Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Trener „trenerowi” nierówny - o deregulacji uprawnień trenerskich


Ministerstwo Sprawiedliwości szykuje reformę dotyczącą deregulacji zawodów. Szef resortu, Jarosław Gowin przedstawił  49 zawodów, w przypadku których znikną lub będą złagodzone warunki uprawniające do ich wykonywania. Według opinii ekspertów, planowana deregulacja ma w przyszłości zwiększyć zatrudnienie o 15-20 %. Ministerstwo twierdzi, że dzięki tym zmianom może powstać od 50 tys. do 100 tys. nowych miejsc pracy. Lista zawodów objęła m.in.: przewodników, zawody prawnicze, instruktorów jazdy, taksówkarzy i ... trenerów. Co to oznacza dla lekkiej atletyki?


Według wciąż obowiązujących przepisów trenerem, np. klasy mistrzowskiej, może zostać osoba, która odbyła specjalistyczny kurs i zdała egzamin pozytywnie, dodatkowo miała co najmniej dwuletni staż pracy trenerskiej ze stopniem trenera pierwszej klasy.

Według nowych przepisów wymagane kursy i staż pracy mają  być uchylone wobec trenerów i instruktorów sportu - od klasy pierwszej do mistrzowskiej. Do pełnienia funkcji trenera wystarczy więc pełnoletniość, wykształcenie średnie, niekaralność za przestępstwa oraz posiadanie wiedzy w zakresie działalności trenerskiej, ale... niesprawdzonej formalnie.

W uzasadnieniu do ustawy padają argumenty ochrony interesu publicznego, którego kryteriów nie spełnia obecnie obowiązująca ustawa, stanowiąca bariery dla wykonywania zawodu trenera oraz instruktora. Obecne prawo jest ograniczeniem konkurencji i zbędnym utrudnieniem dla kandydatów do tych zawodów – jak brzmi w uzasadnieniu.

Z jednej strony rozwiązanie wydaje się rozsądne, bo zostanie zniesiony obowiązek zdawania państwowych egzaminów. Ograniczy to biurokrację i pozwoli zaoszczędzić niemałe pieniądze osobom, które wydają je na specjalne kursy, podnoszące kwalifikacje i stopień trenerski. Trenerami będą więc mogli zostać na przykład zawodnicy, którzy poprzez zdobyte przez lata treningu doświadczenie, znają mechanizmy rządzące treningiem biegowym. Kamień z serca spadnie szkoleniowcom, którzy od lat z powodzeniem uprawiają ten zawód, choć nie posiadają specjalnych „papierowych” uprawnień, ale są za to wyposażeni w wiedzę na temat treningu. Damian Witkowski, który ma za sobą 11-letnią karierę zawodniczą, założył firmę zajmującą się konsultacjami treningowymi, ale mimo wszystko planuje wyrobić specjalistyczny „papier”. Po co?

damianwitkowski.jpg- Aby mieć wewnętrzny spokój ducha - mówi - Z drugiej strony, wydaje mi się, że jeśli ktoś ma doświadczenie i wiedzę, to taki papier jest zbędny. Oczywiście jest duża różnica między trenowaniem amatorów, a wyczynowców, ale mimo wszystko można przenosić na ich trenowanie swą wiedzę. Sądzę, że do takiego treningu trzeba jednak podchodzić rozsądnie, nie szkodząc ludziom.  Np. gdy zaczynam trenować amatorów, kładę nacisk przede wszystkim na rozwój ich sprawności ogólnej. Nowe przepisy są o tyle korzystne, że nie trzeba się męczyć i robić kursów, które nie zawsze przekazują konkretną wiedzę. Wiem, że najlepszą wiedzę zdobyłem w praktyce - trenując 11 lat – mówi Damian Witkowski.

