Nie wyszło i wyszło

Na łikend wyjazd, nie biegałem. Po łikendzie byłem mocno zmęczony. Zawsze mnie podróże męczą. Miałem w planie bieg progowy. Przyszło mi na myśl, żeby to zmienić, bo nie dam rady, że się zajadę. Ale nie, poszedłem bez zmian. I oczywiście było to, co być miało. Zamiast 20min. progowego, zrobiłem 17 i więcej nie miałem ochoty. Łącznie wyszło nieco ponad 10km.

A dziś pobiegłem na stadion. Miałem robić interwały, ale za wskazówką sosika postanowiłem zrobić trening Rolliego 6×200 w 33s i 3’P. Akurat na boisku był mecz, więc przy okazji i ja miałem trochę kibiców.
Czasy wyszły takie:

Podziały Czas Łączny czas Czas ruchu Dystans
1 25:25 25:25 25:26 4.82
2 0:36.1 26:01 0:33 0.20
3 3:02.4 29:03 1:50 0.22
4 0:34.2 29:38 0:31 0.19
5 3:01.4 32:39 2:28 0.23
6 0:33.6 33:13 0:32 0.21
7 3:02.0 36:15 2:21 0.21
8 0:32.6 36:47 0:32 0.20
9 3:00.4 39:48 1:39 0.22
10 0:33.4 40:21 0:33 0.20
11 3:01.6 43:23 2:22 0.22
12 0:34.6 43:57 0:31 0.20
13 4:38.4 48:36 3:07 0.29
14 23:31 1:12:07 23:29 4.79

Od początku biegłem na wyczucie i pierwsze 200m. wyszło za wolno. Później mniej więcej ok. Na ostatnim zegarek mi nie pyknął od razu, dopiero po czasie załapał.

Sam trening bardzo mi się podobał. Lubię szybkie bieganie i czułem się bardzo fajnie. Na końcówkach 5. i 6. powtórzenia już lekko czułem obolałe nogi i trochę rytm mi się zaburzał. Ale do końca mogłem biec. Po ostatnim czułem zmęczenie. Przerwy robiłem w marszu.
Łącznie zrobiłem nieco ponad 12km.

Teraz znów wyjeżdżam, więc nie wiem jak będzie z bieganiem.

Powrót interwałów

Interwałów nie biegałem już jakiś czas. Robiąc 4 fazę Danielsa pod dychę wychodzi, że drugi akcent to interwały.
Trochę się ich bałem :) Tempo 3:37 no i czy kolka nie złapie.

Na początek 5km spokojnego biegu na stadion. Coś mnie kolka zaczęła łapać, więc na bieżni zrobiłem skręty tułowia i pobiegłem. Biegłem na samopoczucie, co 200 m. zerkając tylko orientacyjnie na zegar.
Pierwszy kilometr wpadł w 3:31. Za szybko. Drugi 3:32 – też za szybko. Trzeci i czwarty idealnie 3:37. Piąty 3:39. Za wolno.
Lubię biegać szybko. Daje mi to dużą satysfakcję.

Łącznie zrobiłem ponad 17km. Fajny trening.

Jutro mam mecz. Będzie on w ramach rytmów. Na łikend wyjeżdżam i raczej nie będę miał jak biegać.

interwały

Kolejne interwały 6x1km

W poniedziałek zrobiłem spokojnie 12km. We wtorek wolne. Poszedłem nawet wcześniej spać, żeby dziś wstać wypoczęty. No i taki wstałem. Wybiegłem 7:35.
Najpierw 4,9km na bieżnię. Ciepło, bardzo ciepło jak na poranek. Nie czuję jeszcze świeżości, wychodzi jeszcze trochę zmęczenia, ale biegnę całkiem dobrze.
Jest bieżnia. Zaczynamy zabawę. Za Waszymi uwagami, dziś ustawiłem zegarek tak, żeby dostosował się do mnie. Czyli ja nim zarządzam i naciskam przebiegnięte tysiaki. Założone tempo 3:41.

