Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Ze wszystkich sił na-tury - relacja z 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego

Ze wszystkich sił na-tury - relacja z 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego

Ze wszystkich sił na-tury - relacja z 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego

Ani widmo koronawirusa, ani niecodzienna formuła, ani fatalna pogoda nie przeszkodziły w rozegraniu 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego. Spośród 4 tur przeprowadzonych z udziałem w sumie 1000 uczestników - od soboty 26 września po południu, do niedzieli 27 września wieczorem - najszybciej pobiegli zawodnicy trzeciej serii. Zwycięzcami tegorocznej edycji zostali: spodziewanie Dominika Stelmach (2:41.57) oraz dość niespodziewanie Paweł Kosek (2:23.14).

Tym razem Maraton Warszawski odbywał się w kameralnej odsłonie, choć trzeba przyznać, że i tak wielkim sukcesem jest to, że do imprezy w ogóle doszło. Obostrzenia związane z pandemią COVID-19 postawiły przed organizatorami wiele znaków zapytania (mówił o tym w rozmowie z nami dyrektor biegu Marek Tronina). Fundacja Maraton Warszawski we współpracy z miastem i przy wsparciu sponsorów wypracowała jednak nietypową formułę zawodów, które rozegrano w 4 turach po 250 osób każda, z uwzględnieniem aktualnych przepisów sanitarnych.

Rywalizacja trwała przez to blisko 27 godzin, ale ograniczono blokowanie miasta. Maraton odbywał się na jednej 5-kilometrowej pętli, a zawodnicy musieli zmagać się nie tylko z ośmiokrotną pokusą, by zakończyć zmagania w strefie mety, ale też z nawrotkami o 180 stopni. Do tego panowała fatalna aura. Apogeum ulewy przypadło na start II tury - o północy z soboty na niedzielę. Kałuże i wiatr utrudniały pracę organizatorom i szybkie bieganie samym maratończykom.

Kosek mókł najkrócej

Najlepsza na papierze miała być tura nr 3, rozpoczęta o 8.00 w niedzielę. Mimo braku zawodników zagranicznych, rywalizacja szczególnie wśród mężczyzn, była ciekawa. Było się o co bić. Poza maratońską chwałą na zwycięzców czekały czeki na 12000 zł.

Najszybsi mężczyźni zaczęli bieg mimo wszystko spokojnie, wymieniając się spontanicznie na prowadzeniu w 6-osobowej grupce. Tempo oscylowało wokół 3.23-3.26/km. Wydawało się, że wracający po kontuzji Jakub Nowak (PB 2:13.41) będzie nadawał ton rywalizacji, choć jak sam przyznawał przed startem, ten bieg był u niego poprzedzony zaledwie 4-tygodniowymi przygotowaniami. W grupce aktywni byli jednak również ambitni amatorzy: Bartek Falkowski, Łukasz Oskierko, Dariusz Nożyński, Wojciech Kopeć oraz znany bardziej ze startów w biegach ultra, najmłodszy w stawce Paweł Kosek. To właśnie on, dość nieoczekiwanie pojawił się w towarzystwie Oskierki na 35 km jako lider. Dystans tracił wyraźnie zmagający się z problemami Nowak (ostatecznie nie ukończył zmagań), szarpnięcie tempa trochę przespał Nożyński, mistrz polskiej edycji Wings For Life.kosekPawel_1.jpgKosek szczęśliwy pojawił się na mecie z nową życiówką 2:23.17. Swoje PB mimo fatalnych warunków atmosferycznych poprawili też pozostali zawodnicy z podium - Oskierko (2:23.33) oraz Nożyński (2:24.43).

- Na ostatnich 10 kilometrach dopiero poczułem moc, szczególnie że kolejni rywale odpadali. Najgorszy był początek, biegło mi się ciężko, miałem dodatkowo lekki uraz lewej stopy, więc nie wiedziałem, co się stanie. Ślizgałem się na nawrotkach, trochę na nich traciłem przez tą moją stopę - powiedział nam 28-letni reprezentant Stowarzyszenia Sportowego Aktywna Pszczyna, który swoją maratońską formę szlifował przez miesiąc w Szklarskiej Porębie. - Nie biegałem nigdy na stadionie, w kolcach, dlatego na razie mam stosunkowo słabe życiówki na krótszych dystansach. Zaczynałem trenować dość późno. Ale dzisiejsza wygrana to spełnienie mojego marzenia, jeszcze do mnie to nie dociera - zakończył zwycięzca.

