Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Afrykańskie mistrzostwa świata

Afrykańskie mistrzostwa świata

W parku pod duńskim Aarhus, na bardzo wymagającej i zróżnicowanej trasie odbyło się 30 marca 5 wyścigów w ramach 43. Mistrzostw Świata w biegach przełajowych. Wszystkie indywidualne medale zdobyli Afrykanie. Największą niespodzianką zawodów była porażka podwójnego mistrza świata w przełajach Goeffreya Kamworora.

Sobotnie zawody IAAF/Mikkeller World Cross Country Championships zorganizowano na 2-kilometrowej pętli wytyczonej w obrębie parku-muzeum Moesgaard. Uczestnicy musieli między innymi wbiec na dach wyrastającego z ziemi budynku, fragmenty trasy pokryto piachem, w innych miejscach lepkim błotem oraz wielką kałużą. Słońcu towarzyszył dość silny wiatr. Wielu zawodników na mecie „przywracanych było do życia" przez służby medyczne.

aarhus0.jpg Crossowe mistrzostwa rozpoczęły się od sztafet mieszanych. Zespoły miały do pokonania 4 zmiany po około 2 km każda (1 okrążenie). Wśród 10 zespołów najszybsi byli reprezentanci Etiopii, z których najlepiej zaprezentowała się, biegnąca na ostatniej zmianie Fantu Worku. Wicemistrzyni świata juniorek w biegu na 1500 m z 2016 roku oderwała się z łatwością od  Winfred Nzisy Mbithe z Kenii i zanotowała na swoim odcinku czas niewiele gorszy od niektórych mężczyzn. Srebrny medal, 7 sekund przed Kenijczykami, wywalczyli dość niespodziewanie Marokańczycy. Przez chwilę ich pozycja była zagrożona, bo dokonali zmiany o krok przed początkiem dozwolonej strefy i musieli odwołać się od decyzji o dyskwalifikacji.

W biegu juniorek na dystansie około 6 km mieliśmy nasze dwie reprezentantki. Pobiegły na tyle, na ile było je tego dnia stać, zajmując 55. miejsce - Olimpia Breza i 77. miejsce - Milena Pyka. Z przodu toczyła się zacięta walka o wygraną. Stawkę próbowała rozrywać Ugandyjka Sarah Chelangat, ale decydujący atak przypuściła Beatrice Chebet z Kenii, która wygrała na finiszowej prostej z dwoma Etiopkami - Alemitą Tariku i Tsigie Gebreselamą. Niedawna mistrzyni świata juniorek na 5000 m chyba zbyt wcześnie zaczęła hamować przed rozpiętą dla zwyciężczyni szarfą, bo niemal straciła złoto. Z początku w wynikach widniała na trzecim miejscu, ale po weryfikacji zapisu fotofiniszu przyznano jej mistrzowski tytuł.

aarhus1.jpg Początkowa faza biegu juniorek

W wyścigu U20 mężczyzn obserwatorzy liczyli na małe urozmaicenie i włączenie się do walki o podium najmłodszego z braci Ingebrigtsenów Jakoba. Norweg trzymał się z tyłu 15-osobowej grupy Afrykanów przez większość 8-kilometrowego dystansu. Tracił na podbiegach, lekko nadrabiał na zbiegach. Wyścig z początku prowadzili Ugandyjczycy, z których najbardziej aktywny był mistrz świata juniorów w biegach górskich z 2017 roku Oscar Chelimo.
Potem do roboty zabrali się Etiopczycy. Najlepiej w połowie dystansu prezentował się Tadese Worku. Ale to jego rodak Milkesa Mengesha przypuścił zabójczy atak na ponad kilometr do mety. Został mistrzem świata, o 2 sekundy przed Worku i 3 sekundy przed Chelimo. "Dopiero" na czwartym miejscu przybiegł pierwszy z Kenijczyków. Dwaj nasi juniorzy biegli przez większość czasu w drugiej połowie stawki. Mikołaj Czeronek i Tomasz Kurowski zebrali cenne doświadczenie zajmując odpowiednio 59. i 88. lokatę.
Jakob Ingebrigtsen ostatecznie pojawił się na mecie na 12. miejscu ze stratą około 300 metrów do liderów, po czym padł lewo żywy na trawę. Jego wynik jest mimo wszystko najlepszym miejscem uzyskanym przez Europejczyków w biegach indywidualnych sobotnich zawodów.

