Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Epidemia kontra trenerzy biegania

Epidemia kontra trenerzy biegania

Jeden odwołany w związku z epidemią bieg to problem dla organizatora, ale nie tylko. Na odwołanej sportowej imprezie masowej traci też wianuszek usługodawców – fotografowie, firmy realizujące pomiar czasu, producenci medali i koszulek, pośrednio również podmioty działające w branży hotelowej i restauracyjnej. Wydaje się logicznym, że rządowe obostrzenia, które wprowadzono przed 2 miesiącami, powinny też dotknąć trenerów biegania. Ale czy rzeczywiście tak się dzieje? Sprawdzamy, czy trenujący biegaczy amatorów przechodzą przez kryzys suchą stopą, czy toną w morzu zakazów i ograniczeń.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: EPIDEMIA KONTRA TRENERZY - JAK RADZI SOBIE WARSZAWSKI BIEGACZ?

Trenerów biegania specjalizujących się w prowadzeniu amatorów łączy jedno – chcą pomóc swoim podopiecznym biegać lepiej. Lepiej, może oznaczać - szybciej, bezpieczniej, w zdrowiu, w celu zrzucenia zbędnych kilogramów, a wszystko po to, aby czerpać z hobby satysfakcję. Jak jednak walczyć o wymarzone życiówki, gdy lawina odwoływanych biegów, która przetoczyła się przez rynek, praktycznie anulowała tegoroczny sezon? Jak biegać dla zdrowia, gdy rekreacja na świeżym powietrzu przez kilka tygodni uznana była w kraju za zbędną fanaberię i  zachowanie zagrażające innym? Jak czerpać przyjemność z biegania w maseczce, gdy mieszkając w centrum wielkiego miasta nie mamy dostępu do lasu?

O to, jak przez kolejne stadia epidemicznych obostrzeń przechodzą trenerzy biegania, zapytaliśmy: Artura Kozłowskiego, Radka Kłeczka, Dawida Malinę, Pawła Pszczółkowskiego, Pawła Matnera, Pawła Wysockiego, oraz Jacka Sobasa, Karolinę Obstój i Przemysława Chatysa tworzących Akademię Biegania i Katarzynę Dziwosz z Warsaw Run Club (team tworzą dwie trenerki, poza Katarzyną treningi biegowe w stolicy w ramach WRC prowadzi też Marta Keller, obie panie są wielokrotnymi medalistkami mistrzostw kraju na długich i średnich dystansach - przyp. red.).

Pasjonaci będą biegać

Decyzja o rezygnacji z usług trenerskich w sytuacji, gdy imprezy masowe znajdują się na szarym końcu kolejki do sportowego „odmrożenia”, wydaje się być jak najbardziej zasadna. Zwłaszcza, że według rządowych zapowiedzi nawet jeśli imprezy wystartują - to z limitem 50 osób, co raczej szybko nie przywróci rynku biegów, jaki znamy. Dlatego w pierwszej kolejności zapytaliśmy trenerów, czy epidemia spowodowała masowe rezygnacje podopiecznych ze współpracy.

- Zdecydowanie zawieszanie współpracy to panujący trend – mówi Paweł Matner (na zdjęciu poniżej) prowadzący wrocławską grupę biegową Matner Running Team. - Jest wiele przyczyn. Poczynając od obawy przed nieznanym koronawirusem, spadkiem motywacji, brakiem środków finansowych oraz ogólnie niekorzystnymi warunkami, jakie kreują media. To wszystko wpływa destrukcyjnie na biegaczy, szczególnie na tych ze słabą motywacją.1b_1_.JPG W podobnym tonie wypowiada się Paweł Wysocki, znany szerzej jako Lubelski Biegacz.

- Odwoływanie imprez biegowych, zachęcanie ludzi, aby zostawali w domu, zamknięcie parków, bulwarów oraz lasów i w końcu potencjalne zagrożenie wirusem, to są bardzo mocne argumenty, aby zawiesić regularną aktywność. W związku z tym na początku kwietnia wielu podopiecznych zawiesiło współpracę, bo nie miało możliwości spokojnego treningu. Bieganie przestało robić za katalizator złych emocji, a wprost przeciwnie - zyskało miano ich swoistego generatora. Biegacz zyskał w społeczeństwie miano tego złego. Od kiedy można „legalnie” biegać, sytuacja wróciła do normy, a przez to ilość podopiecznych utrzymuje się na zbliżonym poziomie z lekką tendencją spadkową.