W Polsce przybywa trenerów po specjalnych kursach, ale absolwenci szkoleń nie zawsze umiejętnie łączą wiedzę teoretyczną z praktyką. W internecie można np. obejrzeć porady znanego trenera na temat treningu na płotkach, ale ... bez płotków. Inny trener proponuje biegaczom trening typowo kolarski, a jeszcze inny taśmowo przekleja plany treningowe zamiast dopasowywać je do jednostki. To tylko niektóre przykłady z życia wzięte.

Deregulacje sprawią, że zawód ten otwiera się na laików i amatorów sportu. Negatywnym skutkiem deregulacji zawodu trenera może być spadek jakości jego pracy. Co za tym idzie, obniżenie konkurencyjności, a więc i płacy. Bo skoro pracodawca będzie miał chętnego „trenera” do pracy za 1500 zł, to dlaczego ma wykładać więcej pieniędzy na zatrudnienie TRENERA z papierami?

Z wprowadzeniem nowych przepisów nie zgadza się Stanisław Jaszczak. Szkoleniowiec, pod którego okiem trenuje halowy mistrz Europy – Adam Kszczot,  obecnie odbywa kurs na trenera klasy mistrzowskiej.

- Jestem bardzo zaskoczony tymi pomysłami. Mój zawód rozwijał się od 1989 roku, kiedy zostałem instruktorem sportu, potem zdobyłem dyplom trenera II klasy, następnie pierwszej, a teraz kończę kurs na trenera klasy mistrzowskiej. Niedawno dowiedziałem się, że te papiery mają przestać obowiązywać. Uważam, że ludzie mają prawo czuć się oszukani. w tej chwili inwestuję niemałe pieniądze, około 3 tys złotych, aby uzyskać papier trenera klasy mistrzowskiej. Gdy wejdą nowe przepisy, będzie on nieważny. Nawet portier będzie mógł zostać trenerem, choć oczywiście zależeć będzie to od pracodawcy. Myślę, że przez to wielu trenerów może odejść i lekka atletyka spadnie na niższy poziom. Zawsze dążyłem do tego, aby mieć jak najlepsze wykształcenie trenerskie. Oczywiście oprócz kursów pomaga zdobywanie doświadczenia, osiąganie wyników, praca z młodzieżą. Ale jeśli każdy będzie mógł zostać trenerem, obniży się poziom szkolenia.


 Środowisko trenerów LA i innych zainteresowanych tematem stara się uspokoić Paweł Wiśniewski, rzecznik prasowy Ministerstwa Sportu, który odpowiedział na niektóre zadane przez nas pytania.

Co jest podstawowym założeniem deregulacji zawodów?

Jest nim oddanie rynkowi danych usług uprawnienia do określenia wymogów kwalifikacyjnych dla osób świadczących daną usługę. W przypadku trenera i instruktora idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby funkcję taką przejęły polskie związki sportowe, ustanawiając autonomiczne systemy licencyjne oparte na kluczu kompetencji i umiejętności niezbędnych do prowadzenia szkolenia w danym sporcie.

Z moich informacji wynika, że projekt o deregulacji zawodu trenera nie był konsultowany z PZLA. Czy MSiT zamierza rozmawiać na ten temat ze związkami sportowymi?

Projekt ustawy o zmianie ustaw regulujących wykonywanie niektórych zawodów, w tym trenera i instruktora sportu, a także dwóch kolejnych w obszarze turystyki, był konsultowany między Ministerstwem Sprawiedliwości i Ministerstwem Sportu i Turystyki. Na wniosek MSiT projekt w ramach konsultacji społecznych zostanie przekazany m.in. do wszystkich polskich związków sportowych oraz uczelni wyższych o profilu sportowym.

Jakie są największe plusy w deregulacji zawodu trenera?