Pierwszy kilometr wszedł za szybko 3:34. Na przerwie obliczyłem sobie, że muszę biec 44s. na 200m. Trochę to było ciężkie na początku, bo co chwilę zerkałem na zegarek, jak to wygląda, ale szybko się dostosowałem i wychodziło prawie idealnie.
Na 4. tysiaku coś mi nie załapało naciśnięcia – powinno być 3:40. Na piątej przerwie musiałem się wysikać, bo nie mogłem już wytrzymać. Poczułem wtedy, że te interwały są mocne. Nie wziąłem dziś paska i nie zmierzyłem pulsu, więc nie wiem jakie tętno było, ale przypuszczam, że mogło być spore. Albo po prostu tylko takie odczucie miałem.
Ostatni tysiak musiałem już nieco pomęczyć. Spiąłem się jednak i dałem radę. Na koniec spokojnie 5km do domu.

No i rzeczywiście, lepiej biegać wg bieżni, jak widać na obrazku poniżej. Tempo ruchu, to moje prawdziwe tempo interwału. Jest ono o ok. 6 s. wolniejsze, niż tempo które liczy zegar (średnie tempo). Jestem Wam wdzięczny, że te uwagi, żeby biegać wg bieżni. To mi pomoże poprawiać wyniki. Cieszę się, że dałem radę i że mam moc, by biegać takie czasy. Chcę teraz, żeby to się przełożyło na zawody :)

interwaly

Kochane interwały

Dawno nie biegałem interwałów. Teraz zacząłem nowy mikro cykl. Tydzień temu były rytmy, teraz interwały i za tydzień znów interwały. Lubię te szybkie biegi, bo są intensywne, nieco wymagające i dosyć krótkie.
Wyszedłem na dwór i tak patrzę w niebo, że jakieś ciemne chmury się zbierają i sąsiad się mnie pyta co takiego ciekawego widzę.
Zastanawiałem się jeszcze chwilę co robić. Stwierdziłem, że biegnę.
Na stadion wyszło 5km spokojnego biegu. Tam od razu interwały. Założone tempo 3:41 ani razu nie wlazło. Każdy kilometr minimalnie za szybko. Na 4. interwale zaczął padać deszcz. Krótko i konkretnie, że momentalnie bieżnia była wielką kałużą. Na pewno pierwszy tor, po którym biegłem.
Zmęczenie poczułem na ostatnim tysiaku, a tak wszystko weszło bardzo fajnie.
Z bieżni od razu powrót do domu. Za tydzień powtórka.

interwały

5.05 I 5x1km

Od 28.04-3.05 nie było mnie w domu. A tam biegałem 2 razy. Raz BS10km i za drugim razem przy progowym złapała mnie kolka. Tyle z biegania.
5.05
Po kilku dniach wyjazdu w końcu na swoich śmieciach. Czułem jeszcze zmęczenie wyjazdowe, bo nie lubię podróży. Męczą mnie one bardzo. Plan na dziś to jak zwykle interwały. Fajna pogoda, bieżnia jak zwykle luźna o tej porze.
W planie miałem zrobić 6 powtórzeń, ale zmęczenie zrobiło swoje i zatrzymałem się na 5. Nawet czasy nie były takie jak tydzień temu. Ale ważne, że zmusiłem się do treningu i pomimo niechęci oraz zmęczenia, zrobiłem coś.

0505

Czwartkobiegowe pluskanie w wodzie

Wybiła 18:00 i zgodnie z prognozą lunął deszcz. Myślę sobie, że jeszcze godzina do Czwartkobiegu więc na pewno się pogoda wyklaruje. Co prawda Meteo nie przewidywało takiej opcji, ale przyjemnie jest pomarzyć. ;) Na moment dotruchtania do sklepu nieco zelżyło, siąpiła taka delikatna mżawka, prawie nie przeszkadzała. Chwilę poczekaliśmy na do 19 i klasycznie lunęło jak z cebra. Uzbrojony w cienką wiatrówkę, dobry humor i towarzystwo ruszyliśmy spod sklepu na przekór paskudnej pogodzie. Oczywiście wszystko momentalnie przemokło, ale 21 st.C powodowało, że nie było dyskomfortu termicznego. Ot taki letni deszcz.

