Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
„Jasteśmy jak mafia" - Polska Running Team w Nowym Jorku

Nowy Jork znany jest ze swojego maratonu. W najludniejszym mieście USA biegaczy można spotkać na każdym kroku i o każdej porze. Jak i gdzie można tam trenować? Czy nowojorczycy mają czas na bieganie? W jaki sposób tworzy się kulturę biegową miasta? Jaki mają w tym udział Polacy? Rozmawiamy o tym z Arturem Tyszukiem, który współtworzy największy polonijny klub biegaczy w NYC – Polska Running Team.

Z Arturem spotykamy się na rogu 14th Street i 9th Avenue w gigantycznej palarni kawy. Za oknem tłum przelewa się z jednego końca Manhattanu na drugi. Kilka dni wcześniej po drugiej stronie East River odbył się Popular Brooklyn Half, największy półmaraton w Stanach Zjednoczonych.


Na mecie Brooklyn Half widziałem biało-czerwone koszulki. To Wy?

Pewnie tak, na trasie była w sumie ponad 40-osobowa ekipa z Polska Running Team. Ja biegłem w Brooklyn Half chyba 4 lub 5 raz z rzędu, tym razem na mecie miałem 1:23:27.

Jak zbieracie się do takich wydarzeń?

Jesteśmy coraz lepiej zorganizowani... Ale może zacznę od tego, że istniejemy od 2007 roku. Zaczynaliśmy kilkuosobowym składem. Inicjatywę rozpoczęli między innymi nasi klubowi koledzy Krzysztof Wasielewski i Andrzej Wojtoń. Gdy dołączyłem do drużyny 4 lata później, spadło na mnie sporo obowiązków i zostałem poproszony o wypełnianie naszej misji.

Trudno się do Was dostać?

Z początku byliśmy nieco zamkniętym środowiskiem, skupiającym tylko zaprawionych i doświadczonych biegaczy. Otworzyliśmy się z czasem na wszystkich pasjonatów biegania bez względu na wiek, poziom wytrenowania, czy doświadczenie. Teraz liczymy około 150 osób. Ludzie dowiadują się o nas z social mediów, na imprezach sportowych, gdy widzą nowe jednolite stroje w barwach narodowych. Zagadują po biegu, piszą i pytają, jak do nas dołączyć. I w taki sposób rośniemy w siłę, reprezentując  Polskę za oceanem. Pokazujemy, że jesteśmy fajnymi, otwartymi ludźmi z pasją, którzy na emigracji świetnie sobie radzą, mają ogromne serca, a to wszystko dzięki bieganiu.

tyszukousmiechdziecka.jpeg Bieg dla dzieci organizowany przez Polska Running Team

Ale zaraz, trzeba być Polakiem, by do Was dołączyć?

Nie, niekoniecznie. Może do nas dołączyć każdy bez względu na kolor skory, miejsce urodzenia, religię czy poglądy polityczne. Można mieć po prostu polskie korzenie. Mamy osoby, które są urodzone już jako Amerykanie, są zawodnicy, którzy mają dziewczynę lub chłopaka z Polski. Czasem żartem ostrzegam - jesteśmy jak mafia, tyle że biegowa - jak już jesteś w drużynie, to na zawsze.
Występujemy we wszystkich tutejszych biegach. Zaczęliśmy angażować się też w kulturowo-biegowe imprezy z polskimi organizacjami w Nowym Jorku. Współtworzymy z Instytutem Józefa Piłsudskiego Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych, a z charytatywną Fundacją Uśmiech Dziecka od 5 lat robimy  pięciokilometrowy bieg jesienny „Bieg o uśmiech dziecka”. Zbieramy w trakcie takich przedsięwzięć pieniądze i po prostu w ten sposób pomagamy potrzebującym polskim dzieciom. Przy okazji to pozwoliło o nas usłyszeć niemal całej Polonii w Nowym Jorku. Śledzimy też tabele i miejsca czołówki - pewnie Polaka, który by zajął lepsze miejsce w jakimś biegu, od razu byśmy znaleźli.

Jak wygląda Polska Running Club na tle innych klubów?

