Bieganie.pl
https://bieganie.pl/forum/

cukier - wróg czy wspomagacz?
https://bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=20&t=55486
Strona 1 z 6

Autor:  fluorescencja [ Pt, 2 czerwca 2017, 09:19 ]
Tytuł:  cukier - wróg czy wspomagacz?

Hej, moją przygodę ze sportem zaczęłam niedawno - bo rok temu.
Do tej pory traktowałam cukier jako coś napędowego, tzn nie stroniłam np. od energetyków, batonów itd - wychodząc z założenia, ze biegam i ćwiczę to "spalę".
Kilka dni temu moja mama była na standardowych badaniach i nagle diagnoza - cukrzyca. Jako jedyna córka genetycznie jestem w grupie ryzyka. Nie mam jeszcze dzieci, nie chcę chorować (wiadomo, nikt nie chce) - i myśl - może jednak ograniczyć ten cukier? Jak mam sprawdzać teraz zawartość cukru w produktach - do ilu będzie ok? Jak patrzę na półki w sklepie, to praktycznie nigdy nie ma przy rubryczce "cukier" zera. Już umówiłam się też na badania, ale chce zacząć od razu działać.
Jakieś rady?

Autor:  charm [ Pt, 2 czerwca 2017, 09:28 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

fluorescencja napisał(a):
Jakieś rady?
tak, nie spamować... :sss:

Autor:  Bogil [ Pt, 2 czerwca 2017, 10:30 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Spożycie curku same w sobie to nie jest zagrożenie dla Ciebie. Co innego gdyby była to cukrzyca typu 1.
Dla Ciebie istotne jest to żeby nie przekraczać znacznie zapotrzebowania kalorycznego i jeść rozsądnie.
Cukier w okresie startu/treningu jest bardzo korzystny dla naszych wyników. Z niczym nie można przesadzać ale przedewszystkim z kalorycznością.

Autor:  RobertM [ Śr, 7 czerwca 2017, 12:17 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Ja jestem zdania, że cukier nam szkodzi. Wprawdzie raz na jakiś czas przyjęcie dawki jest nawet wskazane. Jednak cukier jest używką i w łatwy sposób można się od niego uzależnić, a jego późniejsze odstawienie nie jest łatwe. Podsumowując wspomagacz, a zarazem wróg.

Autor:  Bogil [ Śr, 7 czerwca 2017, 13:10 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/28330706 - sorry ale to co mówisz to BS.

Autor:  KrzysiekJ [ Śr, 7 czerwca 2017, 14:04 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Nie mam cukrzycy, a z cukrem mam problem.

Ogólnie rzecz biorąc jestem od węgli uzależniony i często nadużywam.

Jestem dość aktywny fizycznie, nie mam nadwagi, mam niski poziom tkanki tłuszczowej, ale jak przesadzam z cukrem to triglicerydy lecą mi w kosmos. Homocysteina też nieciekawie, ale w sumie nie wiem, czy jej poziom ma bezpośredni związek z przyjmowanymi węglowodanami.

Patrząc na najbliższą rodzinę jestem w grupie ryzyka zawałowego.

Myślę, że najrozsądniej jest najpierw zrobić sobie badania, a dopiero potem zastanawiać się jak aktualny sposób odżywiania wpływa na organizm.

Autor:  wojtekkos2 [ Pt, 9 czerwca 2017, 14:40 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Po badaniach radzę iść do dietetyka.

Autor:  Bogil [ Pt, 9 czerwca 2017, 15:48 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

KrzysiekJ napisał(a):
Nie mam cukrzycy, a z cukrem mam problem.

Ogólnie rzecz biorąc jestem od węgli uzależniony i często nadużywam.



Nie sądze! Raczej chodzi o słodycze które sa mieszaniną cukru i tłuszczu. Takie połączenie jest wyjatkowo smakowite i pomimo, że kaloryczność w większości pochodzi z tłuszczu to ludzie kojarzą słodki smak z weglowodanami i dochodzi do wniosku, że węgle tucza. NIE!

Autor:  Skoor [ Pt, 9 czerwca 2017, 16:03 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Eksperymentuje ostatnio ze slodyczami z niska zawartoscia tluszczy i co moge powiedziec... Maja zdecydowanie mniej kalorii i sa niby smaczne jak slodycze... ale to nie do konca to :bum: nie ma to jednak jak kawal dobrego kasztanka lub michalka ;)

Autor:  Yahoo [ Pt, 9 czerwca 2017, 16:20 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

RobertM napisał(a):
Ja jestem zdania, że cukier nam szkodzi. Wprawdzie raz na jakiś czas przyjęcie dawki jest nawet wskazane. Jednak cukier jest używką i w łatwy sposób można się od niego uzależnić, a jego późniejsze odstawienie nie jest łatwe. Podsumowując wspomagacz, a zarazem wróg.