Deregulacja, jak błędnie mówi się o projektowanej dereglamentacji, zawodów trenera i instruktora sportu, prowadzi do otwarcia rynku tych usług dla osób, które posiadają niezbędne kwalifikacje, np. uzyskane w czasie własnej kariery zawodniczej, do wykonywania zadań trenera lub instruktora sportu, bez konieczności odbywania właściwych przedmiotowo szkoleń.
Podkreślić też trzeba, że planowane otwarcie dostępu do zawodu trenera i instruktora nie będzie polegało na uchyleniu wszystkich wymogów kwalifikacyjnych, stąd mamy do czynienia z dereglamentacją, a nie deregulacją, a jedynie tych, dotyczących obowiązkowych szkoleń i egzaminów. Utrzymane zostały wymogi w zakresie wieku, wykształcenia, a także wprowadzono jeden dodatkowy, odnoszący się do braku karalności za przestępstwa umyślne popełnione w związku ze współzawodnictwem organizowanym przez polski związek sportowy. Ten ostatni zabieg ma wyeliminować z rynku osoby nieuczciwe, w tym uczestniczące w sportowej korupcji. Projekt nie znosi zatem całkowicie wymogów kwalifikacyjnych, a jedynie nadzór ministra nad szkoleniami i egzaminami.

To rozwiązanie jest także proeuropejskie?

Tak, Polska jest jednym z zaledwie trzech państw członkowskich UE, w których zawód trenera jest regulowany. Obok nas na regulację zdecydowały się Grecja i Czechy. Jesteśmy też  jednym z czterech państw UE regulujących zawód instruktora sportu (poza Polską – Cypr, Czechy i Francja).

Nie obawia się Pan, że w praktyce na stanowisko trenera będą zatrudniane osoby niekompetentne?
Podobnie jak w przypadku innych zawodów, weryfikacji kwalifikacji dokonywać będzie rynek, czyli pracodawca, w tym wypadku klub sportowy, czy związek sportowy.  Proponowana regulacja nie będzie ograniczać możliwości pracodawcy w zakresie zatrudnienia. Będzie on mógł skorzystać np. z usług trenerów zagranicznych, których kwalifikacji nie można uznać pod rządami obecnej ustawy ze względu na trudności w ocenie kwalifikacji zdobytych za granicą i ich zgodności z wymogami krajowymi w zakresie ukończonych szkoleń i zdanych egzaminów.

A co mają powiedzieć trenerzy, którzy podwyższają swe kwalifikacje na specjalnych kursach oraz ich organizatorzy? Wedle przyszłej ustawy, wyrobienie specjalnych papierów nie będzie miało formalnego znaczenia.

Nie należy wyciągać pochopnych wniosków, jakoby szkolenie trenerów i instruktorów sportu w Polsce, po wejściu w życie projektowanej ustawy, miało nie być prowadzone. Pracodawcy, czyli kluby i związki, będą pewnie oceniały  przydatność do zawodu nie tylko na podstawie kwalifikacji nieformalnych, ale również formalnych, w tym ukończonych szkoleń. W tym jednak wypadku to na klubie, czy związku będzie ciążył obowiązek do określenia pożądanych wymogów kwalifikacyjnych, jakim sprostać musi przyszły pracownik, trener, instruktor. Jest to zgodne z trendem panującym na całym rynku pracy.

Nie należy zapominać też o tym, że w niektórych sportach np. w piłce nożnej, wykształcono już niezależne ramy kwalifikacji dla trenerów, czy instruktorów (np. system licencji trenerskich PZPN i UEFA). Jest to gwarancja dostosowania procesu szkolenia trenerów do faktycznych oczekiwań ich względem ze strony pracodawców.

Dziękujemy za rozmowę.
Podobne zdanie na ten temat ma trener Tomasz Lewandowski, który także uczęszcza na kurs trenera klasy mistrzowskiej w Warszawie:

-Też jestem zszokowany tym projektem. Mimo wszystko skończę ten kurs i wierzę, że pieniądze nie będą przeze mnie i moim kolegów wyrzucone w błoto. Jest szansa, że przez IAAF, Europejską Federację Lekkiej Atletyki lub przez zrzeszenie europejskich trenerów, możliwe jest uznanie takiego kursu, jako ekwiwalent do tytułu trenera klasy mistrzowskiej. Jeśli w Polsce się nie będzie to liczyć, to przynajmniej będzie ważne za granicą.