A jak wygląda sytuacja na Warmii i Mazurach? O to pytamy Pawła Pszczółkowskiego, założyciela popularnej w Olsztynie drużyny Pszczółkowski Team.

- W pierwszym okresie po ogłoszeniu stanu epidemii w Polsce oraz odwołaniu wszelkich imprez masowych, w tym zawodów biegowych, zaobserwowałem lekki spadek ilości trenujących zawodników. Najwięcej rezygnacji pojawiło się po decyzji o ograniczeniach w poruszaniu się i zamknięciu lasów. W chwili obecnej, gdy restrykcji jest coraz mniej, część zawodników powraca do treningów, a także kontaktują się ze mną nowi potencjalni klienci, chcący rozpocząć przygodę biegową. Część osób jednak wciąż nie wznowiła treningów.

O zawieszaniu współpracy wspomina też Radek Kłeczek, przełajowy wicemistrz Europy w drużynie U23 z 2007 roku, a obecnie trener prowadzący treningi indywidualne w Krakowie.

- Część osób musiała zawiesić współpracę, co było w perspektywie czasu do przewidzenia. Usługa opieki trenerskiej jest na wierzchołku piramidy potrzeb i przy problemach finansowych ludzi, które spowodowała pandemia, oczywisty jest fakt rezygnacji z usług. Na szczęście większą częścią grupy wciąż się zajmuję, więc zdecydowanie inne branże mają większe kłopoty.

Wszyscy trenerzy zastrzegają, że chociaż zawieszanie współpracy w związku z epidemią jest faktem, nie możemy jednak mówić o jakimś tąpnięciu.

- Na początku miałem obawy, że zawodnicy zaczną masowo rezygnować z usług trenerskich, jednak nic takiego nie miało miejsca - mówi Dawid Malina (na pierwszym planie, na zdjęciu niżej), założyciel Inżynierii Biegania, który swoją stacjonarną działalnością objął przede wszystkim Górny Śląsk. -  W zasadzie, to z całego naszego teamu odeszły raptem 3-4 osoby, a przybyło parę nowych. Wielu nowych zawodników rozpoczyna w tym czasie przygodę z bieganiem, ponieważ zamknięto siłownie i kluby fitness, w których ćwiczyli.20191018_115911(1)_1.jpg Zaskakujące doświadczenia, jeśli chodzi o migrację zawodników, ma Jacek Sobas z Akademii Biegania.

- W moim przypadku sytuacja wygląda lepiej niż przed erą koronawirusa, bo zanotowałem przyrost zawodników. Treningów grupowych obecnie nie prowadzę, ale w większości, to były treningi promocyjne, darmowe. Więcej ludzi siedzi obecnie w domu z rodziną, co jest dla nich nowością i trening biegowy staje się jedyną okazją, żeby pobyć chwilę samemu i odetchnąć świeżym powietrzem.

Co poza zamkniętymi siłowniami, o których wspomniał Dawid i większą ilością wolnego czasu, o czym mówi Jacek, może mieć jeszcze wpływ na to, że biegacze nie zaczęli hurtowo wypisywać się z biegowych grup?

- Myślę, że spadek motywacji mamy już za sobą - optymistycznie konstatuje Artur Kozłowski. - Wiadomo, że biegacze są uzależnieni od biegania i nawet jeśli podupadli na motywacji i przez 2-3 tygodnie się obijali, to przez to uzależnienie muszą biegać i z jeszcze większą mocą wracają na biegowe ścieżki. Tu też upatruję szansy na obrócenie sytuacji i spotęgowaną motywację na przyszłość – powiedział nam olimpijczyk z Rio, aktualny mistrz Polski w półmaratonie, który swoim doświadczeniem zawodniczym od jakiegoś czasu dzieli się z amatorami biegania jako trener.

Uzależnienie silniejsze niż ograniczenia? O pasji, która ciągnie amatorów na biegowe ścieżki pomimo niesprzyjających warunków, wspomina też Radek Kłeczek.