Jesteśmy jednym z blisko 400 zarejestrowanych teamów zrzeszonych w New York Road Runners, czyli największej organizacji biegowej tutaj i w całym USA. Organizacja chwali się w sumie 600 000 zawodników. Funkcjonuje liga, prowadzimy rejestr swoich członków i bierzemy udział w imprezach z kalendarza. Mamy w nim około 50 biegów od 1 mili do 60 kilometrów, z czego 11 jest liczonych do klubowej rywalizacji. Za każdy z takich biegów brana jest najlepsza z danego klubu piątka chłopaków i dziewczyn open, do tego dochodzą kategorie wiekowe. Zbieramy w ten sposób punkty do tabeli. W NYRR w pierwszej lidze jest po 14 męskich i damskich drużyn, potem są średniacy i wreszcie cała reszta w trzeciej lidze. Jak się jest nowym klubem, to zaczyna się na samym dole i pnie się do góry. Można też oczywiście spadać... Dziewczynom z Polska Running Team idzie trochę lepiej – w drugiej lidze są na czołowych miejscach, chłopacy są na razie w trzeciej lidze. Konkurencja jest naprawdę duża, w grze jest mnóstwo szybkich zawodników.
Jako Polska Running Team wyróżniamy się w tłumie. I wszyscy sobie świetnie radzą z wymową naszej nazwy, spiker na zawodach często krzyczy „Go Polska!”, „Na zdrowie!” i „Jak sie masz?!”, gdy widzi naszych zawodników. W środowisku biegowym jesteśmy postrzegani z bardzo dobrej strony.
Startujemy zresztą nie tylko w Nowym Jorku, ale też na maratonach World Majors w Chicago, w Bostonie. Sporo osób lata do Polski na imprezy biegowe, wracają naprawdę zaskoczeni poziomem organizacji i kultury biegowej. Biegi w Polsce nie odbiegają od światowej czołówki - no, może tylko frekwencją.

tyszuk1.jpeg Gdzie trenujecie?

Spotykamy się oczywiście w sobotę i niedzielę, najczęściej przy okazji startów w zawodach, w których biegamy albo pomagamy. Staramy się we wtorki i czwartki trenować razem na stadionie. Spora część naszej grupy mieszka na Queensie, więc zbieramy się o 8 wieczorem w Juniper Valley Park, w Middle Village. Robimy tam zazwyczaj specjalistyczne treningi.
Kolejna grupa spotyka się na Long Island - tam biegają razem głównie dziewczyny. Niektórzy trenują  na Brooklynie. Mamy też sporą ekipę w New Jersey. Do tego organizujemy wspólne wypady na długie wybiegania. Jeździmy w pobliskie góry, na przykład w okolice Bear Mountain, Rockefeller Park - to dosłownie godzina od miasta. Są tam fajne trailowe ścieżki i czyste powietrze.

Skąd się wywodzicie? Czym Ty się zajmujesz w Stanach?

Pochodzę z Białegostoku. Przyjechałem tutaj na wakacje jako 20-letni chłopak, w ramach popularnego kiedyś programu Work and Travel. Zrealizowałem wtedy pierwsze marzenie odwiedzenia Stanów. Został mi rok studiów, powiedziałem dobra, robię sobie wolne od szkoły, chcę się sprawdzić, bez wsparcia rodziny, czy jestem w stanie się tutaj utrzymać. Tak więc wyszło tak, że przyjechaliśmy z dziewczyną na wakacje, po kilku latach wzięliśmy ślub, a potem otworzyłem własny biznes. Mieszkam teraz z rodziną na Queensie, prowadzę małą firmę budowlaną, wykonuję między innymi remonty na Manhattanie. Staram się współpracować z Polakami i ich zatrudniać, chociaż jest to ciężkie, bo emigracja się zatrzymała - trzeba posiłkować się w pracy innymi nacjami.

artur9.jpeg Artur na mecie jednego z biegów

Czekaj, ale chcesz powiedzieć, że mógłbyś stąd wyjechać, ale już byś tu raczej nie wrócił?

