Na dzisiejszy trening umówiłem się z Robertem K. i Sławkiem G. W planie był fartlek, który jednych przeraża, innym powoduje uśmiech na buzi i radość – chociaż niewielu takich znam. ;) :P Jednak jest wspólny mianownik dla wszystkich (chyba) – jest to trudna jednostka treningowa, wymagająca koncentracji i niekiedy sporo silnej woli. Im dłuższe czasy tempowe tym staje się bardziej wymagający o czym wszyscy wiedzieliśmy, że nasz fartlek do łatwych nie będzie należał, ale jak się później okazało był naprawdę przyjemny. ;) Jeszcze wczoraj wieczorem ustaliliśmy zakresy tempa w jakich Robert ze Sławkiem mają zrobić trening. Ja miałem nieco inne parametry tempowe, jednak wszyscy musieliśmy się zmierzyć z tym treningiem. Jak to Sławo wczoraj powiedział, „nie ma ziewania” …i nie było. :D Moje założenia to tempo około 3:35/km dla szybkich odcinków, przerwa w truchcie wg samopoczucia. Fartlek wykonaliśmy w terenie gdyż urozmaicona trasa o wiele lepiej oddaje odczucia podczas zawodów niż latanie miliona okrążeń na stadionie. ;) Nawierzchnia twarda. Pogoda dobra. Trochę wiatr kręcił, ale był znośny. Wyszło super, noga dziś bardzo ładnie podawała, biegło mi się dosyć luźno, mogłem spokojnie kontrolować tempo, które na /km dla szybkich odcinków: 8’/8’/6’/6’/4’/4’/4′ wychodziło kolejno 3’33/3’33/3’30/3’28/3’30/3’30/3’26 przerwa 4′ w truchcie wystarczyła do pełnego wypoczynku. Trening uważam za bardzo udany. :)

Oczywiście po głównej jednostce zrobiliśmy kilku kilometrowe rozbieganie, ekscytując się udanym treningiem. Każdy był zadowolony – o to przecież chodziło. :)

Jutro długie wybieganie (ponad 30km), na które co prawda mam kilka pomysłów, ale wszystko się okaże po pierwszych km, hehe. ;)