Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Totalnie mnie pochłonęło

Totalnie mnie pochłonęło

Rozmowa z Krzysztofem Bodurką

Krzysztof Bodurka to jeden z najlepszych polskich biegaczy górskich. Na swoim koncie ma 13 medali Mistrzostw Polski, kilkukrotnie reprezentował nasz kraj na Mistrzostwach Europy i Świata, a w grudniu 2020 roku zadebiutował w maratonie – na Mistrzostwach Polski w Oleśnie, gdzie zajął 5. miejsce z wynikiem 2:25:41.


Florian Pyszel (Bieganie.pl): Minął już ponad miesiąc od twojego maratońskiego debiutu w Oleśnie. Jak ocenisz ten bieg?

Krzysztof Bodurka: Plan był prosty – pobiec poniżej 2:20. Jednak gdy przyjechałem na start, zobaczyłem warunki, w jakich przyjdzie mi biegać – wiał porywisty wiatr, profil trasy również nie ułatwiał zadania, więc wiedziałem, że będzie bardzo ciężko. „Połówkę” minąłem 1:10:18, więc było idealnie – biegłem z Damianem Świerdzewskim, który niestety odpadł na 25 kilometrze. Końcówka była trudna – zdarzyły się kilometry w okolicach 4:00/km, więc mocno zwolniłem. Ostatecznie skończyło się na wyniku 2:25:41 i piątym miejscu na Mistrzostwach Polski w Maratonie. Jedno już wiem – maraton płaski i górski boli tak samo!

W jakich butach przebiegłeś maraton?

Salomon Sonic 3 Accelerate.

Czy myślałeś o butach z karbonową wkładką?

Nie. Może gdybym walczył o minimum olimpijskie, to bym to rozważył. Plan był na 2:20, a to nie jest bardzo szybkie bieganie.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z biegami górskimi?

Zawsze lubiłem chodzić po górach – mam rodzinę w Zakopanem, więc miałem okazję do pieszych wędrówek. W 2016 roku, za namową trenera, wystartowałem w Szczawnicy na dystansie „Hardy Rolling” i zająłem 3 miejsce (bieg wygrał wówczas Kamil Jastrzębski). Złapałem zajawkę na biegi górskie i totalnie mnie to pochłonęło.

Czym zajmujesz się na co dzień?

Aktualnie jestem na trzecim roku Sportu na krakowskim AWF-ie. W przeszłości studiowałem budownictwo, ale porzuciłem ten kierunek po szóstym semestrze. Do niedawna prowadziłem projekt „Lekkoatletyka dla każdego”, ale aktualnie skupiam się na swoim treningu, prowadzeniu moich podopiecznych oraz świetlicy sportowej.

Czym kierowałeś się wybierając ten kierunek?

Chciałem uzyskać dodatkową wiedzę. Wiadomo, że nie każdy wykładowca tak samo przykłada się do zajęć i czasami przekazywane informacje są przestarzałe. Jestem instruktorem lekkiej atletyki PZLA i zależy mi na tym, aby do biegania podchodzić jak najbardziej profesjonalnie.

Co powiesz o smogu w Krakowie? Jak ten problem wygląda tegorocznej zimy?

W poprzednich latach było tragicznie – bywały tygodnie, gdzie nie było widać słońca z powodu zanieczyszczenia powietrza i czasami zastanawiałem się, czy wychodzenie na trening to rozsądna decyzja. W tym roku jest lepiej, ale nie wiem, czy to zasługa cieplejszej zimy, wymiany pieców czy może to ja przyzwyczaiłem się do takiego powietrza.

Jak trenujesz biegi górskie w Krakowie?

Mam do dyspozycji Lasek Wolski, gdzie mogę zrobić spore przewyższenia, więc większość treningu „pod góry” wykonuję właśnie tam. Czasami sięgam też po bieżnię mechaniczną – Bartek Przedwojewski trochę opowiadał mi, jak sam wykorzystuje bieżnię, ale większość treningów rodzi się w mojej głowie i nie sugeruję się nikim.

Jak wyglądał Twój trening w 2020 roku?

Szykowałem się do Szczawnicy, gdzie chciałem poprawić rekord trasy. Na początku roku wystartowałem w Grand Prix Krakowa, a potem systematycznie odwoływano kolejne biegi. Pobiegłem na Dolnośląskim Festiwalu Biegów Górskich w Lądku-Zdrój, gdzie niestety zszedłem z trasy. Wykluczyła mnie odnawiająca się kontuzja. Potem zupełnie niespodziewanie zdobyłem Mistrzostwo Polski w Tatrzańskim Biegu pod Górę na Kasprowy Wierzch i wygrałem Runek Run na Festiwalu Biegowym, gdzie pobiłem rekord trasy.

A dlaczego nie startowałeś częściej?

Nie było biegów, gdzie czułbym motywację, żeby pobiec. Gdy na jednym z treningów zrobiłem najpierw 25 kilometrów na przewyższeniu 1000 metrów, a później na trasie Grand Prix Krakowa wykręciłem czwarty czas w życiu, wiedziałem, że jestem mocny. Nie znalazłem nic ciekawego w górach, więc, razem z trenerem, stwierdziłem, że spróbuję swoich sił w Oleśnie.

Opowiedz proszę o swoim trenerze Konradzie Nosarzewskim.

