Niedzielny poranek, wstaję. Jajecznica na śniadanie zrobiona, zgodnie z moją prywatną tradycją robienia ciepłego porannego posiłku w dni wolne. No i co dalej? Kurde.

Zajrzałam do szuflad, zapomnianych półek w szafkach, znalazłam mniej i bardziej zaskakujące rzeczy – bilety kolejowe z zeszłego roku, dziesiątki torebek na prezenty, fiszbinę od stanika, gumową piłeczkę, stare gazety i całe mnóstwo bliżej nieokreślonych „przydasiów”. W sumie wyniosłam dwie spore reklamówki szmelcu. Potem jeszcze zajrzałam do szafy na ubrania i z ciężkim sercem dołożyłam kilka ciuchów, które ostatni raz miałam na sobie na studiach.

Niektórzy mówią, że biegacz na roztrenowaniu jest sfrustrowany i irytujący dla otoczenia. Ja z nudów staję się nieco pożyteczna. ;)

Wpis zaczęłam trochę od tyłu, właściwie powinnam zatytułować go „Bieg Niepodległości – coś tam coś tam”, ale skoro tak się nie stało, to nietrudno się domyśleć, że szału nie było. Nie wiem co wisiało wczoraj w powietrzu, ale noga nie kręciła się w ogóle. Zaczęłam po 4:20, odważnie, ale po październikowej życiówce żaden pośredni wynik mnie nie interesował, nie miałam nic do stracenia. Już na początku czułam, że tempa za cholerę nie utrzymam, no za ciężko jest. Pociągnęłam tak ze trzy kilometry, po czym tempo spadło do około 4:30. Po sześciu kilometrach wiedziałam już, że nie mam o co walczyć, a że było mi zupełnie obojętne, czy dobiegnę na 44:XX czy cokolwiek wolniej, ostatnie kilometry przetoczyłam się komfortowym 4:45, kończąc zawody w jakieś 45 i pół minuty. Zasadniczo nie chciała ani głowa, ani nogi. Trudno, i tak dawno nie miałam tak udanej jesieni, a nie da się być w formie cały czas. Zresztą myślami byłam już od paru dni w nowym sezonie.

Robię sobie przerwę. Dwa, może trzy tygodnie będę „pobiegiwać” – wedle czasu, ochoty i pogody. Potem pewnie parę tygodni przyjdzie poświęcić na powrót do formy, no a później to już akurat będzie czas żeby myśleć o przygotowaniu do półmaratonu w Wiązownie. Bo jesień była szybka, ale wiosna może być przecież jeszcze szybsza, nie?

Idę wypastować buty na zimę.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+