Bieg seniorek odbywał się na dystansie mniej więcej 10 kilometrów. W kolejnej odsłonie wojny kenijsko-etiopskiej drużynowy tytuł wywalczyły Etiopki. Jednak to Kenijka, Helen Obiri zdobyła po spektakularnym wyścigu indywidualny tytuł. Na początkowych kilometrach tempo dyktowała rekordzistka świata na 3000 m z przeszkodami Beatrice Chepkoech (finalnie siódma). Potem uformowała się 4-osobowa czołówka, z której następnie odpadła Ugandyjka Peruth Chemutai. Stawkę prowadziła utytułowana Obiri, za nią jak cień podążały Etiopki: biegnąca drobnym krokiem maratonka Dera Dida oraz dwukrotna mistrzyni świata juniorek w przełajach Letesenbet Gidey, która wyglądała, jak gdyby w każdym momencie była gotowa na wrzucenie kolejnej przerzutki. Na ich tle Kenijka sprawiała wrażenie ciężkiej i walczącej o życie, szczególnie na stromym podbiegu pod dach, gdzie pochylała się niemal czołem do ziemi. Jednak kto zna Obiri, ten wie, że dysponuje świetnym finiszem - poza 14:18 na „piątkę" umie też złamać 4 minuty na 1500 m na bieżni. Stąd nie dziwi, że na ostatnim kilometrze potrafiła, w przeciwieństwie do rywalek, jeszcze wydłużyć krok i zwiększyć prędkość, wykorzystując spadek profilu trasy.

aarhus2.jpg Wicemistrzyni Dera Dida i Mistrzyni Świata Helen Obiri

Debiutująca na crossowych MŚ Obiri stała się jedną z najbardziej wszechstronnych biegaczek w historii. Złoto zdobyte w Aarhus dopełnia jej tytuły mistrzyni świata: w hali (3000 m), na otwartym stadionie (5000 m) i w sztafecie (4x1500 m). Poza pierwszą piątką zawodniczki przybiegały ze sporymi stratami do prowadzących - ósme miejsce od pierwszego dzieliła już minuta. Do walki nie włączyły się praktycznie Amerykanki (pierwsza z nich Stephanie Bruce przybiegła dopiero na 33. miejscu). Najlepsze Europejki wyścigu to faworytka gospodarzy Anna Emilie Moller (15. miejsce) oraz wielokrotna mistrzyni Starego Kontynentu w crossie Fionnuala McCormack (18. miejsce).

Rywalizacja 146 seniorów dostarczyła bodajże jeszcze więcej emocji. Oczy zwrócone były na Goeffreya Kamworora, podwójnego mistrza świata w przełajach i potrójnego mistrza globu w półmaratonie, który legitymuje się znakomitymi życiówkami na 5 i 10 km. Po wystrzale startowym szefa IAAF Sebastiana Coe'a zawodnicy nie rzucili się do szaleńczej walki. Pierwsze dwa z 5 okrążeń pokonywała wielka grupa, w której widać było pojedynczych Amerykanów i  Europejczyków, m.in. wicemistrza Europy juniorów z Tillburga Hiszpana Ouassima Oumaiza.
Po trzecim kółku rządzili już jednak niepodzielnie Afrykanie. Stawkę rozciągnęli skutecznie Ugandyjczycy: drugi z ostatnich MŚ w Kampali Joshua Cheptegei oraz pierwszy junior tamtych zawodów Jacob Kiplimo, który ma w dossier powalające 26:41 na 10 km (uzyskane jednak na nieregulaminowej trasie w Madrycie). Kamworor trzymał się nieco z tyłu, raz na jakiś czas tempo starał się podkręcać Erytrejczyk Aron Kifle. Etiopczycy tracili stopniowo dystans do strefy medalowej, a stosunkowo dobrze prezentował się najlepszy "piątkacz" ostatnich lat Selemon Barega (ostatecznie piąty na mecie).

aarhus4.jpg Czołówka biegu seniorów, od prawej Aron Kifle, Goeffrey Kamworor, Jacob Kiplimo i przyszły mistrz Joshua Cheptegei

Wydawało się, że na końcówce wyścigu doświadczenie Kamworora musi wziąć górę nad młodością Ugandyjczyków. Jednak ubłocony Kenijczyk dał z siebie wszystko już kilometr do mety, a rywale mieli w zanadrzu dodatkowy bieg. Najpierw zaczął uciekać Kiplimo, potem skuteczną zmianę dał mu Cheptegei, który w pięknym stylu, już niezagrożony, pokonał finałowe 500 metrów. Jego świetny występ nie jest może wielkim zaskoczeniem, ale trzeba pamiętać, że Ugandyjczyk zeszłego lata zmagał się z kontuzją prawego kolana, a w grudniu ucierpiał w wypadku samochodowym.
Srebro zdobył Kiplimo, brąz został dla Kamworora. Goeffrey za metą pogratulował mistrzowi, z którym na co dzień trenuje w zawodowej grupie. Prestiżową rywalizację drużynową również zdecydowanie wygrali Ugandyjczycy, co jest drugą z nielicznych niespodzianek kenijsko-etiopskich mistrzostw w Aarhus.

Impreza przejdzie do historii za sprawą swojej spektakularnej trasy, która wręcz przemieliła wszystkich, którzy nie potrafili zmieniać tempa i mieli braki w przygotowaniu siłowym. Międzynarodowa federacja na pewno będzie próbowała uczynić z zawodów coś więcej niż rozgrywkę wewnątrz-afrykańską. Zapewne jednak nie odejdzie od tradycyjnej formuły - w końcu przełajowe MŚ są najstarszą globalną imprezą mistrzowską w historii lekkiej atletyki.

Pełne wyniki zawodów znajdują się na stronie IAAF.

Fot. Jiro Mochizuki and Bob Ramsak for the IAAF