Mój bieg na 800m podczas drugiej edycji WTC co prawda miał miejsce kilkanaście dni temu, jednak miałem inne sprawy, wyjazdy i zabrakło czasu na wrzucenie wpisu, więc robię to w końcu dziś ;)

Wcześniej pisałem, że przez kilka dni poprzedzających strat na 800m zmagałem się z bólem nóg, trochę powyżej kostki. Mimo wszystko postanowiłem wystartować i dać z siebie wszystko.

Przed startem standardowo zaliczyłem 3km truchtu. Nogi nadal bolały, ale nie było źle. Próbowałem jakoś pozbyć się tego bólu robiąc krążenie kostki, rozruszanie okolic stawu skokowego. Trochę pomogło, ale nadal nie było idealnie. Następnie skipy, przebieżki, kolejna porcja krążenia stawem i oczekiwanie na start. Po raz kolejny startowałem w 8 z 9 serii. Tym razem wydawała się ona jednak sporo słabsza. Nie chciałem popełnić błędów z poprzedniej edycji, gdzie ulokowałem się w środku stawki i było ciężko mi przejść do przodu.
Po kilku minutach oczekiwania nastała chwila startu. Ustawiłem się w pierwszej linii. Szybkie przygotowanie i start. Na pierwszym wirażu byłem na 4 pozycji. Niestety zacząłem z około 3 toru, gdy zbiegłem do krawężnika pierwszy tor był zajęty i musiałem biec na pograniczu pierwszego i drugiego toru. Pierwsze okrążenie to utrzymanie pozycji, jednak ciągle mój zły bieg na pograniczu torów. Nie chciałem zwalniać i chować się do tyłu na pierwszy tor, ale zarazem nie czułem się na tyle pewny, aby przyśpieszyć. Na drugie okrążenie wybiegłem na około 3/4 pozycji. Wyprzedziłem chyba jedną osobą na przedostatniej prostej. Na ostatnią prostą wbiegłem na 3 miejscu. Mocne przyśpieszenie, bez problemu minąłem drugiego zawodnika, do pierwszego trochę zabrakło. Na zegarze kilka metrów przed metą widziałem 2:12, jednak nie miałem pojęcia na czym się zegar zatrzymałem i jaki był rzeczywisty czas. Bieg wydawał się dobry, ale nie czułem się zmęczony. Po poprzedniej edycji musiałem poleżeć kilka minut, tu nawet nie czułem potrzeby opierania się na kolanach.

Kolejnego dnia pojawiły się wyniki – czas 2:13. Nowa życiówka, poprawiona o ponad dwie sekundy, ale spory niedosyt. Od razu po biegu wiedziałem, że pobiegłem zbyt zachowawczo. Szczególnie między 400 a 700m. To, że na ostaniach 100 metrach wyprzedziłem trzecią osobę o 3 sekundy pokazuje, że zostało mi zbyt dużo sił na koniec. Trzymałem się innych zawodników zamiast biec swoim tempem. Niestety znów wybrałem wygodny bieg obok kogoś zamiast ryzyko przyśpieszenia i wyprzedzania rywali. Do tego dystansu zawsze podchodzę z respektem i zawsze boję się dużego odcięcia w końcówce. Był to dla mnie 3 bieg na 800m w życiu. Ciągle się uczę dobrej taktyki i odpowiedniego rozłożenia sił na tym dystansie. Powtórzę kolejny raz, że bardzo ubolewam nad tym, ze jet tak mało takich zawodów dla amatorów. Mam tylko 3 szanse w ciągu roku, dwie za mną. Zostaje jeszcze jeden meeting Warsaw Track Cup we wrześniu.

Mimo, że liczyłem na lepszy bieg, uważam, że przy dobrym rozłożeniu sił i bez obolałych nóg mogłem się zakręcić około 2:10. Na tą chwilę jest to dla mnie bariera, która jest bramą już do naprawdę dobrego amatorskiego biegania.

Jestem bardzo zadowolony, że mimo już dość dobrego amatorskiego poziomu na tym dystansie notuje ciągły progres. Powtarzając podobne treningi co 2-3 tygodnie widzę ciągłą poprawę. Urywanie co bieg po 2 sekundy jest dobrym rezultatem, szczególnie mając gdzieś z tyłu głowy moją słabą wytrzymałość, która też mnie pewnie jakoś ogranicza. Stosuje prosty trening oparty o bieganie dwa razy w tygodniu mocnych treningów przy około 30-40 km w tygodniu. Ciągle mam jakieś pomysły na poprawę, ciągle coś idzie do przodu, a chyba właśnie o to chodzi… ;)

Zdjęcie: Warsaw Track Cup (profil Facebook)

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+