Konrad do tej pory był moim dietetykiem i dzięki niemu dużo zmieniłem w swoim sposobie odżywiania. Jestem teraz dużo bardziej świadomy tego, co jem. W cyklu naszych przygotowań jest okres, gdzie po roztrenowaniu, trzeba zbić nadmiar tkanki tłuszczowej, potem popracować nad masą mięśniowa, a następnie skupić się na redukcji, abym na starcie biegu czuł luz. Konrad od dłuższego czasu dużo mówił o treningu, jest zainspirowany szkołą japońską – postanowiłem mu zaufać i była to bardzo dobra decyzja.

Jak wygląda u Ciebie trening siły biegowej? Podbiegi, skipy, siłownia?

Kiedyś ćwiczyłem na siłowni, jednak zrezygnowałem z tego, staram się ćwiczyć z własnym ciężarem, ale pewnie wrócę do treningu siłowego. Robię dużo podbiegów – zarówno tych krótszych po wybieganiu, jak i dłuższych – w formie wytrzymałości siłowej, które trwają do 8 minut.

Czy wprowadzasz rower do swojego treningu?

Tylko, gdy mam kontuzję albo czuję, że coś mnie boli. Wiem, że jest to świetny trening zastępczy. Pamiętam, że po Mistrzostwach Świata w Karpaczu w 2018 roku, gdzie doznałem kontuzji i przez 3 tygodnie chodziłem o kulach, nie mogłem biegać, więc postanowiłem, że będę jeździł na rowerze. Początkowo szło bardzo opornie, ale wszystko szło w dobrym kierunku i postanowiłem, że wystartuję w zawodach Red Bull w Zakopanem w biegu od podnóża, aż po Szczyt Wielkiej Krokwi. Dwa tygodnie przed zawodami zacząłem truchtać, więc treningu biegowego miałem bardzo niewiele, a wszystko robiłem na rowerze. Opłaciło się – zająłem 2 miejsce, przegrałem tylko Tomasem Celko, a wyprzedziłem Piotra Łobodzińskiego i Marcina Rzeszótko.

Jesteś w Salomon Suunto Team. Jakie korzyści wiążą się z obecnością w takim zespole?

Mam opłacone wszystkie starty, dojazdy oraz sprzęt do biegania. Chcę cały czas się rozwijać, biegać zagranicą i liczę, że już niedługo dołączę do rezerw światowej drużyny Salomona.

Gdzie leżą Twoje największe rezerwy?

Nigdy jeszcze nie byłem na obozie wysokogórskim. Pamiętam, że podczas biegu w Dolomitach, wbiegaliśmy na wysokość 3100 m.n.p.m.. Już na 2800 metrach nie wiedziałem co się dzieje. Na jednym kilometrze było około 50 metrów przewyższenia i normalnie powinienem pokonać go w około 5 minut, a zajęło mi to prawie 8 – chciałbym to poprawić.

Co uważasz za Twój dotychczasowy największy sukces?

Przede wszystkim to, że z roku na rok jestem coraz lepszy i widzę, że wszystko idzie do przodu. A jeśli chodzi o starty, to na pewno 11 miejsce na Mistrzostwach Świata w Skyrunning Vertical w Szkocji z 2018 roku i 11 miejsce na Mistrzostwach Europy podczas International Veia Skyrace w Bognanco.

Jak dbasz o regenerację?

Zdecydowanie podstawową i najważniejszą kwestią jest dla mnie sen. Staram się spać minimum 7, 8 godzin, a po ciężkim treningu, jeśli masz luźniejszy dzień, idę na półgodzinną drzemkę.

Jakie masz plany na 2021 roku?

Przede wszystkim chciałbym się skupić na Golden Trail World Series. W tym roku finał odbywa się w Patagonii – najlepsza 11-stka dostaje bilety, natomiast jeśli wezmę udział w przynajmniej trzech z sześciu zawodach, mogę tam pojechać na własny koszt i ścigać się z najlepszymi biegaczami górskimi na świecie. Oprócz tego planuję wystartować na Mistrzostwach Polski w Biegach Przełajowych – bardzo lubię „przełaje” i jeśli tylko termin będzie mi pasował, na pewno stanę na linii startu.

Jakie rady dałbyś zawodnikom, którzy w 2021 roku chcieliby spróbować swoich sił w górach, a do tej pory biegali tylko na ulicy?

Przede wszystkim obiegajcie się w terenie. W górach bardzo dużo osób ma problem ze zbieganiem, gdzie wielu zawodników traci bardzo dużo na zbiegach, więc oprócz podbiegów, które oczywiście budują siłę biegową, starajcie się robić wybiegania na urozmaiconym podłożu.

Kto wygrałby na dystansie maratonu – Ty czy Bartek Przedwojewski?

Trudne pytanie – myślę, że na płaskim dystansie miałbym większe szanse, ale w górach Bartek na pewno by mi uciekł.

 

fot. Jacek Deneka 

Florian Pyszel

Florian Pyszel

W przeszłości specjalizował się w biegach przełajowych, teraz próbuje swoich sił na ulicy. Marzy o złamaniu 30 minut na 10 kilometrów. Dumny reprezentant klubu Piekielni Warszawa i autor podcastu „Świat Okiem Biegacza”.