Węglowodany uzależniają tak samo jak pszenica ktora ma w sobie narkotyk = egzorfiny - niektorzy nie maja w ogole świadomości ze to uzależnia na ich mozg.



Bogil napisał(a):
KrzysiekJ napisał(a):
Nie mam cukrzycy, a z cukrem mam problem.

Ogólnie rzecz biorąc jestem od węgli uzależniony i często nadużywam.



Nie sądze! Raczej chodzi o słodycze które sa mieszaniną cukru i tłuszczu. Takie połączenie jest wyjatkowo smakowite i pomimo, że kaloryczność w większości pochodzi z tłuszczu to ludzie kojarzą słodki smak z weglowodanami i dochodzi do wniosku, że węgle tucza. NIE!

A co tuczy wedlug ciebie?
Na pewno utrzymująca sie przez długi czas na wysokim poziomie insulina.
A co jeszcze?


Wysłane z mojego SM-T113 .

Autor:  Skoor [ Pt, 9 czerwca 2017, 16:27 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Tuczy nadmierna kaloryka przekraczajaca zapotrzebowanie.

Autor:  Yahoo [ Pt, 9 czerwca 2017, 17:04 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Okey
Znalazlem fragment Kwaśniewskiego.
Skoor, uwazaj lepiej, zaraz bedzie wielki boom i strach, i nie masz racji. Cos zapodam za chwile. Xd

Cytuj:

Tłuszczów nie należy się bać. Obawy, jakoby od tłuszczu zjedzonego (egzogennego) utyć można, są nieuzasadnione. Organizm odróżnia tłuszcz egzogenny od endogennego dzięki chylomikronom resztkowym, tzw. remnantom (apolipoproteina B-48 oraz B-100).Chylomikrony (frakcja B-48) mają dodatkowy ogonek białkowy, zabezpieczający przed wychwytywaniem w wątrobie i adipocytach, który odrywa się po wypakowaniu z tłuszczu pokarmowego na obwodzie z przeznaczeniem na utlenienie, i dopiero w takiej formie jest rozpoznawany przez hepatocytowe receptory LDL jako remnant, czyli szczątek do wchłonięcia.

Tyje się od tłuszczu wyprodukowanego w wątrobie z nadmiaru węglowodanów, białka, alkoholu, octu i całej reszty, która da się zamienić na octan. - mgr inż. Tomasz Kwaśniewski




Wysłane z mojego SM-T113 .

Autor:  Yahoo [ Pt, 9 czerwca 2017, 17:07 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Skoor napisał(a):
Tuczy nadmierna kaloryka przekraczajaca zapotrzebowanie.

Boomm dla ciebie. Tak kazdy papla kulturysta.


Cytuj:
6 lat później (w 2006 roku) ukazały się wyniki innych badań poświęconych wpływowi aktywności fizycznej na wagę ciała. Ich autorem był Paul Williams, statystyk z Uniwersytetu Kalifornijskiego Berkeley, oraz Peter Wood z Uniwersytetu Stanforda, zajmujący się wpływem wysiłku na zdrowie od lat 70-tych. Williams i Wood zgromadzili szczegółowe dane na temat niemal 13 tys. regularnych biegaczy, subskrybentów magazynu „Runner’s World”. Następnie w każdym kolejnym roku porównali ich tygodniowy „przebieg” z ich wagą. Okazało się, że ci, którzy biegają najwięcej, przytyli najmniej, ale wszyscy biegacze z roku na rok przybierali na wadze, nawet ci, którzy pokonywali ponad 64 km tygodniowo tj. prawie 13 km dziennie, 5 razy w tygodniu.

Co ciekawe, z powyższych obserwacji badacze, będący zwolennikami energetycznej teorii otyłości, wyciągnęli zaiste kuriozalne wnioski. Stwierdzili oni, że nawet najbardziej zagorzali biegacze powinni dodatkowo zwiększyć swój wysiłek fizyczny i biegać jeszcze więcej, aby z wiekiem wydatkować coraz więcej energii. Zdaniem Williamsa i Wooda, gdyby mężczyźni każdego roku dodawali dwie mile (ok. 3,2 km) do swojego tygodniowego „przebiegu”, a kobiety trzy mile (ok. 4,8 km), istniałaby szansa na to, że nie przytyją.

W przeciwnym razie proces gromadzenia się tkanki tłuszczowej jest, zdaniem badaczy, nieunikniony.

