Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Marcin Świerc i Agata Matejczuk przed UTMB 2018
Marcin Świerc i Agata Matejczuk startują w tegorocznym UTMB, Marcin w TDS (na dystansie 120 km) a Agata w UTMB (czyli na kanonicznym dystansie 168 km). Przed startem spotkał ich Kuba Krause.

***

Kuba Krause: Zacznijmy od marzeń. Oboje z Marcinem podkreślacie często, że UTMB jest Waszym marzeniem. Czy zawodnicy „elity” mają w ogóle marzenia? Czy nie traktujecie biegów jako pracę, obowiązek, ewentualnie przygodę? Pytam oczywiście trochę prowokacyjnie...


Marcin: Jasne, że mam marzenia. Gdyby nie one już dawno bym poddał się w dążeniu do bycia lepszym każdego dnia, bo spełnianie marzeń wymaga też od nas sporego wysiłku i determinacji. Oczywiście bywają gorsze i lepsze dni, ale grunt to się nie poddawać i iść swoją drogą. Teraz bieganie jest dla mnie połączeniem pasji i pracy, a przecież o to właśnie chodzi w życiu: żeby robić to, co sprawia nam frajdę. Gorsze dni pozwalają docenić te lepsze, bo choć warto mieć marzenia i dążyć do ich realizacji, to trzeba też umieć docenić to, co się ma.

Agata: Marcin to elita! Ja po prostu biegam, startuję i czasem coś tam się uda wygrać.  Ale poziomem odstaję mocno od elity. Odpowiadając na pierwsze pytanie: tak, mam marzenia jako biegaczka. Natomiast czy traktuję bieganie jako pracę? Nie wiem… Jeśli patrzymy przez pryzmat obowiązku, to tak. Tak to trzeba mniej więcej traktować. Tak myślę… [zastanawia się] No dobra, ja tak mniej więcej to traktuje [śmiech] Jeśli jednak chodzi o profity z biegania, to niewiele zarobiłam w tym roku...  Ale wiele dobrego się wydarzyło w życiu w tym roku dzięki bieganiu. - podsumowuje z uśmiechem.

Kiedy myśl o UTMB pojawiła się pierwszy raz? Ja pamiętam, że przeczytałem relację Krzyśka Dołęgowskiego i przepadłem bez reszty. A jak było w waszym przypadku? Czy można wskazać jakiś moment, wydarzenie?

Agata: Myśl pojawiła się kilka lat temu, ale nie pamiętam dokładnie kiedy. Wydaje mi się, że po sukcesie Piotra Hercoga (wtedy na skróconej trasie) [W 2015 roku Herci zajął dziesiąte miejsce]. Co jeszcze? Pamiętam, że dopingowałam Magdzie i Krzyśkowi, kiedy Magda chciała złamać 30 godzin. (Ostatecznie zeszła z trasy, bo wiedziała że nie zrealizuje założenia, a tylko to ją wtedy interesowało)

Marcin: Było to w kopalni Bochnia po biegu sztafetowym. Razem z Sebastianem Klerem gadaliśmy całą noc, bo po wygranych zawodach nie mogliśmy spać, leciał filmik - zapowiedź UTMB: mistyczna, mega motywująca. Wtedy powiedziałem, że kiedyś to zrobię! To był 2010 rok, i od tamtego dnia mam plan w głowie. Realizuję go powoli: od biegów alpejskich, przez anglosaskie i długi dystans górski, a teraz przyszedł czas na ultra… wszystko ma swój czas [uśmiech]. 



Ciężka droga, techniczne szlaki


Myśląc o was widzę wiele podobieństw – wybaczcie, że pozwalam sobie na takie porównanie. Oboje ciężko zapracowaliście na swoje osiągnięcia. Czy jesteście w stanie powiedzieć, co było najtrudniejsze? Porównując życie sportowe do ultra – kiedy zaliczyliście kryzys? Jaki fragment życiowego „szlaku” był najtrudniejszy?

