Rozmyślania o wpływie bogactwa Anglii na życie codzienne

Samolot, dwie godziny lotu, sporo czasu na myślenie o wielu sprawach. Anglia niby nie egzotyka, ale jednak kilka ciekawych rzeczy zauważyłem.

Anglia jest bogata.

To widać choćby z samolotu. Duże jednorodne obszary. To oznacza, że należą do jednego właściciela. Kiedy wlatujemy nad Europę nagle widzimy setki małych poletek, nawet lecąc nad Belgią, Francją czy Holandią. To ma pewne znaczenie dla biegania. Ponieważ w Anglii jest wielka tradycja wycieczek pieszych, prywatny właściciel terenu stara się umożliwić spacerowiczom (czyli także biegaczom) szanse przejścia przez jego teren. To jest zupełnie niezwykłe. „Jestem właścicielem ale jak chcesz to może przejść przez mój teren, jest ścieżka, tylko zamknij furtkę”. Oczywiście nie zawsze, czasem jest jasno napisane, że teren prywatny i wstęp tylko dla wybrańców. Oxford na przykład jest podobno w większości w posiadaniu Uniwersytetu (tam są dwa, ale chyba głównie University of Oxford) i Kościoła. Poniżej zdjęcia z biegu takimi ścieżkami – prywatnymi i publicznymi.

DSC09894

DSC09918

DSC09992

Żeby bez problemu przechodzić przez okoliczne pola uniwersyteckie trzeba załatwić sobie specjalne pozwolenie. Nie wiem jak oni to sprawdzają, nasz biegowy przewodnik na pewno nie miał przy sobie żadnego papieru. Dobiegając do jakichś terenów, które wydają się być zupełnie na odludziu, znaleźć można puby czy restauracje tętniące życiem.

DSC00082

Anglia jest wielokulturowa.

Ta wielokulturowość jest wszechobecna i ma także pośredni wpływ na bieganie. Chodzi o dietę. Wielokulturowość jest po prostu obecna także w kuchni, w sklepie. Wchodzimy do dowolnego małego sklepiku i mamy dostęp do kuchni z całego świata. Humusy, falafele, pity, mnóstwo owoców i warzyw i wielka różnorodność bardzo pożywnego roślinnego jedzenia idealnego dla biegacza. W Polsce raczej nie lubię wchodzić do Lidla czy Tesco. Kiedy wszedłem do Tesco w Oxfordzie oniemiałem od bogactwa różnego rodzaju produktów. Mydła było mało do wyboru, ale rodzajów humusów mnóstwo. Pakowane zazwyczaj w plastikowych pudełkach, stojące w lodówkach z dosyć krótkim terminem spożycia, bo obrót tego typu produktami jest tam olbrzymi. Szwagierka mi  powiedziała, żebym poszedł do Tesco w Polsce bo na pewno w Polsce jest to samo, że Tesco to Tesco. No więc poszedłem, do Tesco w Wołominie. Znalazłem jakiś jeden humus w szklanym słoiku. Ale poza tym bida. Anglia jest jednak bogata..

 

Anglia jest praworządna.

Mam nadzieję, że Marcin Fudalej się na mnie nie wkurzy za tę historię. Chciałem być na mityngu Diamond League, gdzieś gdzie byłby łatwy dostęp do zawodników. Niestety akredytacji dla mediów już nie było. Zadzwoniłem do Marcina, żeby się zapytać, czy może coś załatwić. Powiedział, że zobaczy. Okazało się, że skontaktował się z organizatorem i powiedział, czy mogą dać wejściówkę takiemu dziennikarzowi z Polski. Tamten na to, że już nie mają nic dla mediów. No to Marcin: „To może dać go jako trenera?” A tamten zdziwiony: „Ale przecież to nie jest trener”. :) Jeśli już coś ustalą to tego pilnują. Któregoś dnia spotkało mnie też zabawne zdarzenie związane z praworządnością. Idę wieczorem po Colę i coś do Coli. Jest tuż przed zamknięciem. Podchodzę do kasy, przede mną jakiś chłopak, kupuje wino. Na oko, ze 20 lat. Sprzedawca, z pochodzenia jakiś hindus, patrzy na niego i mówi:

– Pokaż jakieś id

Tamten zdziwiony, wyjmuje prawo jazdy. Patrzę przez ramię, tak jak myślałem, 20 lat. Sprzedawca ogląda dokładnie i w końcu się pyta:

– A dlaczego tu nie ma brytyjskiej flagi?
– A dlaczego miałaby być ? – pyta się chłopak

Sprzedawca sięga do kieszeni i pokazuje swoje prawo jazdy, tam rzeczywiście jest flaga. Zwraca się do mnie:

– Masz prawo jazdy? Pokaż

Tłumaczę, że ja nie stąd. Chłopak się trochę denerwuje.

– Ja jestem ze Szkocji, tam mamy takie prawa jazdy.

Hinduski sprzedawca coś tam mruczy i w końcu sprzedaje mu wino, chłopak wychodzi.

– Ech, Ci studenci – mruczy sprzedawca, ciągle próbują oszukiwać
– Skąd wiesz ? – pytam się
– Bo ciągle przynoszą podrabiane id, prawa jazdy
– Co ? Skąd wiesz.
– Mam doświadczenie
– I co z nimi robisz?
– Jak to co. Zabieram. A potem przekazuję policji.

Sięga gdzieś pod ladę i wyjmuje spięty gumą plik różnych dowodów, praw jazdy. Plik jest gruby na jakieś 6 cm !!!

– Ile czasu zajęło Ci zebranie takiej liczby dokumentów?
– Cztery tygodnie. Policja powinna niedługo po to przyjść.

Czyli studenci nie są bardzo praworządni ale sprzedawcy bardzo. Nie wyobrażam sobie, żeby w Polsce ktoś podrabiał id po to, żeby móc kupić alkohol? Może się mylę, ale jeśli to chyba jest to jakiś śladowy problem. Tymczasem w Anglii (przynajmniej w Oxfordzie) produkcja fałszywych dokumentów dla studentów wygląda na duży biznes.

Ten sprzedawca pewnie wie, że gdyby nie legitymował swoich klientów to mógłby stracić swój sklep. A obrót i tak ma duży, to jest swoją drogą ciekawe, że w miejscu które może nie jest jeszcze zadupiem ale wydaje się już sporo poza centrum Oxfordu, są blisko siebie trzy sklepy otwarte naprawdę długo i wszystkie wydają się nieźle sobie radzić. Po prostu Anglia jest bogata.

Anglia jest ekologiczna.

Nie ma żadnego palenia w piecach, smog nie wałęsa się po ulicach miast. Nie wiem czy to nie jeden z powodów dla których biegało mi się tam tak łatwo. Ta ekologia ma też swoje zabawne odcienie. Poniżej tabliczka informująca o funkcjonowaniu gospodarstwa ekologicznego. Żeby móc robić takie rzeczy trzeba żyć w bogatym kraju. Anglia jest po prostu bogata.

DSC00003
Trening

Dzisiaj 14 km

Kenia kilka dni trzeba przyzwyczaja

Kenia za kilka dni więc trzeba się przyzwyczajać do przestrzeni. Widać mnie?

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