Warto zastanowić się, dokąd taka logika, oparta na matematycznym zarządzaniu kaloriami, prowadzi. Na przykład dwudziestoletni mężczyzna, który przebiega ok. 32 km tygodniowo (6,4 km dziennie, 5 dni w tygodniu), już po trzydziestce będzie musiał pokonywać dwukrotnie dłuższy dystans. Po czterdziestce będzie musiał biegać już trzy razy więcej (tj. ponad 19 km 5 dni w tygodniu). Wszystko wyłącznie po to, by nie przytyć. Natomiast kobieta, aby zachować zgrabną sylwetkę, po czterdziestce musiałaby biegać ponad 24 km, 5 dni w tygodniu. Przyjmując, że pokonanie ok. 1,6 km (tj.1 mili) zajmuje ok. 8 minut, wszystkie kobiety w każdy treningowy dzień musiałyby biegać przez 2 godziny, tylko po to aby nie przytyć. Znakomita perspektywa.

Każdy, kto wierzy, że otyłość bierze się z nadmiaru spożywanych kalorii w stosunku do kalorii spalanych (tj. dodatniego bilansu energetycznego), wierzy jednocześnie, iż aby nie przytyć musimy po czterdziestce niemal codziennie biegać półmaratony, a w każdym kolejnym roku życia zwiększać ten dystans. A może problem nie tkwi w kaloriach? Może coś innego niż dodatni bilans energetyczny sprawia, że tyjemy?

Wiara w to, że im więcej kalorii spalimy, tym mniej będziemy ważyli, opiera się na jednej, jedynej obserwacji. Polega ona na tym, że ludzie szczupli są bardziej aktywni fizycznie od ludzi otyłych. Ta obserwacja jest prawdziwa – na próżno szukać grubasów wśród uczestników maratonu. Jednak nie oznacza to, że maratończyk automatycznie przytyje, kiedy przestanie biegać w maratonach. Nie oznacza też, że osoba otyła zamieni się w szczupłego maratończyka, kiedy tylko zacznie uczestniczyć w biegach. Gdyby tak było, musielibyśmy założyć, że skoro koszykarze są bardzo wysocy, to osoba niska urośnie, kiedy zacznie regularnie grać w koszykówkę.

Na koniec zauważmy, że gdy tylko uwolnimy się z pułapki, w jaką wpędziła nas teoria bilansu kalorycznego, i przyjmiemy perspektywę biologiczną (np. hipotezę insulinową), od razu dostrzeżemy, dlaczego „odchudzanie przez sport” nie działa. W ujęciu biologicznym nie chodzi bowiem o liczbę spożywanych kalorii, ale o to, z jakich pokarmów pochodzą. Zobaczymy, że urzędowa dietetyka, od 40 lat owładnięta lękiem przed tłuszczami i kaloriami, myli skutek z przyczyną, ponieważ „lenistwo i obżarstwo” nie są przyczyną otyłości, ale jej rezultatem. Kiedy zaburzenia hormonalne (np. stale podwyższony poziom insuliny spowodowany wysokowęglowodanową dietą) sprawiają, że tyjemy, oznacza to, że coraz więcej spożywanych kalorii magazynowanych jest w tkance tłuszczowej, a coraz mniej dostępnych jest dla innych komórek jako paliwo. Aby wyrównać ten deficyt, stajemy się bardziej głodni i/lub bardziej „leniwi”. Zatem działa u nas nieubłagany mechanizm kompensacyjny – jemy więcej i mniej „się ruszamy”, ponieważ tyjemy, zaś nie odwrotnie. W związku z tym nie można „zabiegać, zadźwigać, zaspacerować” problemów metabolicznych wywołanych dietą bogatą w pokarmy, które zaburzają działanie różnych hormonów, z insuliną na czele. Kiedy sobie to uświadomimy, zrozumiemy również, że za otyłość odpowiadają w dużym stopniu błędne rekomendacje żywieniowe, rozpropagowane przez rozmaite instytucje publiczne, które zalecają ludziom spożywanie pokarmów, które nie tylko tuczą, ale również nie pozwalają się najeść.


Zrodlo
http://nowadebata.pl/2011/11/18/leniwe-odchudzanie/

Wysłane z mojego SM-T113 .

Autor:  Skoor [ Pt, 9 czerwca 2017, 17:19 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Yahoo, nie mam teraz czasu tego czytac ale skoro nie mam racji i moge zjesc powiedzmy 5000kcal z tluszczu a zapotrzebowanie bede mial na 2500kcal to co organizm zrobi z pozostalymi 2500kcal. Jesli ich nie odlozy to co zrobi? Spali? Wydali? Nie wchlonie? Jesli spali nie na.aktywnosc to na podwyzszenie temperatury ciala, jesli wydali to sraczka... jesli nie wchlonie to tez sraczka...

To sie dla mnie kupy nie trzyma generalnie.

Autor:  Bogil [ Pt, 9 czerwca 2017, 17:30 ]
Tytuł:  Re: cukier - wróg czy wspomagacz?

Yahoo czy czytałeś mój tekst ze strony głównej? Może sie odniesiesz?

Strona 1 z 6 Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/