- Biegniesz De Volaille’em? - zapytał mnie mój syn, gdy lekko zbiegaliśmy z Przełęczy Karkoszczonka.

- …. yyyyy…. co? Przepraszam, nie rozumiem – wysapałam.

Czy biegniesz De Volaille’em? Takim stylem. – ponowił zapytanie.

- A co to za styl? Czym to się różni od nie-De Volaille’a? – nie mogłam w żaden sposób zakumać o co chodzi. Co to może znaczyć w młodzieżowym slangu?

- Taki styl, że raz biegniesz, raz idziesz.

Aaaaa! – pacnęłam się w spoconą łepetynę – bieganie gallowayem! Tak, możemy sobie robić przerwy na marsz.

Spędzałam kilka dni urlopu w przecudownych polskich Beskidach, oczywiście aktywnie i na szczęście w towarzystwie najlepszego piechura w rodzinie, czyli mojego syna. Najlepszy nie tylko ze względu na kondycję, ale najlepszy dlatego, że on nigdy, przenigdy nie narzeka. A podczas tej wyprawy powodów było tysiące i jestem pewna, że chodząc po górach z córką już po 10-15 minutach byłabym psychicznie zmiażdżona i cały pomysł na odpoczynek w naturze przerodziłby się w katorgę, mordęgę, udrękę i torturę (niby to samo, ale połączenie tych słów daje lepszy obraz, prawda?). Z córką to ja mogę sobie pojechać do Włoch i zajadać lody podziwiając piękną architekturę. Tak, byłyśmy na początku mojego urlopu kilka dni w Rzymie i do takich wyjazdów moja młodsza latorośl jako towarzyszka nadaje się wyśmienicie.

Powrót do domu po 3 tygodniowych wakacjach i od razu skok na wagę. Udało się zejść poniżej 61 kg, chociaż jakiejś dyscypliny żywieniowej ani zwiększonej aktywności sportowej nie zaaplikowałam. Wprost przeciwnie – wakacje to wakacje, trzeba dać się ciału nacieszyć wolnością. Pizza, kluchy, lody w Rzymie, „ogródkowy wypas” u rodziców czy beskidzkie karczmy i piwko.

Udało mi się pobiec parkrun w Katowicach i choć biegłam w stroju nie do końca uważany za sportowy, to zeszłam poniżej 30′ (29:54)!! Było dość chłodno i pomijając pętające się od czasu do czasu pod nogami psy (był to parkrun z okazji Dnia Psa), to biegło mi się naprawdę fajnie. Miałam nadzieję, na powtórzenie tego wyniku na ursynowskim parkrunie, ale niestety, wciąż się kręcę wokół 31′ (30:48 i 30:57). Moja waga w domu wróciła do przedurlopowego 61,3-61,6 kg. Wciąż nie mogę poprawić tego biegania. Co robię nie tak?

 
parkrun Katowice, Dzień Psa
fot. parkrun Katowice (fb)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+