Marcin: To jest trochę tak, że w życiu jak w ultra: raz jest z górki, a raz pod górkę. Raczej nie jestem typem, który narzeka, ale raczej staram się wyciągnąć z każdej sytuacji jak najwięcej dobrego. Upadki, porażki bolą każdego, ale najważniejsze by wstać i iść dalej, stając się mądrzejszym o te doświadczenia. Oczywiście nie urodziłem się górach i nie mieszkam w nich, ale staram się dobrze przygotować do moich wyzwań, na tyle, na ile potrafię i jakie mam ku temu możliwości. Kryzysy były, są i będą, większe i mniejsze – staram się wyciągnąć z każdego lekcję. Właśnie ta nauka była trudna, ponieważ nikt mi nie pokazał jak być dobrym biegaczem i do wszystkiego doszedłem sam. Dzisiaj mamy zdecydowanie łatwiejszy dostęp do wiedzy o treningu, biegania po górach... Kiedy ja zaczynałem możliwości były dużo mniejsze, ale i tak cieszę się, że mimo prób i błędów doszedłem do miejsca, w którym jestem. Jeszcze kilka lat temu marzenie o byciu zawodnikiem międzynarodowego teamu było tylko marzeniem, dziś jest rzeczywistością.

Agata: Można powiedzieć, że ja na zmianę była i mnie nie było, a to ze względu na 3 ciąże, w 2009, 2010 i 2014 roku. Dopiero po 3 ciąży coś tam się ruszyło w moim bieganiu, a po drodze było kilka słabych i dobrych momentów. Kryzys przyszedł po zeszłorocznych MŚ w biegu 24-godzinnym w Belfaście, które odbyły się na początku lipca. Zgubiła mnie pewność siebie (chyba nadmierna). Nie zrealizowałam swoich założeń i porzuciłam bieganie.

Nie mogłam… Nie mogłam biegać. Czułam, że to nie dla mnie. Miałam żal do siebie i do całego tego cholernego biegania. Przez pół roku nigdzie nie startowałam. Przez pierwsze dwa miesiące bardzo się wyobcowałam i zamknęłam w sobie. Na szczęście w dobrym momencie spisałam się z kolegą z byłej pracy, że w Ozorkowie (miasteczko 12 km od mojego domu) są prowadzone treningi z boksu. Zapisałam się w połowie września i to mi bardzo pomogło. Zaczęłam jeździć na rowerze i w pod koniec października trochę biegać, bez planu, bez nikogo, po prostu. Powiedziałam sobie: „albo wrócę i to będzie lepsze bieganie, albo już nigdzie nie będę startować.” No i wtedy do akcji wkroczyli wspaniali ludzie, którzy zorganizowali zbiórkę urodzinową na mój start i przy wsparciu Columbii wyjazd na UTMB. Ten fantastyczny prezent i świadomość, że mam takie wielkie grono przyjaciół i znajomych, którzy są ze mną na dobre i na złe i mnie wspierają dało mi cholernego kopa. Jestem za to bardzo wdzięczna.



Marcin, czy potwierdzasz, że dobrzy ludzie dookoła są dla sportowca ważni?

Wsparcie najbliższych, rodziny i przyjaciół jest bezcenne. W codziennych trudach przygotowań, ale też podczas zawodów moja żona Basia jest nieoceniona. Przysłowie, które mówi ze „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” oddaje to w 100% . Wiara w sukces też pomaga - w mój zeszłoroczny sukces mało kto wierzył – ale starałem się konsekwentnie realizować swój plan i się udało. Nie zawsze będę wygrywać, ale cieszę się, że droga, którą idę prowadzi w dobrym kierunku. Przemierzam ją razem z osobami, które mnie wspierają i całym #MarcinSwiercTEAM. Nieocenioną pomocą jest też team Buff oraz wsparcie ze strony Columbii. Dzięki temu nie muszę martwić się o dobry sprzęt czy pomoc w czasie startów.


Pełnia uznania


Oboje stosunkowo niedawno zostaliście prawdziwie docenieni. Marcin trafił do jednego z najsilniejszy teamów na świecie – Buff Pro Team, Agata została publicznie wybrana „Superbohaterką”. Ponieważ pytanie będzie dość osobiste, pozwolę sobie je zadać wam oddzielnie.

Agata, z wywiadów wiemy, że w twoim życiu wiele się wydarzyło i musiałaś „zapracować” również na to, byś czuła się wartościowa we własnych oczach. Czy publiczne uznanie pomogło ci zobaczyć siebie w dobrym świetle, czy było już potwierdzeniem tego, co wydarzyło się wcześniej w twoim wnętrzu?

Agata: Publiczne uznanie było takim siedmiomilowym krokiem, a ja zrobiłam miliony małych. Wywiad dla Wysokich Obcasów zadziałał z kolei jak detoks. W wielu wydarzeniach obnażyłam się dość mocno, mówiąc głośno o swoim dzieciństwie i w ogóle o życiu.

Marcin, mija rok od wielkiej fety na ulicach Chamonix. Czy to uczucie, że dogoniłeś świat nadal ci towarzyszy? Jak dzisiaj widzisz siebie w perspektywie największych biegów, ścigania z czołówką?

