Kiedy pojechałam na swój pierwszy koncert ulubionego zespołu, pomimo wszelkich przeszkód, coś we mnie pękło. Poczułam, że wszystko zależy ode mnie, a ograniczenia siedzą wyłącznie w głowie. Pewnie myślicie, że to kompletny banał, ale tak właśnie było. Czasem potrzebujemy po prostu tego STARTu, który napędzi nas do działania i sprawi, że rozpostrzemy skrzydła.

Od tamtego pamiętnego wieczoru zmieniło się wiele, żeby nie powiedzieć, że moje życie obróciło się o 90 stopni. Może kiedyś wam o tym opowiem ;) Przede wszystkim uwierzyłam w tą ludzką siłę, która pozwala spełniać marzenia i moje życie podporządkowałam właśnie składaniu żurawi z origami. Tych papierowych złożyłam pewnie coś koło 20-tu, więc szału nie ma ;) Poczyniłam jednak postęp w innych dziedzinach, zaczynając od wyboru właściwego kierunku studiów. Padło na FIZJOTERAPIĘ, której pragnę oddać się bez reszty i podporządkować jej całe moje życie.

Teraz jestem na drugim roku studiów i właśnie przygotowuję się do egzaminów. Najważniejsze, że mam plan i krok po kroku go realizuje ;)

To naprawdę dziwne, że kobieta kocha piłkę nożną, a tak właśnie jest w moim przypadku. Godziny spędzone na oglądaniu transmisji w tv i internecie, kieszonkowe wydawane na kolejne bilety, bo przecież gra ukochana drużyna. Tak dokładnie, jestem dziwakiem, ale jakże słodkim;)

Dzisiaj założyłam buty do biegania, wygodny strój i ruszyłam do parku, aby pobiegać. Cel jest oczywisty – zgubić zbędne kilogramy, wypracować formę i zostać najlepszym fizjoterapeutą sportowym jakiego wydała matka ziemia ;)

Przypominam – ja swoje marzenia spełniam, więc nie mówcie, że to cholernie ciężkie zadanie. I know, ale i tak mam to w dupie ;). Działam, ruszam dupę i małymi kroczkami do celu: Just do it!