Oj nie miałem jakoś chęci na szybkie bieganie dziś. No, ale fizycznie byo wszytsko w najlepszym porządku, więc nie było żadnego powodu by rezygnować. Pół tabliczki czekolady, zjedzone przed wyjściem na trening, poprawiło móje nastawienie.

Jak dotąd wszystkie akcenty spod znaku „szybkość” wykonywałem na asfalcie. Dziś jednak wiatr przegonił mnie do lasu. Uznałem, że wpływ podłoża będzie znacznie mniejszy niż wiatru i że łatwiej będzie mi w ten sposób dostosowac intensywność.

Wybrałem porządnie utwardzoną, w miarę płaską drogę pożarową. Postanowiłem pobiec pierwszy odcinek pod wiatr, dwa pozostałe z wiatrem. W lesie nie miało to ostatecznie aż tak dużego znaczenia. Wiatr był tam znacznie słabszy, ale za to wiał z każdego kierunku.

Odcinki, pomimo że dość długie (1,6 km), weszły lekko. Na pewno spory wpływ na to miały dugie, 600 metrowe przerwy. Po trzecim powtórzeniu byłem jednak konkretnie zmęcznony. Nogi były wciąż w dobrym stanie i mógłbym biec kolejny odcinek. Na szczęście nie musiałem. :)

Kolejne powtórzenia pobiegłem w tempie 3:28, 3:27 i 3:22/km. Niestety wskazania pulsometru dzisiaj szwnkowały. Skróciłem lekko passek przed biegiem i widać nie był to dobry pomysł. Po ostatnim powtórzeniu, w ciągu minut, tętno spadło do 104 bpm. Czyli był to spadek o lekko 70 bpm – dość duży. Trening nie był bardzo mocny.

Na takich przerwach to pewnie mógłbym to nawet szybciej pobiec. :) Robiąc schłodzenie, zastanawiałem się nad tym czy dzisejsza niechęć do interwałów to pierwszy objaw przetrenowania. Doszedłem do wniosku, że raczej nie. Na wszelki wypadek jednak pobiegam wszystkie wolne wybiegania do końca tygodnia jeszcze trochę wolniej niż zazwyczaj.

Później 30 minut ćwiczeń ogólnorozwojowych. Nie z Magdą, a z jej siostrą B. :)

Przebieg treningu:

Bieg

  • 16,5 km
  • vśr – 4’18/km
  • w tym 3 x 1,6 km p. 600 m
    – vśr – 3’26/km
    – spadek po minucie do 104 bpm

Ćwiczenia siłowe

  • ogólnorozwojówka
  • 30 minut
  • z B.