Marcin: Zeszłoroczne CCC było wyjątkowe, dziś jestem rok starszy. Cały ten rok bardzo różnił się od poprzednich. Były sukcesy i porażki. Po starcie w Lavaredo zastanawiałem się, czy się nadaję do ultra. Świat cały czas ucieka, widać naprawdę duży postęp. Staram się rywalizować za granicą w mocnych biegach, by zbierać doświadczenie. Obecnie dzięki temu, że stałem się bardziej rozpoznawalny mogę trenować z najmocniejszymi. Kiedyś jak chciałem potrenować z gwiazdą, to wymagało to dużych środków finansowych. Dzisiaj jeśli jesteśmy w tym samym miejscu, to wystarczy wiadomość do Haydena [Hawksa] czy Zacha [Millera] i już... Jest to dużo prostsze.


Do startu, gotowi...


Jak przebiegały ostatnie tygodnie przygotowań? Czy czujecie się gotowi, by stanąć na starcie ramię w ramię z najlepszymi na świecie?

Marcin: Przygotowania przebiegły w miarę sprawnie, choć zdarzały się wymuszone przerwy. Lipiec spędziłem na obozie w Alpach, początek sierpnia to tydzień w Tatrach. Trochę dużo wyjazdów i pracy, bo w domu bywałem tylko 1-2 dni na przepakowanie się i ruszałem dalej w drogę. Trochę brakuje mi treningów w moich lasach i spokoju, ale cały czas walczę i na pewno w Chamonix dam z siebie 200%.

Agata: Ostatnie tygodnie mijały na bieganiu, rowerze, zajęciach boksu i ćwiczeniach z oponą na podwórku. Czy jestem gotowa… okaże się już niedługo. Wydaje mi się, że zrobiłam wszystko co i ile mogłam.

Czy na trasie jesteście całkowicie pogrążeni w swoim żywiole, czy czerpiecie energię od kibiców, ekipy supportującej?

Agata:
W moim przypadku to zależy od tego, czy w pracy przed wyjazdem na zawody załatwiłam wszystko, czy w domu z dziećmi było wszystko ok, od całej logistyki, a przede wszystkim od spokoju w głowie. Za każdym razem jest inaczej. Ale generalnie od zawodników, kibiców i ekipy supportującej czerpie się energię, choć jednocześnie wiele rzeczy dzieje się we własnej głowie.

Marcin: Oczywiście, mnie to bardzo motywuje. Leci się wtedy do następnego punktu z myślą, że na ciebie czekają. Lubię, kiedy Basia mnie supportuje, z zawodów na zawody jesteśmy coraz bardziej zgrani i wsparcie na punktach przebiega coraz sprawniej i szybciej. Do tego kibice i cała Polska w internecie śledzi moje poczynania [Marcin znacząco mruga]. Staram się nie wywierać dodatkowej presji na sobie i biec swoje, czyli to, na co mnie stać danego dnia.



Na kilka tygodni przed startem spotkaliście się w Tatrach na pewnym szczególnym biegu [teraz ja mrugam znacząco]. Możecie w kilku słowach o nim opowiedzieć?

Marcin: Był to Memoriał Chodu Tatrzańskiego, ciekawa inicjatywa, by przypomnieć o pierwszych zawodach biegowych, jakie miały miejsce w Tatrach. To spotkanie miłośników górskiego biegania, zapaleńców, którzy w miłej atmosferze i bez ścigania wspólnie zrobili piękną wycieczkę biegową.

Agata: Było fantastycznie! Miałam okazję pierwszy (drugi w ogóle) raz treningowo pobiegać w Tatrach z fantastycznymi ludźmi, za co bardzo mocno dziękuję! Jeśli będzie taka możliwość po proszę miejsce na przyszłorocznym MchT.

A, i jeszcze jedno! Czułam się jak na 40 godzinnym gigancie [Agata śmieje się serdecznie]. Buzia mi się cieszyła przez cały wyjazd, nawet w pociągu...


I jeszcze wracając do festiwalu UTMB i waszego startu: czego możemy wam życzyć i jak możemy wam pomóc?

Agata: Życzyć nam można przede wszystkim, abyśmy wszyscy ukończyli w zdrowiu.

Marcin: Zawsze trzeba życzyć mety, to się przydaje. A jak pomóc? Kibicujcie i wspierajcie! Pchajcie kropkę z numerem 6008 po profilu trasy. Niech leci! Więcej informacji pojawi się na moim fanpage'u na facebooku, będziemy relacjonować bieg z każdego punktu.