RSR to nie skrót nowej partii politycznej, choć gdybym takową stworzył mogłaby brzmieć – Ruch Społecznej Rewolucji. Śladem najlepszych wzorców obiecałbym każdemu obywatelowi po sto milionów na łebka i wolne weekendy. Głosowalibyście? Sam chętnie przytuliłbym sto baniek ale następnego dnia już by mnie w kraju nie było, bo po takim rozdawnictwie coś czuję, że wkrótce po objęciu rządów za kostkę masła trzeba byłoby płacić co najmniej sto złotych plus 89 procent VAT.

RSR to jednak nie skrót żadnej siły politycznej ale moja strategia na najbliższe treningowe tygodnie, którą zapoczątkowałem już w poprzednim. Rytm – Siła – Rozbieganie!

Cały pomysł na zimowy trening zakłada 16 tygodni opartych na Danielsowym planie do maratonu. Zeszłej zimy zrobiłem pełny 24 tygodniowy cykl z tegoż planu i niestety start docelowy w Białymstoku delikatnie mówiąc – nie wyszedł. Czułem za to formę miesiąc wcześniej, dlatego w tym roku chcę przygotowywać się krócej (do półmaratonu w Gdyni 18 marca), ale za to odrobinę mocniej. A więc ma być więcej kilometrów, to przede wszystkim. O ile rok temu trenowałem na maksymalnym przebiegu tygodniowym na poziomie 110km, tak tym razem chciałbym podkręcić licznik do 140 km. Oczywiście takich tygodniówek z maksymalną objętością nie będzie dużo bo tylko dwie, także – nie taki diabeł straszny jak się umaluje. Co nie zmienia faktu, że będzie wyraźnie więcej biegania niż w analogicznym okresie przełomu 2016/2017.

RYTM

Rytmówki zacząłem regularnie biegać podczas roztrenowania kiedy do każdego 6 kilometrowego rozbiegania dodawałem 6 przebieżek po 20 s. Przez cały poprzedni rok olewałem temat przebieżek z czystego lenistwa i z takiego braku wiary, że te kilka szybszych odcinków cokolwiek mi pomoże. Teraz już wierzę, bo czuję z tygodnia na tydzień poprawę w kroku. Rytmy biegam zgodnie ze starokędzierzyńską zasadą – pach pach pach, czyli bardziej krótki szybki ruch, niż zamaszyste długie susy.

SIŁA

Przez pierwszy miesiąc chcę robić dwie sesje siły biegowej w tygodniu – w środę skipy, w sobotę podbiegi. Tak było teraz. W środę wybrałem się nad Ukiel gdzie na delikatnym podbiegu po szutrowej równej ścieżce machnąłem 10 x 100 m dość intensywnego, szybkiego skipu A. U szczytu górki nogi bardzo przyjemnie mdlały a tętno dobijało do 165 uderzeń co chyba świadczy o tym, że faktycznie mocno popracowałem, bo raczej na skipie tak mocno serducho mi nie waliło nigdy. W sobotę to już natomiast krem dela krem jeśli chodzi o siłę biegową, czyli podbiegi. Tym razem podjechałem nad jezioro Długie gdzie na dobrze mi znanej city trailowej górce wybiegałem 10 x 150 metrów żwawego rytmu. Noga chodziła równo, odcinki wychodziły po 32-31 sekund, a maksymalne tętno dobiło do 175 bpm.

ROZBIEGANIE

W tygodniu kilometry biegało mi się dość lekko, sporą część objętości robiłem rano i generalnie żeby wypełnić plan w postaci 80 km/tydzień nie musiałem się specjalnie umęczyć. W niedzielę wybrałem się na 20 kilometrów długiego biegu i latało mi się dość ciężko. Naubierałem się jak Marek Kamiński podczas wyprawy na biegun przez co podczas samego rozbiegania byłem ociężały, zgrzany i zasapany jak ten byk na korridzie. Gdzieś na 17 kilometrze dołożyłem sześć rytmówek i powiem, że naprawdę ciężko było się zebrać po takim dłuższym tupaniu na szybsze pokręcenie nogą. Zasapałem się jeszcze bardziej, ale to już była końcówka treningu, więc jakoś poszło. Ostatecznie 20 km zrobiłem w 1:30, czyli idealnie po 4:30/km…o tętnie pisał nie będę bo…że się powtórzę – zasapałem się strasznie i raczej nie było to tętno pierwszozakresowe ;P

PODSUMOWANIE

Trening 1 z 16

Objętość 83 km

2 x Siła Biegowa

32 x 20 s R

Kontuzji brak

Hasło wyborcze – Trenuj i czekaj.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+