- W początkowym etapie pandemii zaimponowała mi postawa biegaczy amatorów, których obejmuję opieką trenerską. Większość zdecydowała o kontynuacji biegania. Widać po prostu, że są to pasjonaci tego sportu. Bieganie jest jednym z elementów ich życia, z którego po prostu nie potrafią zrezygnować. Niezrozumiałe dla mnie decyzje o zamykaniu lasów wprowadzały zamęt i niepewność wśród biegaczy. Jednak wciąż większość dzielnie walczyła i nie rezygnowała ze swojej ulubionej aktywności.

Słabnąca motywacja i inne pandemiczne problemy

Katarzyna Selwant, psycholog sportowy współpracująca z polskimi olimpijczykami przygotowującymi się do igrzysk w Tokio, napisała kilka dni temu na swoim Facebooku, że najlepsze sportowe małżeństwo to zaślubiny celu i motywacji. Jak utrzymać motywację, jeśli dla wielu osób odwołane wiosenne biegi były napędzającym do działania celem?

- Sam miałem kilka dni słabszych pod względem treningowym - przyznaje Radek Kłeczek. - Perspektywa odwoływanych startów nie nastrajała optymizmem i nie zachęcała do dalszego biegania. Na szczęście szybko się otrząsnąłem i przewartościowałem pewne sprawy. Biegam dla siebie, żeby lepiej się czuć i właśnie w takich sytuacjach bieganie pomaga najbardziej „oczyścić głowę". Z takiego założenia z pewnością wychodzi więcej osób, z którymi współpracuję.

O problemach ze spadkiem motywacji wśród podopiecznych mówi też Przemek Chatys (pierwszy od lewej na zdjęciu poniżej w towarzystwie Karoliny Obstój i Jacka Sobasa) z Akademii Biegania

- Są osoby, które nie widząc celu, do którego się szykujemy, straciły zaangażowanie w trening. Również są tacy, którzy mieszkają w centrach dużych aglomeracji miejskich i mają problemy z realizacją treningów w swojej okolicy. Zmuszeni byli do treningów na bieżni mechanicznej lub czasochłonnych wyjazdów za miasto do lasów. Niemniej ja jako trener uważam, że ten kto chce i jest zdeterminowany, zawsze znajdzie sposób, by trenować.DSC00210_1_.jpg Reakcje swoich podopiecznych na kolejne stadia epidemicznych zaleceń Katarzyna Dziwosz z Warsaw Run Club dzieli na etapy.

- Najpierw była frustracja, zdenerwowanie, brak motywacji z powodu odwołanych zawodów. Później brak motywacji do biegania ze względu na niepewność, czy uprawianie chociażby rekreacyjnie sportu jest dozwolone. Następnie pojawiło się zdegustowanie zamknięciem lasów i terenów zielonych do poruszania się i uprawiania w nich sportu. Aż w końcu nastąpiła euforia z powodu możliwości uprawiania sportu bez ewentualnych konsekwencji prawnych i do tego w miejscach zielonych, a nie na osiedlowych chodnikach. Aktualnie obserwuję oswojenie się i akceptację sytuacji.

Na obniżone morale i problemy z motywacją zwraca też uwagę Lubelski Biegacz.

- Wielu podopiecznych boryka się z chwilowym deficytem motywacji. Staram się tłumaczyć, jak na to spojrzeć. Wszystko przez brak zawodów, które potrafią dać mocnego kopa do działania. Bieganie z zakrytymi ustami też wpływa na obniżone morale oraz zmniejszenie komfortu treningu. Problem w realizacji treningu ma swoje podłoże w planowaniu, więc staram się planować trening tak, aby eliminować potencjalne przeszkody.

Nieco inne doświadczenia w kwestii spadku motywacji u biegaczy ma Karolina Obstój z Akademii Biegania.

- Większości moich zawodników motywacja nie spada, ponieważ biegają nie dla zawodów, ale dla siebie, dla zdrowia i lepszego samopoczucia.

Kwestia motywacji, która mogła zostać nadszarpnięta odwołanymi biegami, to nie jedyny problem, z jakim mierzą się aktualnie biegacze. Na temat dość problematycznego biegania w maseczce jasne zdanie ma Dawid Malina.

- Bieganie w maseczce jest niezdrowe i trudne, dlatego zachęcam zawodników do biegania w lesie, gdzie nie jest obowiązkowe jej noszenie.

A co o kolejnej kłodzie pod nogi rzuconej amatorom, którą jest utrudniony dostęp do stadionów lekkoatletycznych, myśli Artur Kozłowski?