No raczej tak by było... W Polsce nie byłem blisko 20 lat. Wiem, jak wiele się zmieniło w kraju na dobre. Śledzę imprezy biegowe w Polsce, wiem, że Henryk Szost ostatnio biegał w Londynie i że Marcin Chabowski został mistrzem Polski w maratonie. Mam mnóstwo znajomych i biegowych przyjaciół, z którymi utrzymuję kontakt, ale Nowego Jorku nie zamieniłbym jeszcze na inne miejsce.
Bieganie bardzo, bardzo pomaga, mi przynajmniej, w radzeniu sobie z codziennym życiem pełnym jakiejś gonitwy, wyzwań, wypełnionym stresem. Pozwala mi znaleźć chwilę dla siebie. Wychodzę na trening bez telefonu, e-maili, muzyki, oczyszczam głowę, daję „high 5” mijając kogoś po drodze i czuję się świetnie.

Mam wrażenie, że o ile w Polsce, w takiej Warszawie mogę narzekać na pośpiech, to tutaj jest on stężony do granic. Jak w Nowym Jorku znaleźć czas na bieganie?

Też wydaje mi się, że jest tutaj ciężko znaleźć chwilę dla siebie, tym bardziej na treningi. Oczywiście wszystko zależy od tego, co się robi zawodowo, ale nikt tu nie ma nadmiaru czasu. Ja trenuję po powrocie z pracy, z miasta, około ósmej wieczorem. Jest mi tak najwygodniej. Dlatego też klubowe spotkania mamy wieczorami.
Ale uważam też, że mamy bardzo dużo możliwości treningowych, których nie ma gdzie indziej. Są tereny płaskie i pagórkowate. W centrum miasta mamy wielki Central Park, na Brooklynie fajny Prospect Park, w którym, jak pamiętasz, robiliśmy pętlę w trakcie Brooklyn Half. Mamy dobre trasy wzdłuż Manhattanu przy Hudson River, Van Cortland Park na Bronksie... Praktycznie każdy park w mieście ma biegową ścieżkę i bieżnię z tartanem.

W Waszej grupie macie trenerów? Czerpiecie, nie wiem... z Gallowaya albo Danielsa? Układacie jakieś plany, czy wszystko dzieje się spontanicznie?

Traktujemy bieganie jako zabawę, ale też zdrową rywalizację między sobą. Staramy sie wspierać, również wiedzą. Informacje bierzemy raczej z sieci, trochę z bieganie.pl... Niektórzy w przeszłości trenowali. Ja uprawiałem lekką atletykę w młodzikach w Juvenii i Podlasiu Białystok. Mamy u siebie w klubie kilku byłych piłkarzy, kajakarza. Jeśli chodzi o plany, to ja korzystam z pomocy Piotrka Cypryańskiego, trochę swojego doświadczenia przekazuję dalej. Moim celem jest poprawić 2:55 w maratonie. Jak mogę, pomagam innym osobom w drużynie dając podstawowe wskazówki treningowe.
Jest u nas kilka osób, które szukają aktywnie wiedzy, ale w 90% ludzie wychodzą na bieganie „na czuja”. No i tak jak pewnie wszędzie, z reguły zaczynają biegać za szybko, łapią wszystkie możliwe kontuzje, więc jest to mocno wyboista droga. Moją rolą jest raczej hamowanie ich zapędów, ale tak, by nie zniechęcić początkujących. Sam zaliczyłem wszystkie, jakie się dało, urazy, więc staram się ustrzec przed nimi innych. Bardzo często na wysłuchaniu się kończy, a wprowadzenie dobrych porad zaczyna się już za późno... Chciałbym, byśmy w grupie poza czystym bieganiem wprowadzali więcej różnorakich treningów, zawsze pokazuję innym, jak się można zregenerować.

Mówiłeś o braku czasu, ale i o plusach biegania w Nowym Jorku. Z czego jeszcze można tu skorzystać?

