W ostatnim czasie wykonałem kilka treningów późnym wieczorem. Co w tym szczególnego? Fakt, że już prawie zapomniałem jak to jest wyjść na trasę po dwudziestej pierwszej, bo od ponad trzech lat biegam praktycznie tylko rano. Mam w związku z tym kilka luźnych przemyśleń. Czy się komuś przydadzą? Nie mam pojęcia.
Każdy ma inne warunki pracy zawodowej, odmienne sposoby organizacji życia rodzinnego. Irytują mnie wypowiedzi, niemalże „ex cathedra”, internetowych znawców (od blogerów, przez użytkowników forum, po anonimowych komentatorów-trolli), którzy uważają, że ich rady są uniwersalne i każdy powinien się do nich stosować. Nie będzie to wpis z cyklu „pięć powodów, dla których musisz biegać rano/wieczorem”, tylko moje świeże spostrzeżenia, zebrane w ostatnim tygodniu doświadczenie.

Warunki brzegowe
Moje dwa skarby wstają około siódmej i zasypiają około dwudziestej pierwszej. Więc mogę biegać rano, zanim dojdzie do ich pobudki lub wieczorem, po ich odpłynięciu w krainę kolorowych snów. Taką podjąłem decyzję. Skoro i tak od czasu ich aktywności muszę odjąć osiem godzin mojej pracy zawodowej, to chcę poświęcić im jak najwięcej się da, a moje hobby nie może zabierać nam wspólnych momentów na zabawę. Żona budzi się z dziećmi, ale lepszym określeniem byłoby, że zmartwychwstaje. Nie jest rannym ptaszkiem, więc, żeby zamienić kilka rzeczowych zdań, obejrzeć jakiś serial, zwyczajnie być razem, lepiej robić z nią cokolwiek wieczorem. No i problem, wyboru pory na bieganie rozwiązał się w moim przypadku sam. Życie mnicha ascety – pobudka o piątej pięćdziesiąt, toaleta i o szóstej już na trasę.

Odstępstwo od reguły
Ostatnio dzieciaki (zwłaszcza córka) tak dały do pieca jednej nocy, że kładąc się o czwartej rano do łóżka z zamiarem przespania choćby dwóch godzin ciągiem, miałem świadomość niewykonalności porannego treningu. Przeniosłem aktywność na wieczór. I jakoś tak wyszło, że w kolejnych dniach wolałem się wyspać rano i zmęczyć po zachodzie słońca.

Przechodząc powoli do sedna, ale pozostając jeszcze w klimacie wpływu dzieci na trening. Mój przedszkolak, z niewiadomych przyczyn, zaczął się budzić mniej więcej dwadzieścia minut po tym jak wychodzę o świcie na trening i stawia cały dom na głowie histerią z powodu braku taty. Po wieczornym czytaniu bajek pada nieprzytomny i nic go nie jest w stanie wyrwać ze snu. Ewidentnie dawał mi niewerbalne znaki, żebym zmienił przyzwyczajenie.

Wchodząc już w analizę elementów czysto fizjologicznych. Po całym dniu na nogach szybciej wchodzę na wyższe obroty, nie tracę pierwszych dwóch kilometrów na rozbudzenie się. Tempa na rozgrzewce są o około dziesięć sekund na kilometr szybsze wieczorem.

Gorzej natomiast pracuje mój układ trawienny. Mam uczucie ciężkiego żołądka, coś się zawsze odbija, nawet jeśli kolacja jest na lekko. Jest nieprzyjemnie. Rano – na czczo jest uczucie lekkości.

Po wieczornym treningu nie mogę zasnąć, jestem pobudzony, organizm długo się wycisza.

Są jeszcze kwestie bezpieczeństwa. O wschodzie słońca obawiam się szwendających się samotnie psów, albo spotkania z dzikiem, bo ludzi praktycznie nie ma. A biegam bez telefonu, więc gdyby coś się stało nie miałbym nawet jak wezwać pomocy. Po zachodzie z kolei to w ludziach budzą się zwierzęce instynkty. Sporo jest agresywnych, pijanych lub nafaszerowanych stymulantami wyrostków.

Nie jest to pewnie normą wszędzie, ale w mojej okolicy kierowcy samochodów wraz z upływającym dniem tracą kulturę osobistą i nie zważają na przepisy ruchu drogowego. Zdecydowanie łatwiej jest zostać potrąconym w nocy, gdy pędzący swoim pojazdem nie spodziewa się biegacza na poboczu.

Doszedłem do prostej konkluzji – jestem przyzwyczajony do porannej rutyny, ale nie widzę powodu do tego, żeby robić trening za wszelką cenę w momencie, gdy jestem w stanie przełożyć go na wieczór. W dyskusji, czy biegać o wschodzie słońca, czy po zmierzchu głosowałbym jednak za opcją numer jeden.

week 4. 35,1km
pn   30min E(5,6km | 5:25/km) + 6ST   Σ6,3km
wt   rest
śr   10min E + 3,2km T(14:21 – 4:29/km) + 2min rest + 1,6km T(6:54 – 4:19/km) + 12min E   Σ9,1km
cz   rest
pt   10min E + 2×1,6km T(7:04 – 4:25/km, 7:02 – 4:24/km)/1min rest + 2×1km T(4:19, 4:17)/1min rest + 11min E   Σ9,5km
so   rest
nd   53min E(10,2km | 5:15/km)   Σ10,2km

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+