To nie był mój najlepszy bieg, to nawet nie był dobry czy zadowalający bieg. Było źle! W poprzednim wpisie pisałem, że tempo ok. 3’57’’/km powinno być akceptowalne i spokojnie powinienem je utrzymać przez dystans półmaratonu.  Te moje założenia absolutnie nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistość.

Rano przed wyjazdem wskoczyłem na wagę – prawie 81kg, czyli 4 kilo więcej niż na ostatnim półmaratonie. Warunki pogodowe miały być dobre bo bezwietrznie – wiatru nie było, ale chmurki  żadnej też, a słonko chyba pierwszy raz w tym roku tak ochoczo świeciło. Trasa raczej płaska, choć w stosunku do zeszłego roku doszedł jeden podbieg na wiadukt, nic ciężkiego. Po całym rytuale przedstartowym, ustawiam się na starcie, dwie chwile i poszło. Już od początku wiedziałem, że coś było nie tak. Tętno od samego początku 165-166 (to wyżej niż średnie tętno z całego półmaratonu w Lesznie), po 5km tętno już w okolicach 170bpm i za wiele niżej nie spadło. Odczucia w czasie biegu też nie najlepsze jak na ten etap. Na tych pierwszych kilometrach tempo około 4 minut nie sprawiało problemu, ale nie było też lekkości, nie było hamowania, żeby zbytnio nie przyspieszać. To już była zapowiedź tego, że będzie ciężko. Pierwsze pięć kilometrów jeszcze poniżej 20 minut.

s3_77fc1826ea143133d51f095131b5235b

Gdzieś na drugiej piątce

Na drugich pięciu kilometrów pierwszy mały kryzysie, ale łapie się kogoś i tak przyzwoitym tempem dobiegam do 10km. Było ok. 40 minut wiec jeszcze wszystko zgodnie z planem. W tym momencie nie było już drzew po boku drogi, słonko już bezkarnie świeci na trasę, patelnia.

W ubiegłym roku kryzys przyszedł około 15 kilometra, tym razem był to 11 kilometr. Upływ sił i motywacji. Jakoś tak się pogodziłem z tym,  że wyniku już nie zrobię. A jak głowa zezwoliła na odpuszczenie tak już bieg został położony. Najpierw zaakceptowałem tempo ok. 4’10’’, a później zaczęły się wiadukty i było jeszcze wolniej.  Próby wzięcia się w garść i przyspieszenia niespodziewanie kończyły się lekkim kuciem w boku, początki kolki? To wyraźnie nie był mój dzień.  Od 14 do 17 kilometra coraz wolniej i wolniej, ale te zaczątki kolki już ustąpiły. Po 18km spróbowałem nieco przyspieszyć i jakoś to szło  – najpierw 4’20’’ później 4’10’’, żadnych bólów czy dyskomfortu. Minąłem jednego zawodnika później drugiego i równym tempem do mety. W okolicach stadionu już poniżej tempo 4 minut, a na tartanie, czyli jakieś ostatnie 300m po 3’45’’ i bieg całkiem swobodny. Na metę docieram w czasie 1:27:42 (równe 6minut gorzej od życiówki sprzed dwóch miesięcy)  co daje 52 miejsce open i 14 w M30. Za metą potrzebowałem kilku chwil, może nie tyle żeby odpocząć co po to żeby przełknąć gorycz porażki.

18451417_252908551781062_8989741803077984343_o

Tuż za liną mety

Przyczyn złego występu pewnie było kilka.  Chaotyczny trening w ostatnim tygodniu, sporo więcej masy do przenoszenia, trochę błędów żywieniowych przed zawodami jak i  w dniu biegu. Najbardziej jednak oczywistą przyczyną jest spadek motywacji i co za tym idzie słaba głowa, która odpuszcza walkę. Za tydzień będzie okazja do poprawy – tym razem dyszka, możliwe że dyszka razy dwa.

A teraz jeszcze przyjemniejsza część relacji. O samej imprezie można się rozpisywać tylko w samych superlatywach. Pakiety, nagrody i przede wszystkim to co czeka biegacza po minięciu mety naprawdę bardzo fajne. I wszystko przy stosunkowo niskim wpisowym.  W tym roku z okazji 10 edycji biegu był dodatkowy bieg na 10km. Na bieg ten przyjechali znajomi z drużyny, w której barwach mam od niedawna przyjemność biegać. No Name Team powstał w sumie na potrzeby lokalnego GP i rywalizacji drużynowej, ale jakoś tak już na wszystkie biegi zapisujemy się pod tym szyldem. Dziewczyny i chłopaki wygrali klasyfikację drużynową biegu na 10km. Po dekoracjach, korzystając z świetnej pogody można było usiąść na trawce i zrobić małą integracje przy piwku. No to najlepsze zakończenie niezbyt udanego biegu :)

18422522_252913521780565_7203500545760953614_o

Najlepsza część imprezy :)

 

Źródło zdjęć: FB Fotorelacja Michalina Walczak, inowroclaw.info.pl
Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+