Po wczorajszych 32 km byłem dziś jeszcze trochę podmęczony. Nogi nie bolały jednak prawie w ogóle. Pierwsze kilometry na treningu były ciężkie. Czułem, że brakuje mi cukru. Chyba nie uzupełniłem zapasów po longu. Energii nie brakowało w nogach, a w głowie. Bardzo ciężko się biegło. Po 5 km coś jakby się przełączyło i nagle zaczęło mi się biec znacznie lepiej. Bez wysiłku przyspieszyłem z 10 s/km i do końca biegu czułem się swobodnie. Nogi były zmęczone, ale nawet nie zbliżało się to do tego czego się spodziewałem dzień po tak długim, mocnym biegu.

Przebieg treningu:

  • 15 km
  • HRśr – 139 bpm (71%)
  • HRmax – 149 bpm (76%)
  • vśr – 4’44/km

Ćwiczenia siłowe

  • core + nogi
  • 20 minut

 

Podsumowanie tygodnia 7-13 marca

12_tydzien

łącznie: 128 km

Udało się zamknąć kolejny tydzień. Jestem z niego bardzo zadowolony. Przede wszystkim nic mnie nie boli. Znoszę ten wysoki kilometraż naprawdę nieźle. Odzyskałem motywację. Bieg Zaślubin na horyzoncie jest dobrą marchewką, za którą mogę podążać. Jutro i waga powinna pokazać zadowalający rezultat.

128 km to mój najwyższy tygodniowy przebieg. Nie taki diabeł straszny. Trzeba było się jednak do tego solidnie przygotować przez wcześniejsze tygodnie(i lata).

Czuję, że jeżeli nad czymś muszę jeszcze popracować to dalej nad siłą nóg. Mam jeszcze ze 3 tygodnie by lekko poprawić się w tej kwestii. Ostatnie dwa tygodnie to już będzie kosmetyka. :)

W kolejnym tygodniu czekają mnie dwa akcenty w poniedziałek i środę. Później 3 dni spokojnego biegania i TEST. Jaram się nim. To, że pobiję życiówkę (1:01:49 z 2010 roku) jest bardziej niż pewne. Zresztą szybciej biegałem 15 km na treningach. :) Liczę na wynik w okolicach 54 minut. Oczywiście pogoda itp. mogą to zweryfikować.