Czy blog to dobre miejsce na swój COMING OUT? Nie wiem, ale jedno jest pewne – lepszego mieć nie będę.

To się chyba nazywa – clickbaitowy wstęp. I trochę rzeczywiście Was zwodzę, ale jednocześnie chcę się do czegoś istotnego przyznać. Deklaracja będzie poważna, a zatem tak na zachętę fanfary dla mnie, żebym nie zdezerterował:

Pam para ram, pam pam, para ram, pam pam pam…para ram!

Jestem Januszem biegania.

A co tam Januszem!? Dajmy już spokój tym biednym Jaśkom z „Usz” na tyłach, jestem Krzysztofem biegania i to pełną gębą.

Serio, ja się w ogóle na tym wszystkim nie znam. Nie pytajcie mnie – po co robisz interwały? Bo nie wiem. Robię, bo:

#1 – są w planie.

albo

#2 – tak mi się wydaje, że coś powinny pomóc.

Nie pytajcie mnie – jak się ubrać na trening zimą, bo odpowiem, że:

#1 – jak tam Ci wygodnie.

albo

#2 – koniecznie załóż stopki, bo achillesy kochają lodowe powietrze.

Jako typowy Krzysztof biegania drugi rok z rzędu przerabiam trening maratoński i:

#1 – drugi rok z rzędu nie startuję w maratonie.

Po ciężkim treningu uzupełniam węglowodany:

#1 – twarożkiem wiejskim.

albo

#2 – w ogóle nie uzupełniam.

Już 5 rok biegam z Endomondo i gdy podczas rozbiegania aplikacja złapie mi km w 2:18 to:

#1 – wierzę, że rzeczywiście tak mogło być.

albo

#2 – przez minutę mam wątpliwości…a potem – wierzę, że rzeczywiście tak mogło być.

Krzysztoferkę uskuteczniam nie tylko na biegowej trasie, ale też w wirtualu, dlatego gdy tylko pokonam na treningu więcej niż 15 km natychmiast:

#1 – informuję o tym na Facebooku.

i

#2 – piszę na czacie do PZLA żądając powołania do kadry.

Krzysztof biegania tworząc plan zimowych przygotowań ustala maksymalną objętość na poziomie 140 km, ponieważ:

#1 – zdaje mnie się, że tak będzie dobrze.

albo

#2 – trzeba coś zmienić, a poza tym dzieląc 140 na 6 dni treningowych uzyskuję 23,3 km dziennie, a z tym powinienem się jeszcze czasowo obrobić.

Dla Krzysztofa biegania pogoda podczas zawodów jest nieistotna, chyba że:

#1 – zje@ałem, to wtedy istotna. Za zimno, wiało, pod górę i w dół.

Mark Twain miał powiedzieć, że – lepiej nie odzywać się wcale i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości. Myślę, że tym wpisem nie pozostawiam złudzeń – nie mam bladego pojęcia o bieganiu.

Najbardziej przekonuję się o tym za każdym razem gdy kończę realizować jakiś plan. Plan się kończy a ja zostaję sam ze sobą, bez pomysłu na to jak trenować dalej. Aktualnie jestem w takim momencie roku, kiedy muszę udawać – że wiem co robię. A nie wiem. Orlen się zbliża, a ja właśnie tracę orientację w terenie. Środowe interwały na stadionie sprawiły, że poczułem się dodatkowo skołowany.

5 x (2x200m p.200m tr + 400m p.400m tr)

Przed treningiem pomyślałem sobie – ale fajnie, w końcu pobiegam coś szybciej i krócej. Tylko, że bieganie szybciej okazało się dla mnie niemal zabójcze. Najpierw 2×200 po 36 sekund i jest to tempo, które sprawia mi problem. 400 w 75 sekund i na ostatniej prostej po prostu się duszę. Dyszę płytko i szybko, jak człowiek łapczywie łapiący tlen chwilę po odratowaniu od utonięcia.

Transformacja z maratońskiego, obłego kloca w ostry grot szybkiej strzały bywa bolesna – myślę sobie na początku 2 serii tych całych – przebieżek. Ciężki oddech znowu się powtarza, jakby układ oddechowy nie był oswojony z tak intensywną pracą. Nie wiem, nie wiem, nie rozumiem nic. W każdym razie od trzeciej serii jest już nieco lepiej. Tempo wzrasta, kolejne czterystumetrówki robię już odpowiednio w 72, 71, 70, 69 s, co też mówiąc obrazowo – dupy nie urywa, ale przynajmniej zachowuję trend zwyżkowy.

Od wczorajszego treningu czuję się trochę jak kierowca Golfa 3, który jedzie autostradą A4 pod prąd i jako że na razie nie ma większego ruchu, to parę metrów już pokonał. Z tym że, za chwilę zza zakrętu wyłoni się ciężarówka wioząca paliwo do Niemiec z logo Orła na cysternie…Tak się czuję. Jak na chwilę przed czołowym zderzeniem z czymś dużo większym od siebie.

Ale że totalnie nie znam się na bieganiu, więc zawsze pozostaje nadzieja, że moje przeczucie jest błędne.

;-)

Podpisano,

Krzysztof Biegania

29.03.2018 r.

* JANUSZ – pejoratywne określenie wąsatego mężczyzny w średnim wieku, ubranego najczęściej w czarną, skórzaną kurtkę, w biały podkoszulek (najczęściej na ramiączkach) oraz noszącego białe skarpety i sandały, z dużym brzuchem, trzymającego reklamówkę z dyskontu. Ulubionymi rozrywkami Janusza jest picie piwa i oglądanie telewizji.

Stereotypową partnerką Janusza jest Grażyna, która nie jest inteligentna, ma włosy w tapirze lub ondulowane, lubi robić zakupy oraz interesuje się plotkami. Zarówno Janusz jak i Grażyna wypowiadają się w sprawach, o których nie mają pojęcia, są cwaniakami oraz nie znają zasad kultury. (źródło: Wikipedia).

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+