Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Rozmowa z nowym kierownikiem szkolenia PZLA - Piotrem Borą
Podczas obchodów 90-lecia Małopolskiego Związku Lekkiej Atletyki spotykamy trenera i kierownika szkolenia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki - Piotra Borę. Nowy szef wyszkolenia zdradza portalowi Bieganie.pl w jakich okolicznościach rozstał się ze swoimi wychowankami Dariuszem Kuciem (100 m – 10.15) i Marcinem Starzakiem (skok w dal - 8.21) jak wygląda sport w krajach arabskich i jakie ma plany związane z rozwojem szkolenia w polskiej lekkiej atletyce.

Z trenerem Piotrem Borą rozmawia Krzysztof Janik.

piotr_bora_02.jpg

W ostatnich latach nastąpiły radykalne zmiany w życiu trenera. Rozstanie ze swoimi najlepszymi zawodnikami. Wyjazd do Kataru i szkolenie tamtejszych zawodników. Jak to się stało, że prawie na dwa lata polska lekka atletyka straciła jednego z najlepszych szkoleniowców w kraju?

Cała historia zaczęła się jesienią 2010 roku, kiedy to poinformowano mnie, że nie będę pracował w kolejnym sezonie w klubie AZS AWF Kraków. Napisałem pismo z prośbą o wyjaśnienie do ówczesnego dyrektora Jacka Majki. Niestety, do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. W tym samym czasie dostałem także „propozycje nie do odrzucenia” - po 23 latach pracy na uczelni (AWF Kraków), zaproponowano mi umowę na pół etatu, na jeden rok. Tak naprawdę mogli mi od razu wręczyć wypowiedzenie, bo od początku były prowadzone działania, żeby się mnie pozbyć. Cała nagonka rozpoczęła się po mistrzostwach Europy w Barcelonie, kiedy to Marcin Starzak udzielił wywiadu Gazecie Wyborczej. Odsłonił kulisy tego, że na uczelni sportowej utrudnia się sportowcom trenowanie i przygotowywanie się do imprez mistrzowskich. Problem zrodził się w momencie, kiedy to Darek i Marcin chcieli stacjonarnie odbyć na uczelni letni obóz pływacki (dwutygodniowy wyjazd sportowy - przyp.red.). Pomysł ten nie znalazł aprobaty wśród władz uczelni, mimo że wcześniej innym studentom-sportowcom, umożliwiono taki sposób działania. Chłopaki musieli więc na niego pojechać. Po dwóch tygodniach pływania i przerwy w normalnych treningach, pojechaliśmy na mistrzostwa Polski, gdzie Marcinowi jeszcze udało się zdobyć złoty medal, ale nie uzyskał minimum na ME, a Darkowi udało się „załapać” do sztafety 4x 100 m. Kolejnym ciosem w moich zawodników było wyrzucenie Marcina ze specjalizacji trenerskiej, którą Pan Prodziekan ds. sportu Mariusz Ozimek argumentował tym, iż w okresie dwóch miesięcy nie był dwa tygodnie na zajęciach. W tym czasie Marcin był na obozach PZLA, więc to była perfidna zagrywka. 

Po tym jak „podziękowano” mi za współpracę z klubem AZS AWF Kraków, powiedziano także moim zawodnikom, że nie będę już ich trenerem i zaproponowali im innego klubowego szkoleniowca. Cała grupa wtedy powiedziała, że mają jednego trenera, który nazywa się Piotr Bora. Wiedziałem, że cała ta historia nie odbije się dobrze na moich zawodnikach i dalej będą szykanowani przez władze uczelni. Dlatego uznałem, że trzeba pomyśleć, aby Darek i Marcin mogli kontynuować naukę i swoją karierę sportową. Darka skierowałem do Zawiszy Bydgoszcz, natomiast Marcina do Białej Podlaskiej. Zresztą spotkałem ich w tym roku i dziękowali mi, że się to tak potoczyło.

Po całym zamieszaniu związanym z pana grupą treningową i uczelnią, trafia trener do Kataru, tak?

