć alkohol.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

R 6km po 4'30

no, temperatura jak w dąbkach. szkoda tylko, że lało.

Obrazek

Roland. wiem, że za szybko. zdaję sobie z tego sprawę. ale przez poprzedni tydzień tak się obiegałem w tempie 4'30/20, że teraz w sumie bez większego problemu noga chętnie wkręca się w takie tempo. i to w sumie dosyć luźno.
i w kroku i o dziwo w oddechu biorąc pod uwagę wczorajszy dzień.
deszcz. wszędzie kałuże. w sumie to szum padającego deszczu mnie obudził. na samej trasie trzeba było skakać i omijać wodę.
i zgodnie z tradycją przestałem biec to przestało padać.
wykon ogólnie mnie pozytywnie zaskoczył, bo chyba nie miałem jeszcze takiej korelacji tętna do tempa na mojej standardowej trasie.

Pp 6x333m w 62sek (3:05/km) p. 1'

jeśli ja już biorę wodę na trening, to już jest zdecydowanie ciepło.

1. 61.6
2. 61.5
3. 59.8
4. 61.2
5. 61
6. 60.4


mała poprawka do porannego biegania: jednak nie było tak lekko jakby się mogło wydawać.

dziwne to było bieganie. od początku nogi ciężkie. być może związane jest to, że zwyczajnie mniej się ruszam pomiędzy treningami. nad morzem aktywniej jakoś spędzałem "okres pomiędzy".
druga strona medalu, że temperatura też idealna na szybkość. prawie 30 stopni i bieżnia całkowicie odkryta. dopiero pod koniec słoneczko zaszło to jedna prosta była w cieniu, ale wiało :hahaha:
2km rozgrzewki, abc tak ciut spokojniej bo temperatura robiła swoje, więc mięśnie spokojnie dogrzane.
jeny, jakie dziwne było założenie kolców. a przebieżki to już ogólnie dramat. nie byłem w stanie się rozpędzić. wszystko zesztywniałe i bez luzu.

słówko wyjaśnienia: 333m bo to jest jedna pętla na mojej bieżni. czyli dzisiaj taka mocniejsza zabawa 1'/1'.
start z kroku, dwóch max. każdego powtórzenia nie będę opisywał. międzyczasy pilnowane co 100m, wszystkie praktycznie w punkt tak samo:
100m - 17,5/18
200m - 35/36
300m - 53/55

końcówka czasem luźniej, czasem nie. pierwsze typowo na dogrzanie, kolejne trzy pełna kontrola. a ostatnie dwa to ciut ciężej ze względu na to, że od 150 do 250m pod mocny wiatr. nogi ciut zmęczone, bo dosyć dawno nie biegałem w kolcach.
oddechowo wymagająco, mleczanu nie było. dopiero po ostatnim (ze względu na mocniejszą końcówkę) chwilkę się podpierałem.
2km rozbiegania i do domu.

zaryzykuję stwierdzenie, że zeszłotygodniowa zabawa 12x 1'/1' weszła lżej. dzisiaj zdecydowanie brakowało luzu. być może przez drugą sztukę. a być może dlatego, że dawno nic takiego nie biegałem.

co cieszy? że każda sztuka pod pełną kontrolą, bez większych kryzysów. minutka przerwy bardzo fajna, aby uspokoić oddech. nogi mimo zmęczenia też nie robiły większych problemów.

nie jest źle. konsekwentnie dalej robimy swoje.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

12km po 4'40

jeśli ja już pilnuję tempa to jest dobrze :hahaha:

Obrazek

uda zmasakrowane. początek dosyć przyjemny. bardzo byłem zaskoczony niskim tętnem. pierwszy km rozruchowy standardowo, później znośnie. bieg w cieniu przy przyjemnym wietrze.
ale od 4 do praktycznie 9 km patelnia. zero cienia, zero wiatru. pełne słońce nad głową. i ja to zwyczajnie czułem. biegło mi się źle, topornie. krok zrobił się strasznie krótki. widać to też zresztą po tętnie, bo pojawił się dryf.
od 9 coś się przegryzło, znowu było ciut cienia i wiatru więc jakoś poszło.

ale uda bolą, są zwyczajnie zmęczone. pod koniec kadencja bliże 170 niż 165. a na tej wyższej nad morzem biegałem sobie po 4'10.
dzisiaj zdecydowanie stawiam na odpoczynek.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

R 2km + 3km po 4'10+ 2km

Dziwny był to bieg.

