Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

To, co robimy, ma sens

To, co robimy, ma sens

Z trenerem Jackiem Kostrzebą rozmawialiśmy dosłownie kilkanaście sekund po tym, jak na metę w Gdyni jako 34. zawodnik Mistrzostw Świata w Półmaratonie wpadł Krystian Zalewski. Trener, który prowadzi swojego podopiecznego od czasów juniorskich i świętował już z nim medale młodzieżowych oraz seniorskich mistrzostw Europy na bieżni, tym razem cieszył się z pobicia 20-letniego rekordu Polski na dystansie 21.097 km. Dotychczas należał od do Piotra Gładkiego (1:01:35). Od 17 października 2020 roku wynosi 1:01.32.

Kuba Wiśniewski (Bieganie.pl): Głos się trenerowi łamie!

Jacek Kostrzeba: Chyba każdy trener, którego zawodnik bije na imprezie mistrzowskiej rekord kraju - i to rekord seniorski – byłby szczęśliwy. Nikt w Polsce szybciej nie pobiegł. To świadczy o tym, że to, co robimy z Krystianem, ma sens i będziemy swoją pracę kontynuować.

KW: Międzyczasy na poszczególnych piątkach wskazywały, że „Zalew” biegł jak zaprogramowany właśnie na rekordowy wynik. Jak to wyglądało z trenera perspektywy?

JK: Zdecydowanie pierwsza piątka była za szybka – 14:26. Bałem się, że będzie go to potem zbyt dużo kosztować. Na trzeciej piątce wyglądał trochę ciężko, miałem wrażenie, że przechodził tam lekki kryzys, zaczął odstawać od grupy i biegł sam. Ale na następnym kółku (Półmaraton w Gdyni rozgrywany był na 4 pętlach po około 5 kilometrów każda – przyp. red.), już na pierwszym zbiegu znowu „złapał cug”… Nie wiem, ile pokonał ostatni kilometr, ale to musiało być szybko.

KW: To my podpowiemy. Wychodzi na to, że w 2:41. Właściwie to ten odcinek przesądził o nowym rekordzie Polski. Końcówka godna mistrza bieżni.

JK: Tak, jak z bieżni, ale nie ukrywam, że my nie boimy się dużych prędkości. Myślę, że teraz gdybym powiedział, jaki trening Krystian zrobił na 5 dni przed startem, to wielu by nas krytykowało.KW: No, ale teraz już chyba można tajemnicę zdradzić…? W końcu od rekordzistów można się tylko uczyć.

JK: Zaraz spotkam się z krytyką, że gdyby trenował lżej, Krystian pobiegłby dzisiaj szybciej (śmiech). Ale ja twierdzę, że nie pobiegłby szybciej. To, co dzisiaj uzyskał, wynika z treningu do maratonu.
Naszym celem pozostaje Walencja i maraton 6 grudnia. A jedyny trening pod kątem ściśle półmaratonu zrobiliśmy 5 dni temu.

KW: Prosimy o szczegóły.

JK: Biegaliśmy 4x1200 m, 4x1000 m i 4x800 m na przerwach od 2.30 do 2 minut. Wszystko w założonym tempie – 1200 w 2:49.5/km, 1000 w 2:44.6, 800 w 2:08, 2:07, 2:07, 2:06. I o ile prędkości były duże, o tyle zakwaszenie wskazywało, że nie był to zbyt forsowny trening. Po 4 pierwszych odcinkach zakwaszenie wynosiło 3,1 mmol. Po kolejnych czterech 5,1 mmol. Po ostatnim odcinku 800 m – 5,2 mmol.

KW: To wygląda wręcz jak podejście pod 10 km, a nie jak przygotowania do półmaratonu. Coś się szykuje krótszego na horyzoncie?

JK: Zaatakujemy jeszcze jeden rekord Polski 11 listopada w Goleniowie (Oficjalnym rekordem kraju na uliczne 10 km pozostaje 28:22 Leszka Bebło z 1993 roku – przyp. red.). Jednak przede wszystkim  nastawiamy się na mocny debiut w maratonie. Nie twierdzę, że będzie to rekord Polski, ale liczę na spektakularny wynik.

KW: Mówimy wiele o Krystianie, ale dzisiaj rekordy życiowe pobiły też Pana podopieczne. Niedaleko za najlepszą w polskiej reprezentacji Izą Paszkiewicz (28. miejsce i 1:10.52) przybiegły trenowane przez trenera: Katarzyna Jankowska (29. miejsce i 1:11:02) oraz Angelika Mach (32. z 1:11:07). O ile Katarzynę kibice kojarzą z wielokrotnego mistrzostwa kraju na stadionie na 5000 i 10000 m, o tyle Angelika to czarny koń naszej ekipy.

JK: To nie jest przeciętna zawodniczka, już w kategoriach młodzieżowych pokazywała skalę swojego talentu. Współpracujemy od niedawna i nie odważę się powiedzieć, że trenowała źle - może trening nie do końca jej akurat służył…? Zmieniliśmy wiele i choć wyglądała ostatnio świetnie (Mach wygrała m.in. zdecydowanie wrześniowe Mistrzostwa Polski w Półmaratonie – przy. red.), to przyznam, że jej świetny rezultat mnie trochę zaskoczył. Zasługuje dziś na tytuł objawienia roku w polskich biegach długich. Wierzę, że stać ją na to, by być wybitną maratonką.KW: Kasia z kolei wyglądała dla przeciętnego obserwatora ciężko, ale walczyła do końca.

JK: Sama wiedziała, gdzie popełniła błędy. Początek pobiegła nieco asekuracyjnie. Potem może wyglądała na zmęczoną, ale według mnie bardziej na… zirytowaną tym, że została w dalszej grupie. Ważne, że skończyło się świetną życiówką na imprezie mistrzowskiej, w dodatku w drugim półmaratonie w życiu. Z treningów wynika, że stać ją już dziś na bieganie poniżej 1:10.
Trochę szkoda, że dziewczyny zajęły ostatecznie 7. miejsce drużynowo. (W Gdyni z nowym PB zmagania ukończyła też Aleksandra Lisowska – 1.12.16 i miejsce 51. w klasyfikacji drużynowej punktowały 3 najlepsze w każdej ekipie, w trakcie dekoracji honorowano 6 najszybszych zespołów – przyp. red.)

KW: A ile trenera kosztował ostatni okres?

JK: To był trudny czas. Poza przygotowaniami do startów moich zawodników, obozów, wyjazdów, miałem kłopoty zdrowotne. Przeszedłem 3 zabiegi w szpitalu. Straciłem w sumie 10 kg, jestem na diecie beztłuszczowej. Ale teraz czuję się świetnie. Właśnie dotarło do mnie, że poza rekordami życiowymi moich podopiecznych dzisiaj mamy dwa rekordy Polski. Krystian „po drodze” uzyskał rekord kraju na 20 km.