Myślę, że największym plusem jest łatwy dostęp do wielkich imprez biegowych. Mamy możliwość praktycznie co roku biegania nowojorskiego maratonu. Jesteśmy przecież jako drużyna zrzeszeni w NYRR. To nie tylko rywalizacja międzyklubowa. Wykonujemy tak zwany plan 9+1 - z całego kalendarza zaliczamy 9 biegów kwalifikujących (możemy je swobodnie wybierać) oraz robimy dodatkowo jeden raz wolontariat na jakiejś imprezie. To gwarantuje każdemu z osobna start w New York Marathon.

tysszuk2.jpeg Uroczyste otwarcie jednej z edycji New York City Marathon

Uczestniczyłem w Brooklyn Half, imprezie na 28 tysięcy ludzi. Miałem wrażenie, że wszyscy wolontariusze byli świetnie zorientowani, byli przejęci swoją rolą, wiedzieli przede wszystkim, o co chodzi w bieganiu. Zabezpieczali trasę, strefy, przyjmowali depozyty, kierowali ruchem, podawali z wyczuciem picie, pilnowali toalet, przy tym kibicowali każdemu bez wyjątku. U nas często obsługą i zabezpieczeniem imprez zajmują się wynajęte agencje ochrony albo niepełnoletni, średnio niestety znający temat ochotnicy. Tutaj małe społeczności ogniskują swoje zadania wokół wspólnej idei, pomagania.

Wolontariusze na wszystkich imprezach rekrutują się przeważnie z takich klubów jak nasze. To są biegacze tacy jak my, NYRR skupia w końcu ponad pół miliona osób -  więc każdy, kto chcę pomagać lub marzy, by startować w New York City Maraton, może się zaangażować. To nie dotyczy zresztą tylko tej imprezy. Praktycznie w każdy weekend w Central Parku odbywa się bieg na minimum 5-6 tysięcy osób, mamy tam na przykład w kwietniu UAE Healthy Kidney 10K, bieg z jedną z większych pul nagród w USA. Wygrana i poprawa rekordu trasy pozwala zgarnąć chyba 50 tysiecy dolarów, ale trzeba biegać na poziomie 27 min na ciężkiej trasie (rekord trasy należy do Ronexa Kipruto, który w 2018 roku pobiegł 27:08 i do Joyce Chepkirui z jej 31:17 z 2014 roku – przyp. red.).
Poza wolontariatem w ramach NYRR zawsze jakaś nasza grupa organizuje polski punkt kibicowania na Green Poincie, gdzie wypada półmetek maratonu nowojorskiego. Są tam czasem polscy didżeje, dwa lata temu doszło tam nawet do zaręczyn. Para wystartowała razem, chłopak biegł szybciej, na półmetku się zatrzymał i gdy nadbiegła jego dziewczyna, to się oświadczył. I wspólnie za rękę pobiegli do końca. Mieliśmy przygotowany mikrofon, był nawet baner z pytaniem „Will You marry me?”.

cppetla_n.jpg Fragment trasy w kultowej biegowej miejscówce - Central Parku

Ok, przyjeżdżam do Nowego Jorku i chcę pobiegać. Jakie są obowiązkowe trasy, takie „must run” w obrębie Big Apple?

Na pewno trzeba zaliczyć pełne kółko – 10 km lub 6 mil – wokół kultowego Central Parku. Teren, jak pewnie wiesz, jest tam mocno pofałdowany. Ta pętla od około roku jest całkowicie zamknięta dla ruchu samochodowego. Nie ma w zasadzie jakiegoś swojego stałego miejsca rozpoczęcia, co najwyżej jest wyznaczony start rozgrywanych tam biegów na 5 km, 4 mile, 5 mil, 10 km, 7 mil i tak dalej. Oczywiście są różne warianty tras w poprzek parku i ważne miejsca w środku, jak pętla wokół zbiornika Jacqueline Kennedy Onassis Reservoir...

Właśnie! Znana na przykład z filmu Maratończyk"...

