Przerwa od biegania zrobiła się sama, nie planowo, tak spontanicznie można by rzec. Psychicznie chyba już było mi dość rygoru treningowego i porostu przestałem wychodzić na treningi. Nie wiem czy też tak macie, że wystarczy kilka dni bez biegania i już was nosi. Jak rasowy nałogowiec chciało by się założyć buty i przebiec kilka kilometrów. Ja tak miałem. Ale już nie mam. Może wychodzę z nałogu :) W każdym bądź razie po 11 listopada miałem 8 dni bez biegania. Ostatnio taki okres miałem w grudniu 2015 z powodu jakiegoś drobnego urazu, a dłuższy okres nie biegania miałem jak nie biegałem. I wcale nie czułem jakiejkolwiek potrzeby, przymusu wewnętrznego aby wyjść pobiegać.  W końcu się wygramoliłem, niedzielne długie bieganie, dwa krótsze i znowu przerwa tym razem wymuszona. I po tych kilku dniach znowu ciężko było się zebrać do tego biegania. To co zawsze było mocną stroną: motywacja i systematyczność wyraźnie szwankuje. Ale jakoś się to pewnie rozkręci. Na razie samo luźne bieganie.

No to się trochę po użalałem nad swoją słaba silną wolą, a teraz trochę o przyszłości. Sezon skończony czas zacząć nowy. Plany na przyszły rok: możliwie jak najmniej stracić z tegorocznej formy. Szykują się spore zmiany w życiu poza biegowym i czasu na trening nie będzie tyle co teraz. Przez najbliższe 6-8 miesięcy mój „czas wolny” będę miał mocno ograniczony, zawodów żadnych nie planuję. 2-3 treningami w tygodniu pewnie trudno będzie coś zbudować wiec spróbuję jak najmniej stracić.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+