NAJLEPSI ZAWODNICY:
1. Paweł Kosek – 02:23:14
2. Łukasz Oskierko – 02:23:33
3. Dariusz Nożyński – 02:24:43
4. Wojciech Kopeć – 02:26:07
5. Bartek Falkowski – 02:27:19
6. Marcin Soszka – 02:30:22

Cztery tygodnie po setce

U pań losy wygranej rozstrzygnęły się praktycznie po około 10 km. Różnica pomiędzy biegnącymi dotychczas blisko Dominiką Stelmach i Anną Łapińską, zaczęła rosnąć. Po liderce nie było widać zmęczenia, pokonywała kolejne piątki w 19:17, 19:10, 19:07, 19:04, 19:01, potem gdy przewaga była bezpieczna, ustabilizowała się na poziomie 19:14-19:20. Na mecie osiągnęła 2:41.57 i tryskała energią. Przyznała nam, że decyzję o udziale w 42. PZU ORLEN Maratonie Warszawskim podjęła dopiero po Mistrzostwach Polski na 100 km odbywających się w ostatni weekend sierpnia (wygrała tam, bijąc przy okazji rekord kraju z wynikiem 7:04.36).

- Wiedziałam, że na warszawski maraton nie ma z wiadomych względów zaproszonych zawodniczek zagranicznych i największą rywalką będą Ania Łapińska oraz Ania Szyszka (ta ostatecznie nie stanęła na starcie - przyp. red.). Kurcze, to było moje marzenie, pamiętam przed laty, jak stałam, z moim byłym trenerem i oglądaliśmy finisz maratończyków. Pomyślałam, że okazja na wygraną może się już nie przydarzyć. - mówiła za metą Stelmach. - Na pewno miałam dziś tę przewagę, że biegając w tym roku w górach, byłam przyzwyczajona do zmiennego tempa. Mi te nawrotki pewnie nie robiły takiej różnicy, jak innym. Poszczególne kilometry też nie wychodziły równo, ten z wiatrem, lekko z górki w 3:30, a później w 4:00.stelmach_1.jpgZe stratą 3,5 minuty do triumfatorki bieg kończyła Łapińska. Trzecie miejsce zajęła wracająca na trasy uliczne po przerwie macierzyńskiej Katarzyna Gorlo-Olszewska z rezultatem powyżej 3 godzin.

NAJLEPSZE ZAWODNICZKI
1. Dominika Stelmach-Stawczyk – 02:41:57
2. Anna Łapińska – 02:45:28
3. Katarzyna Gorlo-Olszewska – 03:03:00
4. Dominika Wodecka – 03:13:06
5. Wioletta Kierczyńska – 03:16:33
6. Agnieszka Sychniak – 03:18:21

Kibicowanie w czasach zarazy

Bieg ze startem i metą na Placu Teatralnym oraz trasą w centrum stolicy, w pobliżu Starego Miasta - mógł być ciekawy dla kibiców. Zawodników było widać wyraźnie, na wyciągnięcie ręki, praktycznie co kilka-kilkanaście minut. Niestety, organizatorzy nie mogli formalnie namawiać do wspierania maratończyków dopingiem, by nie doprowadzać do gromadzenia się.

Jedną z obserwatorek maratonu była trzykrotna olimpijka Anna Jakubczak, która co i rusz pokrzykiwała na swoich podopiecznych.

- Kibicuję dzisiaj szczególnie zawodnikom z amatorskiego klubu Masters Iwiczna Live Athletics. Biegałam kiedyś na maratonie w Warszawie. Patrząc na maratończyków spytałam nawet półżartem trenera Marka Jakubowskiego, czy dałabym radę przygotować się jeszcze na złamanie 3 godzin. Ale wspominam dziś raczej mój start na igrzyskach w Sydney. Dokładnie 20 lat temu startowałam w eliminacjach na 1500 m - powiedziała nam była reprezentantka Polski.start2020_maratonwarszawski.jpgWzorem innych imprez AD 2020 część rywalizacji 42. PZU ORLEN Maratonu Warszawskiego została przeniesiona do sieci. Około 3000 zawodników wystartowało w swoich lokalizacjach na dystansach od 5 do 42,195 km rejestrując biegi samodzielnie. Podobnie jak zawodnicy „w realu" otrzymali za swój trud pakiet z koszulką New Balance, numerem oraz pamiątkowym medalem. Jednym z biegnących był ambasador zamiejscowej formuły imprezy - Henryk Szost. Rekordzista Polski pokonał na treningu swój maraton w 2:31.33. Rezultaty wirtualnej rywalizacji wciąż spływają do organizatorów.

 

PEŁNE WYNIKI 42. PZU ORLEN MARATONU WARSZAWSKIEGO

 

Fot. Materiały prasowe organizatora