Tak. Co jeszcze...? Na wysokości bodajże 96 ulicy na pomniku stoi Fred Lebow, twórca i wieloletni dyrektor New York City Marathon. Każdego roku po maratonie biegacze zawieszają mu na szyi medal.
Ja osobiście wolę miejsca, gdzie nie ma dużo ludzi, takie jak Forest Park z miękką nawierzchnią i odrobiną lasu czy Flushing Meadows Corona Park. To jest ten duży park na Queensie, gdzie rozgrywany jest US Open.
Na Brooklynie można zrobić dobre treningi w Prospect Parku. Fajnie też biega się przy Williamsbridge, po mostach nowojorskich zaliczając Brooklyn Bridge, Manhattan Bridge, Williamsburg Bridge, zbiegając na promenadą w okolicach Battery Park, którą można dotrzeć aż do górnego Manhattanu i kolejnego mostu George Washington Bridge.
Jeśli chodzi o tempo, biega się tu trochę na wyczucie, szczególnie na Manhattanie GPS bardzo wariuje wśród wysokich budynków.

manhattanbrooklyn.jpg Możliwości treningowych w granicach The Big Apple jest wiele...

Na którym miejscu pod względem popularności znajduje się w NYC bieganie?

Bieganie jest tu popularne, mimo że to miasto zalane jest betonem i asfaltem. Oczywiście koszykówka, baseball i futbol amerykański (NFL) najbardziej widać w telewizji. Ale na pocieszenie – na pewno bieganie jest bardziej popularne niż piłka nożna...

A jaki status mają gwiazdy biegowe w Stanach?

Nie wiem, jak jest u was, ale gwiazdy biegowe to tutaj zwykli, fajni, skromni ludzie. Trzy lata temu, gdy biegłem New York City Half i wracałem z biegu, spotkałem na dole w metrze Meba Keflezighiego (Keflezighie, to reprezentujący USA maratończyk erytrejskiego pochodzenia, zdobywca srebra olimpijskiego, zwycięzca maratonów w Nowym Jorku i Bostonie - przyp. red.). Byłem zdziwiony, powiedziałem nawet: „Meb, taka gwiazda jak ty powinna wracać limuzyną!”. Pogadaliśmy miło przez dłuższą chwilę, zrobiliśmy wspólne zdjęcie. Taka bezpośredniość buduje tu szacunek, dzięki temu biegacze wyczynowi są u nas doceniani.

mebartur.jpeg Spotkanie w metrze i zdjęcie, z którego Artur (stojący w środku, obok Meba Keflezighiego) jest szczególnie dumny

Jaka przyszłość czeka Polskę Running Team?

Zaczęliśmy spontanicznie, ale teraz działamy w bardziej zorganizowany sposób. Zaczęliśmy organizować lokalne biegi. Pomagamy też innym na mniej widowiskowe sposoby. Podczas większych wydarzeń zakładamy się o swoje wyniki, każdy obstawia czas kolegi i za każdą minutę pomyłki płacimy 10 dolarów kary. Podczas naszej zabawy w ostatnim Brooklyn Half udało się uzbierać około 1000 dolarów. Tak zebrane pieniądze przeznaczamy na organizacje charytatywne lub szukamy osób, którym potrzebne jest wsparcie, oczywiście w Polsce.
Na razie nie wprowadziliśmy legitymacji, ale od roku mamy składki członkowskie które wykorzystujemy na nasze cele organizacyjne. Zarejestrowaliśmy się jako korporacja, więc mamy swój statut, zarząd, konto w banku. Płacimy jeszcze podatki. Mamy status organizacji „non for profit” I czekamy na federalny status 501C. To nam pozwoli pomagać na szerszą skalę, organizować większe biegi, no i pozyskiwać sponsorów.
Jest nas coraz więcej. W klubie są osoby z różnych środowisk, z różnych warstw społecznych. Wiele z nich dzięki bieganiu w ogóle odważyło się wyjść z domu. Dzięki trenowaniu inaczej patrzymy na świat, mamy coś, co nas łączy, co nas łagodzi, ale przede wszystkim wyzwala inne emocje. Spotykamy się na bieganiu, nie gadamy o pracy, o pieniądzach, kto co ma i ile ma. Raczej nie dyskutujemy o polityce, ale o imprezach, treningu, bieganiu. Zaciera się też podział społeczny – nieważne, czy jesteś pracownikiem fizycznym, czy nauczycielem, czy właścicielem biznesu.