Hejka, siemaneczko!

Stwierdziłem, że skoro planuję coś zmieniać w swoim bieganiu to zacznę pisać tego biegloga. A co chcę zmienić? To może od początku.

Na imię mam Michał i mam 23 lata. Jakoś na początku lipca tamtego roku zacząłem się ruszać po wielu latach zasiedzenia. Po  około miesiącu, od poziomu 4 minuty biegu, doszedłem do około godziny bardzo powolnego szurania. A po kolejnym przestałem. Zacząłem na nowo na początku listopada, i tak sobie szurałem. Coraz dłużej i więcej tygodniowo, aż przed sylwestrem stwierdziłem, że trzeba mi motywacji i zapisałem się na Półmaraton Marzanny w Krakowie. I tak całą zimę truchtałem, bez planu żadnego ale systematycznie. Pod koniec lutego chyba poszedłem na parkrun krakowski. Wyszło tam 27 i kilka sekund. Stwierdziłem, że połówkę dam radę na czas 2:09. Ze dwa razy pobiegłem 10 km tym tempem.

Wystartowałem, dobiegłem, czas 2:09 z groszami, był raczej zapas, ale nie wiedziałem czego się spodziewać. Było miło, fajna atmosfera.

Dalej zapisałem się na Bieg Nocny w Krakowie (ten co był przedwczoraj) i namówiłem brata i kolegę (trochę medalu zazdrościli ;p). Biegałem cały czas tylko spokojne biegi, choć szybciej niż kiedyś, i raz w tygodniu coś dłuższego – razem starałem się 4 razy w tygodniu. Pare razem z bratem pobiegałem przez ostatnie tygodnie. Z raz tygodniowo przebieżki robiłem  mniej więcej.

W między czasie, jakieś trzy tygodnie temu znowu zawitałem na parkrun – 25:07 chyba.

No i nocna 10. Troszkę padało. Stanęliśmy za bardzo z tyłu i zaczęliśmy za wolno. Z bratem trzymaliśmy się razem, cały czas przyśpieszaliśmy i cały czas wyprzedzaliśmy, od startu do mety. Czas wyszedł jakieś 56:40. Dało się szybciej. Ale nie było.

No ogólnie wytrzymałość jest całkiem niezła, ale szybkości to nie ma prawie wcale. I to ma się zmienić. Mam taki pomysł, może głupi, może mądry, nie wiem. Chciałbym robić plan niebieski Danielsa, tak to się chyba nazywa. O.

Trzeba skończyć z tym szuraniem.