Obrazek

Wczoraj odpocząłem. Jedna sztuka więc resztę dnia leniuchowłem. Do tego stopnia, ze spałem ponad godzinę po obiedzie a od 20 praktycznie leżałem. Snu też wpadło ponad 8h

Nogi niby nie obolałe, ale mimo wszystko jakieś sztywne.
2km rozgrzewki niby lekko ale topornie. Tętno bardzo niskie jak na mnie.

3km to już w ogóle karuzela. Ruszam. Zero wyczucia tempa. Jakoś tak wolno się wydaje. Co prawda jest lekko z górki, ale patrzę na chwilowe a tam 3'55/km. Co prawda biegłem w zoom fly3, ale nie sądziłem, że tak będzie but oddawać.
Tętno na poziomie 160 przy tempie 4'00. Dziwna sprawa, muszę to obserwować bo oddech wcale lekki nie był.
Po drodze musiałem się odganiać od wiejskich psów, które wybiegają z bram więc postój.
Drugi km z nawrotką po 500m. Do nawrotki znowu brak wyczucia tempa, więc za szybko. Ale "na szczęście" znowu psy i znowu postój. Więc tempo spadło.
Dopiero na trzecim km tętno poszło do góry, bo było pod górkę. Ale i tak bliżej 4'00 niż 4'10.

Muszę poobserwować to tętno, bo nie wiem czemu nie chciało wejść na wyższy poziom. Oddechowo nie było tak jakoś super patrząc na tętno. A już mniej więcej po oddechu umiem oszacować tętno.

Czego mi brakuje? Jakoś tak mi siła uciekła z nóg. Pewnie jest to pochodną biegania po płaskim lesie a tutaj na wsi czy w Łodzi płasko nie jest.

Samopoczucie po biegu świetne, czuje się tak jakbym nie biegał.

Generalnie do obserwacji.

Pp 2km + 3km po 4'10+ 2km

wszystko ok, serduszko chętnie wchodziło na wyższe rejestry.

Obrazek

chyba zwyczajnie zbyt wypoczęty byłem.

fajnie jest biegać dwa razy dziennie. tylko ciężko się zebrać na drugą sztukę kiedy się leżakuje :hahaha:
znowu patelnia, 27 stopni, wiejska droga.

mega robota poszła, jestem bardzo zadowolony. MIMO TEGO, ŻE ZNOWU ZA SZYBKO. tylko szkopuł taki jest, że to była praca na długości kroku. fakt faktem, że teren pofałdowany. więc jak pod górkę przyspieszyłem, to z górki raczej nie zwalniałem tylko zostawiałem jak jest. kadencja każdego km z trójki: 166, 167, 165 (dane ze stryda).
i to nie było piłowanie, tylko uczucie lekkiego biegu. jakbym płynął.
kolejna sprawa to to, jak sprawnie przychodzi mi wejście na tempo 4'00. od tak. mimo wiejącego wiatru.
co prawda trochę się umęczyłem, ale biorąc pod uwagę teren, warunki pogodowe oraz tempo z tętnem to jestem bardzo zadowolony z wykonu.
bardzo przyjemnie się biega tempo 4'00 na tętnie 170.

aż chyba pójdę po piwo :hejhej:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

R 6km po 4'30

meh, nie lubię tak z rana.

Obrazek

jakiś taki zesztywniały byłem z rana, w dodatku trasa pofalowana.
jak już wszedłem w jakikolwiek rytm biegu, to ciężko było mi później zwolnić.
a jak zwolniłem, to to 4:30 wydawało mi się ślimaczym tempem.
ale jak nigdy bolały mnie uda. tak jakbym zakwasy miał.
w sumie trochę się zmachałem, ale jakoś też bez przesady.

