Troszkę mnie tu nie było, ale wiadomo sezon ogórkowy. Ja jednak nie zasypuję ogórków, znaczy gruszek, w popiele i coś tam biegam. Nie będę rozpisywał każdego z brakujących tygodni, bo by Was to zanudziło, ale zrobię tylko jedno podsumowanie dotychczasowego biegania latem.

Ostatni wpis był na koniec czerwca i wtedy też pisałem, że nabawiłem się małej kontuzji pleców. Postanowiłem odpocząć przez tydzień i popracować trochę z fizjo. Zabiegi pomogły na tyle, że po tygodniu wróciłem do biegania, ale jednak ból ciągle się utrzymywał. Już nie tak duży jak na początku i w bieganiu mocno nie przeszkadzał, ale pewien dyskomfort był. Dość powiedzieć, że ból minął całkowicie dopiero w poprzednim tygodniu.

Jak pisałem wyżej treningi wznowiłem po tygodniu. Zacząłem ostrożnie od BS-ów w tempie ok. 6:00/km i z przyspieszeniami do maks 5:30min/km. Zrobiłem też jeden akcent w postaci 30 minut biegu ciągłego w tempie ok. 4:32/km. Byłem zaskoczony, że tak łatwo szło, ale nie chciałem przesadzić. W kolejnym tygodniu już weszły interwały 4x6min @4:25/km i fartlek. Niestety wypadł sobotni trening, gdyż rozpoczynałem urlop i dojazd i rozpakowanie zajęły za dużo czasu, aby zdążyć z treningiem.

Pierwszy tydzień urlopu, choć spędzony pod żaglami, wyszedł bardzo dobrze. Wszystkie treningi wykonane w 100%, a jednej BS (8km) wyszedł nadmiarowo, bo musiałem wrócić po portfel do poprzedniego portu. Fajnie biega się po Mazurach. Było trochę górek, więc mogłem sprawdzić się jak tam moja forma na podbiegach – jest nieźle. W kolejnym tygodniu zmieniliśmy miejsce na suwalszczyznę i tydzień ze znajomymi, co zaowocowało tylko dwoma BS-ami (jeden z przyspieszeniem do 5:00 na 30 minut). Atmosfera nie sprzyjała trzymaniu się planu ;-), więc postanowiłem przesunąć plan na kolejny tydzień.

Po urlopie wszedłem w dobry rytm treningowy. Plecy już właściwie nie bolą. W środy biegam głównie biegi ciągłe lub interwały tempowe. W soboty głównie mam interwały (8x3min, 5x5min, 4x6min) lub fartlek. Do tego wpadają dwa lub trzy BS-y w tym jeden Long (maks. 90 minut). Tygodniowy dystans dochodzi do 60 km i jest to nawet więcej niż zakładałem, więc już nic nie dokładam.

Podsumowując lipiec przebiegłem 153 km, więc jak na dwa tygodnie przerwy to nieźle.

Powoli zaczynam myśleć o startach. Na pewno pobiegnę za tydzień w Pogoni za Bobrem nad jeziorem Wigry. To jest 12 km przełaju z przewyższeniami ok. 100m.Traktuję to jako trening wytrzymałości, a celem moim jest utrzymanie tempa w okolicach 4:50min/km. Miałem pobiec w Praskiej Piątce aby się sprawdzić na 5 km, ale akurat wypada mi wyjazd i muszę zrezygnować. Postanowiłem test przełożyć na 24 września i pobiec w Biegu na Piątkę już jako start docelowy na tym dystansie.

Wciąż jeszcze nie wiem, gdzie wystartuję na 10 km jako start docelowy. Teoretycznie mój plan kończy się na 14-15 października i wtedy byłoby dobrze coś atestowanego pobiec. Coś na pewno się pojawi. 22 października planuję też pobiec półmaraton w rodzinnej Bydgoszczy, ale tutaj jeszcze się zastanawiam, gdyż ciągle waham się czy w ogóle biec ten dystans w tym roku. Zawsze mogę też zapisać się na 5 km, które rozgrywane jest równolegle.

Na dziś tyle. Czas spać. Jutro long. Mam nadzieję, że nie w upale, ani deszczu :)

P.S. Przy okazji Biegu na Piątkę zapisałem się do akcji Biegam Dobrze i aby otrzymać pakiet startowy muszę uzbierać 200 zł od darczyńców. Ja wspieram fundację Rak’n’Roll zajmującą się propagowaniem wiedzy o chorobie nowotworowej i wsparcia osób chorych. Jeśli uważacie, że warto wesprzeć ten szczytny cel wejdźcie na tę stronę i wpłaćcie dowolną kwotę. Zrobicie coś dobrego, a ja będę mógł pobiec propagując charytatywne bieganie.

Podziel się: Tweet about this on TwitterShare on FacebookShare on Google+