Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Trener magik - rozmowa z Andrzejem Wołkowyckim

Trener magik - rozmowa z Andrzejem Wołkowyckim
„Nasz trener to magik” – mówią o nim wicemistrz Europy Artur Kuciapski i brązowa medalistka czempionatu Starego Kontynentu - Joanna Jóźwik. Mimo że Andrzej Wołkowycki oglądał zurychskie występy swoich perełek w domu, a uwagi przekazywał im przez Skype, oni wywiązali się z jego porad bezbłędnie. Kim jest główny twórca sukcesu młodych i zdolnych 800-metrowców?

wo__kowycki.jpg
Andrzej Wołkowycki z Joanną Jóźwik, latem 2013 roku, gdy Asia zdobyła brązowy medal Mistrzostw Polski w Toruniu na 800m.

Trener Andrzej Wołkowycki jest silnie związany z klubem AZS AWF Warszawa. Przez wiele lat współpracował z Eweliną Sętowską-Dryk, którą doprowadził do doskonałego rekordu życiowego na 800m – 1:58.96. Przyznaje, że na Joannie i Arturze stosuje metody treningowe sprawdzone wcześniej na Ewelinie, dopasowując je do indywidualnych cech młodych zawodników. Zdradza, że główny akcent położony jest na szybkość i dynamikę, ale bez zaniedbania wytrzymałości. Reszta to, jak tłumaczy, tajemnica trenerska.

Warto dodać, że Ewelina Sętowska-Dryk zakończyła oficjalnie karierę na tegorocznych Mistrzostwach Polski. Złoty medal na 800 m, jakby symbolicznie zdobyła wtedy w Szczecinie Joanna Jóźwik. Ewelina, ciesząc się z sukcesu Asi, śmiała się, że trener Wołkowycki na pewno wyciągnął wnioski i nauczył się na błędach, które przydarzyły się podczas ich współpracy.

Do Mistrzostw Europy Wołkowycki-Team przygotowywał się głównie w Polsce (Zakopane, Wisła), a zimą w Portugalii. Ostatnie szlify przed europejskim czempionatem wykonywali na obozie w Wiśle, gdzie panuje podobna wysokość nad poziomem morza jak w Zurychu. W Zakopanem korzystali także z pokoju hipoksyjnego, gdzie wytworzone były warunki wysokogórskie 2000-2500 m nad poziomem morza.

Wołkowycki słynie z tego, że jest związany emocjonalnie ze swoimi najlepszymi zawodnikami. Jeśli wierzy w któregoś z nich, zrobi wszystko, by mu pomóc. Nie chodzi o sam trening, ale również o kwestie socjalne. Zdaje sobie sprawę, że sam trening nie czyni z zawodników mistrzów, ale również tryb życia i spokój ducha. Bywa też złośliwy, o czym mogłam się przekonać, prosząc go o krótki wywiad… Na początku sprawiał bowiem wrażenie, jakby nie miał ochoty go udzielać. Ale pewnie tego dnia na Lotnisku Chopina nie byłam jedyną zabiegającą o krótką rozmowę ze szkoleniowcem.

Dwoje pana podopiecznych przywiozło z Zurychu medale. Taka sytuacja na pewno nie zdarza się często w środowisku trenerów lekkiej atletyki.

Z pewnością jest to moje życiowe osiągnięcie i mój największy trenerski sukces. Dotychczas w dorobku miałem jeden medal Mistrzostw Europy, ale w sztafecie. Oczywiście jeszcze można wymienić 6. miejsce na Halowych MS Eweliny Sętowskiej-Dryk, ale teraz doczekałem się medali indywidualnych.

IMG_7597.JPG
Artur Kuciapski prezentuje srebrny medal. Zdradził nam, że najlepsze w byciu wicemistrzem Europy jest właśnie uczucie, które towarzyszyło mu od początku Mistrzostw. "To wszystko dzięki kibicom. Ich gratulacje, wsparcie, modlitwy mojej rodziny. Ponisła mnie mistrzowska  atmosfera. Pierwszy raz startowałem na tak dużej imprezie, a to dodaje siły i niesie dalej. Marzy mi się teraz odpoczynek w domu, ale nie będę miał wolnego. Mam nadzieję, że uda mi się choć na jeden dzień spotkać z rodziną. Ciocia, dziś przyjechała" - wspomniał ciocię, która wymodliła jego medal na pielgrzymce do Częstochowy.

Jak się trener czuł, oglądając te wszystkie wspaniałe wydarzenia w domu, przed telewizorem?

Zawsze traktowano trenerów od biegów jako tych, którzy nie muszą jeździć ze swoimi podopiecznymi. Wielokrotnie już to przerabiałem. Nic nowego dla mnie. Szkoda jednak. Myślę, że Polski Związek Lekkiej Atletyki powinien patrzeć perspektywicznie, czyli zawodnicy, którzy debiutują w tak ważnej imprezie, powinni być otoczeni szczególna opieką. Nie ci, którzy mają za sobą już wiele imprez, bo oni już wiedzą, co mają zrobić na takich zawodach. Myślę, że trzeba wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość.

