Pierwszy start w tym roku na bieżni zakończył się nową życiówką, jednak daleką od oczekiwań. Udało mi się pobiec 800m w 2:15, dwie sekundy szybciej niż rok temu.
Sam bieg rozgrywany był w ramach Warsaw Track Cup. To cykl meetingów na bieżni w Warszawie organizowanych przez Mariusz Giżyńskiego i Kubę Wiśniewskiego. Dodam, ze to są jedne z niewielu zawodów na bieżni, gdzie mogą startować amatorzy bez licencji PZLA.
Pierwszy meeting był organizowany na klimatycznej Skrze. Byłem tam pierwszy raz i powiem, że nowy tartan z ruinami trybun robi niesamowite wrażenie przy zachodzie słońca. W ramach meetingu były rozgrywane biegi na 3000m, 1500m, 800m i sztafeta 4x400m. Ja wybrałem dystans na którym mi idzie najlepiej, czyli 800m.
O samym treningu do tych zawodów możecie przeczytać w moim wcześniejszym wpisie. Mówiąc krótko biegałem sporo treningów z prędkością okołostartową. Same treningi wskazywały, że mogę nawet złamać 2:10. Biegałem kilka sekund szybciej odcinki w tempie do 800m w porównaniu do poprzedniego roku.

Na sam meeting przybyłem prawie dwie godziny wcześniej. Chciałem zobaczyć inne biegi, bo szykowała się fajna rywalizacja. Szczególnie na 1500m gdzie biegł Artur Kern, Piotrek Mielewczyk i Kamil Jastrzębski (i w tej kolejności skończyli). Ja swoją rozgrzewkę zacząłem na prawie godzinę przed startem. Zrobiłem 15 min truchtu, skipy lekko i trochę przebieżek. Biegłem w serii 8/9, więc dość szybkiej. Biegła ze mną między innymi Aneta Kaczmarek (bardzo utytułowana polska zawodniczka wyczynowa, która rok temu została mistrzynią świata weteranów). Przed biegiem zamieniłem z nią słowo. Planowane było 66s na pierwsze kółko i potem szybciej. Uznałem, że to idealne tempo.
Po nerwowych chwilach wyczekiwania w końcu nadszedł moment startu. W mojej serii było 13 osób i niestety start z 4-5 torów. Z perspektywy czasu wiem, że źle się ustawiłem w drugiej linii. Start bardzo szarpany, wszyscy ruszyli szybko do przodu co skutkowało przepychankami i zachwianiami. Chciałem tego uniknąć więc na pierwszych 50 metrach już musiałem zwalniać. Biegłem na około 10 pozycji. Pierwsze 200m zaliczyliśmy w 34s – trochę za wolno. Na prostej kończącej pierwsze kółko niektórzy zaczęli słabnąć. Udało mi się wyminąć 2-3 osoby ale nadal byłem około 8 miejsca. Liczyłem na bieg za Anetą. Wiedziałem, że ona ze swoim doświadczeniem będzie biegła idealnie taktycznie. Niestety między nami było kilku zawodników. Po pierwszym kole traciłem do niej pewnie 3-4 metry, więc nie było jeszcze źle. Drugie kółka jak zapowiadała przyspieszyła. Ja chciałem za nią, lecz między nami nadal było 3-4 zawodników. Oni zwalniali, ja ich nie wyprzedzałem, a czołówka odjeżdżała bardzo do przodu. Nie zaryzykowałem i tu sporo straciłem. Na ostatnich metrach udało mi się wyprzedzić jeszcze kilka zawodników, skończyłem na 5 miejscu.
Rok temu biegłem w bardzo wolnej serii, gdzie od początku do samego końca biegłem z dużą przewagą nad resztą. Obchodziło mnie tylko żeby szybko biec. W tym roku szybka grupa nie była dla mnie dobra. Było dużo szarpania, ciężko było wyprzedzać kolejne osoby i myślę, że na tym trochę straciłem. Na 2:10 raczej nie miałem szans, ale przy dobrym biegu taktycznym 2:12-2:13 było realne.
Po biegu piekło niesamowicie w gardle (ludzie z bieżni wiedzą o co chodzi ;) ). Lubię bardzo to uczucie, to coś zupełnie innego niż bieganie 5km i 10 km. Bardzo żałuję, że nie ma zawodów na bieżni dla amatorów. Masa 10-tek, maratony, półmaratony a szybkiego biegania nic… Przez to właśnie czasami myślę nad licencją PZLA i bieganiem w zawodach organizowanych przez Związek Lekkiej Atletyki. Jednak tam trzeba biegać poniżej 2:10 a mi jeszcze trochę brakuje.
W tej chwili dalej będę trenował pod MD, bo takie bieganie mi się podoba. Mam nadzieję, ze mimo wszystko jeszcze uda mi się wystartować na bieżni w tym roku.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+