Byłem w Katarze, a później w Bahrajnie. Już od kilku lat miałem propozycje pracy w różnych krajach, w Bahrajnie, Katarze, Irlandii czy Indiach oraz wielu innych europejskich krajach. To nie o to chodzi. Jestem człowiekiem, który nie żyje oderwany od rzeczywistości. Mam rodzinę, żonę, dwoje dzieci, więc w momencie kiedy okazało się, że nie ma możliwości, aby pracować dalej z Marcinem, Darkiem i całą grupą, po wielu namowach skorzystałem z propozycji wyjazdu, jako konsultant do Kataru. Na uczelni wziąłem zaległy urlop wypoczynkowy i trzymiesięczny urlop bezpłatny. Po tym okresie wróciłem. W dniu 1 czerwca 2011 roku przyszedłem do pracy. Mój powrót był ogromnym zdziwieniem, a szczytem bezczelności było to, że w pokoju, w którym przebywałem nie było już tabliczki z moim imieniem i nazwiskiem. Po prostu żywcem mnie pogrzebano. 

I wtedy wyjechał trener do Bahrajnu?

Tak po tym wszystkim skorzystałem z możliwości wyjazdu i pracy w Bahrajnie, którą otrzymałem podczas pobytu w Katarze.

Mówi trener, że był tam konsultantem jak to wyglądało? Miał pan swoją grupę treningową? Jak wygląda szkolenie w tych krajach?

Rolę konsultanta pełniłem w Katarze. Jest to kraj zupełnie inny od Polski. Bazuje się tam głównie na ściąganiu dobrych zawodników z Etiopii i Kenii oraz innych biedniejszych krajów. Miałem za zadanie opiniować i pomagać merytorycznie w przygotowaniach zawodników w skokach i sprincie. Natomiast nie ma i pewnie długo nie będzie w tym kraju poukładanego systemu szkolenia. Wszystko opiera się na spontaniczności, żeby to zrozumieć trzeba tam przebywać. Są to ludzie, którzy się nie spieszą, mają czas, którzy sport traktują jako rozrywkę. Dużym plusem jest to, mimo że językiem urzędowym jest arabski, to z większością osób można się porozumieć w języku angielskim. 

piotr_bora_03.jpg

A w Bahrajnie?

W Bahrajnie miałem konkretny cel do zrealizowania. Będąc w Katarze skontaktował się ze mną zawodnik, który był medalistą mistrzostw świata juniorów w Bydgoszczy. Chciano, abym przygotował go do Igrzysk w Londynie. Po moim przyjeździe okazało się, że jest po 6 miesiącach przerwy w treningu, z „lekką” (8 kg) nadwagą i po dwóch operacjach kolana. Jednakże wzięliśmy się do pracy. Jedną z głównych przeszkód w prowadzeniu jakichkolwiek treningów w Bahrajnie jest infrastruktura. Można powiedzieć, że mają w całym kraju tylko jeden stadion lekkoatletyczny, który jest ciągle zajęty bo odbywają się na nim mecze piłkarskie i w tym czasie nie ma możliwości, żeby z niego skorzystać. Gdy przyjechaliśmy na zgrupowanie do Polski to był zaskoczony, że można trenować w tak dobrych warunkach. W Polsce przeszedł także gruntowne badania, które niestety wykazały uszkodzenia mięśni dwugłowych, dużo zrostów i blizn. Był to efekt zbyt mocnego eksploatowania jego organizmu w młodym wieku. Niestety, nic wielkiego nie udało się wypracować z tym zawodnikiem.

Przejdźmy teraz do kolejnego etapu w pana karierze czyli roli kierownika szkolenia PZLA. Jak trener ocenia poprzedni system szkolenia i występ naszych zawodników w Londynie?

Słyszałem wiele opinii trenerów, działaczy i ludzi związanych z lekką atletyką na temat przygotowań do Igrzysk. Ale mnie nie wypada oceniać mojego poprzednika i absolutnie tego nie będę robić. 

A występ w Londynie? 

Występ w Londynie chyba już wszyscy oceniliśmy. Dwa medale, tak samo jak w Pekinie, ale tych miejsc punktowanych o wiele mniej. Generalnie występ był podsumowany jako nieudany i tu nie ma co ukrywać, tak było. Taka jest ocena całego środowiska. To są fakty i liczby, z liczbami trudno dyskutować. Po prostu trzeba się wziąć do pracy i spróbować wprowadzić zmiany, które za cztery lata przyniosą nam więcej medali. 

Pierwsza zmiana to powrót do trenerów blokowych którzy będą zajmowali się danym blokiem konkurencji?