Ale mimo pana nieobecności w Zurychu, zarówno Asia jak i Artur doskonale poradzili sobie pod względem psychologicznym. Doskonale wykonali także założenia taktyczne.


Właśnie to jest najciekawsze, bo wiedziałem, że fizycznie byli przygotowani. Na treningach biegali rewelacyjnie. Powiedziałem zresztą już rok temu, że Asia jest w stanie złamać w tym sezonie 2 minuty i tak się stało. Artura jeszcze wtedy nie znałem, ale poznaję go coraz bardziej i zaskakuje mnie. Nie liczyłem na aż tak świetny wynik w jego wykonaniu. Obstawiałem, że jest w jego zasięgu jest czas 1:45.50. Choć wiadomo, że w takich biegach, gdzie jest 100-procentowa walka i adrenalina, zawodnicy potrafią dać z siebie jeszcze więcej.

Artur rok temu zdobył tytuł mistrza Polski, ale ten sukces przeszedł tak naprawdę bez echa. Teraz wyraźnie widać, że mocno nawiązał do najlepszych 800-metrowców w kraju.

Tak, on wówczas startował bez Kszczota i Lewandowskiego, ale wygrał ten bieg, mimo że jego forma wybitnie spadała po Młodzieżowych Mistrzostwach Europy w Tampere. Wtedy jeszcze go nie prowadziłem, zaczęliśmy współpracę od października. Myślę, że na następne lata, uda mi się go na tyle poznać, aby wiedzieć, czego potrzeba mu jeszcze bardziej.

No właśnie, wtedy Artur trenował pod okiem Stanisława Jaszczaka, którego wychowankiem jest także mistrz Europy – Adam Kszczot. Jak to się stało, że Artur trafił do pana?

Jeśli chodzi o Artura, to odnalazł go właśnie Stanisław Jaszczak z klubu RKS Łódź. Zauważył go na biegach przełajowych. Zawodnik nie trenował zbyt dużo, dlatego, że ostatni rok mieszkał w domu i dojeżdżał na treningi do Łodzi. Więc nie było to dobre rozwiązanie. Z różnych powodów ich drogi się rozeszły w ubiegłym roku. To nie moja rzecz, aby oceniać, czy dobrze czy źle, że się tak stało. Natomiast trafił do mnie i myślę, że wywiązałem się z tego zadania. Wysłałem do Stanisława Jaszczaka SMS-a po biegu finałowym z podziękowaniem i gratulacjami dla dwóch medalistów, którzy są jego wychowankami. Mam nadzieję, że na niego odpowie.

Artur i Asia to młodzi zawodnicy, ale widać, że tkwią w nich jeszcze ogromne rezerwy treningowe. 

Tak, chcę tu przypomnieć, że Asia Jóźwik zaczynała karierę w klubie Victoria Stalowa Wola z trenerem Stanisławem Aniołem. Wielokrotnie znajdował na swoim terenie talenty, które pojawiały się na arenie krajowej, ale nigdy żadna z zawodniczek nie osiągnęła międzynarodowych sukcesów. Trener Anioł nie trenował z nią ciężko, więc są jeszcze duże rezerwy. Asia nie była i nie jest przetrenowana. Jedyne, co ją bolało to to, że nie poprawiała swoich rekordów życiowych.

IMG_7600.JPG
Joanna Jóźwik, po zdobyciu w pięknym stylu medalu, stała się ulubienicą mediów. Przyznała, że nie jest w stanie zliczyć wywiadów, które udzieliła przez ostatnie dni. Media mówią o odkryciu, jednak trenerzy i znawcy lekkiej atletyki wiedzieli już od dawna, że stać ją na doskonałe wyniki. Brązowy medal ME otworzył Joannie wiele możliwości. Kibice prawdopodobnie będą mogli oglądać ją podczas Diamentowej Ligi w Birmingham już w tę niedzielę. 

Wróćmy do srebrnego Artura. Oprócz biegania miał przygodę z boksem. Jak się z nim współpracuje?

Bardzo dobrze. Chłopak jest naprawdę pracowity, do tego szybki. Wciąż się rozwija, bo późno dojrzewa – na razie jest szczupły, wysoki i dopiero nabiera tej krzepy fizycznej, mimo że obciążenia siłowe nie były tak duże. W tej chwili myślę, że powolutku będziemy to zwiększać i mam nadzieję, że za rok-dwa będą tego efekty.

Na koniec, proszę zdradzić, czy mierzył pan sobie ciśnienie po obejrzeniu wspaniałych biegów podopiecznych?


Nie mierzyłem. Oglądałem bieg Artura ze swoim najmłodszym synem. Obaj szaleliśmy przed telewizorem. Łza mi popłynęła po biegu Asi. Ona się popłakała, więc ja też. Przy biegu Artura nie, bo wiadomo, chłopaki nie płaczą.