Z uwagi na aurę Zimmi postanowił skrócić trening. Więc ja w pewnym momencie odłączyłem się od grupy by zrobić założenia treningowe. Obiegając Zajęcze Górki, spotkałem funfli Ulę i Pawła, którzy zabezpieczeni z odzież deszczo-ochronną wyprowadzali swojego pieseła, z uśmiechem pozdrowiliśmy się i pobiegłem na stadion gdzie była już ekipa Czwartkobiegu.
Miałem do zrobienia 10 przebieżek 200/200m w tempie bardziej spokojnym niż ostatnio.

Wbiegając na Stadion Miejski przywitał mnie (a także pozostałych) hymn zwycięzców „We Are The Champions” Queenu. Miło. Nie wiedziałem za co, ale miło. :D Ulewa już mi w cale nie przeszkadzała, byłem tak mokry, że było mi wszystko jedno czy będę jeszcze biegał godzinę czy pół, a może dwie. ;) Bardziej zmoknąć nie mogłem.
Podczas ćwiczeń dynamicznych ekipa świetnie się bawiła pluskając się w zalegającej wodzie na bieżni. :) Zimmi kilka razy niespodziewanie zaatakował mnie falą wody, przez chwilę poczułem się jak nad morzem. Najwięcej wody gromadziło się na wirażach – na pierwszym torze było po kostki jak nie więcej. Po takiej zalanej bieżni jeszcze nie biegałem. Było śmiesznie. :) Przebieżki wychodziły jakoś po 37″, bez spiny, choć brodząc w wodzie znacznie ciężej się wybijało.

Po treningu pomyślałem sobie, że rozbieganie zrobię na trawie, która wydawała się być lepsza do biegania od bieżni. Szybko okazało się że to złudzenie, w dodatku było bardzo śliska. Myślę, że spokojnie można by urządzić zawody w ślizgu po trawie. ;)

Truchtając na koniec do domu myślałem, jak bardzo byłoby zabawnie zrobić zawody mokrego biegowego mistera i miss. ;P Po powrocie szybko wskoczyłem do wanny, zdjąłem ociekającą wodą ubranie, a z butów wylałem wodę. Szybka, kąpiel, warzywna kolacyjka i można było zasiąść do filmu z ciepłą wodą, imbirem i miodem. Pycha. :D

 

Całość: Rozgrzewka 4,13km + Pr 10x 200m/p.200m + Rozbieganie 3km

Przełajowo na stadion

Bardzo lubię biegać po lasach dlatego i dziś udałem się do lasku Bielańskiego. Wybrałem trasę płaską, lekką i przyjemną, zahaczając o starą i nową trasę GP. Na ścieżce spotkałem Marka K., który również jest fanem biegania w naturalnych przestrzeniach przyrody.

Rozpocząłem wolniej ale z każdym kolejnym km biegło mi się luźniej, bardziej swobodnie. Tak wycyrklowałem bieganie po lesie by zakończyć na stadionie. Ostatnie 2km z rozgrzewkowych 10km nieco przyspieszyłem by dogrzać mięśnie.

Na stadionie oprócz mnie byli jeszcze hokeiści, którzy mieli trening szybkościowy w różnych konfiguracjach. Ja w tym czasie, kiedy oni robili sprinty rozciągałem się uśmiechając się pod nosem gdyż hokeiści powodowali, że niektóre momenty były bardzo zabawne. :) Po dokładnym rozciąganiu przeszedłem do ćwiczeń dynamicznych. Zrobiłem 4x80m skipów, podskoki i kilka szybkich 60m przyspieszeń.

Kiedy byłem już dobrze dogrzany wykonałem serię 5 przebieżek 200m/200m w truchcie. Szybkie odcinki wyszły równo poniżej 35″ z czego byłem dosyć zadowolony.
Jeszcze chwilę potruchtałem do trawie boiska i poczłapałem do domu na warzywną kolację.

