Od blisko trzech tygodni biegam regularnie, więc kolejne zawody w ramach GP były dobrą okazją, by sprawdzić, czy jest bardzo źle, czy tylko średniawo, znaczy zgodnie z planem. Wyszło to drugie.

Siedemnasty grudnia przywitał mnie piękną pogodą. Słońce przebijające się zza chmur, całkowity brak wiatru, temperatura lekko na plusie. Czemu tak nie może być, kiedy jestem w formie i lecę na płaskiej trasie?!

Za chwilę start. Słyszę, że klasyczna fitnessowa rozgrzewka ze sceny (czy też raczej… spod płotu, bo jakoś sceny tym razem zabrakło) dobiega końca, ustawiam się w strefie. Wtem entuzjastyczny głos prowadzącej milknie. Chwilę później zapadła się gumowa brama nad linią startu. Wygląda na to, że zabrakło prądu. „Ciekawe, jak załatwią sprawę pomiaru czasu?” – przemknęło mi przez głowę. Stojąc w tłumie kilka metrów przed matą, z moimi 163cm wzrostu nie widzę absolutnie nic. Ale po chwili dobiega mnie przekazywana z przodu wieść „odliczamy!”. Start.

Pierwszy kilometr 4:02. Nie, nie spaliłam aż tak bardzo, po prostu prowadził głównie w dół. Odbiło się na następnym rzecz jasna. W ogóle według pomiarów jedną czwartą dystansu pokonałam szybciej niż 4:00, jedną czwartą wolniej niż 4:30, a połowę między tymi wartościami, co dość dobrze oddaje profil trasy. Poza tym biegło się dużo lepiej niż się spodziewałam. Po tym jak mi się ostatnio trenowało sądziłam, że ledwo będę trzymać 4:20, tymczasem na co bardziej płaskich fragmentach spokojnie dało radę schodzić niżej niż 4:10. Do mety dotarłam w 21:39 min. Osiągam dokładnie taki sam wynik trzeci raz w życiu. Kiedyś był życiówką, w czerwcu na płaskiej trasie porażką, tu i teraz… przyzwoitym rozpoczęciem nowego sezonu. Po odliczeniu dubli z open załapałam się jeszcze na fejm i drugie miejsce w K14. W ogóle niesprawiedliwe są te kategorie wiekowe – mam w swojej kobiety z przedziału aż szestanstu lat, reszta ma standardowo dziesięć. ;)

Teraz czeka mnie dłuższa przerwa od biegania w Lublinie. Nocną dychę w lutym odpuszczam, bo o 22:00 to ja raczej kieruję się w kierunku łóżka, niż w kierunku startu i porażka byłaby więcej niż prawdopodobna. Następny przystanek – zawody z tradycjami, nietypowy dystans, klimat blokowiska i Sidney Polak w tle – czyli Chomiczówka.

Open K: 11/179
K14: 6/64

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+