Trenujemy w czasach pandemii i musimy sobie radzić w dość szczególny sposób. To czasem utrudnia, ale na szczęście biegać można wszędzie i nawet szybkość można zrobić gdzieś w terenie na stabilnym podłożu, więc tu też nie dzieje się wielki dramat.

Trening na czas zarazy

Jaką strategię treningową przyjęli trenerzy w sytuacji, kiedy wypracowanej zimą formy nie było jak sprawdzić i nawet sezon jesienny stoi aktualnie pod dużym znakiem zapytania? Zatrzymać cykl i zdecydować się na wcześniejsze roztrenowanie? A może poprzez biegowe sprawdziany doprowadzić plan do końca?

- Uważam, że wszystko ma następujące po sobie niezmiennie cykle, których przestawienie wiąże się z negatywnymi skutkami lub jest wręcz niemożliwe - mówi Katarzyna Dziwosz z WRC (po prawej na zdjęciu poniżej, w towarzystwie Marty Keller). - Tak samo jest z treningiem, jego etapami i następującymi po sobie cyklami od makro do mikro, Nie da się bez wcześniejszych lub późniejszych konsekwencji nagle odwrócić wszystkiego do góry nogami i w momencie, kiedy przychodzi okres startowy, do którego szykowaliśmy się przez ostatnie miesiące i jesteśmy praktycznie u szczytu formy, nagle zamiast startów wprowadzić roztrenowanie. Jest to chwilowe załatanie dziury, która i tak za chwilę znowu się pojawi.
W obecnym momencie nawet nie znamy dat docelowych zawodów, nie mamy pewności, co i kiedy się odbędzie, więc nie możemy wyznaczyć kamieni milowych, które są niezbędne do jakiegokolwiek planowania.
Z moimi zawodnikami przyjęłam strategię, że trenujemy normalnie, na ile jest to obecnie możliwe. Planujemy ewentualne terminy sprawdzianów w zamian zawodów. Oczywiście biorąc pod uwagę, że taki zaplanowany sprawdzian może być niemożliwy do zrealizowania, ale nawet w takim przypadku szykujemy szczyt formy do konkretnej ustalonej daty, żeby roczny cykl treningowy nie uległ znacząco zmianie. Może się okazać, że forma, którą wypracujemy, pójdzie w przysłowiowy gwizdek, bo jej nigdzie nie sprawdzimy i zostaniemy mistrzem treningu, ale nie zaburzymy rocznego cyklu treningowego.
_SZ_1398_1_.JPG Za sprawdzianami opowiada się również Lubelski Biegacz.

- Jestem za sprawdzianami aktualnej dyspozycji, które pomagają mi w zoptymalizowaniu intensywności treningowych. Ciekawym dodatkiem może być rywalizacja online, ale zobaczymy, w jakim kierunku to się rozwinie. Większość zawodników wdraża testy, co jakiś czas. Jest też grupa biegaczy, którzy nie widzą w tym sensu. Staram się być elastyczny, bo nie wszyscy biegają po to, aby śrubować rekordy życiowe.

O przejściu na typowe roztrenowanie raczej nie myślą zawodnicy Pawła Pszczółkowskiego.

- Żadnemu ze swoich zawodników nie zaleciłem w chwili obecnej typowego roztrenowania. U części podopiecznych wprowadziłem elementy sprawdzianów na krótszych dystansach. W dużej mierze postawiliśmy na rozwój tych elementów treningowych, na które zawodnikom – amatorom brakuje zazwyczaj czasu, czyli trening uzupełniający, ogólnorozwojowy. Strategia biegowa u każdego z zawodników jest indywidualna. Zalecam im takie jednostki treningowe, które wpłyną na poprawę największych „braków” biegowych zdiagnozowanych u danej osoby - relacjonuje Pszczółkowski (na zdjęciu poniżej).36434366_977722962405621_1268809690872020992_n.jpgNieco inne podejście ma Jacek Sobas.

