Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

gonitwa wiewióra

gonitwa wiewióra

Kojarzycie Wiewióra? Tego z Epoki Lodowcowej? Co za orzeszkiem ciągle biegał? Scrat miał na imię. Ostatnio natknęłam się na scenę jego gonitwy za tym żołędziem. W pośpiechu tuptał po cienkiej warstwie pękającego lodu. I mimo, że skończyła się już przerwa w transmisji zawodów w Madrycie, ja dalej oglądałam zmagania dzielnej wiewiórki.

Pomyślałam, że w sumie też taka jestem. Ruda, zdaniem niektórych, to jedno. Dzielnie ganiającą za zdjęciami, to drugie.

Patrząc - już po obejrzeniu walki wiewióra - na jej start w Madrycie, przypomniałam sobie chwile przed finałem płotkarek na Mistrzostwach Europy Juniorów w Boras. Mój stres i jej nazwisko na niebieskim numerku startowym biły dosłownie na kilometr. W dłoniach trząsł mi się aparat, a mimo to wciąż byłam w stanie mocno trzymać kciuki za jej występ, licząc po cichu, że zdobędzie tam pierwsze złoto dla Polski. Ale prawdę mówiąc, chciałam zrobić jej po prostu wybitne zdjęcie, niezależnie od koloru krążka.

Ja – za metą. Pia - w blokach startowych. Dzieliło nas dziesięć płotków. A cel miałyśmy w sumie ten sam – wykonać swoją robotę jak najlepiej. Nastawiłam się bojowo, malując na policzkach prawie że barwy wojenne, zamiast tych narodowych. Przemyślałam każde ujęcie. Takie na starcie, takie nad płotkiem, takie na mecie, takie z radością, takie z flagą, takie, takie i takie. Byłam gotowa.

Pierwsza komenda startera oznaczała rozpoczęcie zdjęciowej misji PIA (Perfekcyjne, Idealne, Artystyczne).
Na miejsca.
Sędzia wszedł w kadr.
Gotów.
Fotograf siedzący obok mnie się przepchnął, bo chciał mieć lepszą miejscówkę.
Start.
Ostrzeżenie: Brak pamięci.
Na pierwszych kilku płotkach straciłam czas na znalezienie choć minimalnego miejsca na karcie.
Ale Pia biegła tak szybko, a mi tak mocno trzęsły się ręce, że nie byłam w stanie zrobić żadnego ostrego zdjęcia nad płotkiem. Do tego chmury burzowe urządzały sobie żwawy taniec nad szwedzkim stadionem, więc zdjęcia na zmianę wychodziły za ciemne lub prześwietlone.
Meta.
I tam byłby perfekcyjny kadr rzutu na metę, gdyby nie to, że ten rozpychający się wcześniej fotograf, zaczął teraz skakać z radości, że to jednak Szwedka (?!) wygrała bieg.

Choć już totalnie załamałam się brakiem dobrych zdjęć, zobaczyłam, że Pia ma łzy na policzkach. Ma łzy na policzkach, bo ma srebro w kieszeni. Kadr, cyk.
Udało się!
Udało się zrobić choć jedno dobre zdjęcie!

Udało się! Udało! Udało!
Niosłam to zdjęcie ze sobą jak wiewiór orzecha.
Chuchałam i dmuchałam, żeby nie przepadło, nie zginęło, nie uszkodziło się.  Przeniosłam je pod sercem między tłumem fotografów, po stromych schodach, miedzy stukającymi z zawrotną prędkością w klawiaturę dziennikarzami. Wyjęłam z aparatu kartę, delikatnie włożyłam do czytnika, po czym usiadłam, żeby napawać się pięknem tej fotografii.
I zobaczyłam, że nie zapisało się ani jedno zdjęcie.

Byłam zdruzgotana tak, jak ten Wiewiór. Smutna i załamana, bo na każdym kroku traciłam coś, o co tak bardzo się starałam i na czym tak niesamowicie mi zależało.
Z jednej strony chciałam się schować i nie pokazywać, bo poniosłam totalną porażkę. Ale wciąż byłam zmobilizowana jak wiewiór w szukaniu orzecha. Szukałam tego zdjęcia, bo przecież było niemożliwe, że je straciłam już na zawsze.
Przetrząsnęłam kartę. Przekopałam ją nawet w kilku „hakerskich" programach.

Zdjęć nadal nie było.
I już prawie wychodziłam ze stadionu ze łzami w oczach, kiedy mnie olśniło.
Nie tę kartę do czytnika włożyłam.

I tak sobie teraz myślę, że w życiu chyba każdy z nas powinien tak walczyć o swoje. Bądźmy zawzięci na każdym kroku, szukający rozwiązań i nie poddający się, mimo nieustannie pojawiających się porażek.
Bądźmy, po prostu, Wiewiórami.

 

_____________________________

Marta Gorczyńska – trochę fotografka, trochę dziennikarka, sportowa. Próbuje robić wszystko naraz, w związku z czym często nic jej nie wychodzi. Dla rozwijania pasji zbankrutuje, poleci na koniec świata i przez następne miesiące będzie głodować, bo jest typową studentką. Twierdzi, że dopóki nie zdobędzie Grand Press Photo, to nie ma się co bardziej przedstawiać. Swoje dotychczas udane fotografie prezentuje, z regularnością mniejszą lub większą, na Fanpage'u MG Photography.