Ubijanie asfaltu. UTMB: T-16

Pierwszy tydzień maja upłynął pod znakiem szukania butów na UTMB (Świętokrzyskie pokazały, że w TG2 jednak nie dam rady pociągnąć zbiegów po kamieniach) oraz asfaltowego weekendu.

Pierwsze zadanie uznaję chyba za zakończone sukcesem (chyba, bo jeszcze muszę zdobycz na szlaku sprawdzić). Wyrwane po taniości Merrell Bare Access Trail i All Out Charge dają nadzieję na nieco większy komfort biegu czy równoczesnych zachowaniu czucia podłoża.

Co do drugiego punktu… hmmm.

Ekiden realizowany w ramach akcji #biegamdobrze wypadł nam całkiem nieźle. Maraton w 3:05 dał nam (#złotynakilometr) pierwszą lokatę w grupie sztafet biegnących na rzecz Fundacji Spartanie Dzieciom. Niestety dobry wynik nie poszedł w parze z moim samopoczuciem, chociaż biegłem w komfortowym tempie (5K – 20:50) to na mecie byłem, jak z wyżymaczki. Dało się odczuć zarówno odpuszczenie treningów prędkościowych, jak i brak predyspozycji do bieganie przy temperaturze > 20C…

Ekiden 2016

Ekiden 2016

 

… co też potwierdziło się dzień później w Poznaniu podczas Wings For Life (o imprezie się już nie rozpisuję, pół portalu jest tu o niej). Jechałem z zaprzyjaźnioną mocną ekipą Smashing pĄpkins, mając zamiar się z nimi pościgać i potraktować start jako mocne, dłuższe wybieganie po asfalcie (+30K). Skończyło się na walce z sobą, słońcem i trasą oraz skończeniu zawodów po 24 kilometrach. D*** nie urywa. Ba! Niczego nie urywa.

Na pewne usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że dzień później byłem połamany i spałem przez 14 godzin. To pokazuje stopień wykończenia organizmu. Owszem, walka była. Tylko sił za mało.

W sumie biegania wyszło 52K  (z założonych 64K), w tym 29K zawodów. Nadal niewiele, aczkolwiek jest trend –  od początku roku miesiąc do miesiąca wygląda to coraz lepiej.

Teraz czas na powrót w góry i przetestowanie nowych butów, oraz wreszcie zamknięcie kwestii noclegu w Chamonix. Się okazało, że jednak jadę sam, bez rodziny i że nie mam gdzie spać. Przygarnie ktoś? Dobrze gotuję i mało chrapię ;-)

________

Przy okazji, jak pooglądałem się na zdjęciach w białej koszulce, to wiem jedno: natychmiastowa redukcja (się dzieje).

Powrót w Góry. UTMB: T-17

Ciekawy tydzień wyszedł. Najpierw mocniej niż przypuszczałem zdychałem po 50K na hulajnodze. Owszem – zgodnie z założeniami stawów sobie tym nie obciążyłem, ale uda dostały swój wycisk i z środowego treningu zszedłem po 5K czując, że to nie ma sensu.

W środę lekki FTB, w czwartek testowe 10K po umiarkowanym trailu i zacząłem ładowanie pod sobotnią wyprawę w Świętokrzyskie, gdzie w zacnym towarzystwie weszło 50 kilometrów i 1300 metrów przewyższenia. Dużo? Mało? Pewnie zależy od tego, kto pyta i kto odpowiada.

Niemniej uwzględniając fakt, że ostatni raz w górach biegałem podczas ŁUT150, a w tym roku nie zrobiłem niczego ponad 25K, to jednostka treningowa wyszła dość mocna (dwa dni po biegu nadal czuję mięśnie ud).

Z jednej strony cieszę się, że pobiegałem tam, z drugiej dobitnie uświadomiłem sobie wyzwanie, które na mnie czeka w sierpniu. Trzykrotnie dłuższa trasa i ośmiokrotnie większe przewyższenie. Dystans – banał, ale pion/poziom… trzeba napierać.

Co mi tu trochę poprawia tutaj humor, to fakt – wspominałem już – że jak spojrzeć na rozkład masy ciała, to moje nogi są bardziej niż przygotowane do przyjmowania takich obciążeń.

Masa nóg - 130% masy proporcjonalnej do reszty ciałą

Masa nóg – 130% masy proporcjonalnej do reszty ciałą

Wygląda na to, że cała moja walka będzie skoncentrowana na tym, by te 130% musiało jak najmniej dźwigać na sobie.


 

Plany na najbliższą przyszłość:

– W sobotę start w sztafecie Ekidena w ramach akcji #biegamdobrze

– W niedzielę wycieczka do Poznania na WingsForLife.

I tu zagwozdka: jak mi wyjdzie zaawansowane ubijanie asfaltu tydzień po 50K

© 2017 Bieglog — PLATFORMA BIEGOWA

Do góry ↑