- Nie zdecydowałem się na sprawdziany, bo uważam że tak mocna eksploatacja organizmu jest dobra tylko podczas startu w zawodach. Dlatego w większości przypadków trening został trochę uspokojony, poprzez zmniejszenie objętości i intensywności treningowej. W kilku przypadkach zostało też zastosowane roztrenowanie. Staram się, żeby zawodnicy zachowali spokój i ciągłość treningową. Wielu zawodników przez brak dojazdu do pracy, zyskuje dodatkowy czas na zadbanie o regenerację. Dzięki temu trenuje się im zdecydowanie lepiej i wreszcie namacalnie docenili rolę snu w treningu – mówi trener Akademii Biegania.

O jeszcze innym pomyśle na wykorzystanie utraconego sezonu opowiedział nam Artur Kozłowski.

Po odwołaniu większości startów przerwaliśmy BPS-y i zeszliśmy z obciążeń, żeby nie forsować organizmów i zostawić siły na ewentualne jesienne starty. Przeszliśmy na mniejszych obciążeniach w trening siłowo-szybkościowy, którego zazwyczaj nie ma czasu robić, a teraz nadarzyła się idealna sytuacja, żeby też się przetestować na dystansach takich jak 1km czy 3km, także treningi typu 3x1km czy 6x400 metrów na dużych prędkościach są teraz normą. Do tego staramy się robić sporo siły, która w połączeniu z niedużym kilometrażem jest dla zawodników bardziej przyswajalna.

Trenerzy podkreślają zindywidualizowanie treningu pod potrzeby konkretnych zawodników.

- Część zawodników zrobiła roztrenowanie. Z większą częścią biegaczy jestem w fazie akumulacji, gdzie czekamy na kolejne etapy odmrażania sportu, by nie być ewentualnie zaskoczonym zielonym światłem dla mniejszych imprez biegowych. Znowu z kilkoma zawodnikami robimy sprawdziany na krótszych dystansach od 1km do 5km, co też ma swoje plusy i pozwala zweryfikować wykonaną wcześniej pracę treningową - uważa Radek Kłeczek (na zdjęciu poniżej).foto_2_.jpg Na indywidualne dopasowanie strategii treningowej mocno stawia też Dawid Malina.

- Dla każdego podopiecznego dobierałem strategię indywidualnie, nie wybrałem jednej opcji dla wszystkich. Jeśli ktoś był jeszcze w fazie budowania bazy tlenowej, przedłużyliśmy ten okres. Jeśli zawodnik był blisko startu, wykonywał sprawdzian, by określić jak wpłynął na niego wcześniejszy trening i by nie było poczucia straty przepracowanego czasu. Zawodnicy, którzy zgłaszali mi, że mają problem czy obawy związane z wyjściem na trening, robili delikatne roztrenowanie i wchodzili w okres przygotowania ogólnego - ćwiczenia w domu.
Wszyscy zawodnicy w tym okresie zaczęli wykonywać także treningi, na które zwykle nie ma czasu w planie przepełnionym zawodami. Postawiłem bardzo mocno na stabilizację centralną i na trening koordynacyjny.

Podobnie do tematu podchodzi Przemek Chatys z Akademii.

- W obecnej sytuacji zmuszony byłem całkowicie przebudować strukturę planów treningowych moich zawodniczek i zawodników. W większości przypadków postawiliśmy na budowanie bazy tlenowej oraz trening podtrzymujący, czyli treningi jak w zimowym okresie przygotowawczym grudzień-luty. W przypadku zaawansowanych zawodników zaplanowałem lekkie zluzowanie obciążeń treningowych, a następnie stopniowy powrót do konkretnych jednostek treningowych przygotowujących do sprawdzianów na dystansie 5 lub 10 km. Do każdego przypadku podchodzę indywidualnie, bo przecież każdy z nas jest inny i nie ma tutaj jakichś uniwersalnych rozwiązań.

Wirus, czyli utrudnienia, ale też nowe możliwości

Na koniec zapytaliśmy trenerów, jak zapatrują się na przyszłość swojej działalności. Gdzie upatrują największych zagrożeń, a gdzie szans? Na pierwszy plan wśród utrudnień wybijają się „zamrożone” treningi grupowe.

- Największą stratą z powodu obostrzeń jest na pewno brak naszych spotkań biegowych. Od kilku lat organizujemy grupowe treningi w Katowicach, Rybniku, Gliwicach i Rudzie Śląskiej. Obecność trenera w czasie, gdy zawodnik wykonuje trening, jego ocena zmęczenia podopiecznego i możliwość wprowadzania na bieżąco ewentualnych zmian w treningu, podnoszą jakość przygotowań. Dodatkowo trening w grupie zawsze zwiększa mobilizację i spaja team. Myślę, że zawodnikom też brakuje tych spotkań - powiedział nam Dawid Malina.