Trener Zbigniew Król, jeden z najbardziej cenionych i doświadczonych polskich trenerów w pierwszej reakcji odpowiedział w podobnym tonie, choć przyznał, że w jego sytuacji nic to nie zmieni:

" - Znam to raczej z opowieści innych trenerów, czyli, że trenerem będzie można zostać chcąc mieć po prostu chęci. Ja uważam, że to minimum wiedzy powinno być. Mamy w tym momencie do czynienia z nazwijmy to obróbką człowieka, a to nie jest taka rzecz całkiem banalna, ludzi można skrzywdzić na całe życie. Trener musi być odpowiedzialny a żeby być odpowiedzialny to musi coś wiedzieć na temat fizjologii wysiłku, anatomii."

Jacek Wosiek, trener LA, trener m.in Agnieszki Ciołek:

" - Generalnie dla mnie nigdy nie miało znaczenia to, czy ktoś jest instruktorem LA,  trenerem klasy drugiej, pierwszej czy mistrzowskiej. Lekkoatletyka jest wymierną konkurencją i o trenerze czy instruktorze świadczą wyniki osiągane przez jego zawodników. Jestem jednak  przeciwnikiem owej deregulacji z kilku powodów. W projekcie ustawy w wymogach na stanowisko trenera jest napisane "posiadanie wiedzy w zakresie działalności trenerskiej" i w nawiasie niesprawdzanej formalnie. Dziwie się jakim trzeba być ignorantem by coś takiego w ogóle napisać. W sporcie znanych jest bardzo wiele przypadków osób bez papierów trenerskich osiągających znakomite wyniki lecz są to w większości rodzice prowadzący swoje dzieci. Trenowanie kogoś ( szczególnie dziecka) wymaga ogromnej wiedzy, by nie zrobić mu krzywdy. Osoba "prosto z ulicy" może nie zdawać sobie sprawy z wielu zagrożeń związanych z uprawianiem dyscypliny czy konkurencji sportowej. Ponadto uchylanie stopni trenerskich,  wszelkich kursów i staży potrzebnych do uzyskania wyższych kwalifikacji jest okazywaniem braku szacunku dla trenerów, którzy poświęcili wiele czasu oraz pieniędzy na zdobycie wyższej klasy trenerskiej."

Trener LA Krzysztof Janik z bieganie.pl:

" - Jeśli w Europie nie ma oficjalnie zawodu trener, to w Polsce również go nie potrzebujemy. Dotychczasowy poziom szkolenia na różnych kursach i tak był na niskim poziomie, nastawiony na zarabianie pieniędzy, nie słyszałem, żeby ktokolwiek takiego kursu nie ukończył, chyba, że sam zrezygnował. Mówię o kursach, a nie o studiach typu AWF, gdzie program nauczania jest dużo szerszy. Dlatego same pojęcie zawód trener jest zbędne. Nie oszukujmy się, jeśli chodzi o naszą dyscyplinę to nie sądzę, że od razu pojawią się tabuny chętnych do tej pracy, szczególnie, że 90% trenerów w lekkiej atletyce jest wolontariuszami pracującymi za 400-500 zł miesięcznie. "

O zdanie zapytaliśmy się też Pawła Januszewskiego, jednego z beneficjentów obecnie obowiązującego systemu, prowadzącego kursy instruktorów i trenerów lekkiej atletyki:

" - Na rynku zostaną te szkoły, te kursy, które dają jakąś rzeczywistą wartość. Ta nowa sytuacja będzie dla nas motywacją, żeby ludzie kończyli te kursy nie dla otrzymania papieru ale żeby coś z kursu wynieść. Nasze kursy są jednymi z lepszych w Polsce, nie tylko ilościowo ale i jakościowo i myślę, że takimi pozostaną. Nie wydaje mi się, żeby wciąż zwiększająca się liczba osób chcących je ukończyć, spowodowana była wymogami posiadania papieru bo samo jego otrzymanie nie gwarantuje, ani że otrzymasz pracę ani, że będziesz świetnym trenerem."

