Dziś miało być lekkie bieganie, ale za sprawą umiarkowanego mrozu i ostrego wiatru, lekko nie było. Ostatnie dwa kilometery pod wiatr na otwartej przestrzeni sprawiły, że szczerze miałęm dość. Zbyt szybkie było to przestawienie z 5°C na -10°C . Spojrzałem na prognozę. Na szcęście to mają być jeszcze tylko 3 takie dni i temperatury znów będą dodatnie.

Po południu wziąłem się za trening siłowy. Dzis wypadła kolej na górne partie ciała.

Wczoraj pomimo dwóch biegów ani razu się nie porozciągałem. Dziś spróbowałem to trochę nadrobić i poświęciłem na to aż 15 minut.

Przebieg treningu:

- bieg

  • 14 km
  • HRśr – 142 bpm (73%)
  • HRmax – 152 bpm (78%)
  • vśr – 4’42/km

- trening siłowy

  • brzuch, klatka, plecy,
  • 15 minut

- rozciąganie

  • 15 minut

 

Podsumowanie grudnia 2015

To był znakomity miesiąc. Udało mi sie wykonać kawał solidnej roboty. Nie był przy tym jakoś specjalnie eksploatujący. Biegałem dużo, zaliczając największy miesięczny przebieg w karierze. Były to jednak prawie same biegi na niskiej intensywności.

Dużą część grudniowej pracy stanowiły ćwiczenia siły. Ich także aż tyle nigdy nie wykonywałem. Choć na początku czułem głównie negatywne efekty dzień i dwa dni  po „sile” to teraz jest już dużo lepiej. Zakwasów albo nie ma albo są na tyle słabe, że nie wpływają w sposób znaczący na bieganie w kolejnych dniach.

Forma zaczęła rosnąć. Na razie głównie widzę to po niskim tętnie na niektórych wybieganiach. Najważniejsze, że te zalążki formy budowane są najprostszymi środkami treningowymi i wciąż  mam rezerwy w arsenale akcentów, którymi będę mógł się wyostrzyć.

Łącznie przebiegłem 428 km


Podsumowanie roku 2015

Zdecydowanie udany rok biegowy. Szczególnie jego pierwsza połowa, kiedy udało mi się poprawić życiówkę na dyche o ponad dwie minuty. Wielkie znaczenie miało obnizenie masy ciała i pożegnanie się na stałe z ósemką z przodu.

Żałuję, że nie udało mi się pobiec półmaratonu. W sumie to był mój priorytet na jesień, ale jesienią nic nie wypaliło. Przeszkodziły letnie upały, remont, szpital i wakacje. Na koniec przykleiła sie jeszcze kontuzja kolana, która ostatecznie pogrzebała końcówkę sezonu 2015. Na szczęście te porażki zmotywowały mnie do tylko jeszcze cięższej i mądrzejszej pracy.

Koniec roku to początek budowania bazy pod wiosenny debiut w maratonie. Będzie dobrze.

W sumie przebiegłem 3820 km. Średnio: miesięcznie 318 km, tygodniowo 73.5 km, dziennie 10,5 km.

image

Obserwując miesięczne przebiegi widać, że nie było w tym planu. Ile sie udało tyle pobiegłem. W tym roku postaram sie biegać więcej, a jednocześnie wydzielić jakieś okresy startowe ze zmniejszonym kilometrażem. Mam nadzieję, że to się uda.