Dodam tylko że się objadłem. ;) :D

Cały trening: Rozgrzewka 10,17km + SPR + Pr 5x 200m/200m tr + WB1 2,64km

Interwały

Na dzisiejsze bieganie zaplanowałem interwały jako ostatni mocniejszy akcent przed połówką w Unisławiu. Dzień wcześniej puściłem w Internet info, że jeśli są chętni na trening z przytupem, to zapraszam. Zbiórka, klasycznie przy Hali Sportowej. Na miejscu spotkałem Sławka G., który się zapowiadał, Arek R. niestety nie dotarł – siła wyższa. Ze Sławkiem zrobiliśmy porządną rozgrzewkę wbiegając na stadion, u mnie 5km w tempie około 4:35 m/km oraz ćwiczenia rozciągające i kilka przebieżek. Po drodze zjawił się Michał S. Chwilę pogadaliśmy i każdy zajął się treningiem właściwym, skupienie, mobilizacja, koncentracja, itp. hehe ;) Powiem szczerze, że przed rozpoczęciem nie czułem tego treningu, nogi miałem trochę jakby z waty. Kiedy wystartowałem, jakoś samo poszło dobrze. Miałem do wykonania 4x 1200m / 3min tr. Szybkie odcinki w tempie na 5km, ale nie szybciej.
Odcinki wyszły kolejno: 1) 3:54, 2) 3:56, 3) 4:00, 4) 3:56
Jestem zadowolony, założenia treningowe wykonane, nie padłem na pysk, nie umarłem na koniec. Jeszcze kilka okrążeń schładzających po trawie boiska i poleciałem do domu żegnając się z chłopakami.

Orzeźwiająca kąpiel i porządna kolacja szybko odbudowała ubytki energii.

Wtorkowy rozruch

Około 18:00 ulice ucichły to znaczy, że coś się dzieje. :) Mecz Polski z… yyyy, no dobra fanem piłki nie jestem ;) dlatego wykorzystałem ten moment na krótkie wybieganie, łącznie 12km. Standardowo odwiedziłem Lasek Bielański, który bardzo lubię ujeżdżać i słuchać przyrody, jedna pętelka i skierowałem się na stadion by zrobić kilka przebieżek. Na stadionie cisza, żadnych biegaczy, tylko co jakiś czas z oddali było słychać „piękne” polskie okrzyki kibiców. Spokojnie rozciągnąłem się wykonałem kilka ćwiczeń dynamicznych, kilka przyspieszeń dogrzewających i przeszedłem do przebieżek 200m/200m. Wszystkie wyszły dosyć równo 35s, biegło mi się dobrze. Chwila schłodzenia i potruchtałem do domu. Całość wyszła tak: 8km rozgrzewka + 6 x 200m/200m truchtu + 1,7km rozbieganie.

Na kolację zafundowałem sobie odżywczy bób, idealny po treningu. Nie powiem ile zjadłem, ale przesadziłem. ;)

Początek#2 (Pan Piotr)

W szkole mieliśmy trzech wuefistów. Poza panem Henrykiem był jeszcze pan Tomasz i pan Piotr. Najbardziej „sportowy” był ten ostatni. W przerwach między lekcjami gromadziliśmy się przy wąskich drzwiach sali gimnastycznej, żeby podziwiać pana Piotra skaczącego wzwyż flopem. Widzieliście kiedyś magistra skaczącego plecami na materace? Ja widziałem. Pan Henryk nawet do mięsnego po salceson nie był w stanie podskoczyć kilku schodków…Wiem, bo mnie wysyłał i swoją drogą traktowałem to jako dużą nobilitację. Powierzyć pieniądze i wałówę uczniakowi z podstawówki – musiał mi ufać.