Przypomnijmy, decyzja o deregulacji zawodu trenera oznaczać będzie, że do jego wykonywania wystarczy mieć skończone 18 lat i wykształcenie średnie (bez matury). Czy takim osobom, bez żadnego doświadczenia trenerskiego i wiedzy z zakresu choćby fizjologii, będziemy powierzać w przyszłości nasze dzieci?

Pojawia się wątpliwość, choć to wydaje się mało prawdopodobne, czy przypadkiem nie doszło do błędów w tłumaczeniu projektu i czy, omyłkowo, wyraz „coaching” nie została przeinaczony na „trener”. A coaching według definicji słownikowej oznacza dosłownie: proces doskonalenia kwalifikacji pod kierunkiem trenera przez nabywanie nowych umiejętności wraz z korygowaniem nieskutecznych zachowań. A więc współcześnie dotyczy w równym stopniu trenera lekkiej atletyki, co trenera personalnego, osobę pomagającą w kształtowaniu wizerunku itp.


Widać, że proponowane zmiany w ustawie są także ukłonem w stronę trenerów piłki nożnej. Sam minister sprawiedliwości, wbrew stanowisku PZPN, jest za tym, żeby to pracodawcy czyli właściciele klubów piłkarskich, decydowali o tym, kto prowadzi drużynę. - Nie papierek, a wola właściciela jest najważniejsza - uważa Jarosław Gowin, który stanął w obronie Piotra Świerczewskiego, byłego reprezentanta Polski.

Piłkarze, którzy kończą kariery, zazwyczaj nie posiadają wyższego wykształcenia.Wydaje się ono zbędne, gdy ma się potem z sukcesem uprawiać zawód instruktora, czy trenera piłki nożnej. Podobnie bywa w lekkiej atletyce. Dobrymi trenerami mogą zostać wyczynowo trenujący zawodnicy, którzy ,jak na razie dla pracodawców, są bardziej wiarygodni od „trenerów” po kursach.

Lecz, jak to w życiu i w sporcie bywa, zawsze jest ta druga strona medalu. Nie sposób zadowolić wszystkich.  Trener „trenerowi” nierówny.  Poziom pracy i jej jakość, prędzej czy później zweryfikują wyniki zawodników.

KOMENTARZ Redakcyjny:

Adam Klein: Obawy niektórych trenerów są wg mnie przedwczesne. Być może nie rozumiem jakichś zależności finansowych, że np Ministerstwo płaci teraz bezpośrednio czy pośrednio jakieś pieniądze trenerom o określonych kwalifikacjach i chcąc oszczędzać wymyśla te nowe zasady. O niczym takim jednak nie wiem. Atutem dobrych trenerów są doświadczenie i osiągnięcia. Na pracę dobrych trenerów zawsze będzie popyt. Ale można by pewnie też pokazać trenerów z "papierami", którzy jak to się popularnie mówi "zajeżdżają" tę młodzież, o którą tak się wszyscy martwią. Z drugiej strony znamy historie zawodników trenowanych z sukcesami przez swoich rodziców, bez trenerskiego wykształcenia, o których wspominał trener Wosiek. Ja wierzę, że teraz powstaną nowe, rynkowe, prawdziwie mocne i merytoryczne kryteria umożliwiające ocenę wiedzy trenera, lepsze niż te dotychczasowe "papiery". Trenerzy, bądźcie dobrej myśli.