Przed roztopami i śnieżną breją uciekłem do lasu. Tam warunki biegowe były całkiem znośne. Zapomniałem ubrać pulsometru, ale ostatnio tyle w nim biegam, że dość dobrze czuję (i rozpoznaję) intensywność. Braku nie odczułem.

Zrobiłem spokojne 12 km. Akurat tyle by coś do tygodniowego kilometrażu dołożyć, nie mecząc się przy tym.

Martwią mnie, jak pewnie większość biegających, warunki podłoża. Ciągłe przechodzenie przez granicę 0 °C jest świetnym przepisem na szklankę. Z pewnością nie będę próował biegać interwałów jutro rano. Jak warunki pozwolą zrobię to wieczorem na Drodze Do Nikąd, jak nie to pobiegam w lesie z poprawką nałożoną na tempo.

Wieczorem lekkie ćwiczenia górnej połówki.

Przebieg treningu:

  • 12 km
  • 4’44/km
  • 5 minut rozciągania
  • ćwiczenia siłowe
  • 15 minut
  • brzuch, plecy, klatka