Pp 6x1km w 3'45 p. 1'

aż strach pomyśleć co to będzie, jak przestanę pić i znowu zjadę z wagą do 70kg :hahaha:

zobacz Rolli, cyk do góry :hej:
Obrazek

1. 3'40 (realnie ok 3:42/3, bo źle zegarek ustawiłem) hr 170/178
2. 3:42,6 174/184
3. 3:42,3 176/186
4. 3:42,1 177/186
5. 3:42,6 177/185
6. 3:40,6 177/185


ostatnie szybciej dla Seby :bum:

Jeny, jak to wchodziło. aż sam w szoku jestem. w życiu się nie spodziewałem.
w dodatku biegane to było na stadionie w zoom fly3.

przyznam się szczerze, że nie chciało mi się abc robić. więc zrobiłem parę skipów, parę wymachów, trzy przebieżki.

i w sumie ruszam. nie chce mi się wszystkiego po kolei opisywac, szczególnie, że już dwa piwka na zakwas przyjąłem :hejhej:

wszystko pod pełną kontrolą. tętno po minucie przerwy spadało na poziom 140-150 pod koniec treningu.
nawet jak zaczynałem 200m w 45sek to im dalej na dystansie tym bardziej przyspieszałem. ale to też nie było piłowania. średnia kadencja 172 przy tempie 3:42/km.

o ile tlenowo było wszystko pod kontrolą (żeby nie było, potrafiło mnie przytkać na prostej pod wiatr), tak bardzo się umęczyłem fizycznie. zwyczajnie bolały mnie nogi i jutro będę miał zakwasy :hahaha:

nie wiem w sumie co miałbym napisać. na upartego jeszcze jedno czy dwa powtórzenia w takiej formie bym upchnął. dokładając do tego warunki (27 stopni i patelnia bez cienia, jedynie wiatr na prostej) to jest mega forma.

dobrze, że urlop się kończy. bo ciekaw jestem co to będzie na świeżych nogach :spoczko:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

2km + 3km po 4'10 + 2km + 6x40m p. 25sek

dzisiaj to dostałem po dupie.

Obrazek

betonowe nogi, tak bym określił dzisiejszy bieg.
od samego początku bolały mnie czworogłowe. kolana w sumie trochę też. regen poziom -2.

2km rozgrzewki i 2km schłodzenia po najniższej linii oporu. 3 środkowe bardzo pilnowane, żeby za wolno nie było. lecz mimo bardzo obolałych nóg tempo wchodziło nie najgorzej.
tętno też nawet nawet. nie ma co narzekać.

ale za to przebieżki wchodziły luźno jak nigdy., noga bardzo chętnie kręciła. garmin tempo maksymalne złapał nawet 2:33/km. szok. ogólnie ok 2:45/km się kręciłem.

____________________________________________________________

koniec. zakończyłem drugi tydzień "obozu". na liczniku 79km. ponad 10 mniej niż w tygodniu poprzednim, ale ten tydzień mnie bardziej zmęczył.
największą różnicę zrobił pewnie teren. teraz był on bardziej pofalowany niż nad morzem. tam miałem stół, tutaj walczyłem z górkami. ale dobrze, też odda.

przez te dwa tygodnie wykonałem mega robotę - szczególnie wytrzymałościową - co widać też po treningach. wiadomo, dało się to zrobić lepiej. ale jestem tylko ambitnym amatorem. i tak przez 12 dni zrobiłem 20 jednostek treningowych. gdzie normalnie tyle czasem robię w miesiąc.

wracam do normalnego trybu życia, do jakieś tam diety, do jakieś systematyczności.

nie wiem co mógłbym jeszcze dodać. może was coś ciekawi czy interesuje? :oczko:
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
Awatar użytkownika
Przemkurius
Zaprawiony W Bojach
Zaprawiony W Bojach
Posty: 2087
Rejestracja: 07 lip 2019, 18:26
Lokalizacja: Łódź

Nieprzeczytany post

8km po 4'30 + 4x50m p. 25sek

powroty bywają trudne.

Obrazek

szczególnie jak się nie śpi od 3:50. a jak zasnąłem to za trzy minuty był budzik o 5 :hahaha:

w żaden sposób dzisiejsza sztuka nie jest miarodajna. po prawie 5km musiałem zrobić przerwę, bo mnie w brzuszku zakręciło fest i musiałem szybciutko lecieć do domu. a po przerwie to już człowiek zastany więc byle skończyć.

co może cieszyć? że całkiem sprawnie wszedłem na tempo 4'30 a nawet ciut szybciej. w sumie bez większego problemu.
BLOG <-> KOMENTSY <-> GARMIN CONNECT <-> STRAVA

1000m - 2:57.92 - 20.06.2021 (bieżnia)
3000m - 10:23,18 - 19.12.2020 (atest - hala)
5k - 17:46 - 17.07.2021 (bieżnia)
ODPOWIEDZ