Tak. Powracamy do struktury blokowej, która już miała miejsce w polskim szkoleniu. Uważam, że jest to dobry ruch, który pozwoli pewne sprawy poukładać. Znam się na lekkoatletyce, ale proszę mi wierzyć nie jestem w stanie wiedzieć wszystko o wszystkim tzn. zabrać głos na temat biegów długich, średnich czy rzutów. Dlatego za każdą sferę będą odpowiedzialni wybrani trenerzy, którzy będą „czuwali” nad zawodnikami z danych bloków konkurencji. Będą oni kontaktować się ze mną, a ja z nimi, tak aby zachować płynność przepływu informacji. 

Ile bloków konkurencji zostanie stworzonych i czy są już wyznaczone osoby, które będą za nie odpowiedzialne?

Zgodnie z decyzją pierwszego zebrania zarządu PZLA, czyli przed moją nominacją na stanowisko szefa szkolenia, wyznaczono cztery bloki konkurencji: sprinty, skoki, rzuty i wytrzymałość. Za sprinty odpowiedzialny będzie trener Tadeusz Osik, za skoki odpowiedzialny jestem ja, ale po nominacji na szefa szkolenia rezygnuję z tej funkcji. Rzutami zajmie się trener Jerzy Sudoł, a wytrzymałością Zbigniew Rolbiecki. Jednakże są to kandydatury nie zatwierdzone przez zarząd, ale już działające, zatwierdzenie lub zmiany nastąpią podczas zebrania zarządu w grudniu.

Czy uważa pan, że jedna osoba odpowiedzialna za sektor wytrzymałości gdzie jednak jest sporo konkurencji od biegów średnich poprzez długie, a nawet chód sportowy będzie wstanie wszystko kontrolować?

Trener „blokowy” będzie miał za zadanie koordynować działanie szeregu konkurencji w danym bloku, a nie tylko kontrolować. Już w tej chwili praca, którą wykonuje Zbigniew Rolbiecki pozwoliła, w pewnym sensie, usystematyzować niektóre sprawy. Potrzeba jeszcze czasu, aby wszystko dograć i wyprostować wszystkie działania, które pozwolą na lepsze szkolenie zawodników. 

piotr_bora_01.jpg
Piotr Bora i Grzegorz Sobczyk, prezes Małopolskiego Związku LA

Polski Związek Lekkiej Atletyki dostał bilecik zaufania od pani minister. Nastąpi teraz centralizacja szkolenia, nie będzie kadr wojewódzkich, powiększa się makroregiony w których młodzież będzie walczyła o miejsca w mistrzostwach kraju. Jak trener ocenia takie działania?

Ta decyzja została podjęta, zanim zostałem kierownikiem szkolenia, więc trudno jest mi to komentować, po drugie wiem, że są konsultacje z Okręgowymi Związkami Lekkoatletyki. W tych konsultacjach biorą udział członkowie Zarządu PZLA. Wszystko jest jeszcze w fazie rozmów, ale warto przy tej okazji wspomnieć o sporcie młodzieży. Sportem młodzieży w PZLA zajmować się będzie Krzysztof Kęcki i on będzie podejmował suwerenne decyzje w tej materii.

Pisze trener wiele publikacji, dzieli się wiedzą. Czy jako kierownik szkolenia będzie pan przywiązywał uwagę do podnoszenia kwalifikacji i organizowania szkoleń dla trenerów?

Człowiek uczy się przez całe życie. Trener powinien cały czas szukać nowych rozwiązań szkoleniowych i doskonalić te, które stosuje. Jeśli uważa że już wszystko wie to znaczy, że powinien iść na emeryturę lub pisać… pamiętniki. Teraz jest wiele możliwości, wiele źródeł, z których można czerpać wiedzę. Mnóstwo bardzo wartościowych periodyków, w dobie Internetu nie ma problemu z poszukiwaniem informacji. Chciałbym, żeby trenerzy podnosili swoje kwalifikacje. Nie tylko chodzi tu o przechodzenie z poziomu instruktora na poziom trenera II klasy, I czy mistrzowskiej, bo wiem, że są tacy trenerzy, którzy mają dokumenty trenera klasy mistrzowskiej, a w życiu treningu nie poprowadzili. Chcemy stworzyć w PZLA komórkę zajmującą się metodyką treningu. Wyznaczymy grupę ludzi, która będzie organizowała konferencje, przekazywała wiedzę. Chcemy również organizować konferencje metodyczne dla trenerów z poszczególnych konkurencji. Jedno jest pewne będę w tym kierunku naciskał, żeby trenerzy podnosili swoje kwalifikacje.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.