Ograniczenia dotyczące zgromadzeń przeszkadzają też w pracy Radkowi Kłeczkowi.

- Bardzo brakuje mi już spotkań grupowych. Bezpośredni kontakt i przekaz jest chyba najcenniejszą formą współpracy – mówi trener z Małopolski.

Realne straty wskutek zakazu zgromadzeń obserwuje też w swojej działalności Paweł Pszczółkowski.

- Jedną z głównych wartości, na którą mocno stawiam oferując swoje usługi, jest organizacja treningów grupowych dla zawodników Pszczółkowski Team. Już od dwóch miesięcy niestety nie mogę ich realizować, co myślę, że również mogło mieć wpływ na rezygnację niektórych osób z moich usług. Próbując rozwiązać problem zakazu zgromadzeń w większych grupach, niespełna tydzień po ogłoszeniu pierwszych obostrzeń uruchomiłem treningi online. Są one niezwykle wartościowym elementem, jednakże liczę na jak najszybsze złagodzenie obostrzeń w kontekście spotkań w większych grupach, by móc wrócić do wspólnych treningów na świeżym powietrzu.

Obszernie diagnozuje obecną sytuację i perspektywy dla całej branży Lubelski Biegacz (na zdjęciu poniżej).

Długoterminowy brak imprez masowych z pewnością odbije się na całej branży trenerów biegania. Ograniczenia przemieszczania się zostawiły mocny ślad. Dopiero teraz wraca praca z podopiecznymi na treningach indywidualnych. W końcu bieganie to nie tylko plan treningowy, ale też praca nad ruchem. Limity związane z treningami grupowymi oraz z dostępem do infrastruktury sportowej przekładają się na brak spotkań grupowych. Sam nie widzę w tym spójności, a dostrzegam mnóstwo chaosu, np. ilość osób w galerii handlowej versus ilość osób na stadionie. Tak czy inaczej, mamy to szczęście, że możemy biegać prawie wszędzie. Przykładem gorszej sytuacji może być branża trenerów personalnych na siłowni, którzy z dnia na dzień stracili pracę. Podsumowując, perspektywy nie są optymistyczne, bo trening biegowy nie jest usługą pierwszej potrzeby. Obecna sytuacja gospodarcza nie napawa optymizmem. Trzeba być przygotowanym na mniejszą ilość pracy. Można próbować iść w swój rozwój online, ale trzeba myśleć o szerszym pomyśle na siebie, bo samo bieganie może okazać się zbyt specjalistyczne.lubelskibiegacz_1_.jpg Działalność online, o której wspomina Lubelski Biegacz, okazała się być dla trenerów biegania w dobie epidemii niezwykle atrakcyjna. Z treningów w formie video chętnie korzysta Inżynieria Biegania pod przewodnictwem Dawida Maliny.

- Dla osób ćwiczących w domu zaczęliśmy tworzyć materiały video, a także uświadamiać biegaczy, jak istotna jest prewencja w bieganiu. Za ocenę techniki biegu i stabilizację centralną w Inżynierii Biegania odpowiedzialny jest były sprinter i fachowiec w tej dziedzinie Michał Pietrzak. Kolejnym naszym wspólnym krokiem są kursy online. Michał jest specjalistą w swojej działce i uważam, że warto przekazywać jego wiedzę dalej. Idzie za nią również tak ważne doświadczenie, które zbierał przez lata w reprezentacji kraju, jako szkoleniowiec trenerów personalnych, doktorant AWFu Katowice i trener przygotowania motorycznego polskich bobsleistów - komplementuje współpracownika Malina.

Mocno na działalność w internecie postawił też Paweł Matner, który chce przede wszystkim edukować biegaczy. Owocem jego starań jest świeżo wydany e-book. 

