Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

El Guerrouj vs Lagat

El Guerrouj vs Lagat

Pojedynki mogą być na śmierć i życie, albo przynajmniej do krwi lub utraty tchu. Pojedynki mogą być też niezwykle wzruszające. Finał biegu na 1500 metrów przy okazji Igrzysk Olimpijskich w Atenach 2004, dostarczył obrazków, które pomimo upływu lat, wciąż doprowadzają do łez największych twardzieli. Słynny Marokańczyk Hicham El Guerrouj walczył z Kenijczykiem Bernardem Lagatem, ale przede wszystkim rozprawił się z własnymi demonami.

Kiedy miałem trzynaście lat, marzyłem o tym, żeby zostać mistrzem olimpijskim. Jako niespełna 22 latek pojechałem na swoje pierwsze igrzyska do Atlanty. Byłem młody i bardzo ambitny, ale jednocześnie bez doświadczenia. W tamtym sezonie zajmowałem drugie miejsce na listach światowych, tuż za mistrzem świata na 1500 m, Morcelim. W Atlancie zmagałem się z wielką presją, presją nie do udźwignięcia. Przeszło 80 tysięcy kibiców na stadionie. Nie poradziłem sobie z tym. Przegrałem. To było ciężkie doświadczenie. Ale taki jest sport i należało zaakceptować tę porażkę, pokazując postawę fair play. Cztery lata później byłem oczywiście bardzo zmotywowany, żeby sięgnąć po złoto. W międzyczasie zdobyłem tytuły mistrza świata w Atenach (1997) i Sewilli (1999). W okresie pomiędzy Atlantą a igrzyskami w Sydney (2000) wygrałem mnóstwo biegów, pobiłem wiele rekordów....Przyjechałem do Australii wręcz ekstremalnie zmotywowany, z dużo większym bagażem doświadczeń, ale jednocześnie wciąż nie byłem dostatecznie dojrzały. Koniec końców, znowu przegrałem. Mogę powiedzieć, że australijskie 1500 metrów było najtrudniejszym wyścigiem w mojej karierze. Nie mogłem pogodzić się z tamtą porażką. W kolejnym sezonie zupełnie nie byłem w stanie znaleźć w sobie motywacji do ścigania. Myślałem o zakończeniu kariery. Jednak dzięki wsparciu rodziny i trenera, ostatecznie wystąpiłem w Atenach - w takich słowach, kilka lat temu, Hicham El Guerrouj wspominał swoje dwie nieudane olimpijskie próby, w wywiadzie dla Ato Boldona.

Pierwsza olimpijska porażka El Guerrouja (Atlanta 1996)

Żeby zrozumieć ciężar gatunkowy finału 1500 m podczas greckich igrzysk w 2004 roku, trzeba znać wcześniejszą historię Hichama El Guerrouja. W Atlancie, na okrążenie do mety biegł na drugiej pozycji tuż za plecami Morcelego. Tak niefartownie zahaczył jednak rywala nogą, że po chwili legł na bieżni jak długi. Przeskakujący nad El Guerroujem zawodnicy, cudem nie zrobili mu krzywdy. Upadek zabrał jednak Marokańczykowi pierwszą szansę na olimpijskie złoto.

W Sydney bieg wyglądał inaczej. Można powiedzieć, że El Guerrouj miał swojego pacemakera, ponieważ kolega z reprezentacji, Youseff Baba, rozprowadził pierwsze dwa okrążenia bardzo mocnym tempem. Kiedy Baba wykonał swoją robotę, El Guerrouj miał dokończyć dzieło i długim tempowym finiszem pokonać  Kenijczyków. Ngeny i Lagat nie przestraszyli się jednak prędkości i dotrzymali kroku El Guerroujowi do samej mety. Ostatecznie wygrał rekordzista świata na 1000 m Ngeny, zabierając olimpijskie złoto ówczesnemu mistrzowi świata. Lagat co prawda nie dał rady wyprzedzić El Guerrouja na ostatniej setce, ale zdobywając brąz i tak osiągnął największy - na tamten moment - sukces w karierze.

Drugie igrzyska El Guerrouja bez złota (Sydney 2000)

Ateny miały być dla absolutnego hegemona „półtoraka” ostatnią szansą na zdobycie upragnionego złota. Przeszkodzić mógł mu tylko Bernard Lagat i gigantyczna presja, jaka ciążyła na rekordziście świata na 1500 m (do dziś 3:26.00 z 1998 roku). Olimpijski sezon 2004 zaczął się dla El Guerrouja – delikatnie mówiąc – nie najlepiej. Ósme miejsce w rzymskim mitingu Golden Gala z czasem 3:32.64 nie mogło nastroić Marokańczyka optymistycznie przed zbliżającym się wyścigiem życia. W ostatnim starcie przed IO  Marokańczyk pobiegł już zdecydowanie lepiej. 3:27.64 podczas mitingu Zurich Weltklasse wyglądało efektowniej niż 3:32 podczas włoskiej próby miesiąc wcześniej. Było jednak jedno „ale”. W stolicy Szwajcarii reprezentant Maroka zajął drugie miejsce, przegrywając nie z kim innym jak z Bernardem Lagatem. El Guerrouj od igrzysk w Sydney, przez kolejne trzy lata w zasadzie nie przegrywał biegów. Zwłaszcza na swoim koronnym dystansie, jakim były niepełne cztery okrążenia. Tym bardziej mogło niepokoić, że pierwsze porażki zaczęły przydarzać się w „przeddzień” ateńskich igrzysk.