Na moich pierwszych zawodach byliśmy właśnie z panem Piotrem. Z całej szkoły pojechałem tylko ja i Paweł z rocznika wyżej. Szkolna legenda. Jako pierwszy zapisał się do lokalnej szkółki piłkarskiej. Jak zaczynał kiwkę z pierwszym gwizdkiem sędziego, tak kończył dopiero 10 minut po meczu. Kleił piłkę tak blisko nogi, że Ronaldo Luis Nazario de Lima mógłby chodzić do niego na korepetycje. Żelazne płuca – szybki i wytrzymały. Paweł jak 90 procent populacji mojego miasta był za Widzewem, ja za Legią. Ale mnie nie bił, bo nieźle biegałem i wygrałem z Szychą. To były moje pierwsze profity z uprawiania sportu.

Tego dnia w powietrzu było tak wilgotno, że można by łyżką zbierać wodę i przelewać do naczynia. Chłód, potęgowany jeszcze przez wilgoć. Taka aura miała mi potem towarzyszyć dość często na wielu kolejnych zawodach.

Co to w ogóle była za impreza? Nie mam pojęcia, ale było dość dziwnie, bo wystartowaliśmy razem z dziewczynami. Chyba 600 m, start z wirażu, finisz na prostej, więc mógł to być ewentualnie kilometr, ale bieg pamiętam jako dość krótki. Od początku prowadziłem, a z każdym metrem przewaga się powiększała. Na ostatnim wirażu spojrzałem jeszcze kontrolnie przez ramię, a tam pusto, następna osoba jakieś sto metrów dalej. Spokojnym krokiem dobiegłem do mety.

Szczerze powiem, że coś mi w tych zawodach nie pasowało. Bo jak to jest, że w klasie tnę się do ostatniego metra z Szychą, a na miejskim stadionie przybiegam niezagrożony?

Na koniec jeszcze pan Piotr zaczął zadawać mi dziwne pytania

  • Miałeś jeszcze siły?
  • Tak!

Odpowiedziałem z dumą.

  • To dlaczego nie przyśpieszyłeś?

Zamilkłem. Nie zrozumiałem tego pytania. Po co przyśpieszać, skoro nikt nie goni?

Po całych zawodach staliśmy z Pawłem w klubowym budynku, żeby nie marznąć na zewnątrz. Podszedł do nas jakiś dziadek i powiedział, żebyśmy przychodzili do niego na treningi. Paweł go kojarzył, bo już rok wcześniej ten sam dziadek zwrócił się do niego z tą samą propozycją. Facet robił wrażenie trochę dziwnego, ostrego, raczej nie był atletycznej budowy ciała. Nosił charakterystyczną czerwoną czapkę z daszkiem, spodnie od garnituru a do nich białe adidasy. Całości obrazka niech dopełni jeszcze mały i krzykliwy sznaucer na smyczy, przy jego nodze.

Ów starszy człowiek odszedł, a ja pomyślałem, że owszem fajnie byłoby gdzieś zacząć trenować te całe bieganie. Chodziłem do 4 klasy, miałem 11 lat i generalnie potrzebowałem kogoś kto by mnie trochę poprowadził za rękę. Stwierdzenie, „chodź do mnie na treningi” – gdy nawet nie wiedziałem gdzie, kiedy i kim ty w ogóle człowieku jesteś – nie trafiło na podatny grunt.

Potem dowiedziałem się, że ten starszy mężczyzna to pan Janusz. Lokalny trener LA z całkiem dobrą renomą. Miał wielu wychowanków z tytułem mistrza Polski, uczestnika mistrzostw świata juniorów, a w 2004 roku jedna z jego dawnych podopiecznych wystartowała w Igrzyskach.

Co do wuefisty Piotra to nadal jest aktywny sportowo. Przeglądałem parę dni temu wyniki z Maratonu Wrocławskiego, a tam jego nazwisko.

I już chyba rozumiem po co cisnąć do końca, nawet jeśli nikt nie goni.

11703102_10204483087395568_3429327098321971065_n

Tutaj przeżyłem swój pierwszy raz. Dużo się zmieniło – zamiast żużlu jest tartan.

 

© 2019 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