- Wszelkie działania muszą zostać teraz przeniesione do świata online. Nie jest to dla mnie problem, bowiem już długi czas działam w internecie. Czy to edukując na YouTube, Facebooku, czy wrzucając filmiki z ćwiczeniami na kontuzje na Instagrama. Jednak ciężko jest się przebić, bowiem wszędzie panuje kult „Słit foteczek", które jednak są bardziej absorbujące niż dobry kontent. A edukacja biegaczy jest potrzebna, bardzo potrzebna. Dlatego stworzyłem otwartą grupę dla biegaczy „Ćwiczenia Biegacza”, gdzie dzielę się wiedzą. Biegacze mają problemy z podstawowymi rzeczami i kontuzjami. Dlatego cieszę się, że zdecydowałem się na ten ruch. Kolejnym moim krokiem, było napisanie e-booka. Był wynikiem impulsu, może też przekierowania moich żali, frustracji i rozczarowań na działanie, więc zacząłem działać. E-book cieszy się wysokim zainteresowaniem, bowiem w tydzień odebrało go ponad 1000 osób. Aktualnie piszę kolejnego e-booka oraz kreślę rozdziały powstającej książki o bieganiu - zdradza szef Matner Running Team.

O treningowych możliwościach internetu mówi również Karolina Obstój.

- Zaczęliśmy organizować treningi live i okazało się to bardzo dobrym rozwiązaniem. Ćwiczymy osobno a jednak razem, nikt nie traci czasu na dojazd. Oczywiście nie jest to to samo co trening „w realu", ale jak się nie ma co się lubi... Fajna opcja, bo można prowadzić trening z dowolnego miejsca.

Kryzys i ograniczenia uruchomiły trenerów nie tylko pod kątem działalności online. Artur Kozłowski (na zdjęciu poniżej) postanowił wykorzystać dany przez wirusa czas na specjalistyczną współpracę podopiecznych z fizjoterapeutą.

- Tak naprawdę to trochę cieszę się, że taka sytuacja zaistniała, bo z każdego kryzysu wychodzą fajne rzeczy. Dzięki temu, że zapanował wirus, wprowadzamy właśnie razem z naszym fizjoterapeutą obowiązkowe, dwa razy w roku, sprawdziany mobilności, testowanie zakresów ruchomości oraz analizę techniki biegu wśród zawodników. Wszystko po to, żeby w pełni wykorzystywać możliwości każdego podopiecznego. Praca nad techniką, koordynacją i stabilnością naszego organizmu na dłuższą metę może przynieść niesamowite korzyści i przesunąć nas o kilka biegowych poziomów.foto_3_.jpg Pomysł na „wynagrodzenie” żądnym rywalizacji biegaczom odwołanych zawodów ma Dawid Malina.

- Aby zrekompensować sobie brak imprez masowych, mamy w planach zorganizowanie wewnętrznej rywalizacji wśród naszych zawodników. Czekamy na pełne otwarcie stadionów, a ten czas wykorzystamy by przygotować się na na nietypowy dla większości amatorów dystans 5000 metrów. Zwykle w poprzednich sezonach nie było czasu by się rozpędzić - większość biegaczy amatorów uważa dystans 5 km za „sprint", a tymczasem możemy to wykorzystać i pokazać im, że poprawa wyniku na tym dystansie przyniesie korzyści w przyszłości na dystansach dłuższych.

Na podstawie powyższych wypowiedzi można wnioskować, że branża nie tonie, ale przechodzi przez epidemię ledwo zachlapując sobie nogawki. Na tle wielu innych działalności – sklepów sportowych, klubów fitness i siłowni, a wreszcie usługodawców obsługujących imprezy sportowe, trenerzy biegania zdają się wypadać stabilnie.

Jeśli z niektórych cytowanych słów przebija momentami niepokój o przyszłość, to na pewno żaden z przepytywanych trenerów nie został z dnia na dzień  bez pracy. Trzeba pamiętać, że ich klientami są zazwyczaj świadomi biegacze, z konkretnymi oczekiwaniami względem wyników sportowych, rozumiejący trening jako dłuższy proces, a nie sezonową zajawkę.

Parafrazując przysłowie - nawet jeśli psy złowieszczo szczekają, to pasjonaci będą biegać dalej, bez względu na okoliczności. Ten fakt sprawia, że trenerzy mogą kłaść się dziś spać spokojnie, bez większych obaw, że jutro nikt nie poprosi o rozrysowanie planu na kolejne tygodnie. 

 

fot. Akademii Biegania wykonał Mieszko Wiktorski/ fot. Warsaw Run Club autorstwa Running Creatives