Bernard Lagat urodził się albo trochę za wcześnie, albo za późno. Biegając 1500 m w czasach Hichama El Guerrouja było się bowiem niemal z automatu skazanym – w najlepszym wypadku – na drugie miejsce. A trzeba przyznać, że Kenijczyk (od 2005 roku reprezentujący barwy USA) naprawdę robił co w swojej mocy. Popularny „Bernie” w sezonie 2001 był w niesamowitym gazie, tylko co z tego, skoro na bieżni dzielił i rządził Hicham? Najpierw Marokańczyk ograł afrykańskiego rywala podczas mistrzostw świata w Edmonton, a dwa tygodnie później okazał się lepszy podczas mitingu w Brukseli. W stolicy Belgii Lagat nabiegał drugi wynik na 1500 m w historii wszech czasów 3:26.34, a i tak przegrał. Los średniodystansowca chyba najlepiej podsumuje kultowy cytat z filmu „Nic śmiesznego” - Znowu drugi. Całe życie ciągle drugi. Nawet jak gdzieś pierwszy byłem, czułem się jak drugi (...) W życiu wiecznym także drugi?  Igrzyska rządziły się jednak innymi prawami, a nad El Guerroujem ciążyło pewnego rodzaju fatum i tutaj otwierała się dla Lagata szansa, żeby wreszcie zwyciężyć w zawodach o dużą stawkę.

W Atenach spotkało się dwóch wielkich biegaczy, posiadaczy dwóch najlepszych wyników na 1500 m w historii rozgrywania tego dystansu. Na linii startu ustawiono ich obok siebie, podali sobie dłonie i na znak startera ruszyli walczyć o złoto. Na początku, był to jeden z tych wolnych, „czajonych” biegów, które przypominają rozgrywkę szachową. Lagat pilnował krawężnika, El Guerrouj biegł szeroko, nadrabiając dystans. Nikt nie chciał wyjść przed szereg, jeden patrzył na drugiego, czekając na jakiś ruch. Metry mijały, a tempo kręciło się na poziomie 60-61 na okrążenie (2.30-2.33/km).

Na 700 metrów do mety Hicham El Guerrouj dał do zrozumienia wszystkim, że zaczyna długi, tempowy finisz. Bieg rozkręcił się na dobre. Marokańczyk kolejne setki pokonywał coraz szybciej, zamykając trzecie okrążenie w 53.28, co momentalnie rozerwało stawkę. Kroku mistrzowi świata byli w stanie dotrzymać już tylko Lagat i Ukrainiec Heshko. Na finiszowej prostej liczyli się jednak tylko El Guerrouj i Lagat. Kenijczyk był w komfortowej sytuacji, ponieważ atakował zza pleców. Jeszcze 50 metrów do mety wydawało się, że ponownie nie spełni się marzenie o olimpijskim złocie, jakie miał 13 letni Hicham El Guerrouj. Kenijczyk w pewnym momencie znalazł się niecały metr przed Marokańczykiem. Rekordzista świata w magiczny sposób odparł jednak szarżę Lagata. Złoty medal igrzysk olimpijskich dla niekwestionowanego króla „półtoraka” stał się faktem. Wreszcie, po ośmiu latach czekania i zwątpienia.

Co wydarzyło się później? El Guerrouj płakał jak dziecko w objęciach swojego największego rywala.


Finał Igrzysk Olimpijskich w Atenach 2004. Pojedynek wszech czasów.

El Guerroujowi tak spodobał się smak olimpijskiego złota, że kilka dni później sięgnął po dublet, zdobywając złoty krążek również na dystansie 5000 metrów. Nie był to jednak wcale łatwy bieg, ponieważ chrapkę na zwycięstwo mieli też Bekele i Kipchoge. Po uroczystym zamknięciu największej sportowej imprezy czterolecia, Marokańczyk zakończył oficjalną karierę. Decyzja mistrza o odejściu na sportową emeryturę chyba podziałała motywująco na jego największego rywala. Kariera Bernarda Lagata, swoją drogą rówieśnika El Guerrouja, trwa do dzisiaj. W międzyczasie Lagat zostawał mistrzem świata na 1500 m i 5000 m na stadionie, oraz na 3000 m w hali. Od kilku lat, Amerykanin kenijskiego pochodzenia ściga się też na ulicy. Jeszcze w listopadzie 2018 roku czterdziestoczteroletni zawodnik, przebiegł maraton nowojorski w 2:17:20.


Przeczytaj również w cyklu „Pojedynki wszech czasów": BAYI VS MALINOWSKI PREFONTAINE VS VIREN

Bieganie to nudny sport? Najbardziej zacięte pojedynki wszech czasów mogą przełamać ten stereotyp. Kontynuujemy serię artykułów poświęconych najciekawszym biegom w historii. Piszcie w komentarzach, o jakich wyścigach chcielibyście przeczytać. Postaramy się odświeżyć najbardziej zakurzone historie.