Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

wszyscy kradną

wszyscy kradną

Doping farmakologiczny, skracanie trasy, fałszowanie daty urodzenia czy start z nie swoim numerem startowym. Podobne przypadki już coraz mniej nas dziwią, choć kreatywność sportowych oszustów potrafi jeszcze zaskoczyć.

Dość oczywiste jest, że nie chcemy mieć nic wspólnego z osobami, które celowo skracają trasę w zawodach biegowych czy triathlonowych. Na dopingowiczów, którzy wpadli na “grubym koksie”, patrzymy jak na trędowatych. Stająca na podium kobieta, której chip przekroczył metę na kostce jej kolegi - bez komentarza. Z drugiej strony słyszymy ciągle, jak nasi znajomi wzięli sobie przed biegiem aspirynę, żeby rozszerzyć naczynia krwionośne albo “sztachnęli się” inhalatorem kolegi-astmatyka. Słuchamy tego jak dobrego żartu, a przecież to też jest doping. Mniejszego kalibru, owszem, bo i mniejsze są amatorskie ambicje i wyniki. Jednak proporcjonalnie - to jest to samo.

Jeszcze częściej zdarzają się oszustwa drobniejszej skali. Oszustwa - nie boję się ich nazwać w ten sposób, choć wielu czytelników pewnie złapie się za głowę i powie, że hiperbolizuję. Mówię o handlowaniu pakietami startowymi i stawanie na linii startu pod nie swoim nazwiskiem. Warto wiedzieć, że zapis w regulaminie, który wskazuje konkretny deadline na możliwość przepisywania pakietów, to nie jest wymysł organizatora, któremu jest na rękę skasować jak najwięcej dolarów i zobaczyć jak najmniej osób na starcie. Ten konkretny przypadek to kwestia bezpieczeństwa. Uczestnicy zawodów mają najczęściej wykupione imienne ubezpieczenie. W razie wypadku zarówno poszkodowany startujący, jak i “handlarz” mogą mieć poważny problem.

Drobne oszustewka, przecież to nic wielkiego. Przecież wszyscy tak robią!

Przecież wszyscy kradną… Przecież każdy Polak to pijak i złodziej…?

W świecie, w którym uczciwość zaczyna być uważana za frajerstwo, coraz mniej opłaca się pozostawać “po jasnej stronie mocy” - ale to nie znaczy, że nie warto. Świata nie zmienimy, zresztą nikt tego od nas nie wymaga, ale realnie zmieniamy swój mikrokosmos. To trochę tak jak z głosowaniem w wyborach - jeden głos nie ma znaczenia, ale suma głosów osób, które sądziły, że ich długopisowe krzyżyki nie mają znaczenia, decydują o naszych wspólnych interesach. A sport - kultura fizyczna - wydaje się doskonałym obszarem do tego, aby doskonalić się jako człowiek na wielu płaszczyznach. To właśnie podczas rywalizacji sportowej wychodzi z nas nasze prawdziwe “ja”.

Głęboko wierzę w to, że rywalizacja na najwyższym wyczynowym poziomie również jest w większości czysta. W przeciwnym razie nie chciałoby mi się jej oglądać ani w żaden sposób kibicować światowej czołówce. Wygodnie jest powiedzieć, że “oni tam wszyscy są nakoksowani”. To zdejmuje z nas ciężar zastanawiania się, dlaczego ich organizmy są w stanie dojść do wyników, które wydają nam się nadludzkie. Jak to jest, że byli w stanie zainwestować tyle w swój rozwój sportowy, przedłożyć to ponad wszystko inne w życiu? Uznając, że oglądamy walkę dobrze kamuflujących się narkomanów, uciszamy swoje własne sumienia. Jakbyśmy po prostu nie mogli uwierzyć, że nie wszyscy kradną.

 

 

_______________________

Joanna Skutkiewicz - z wykształcenia filolog polski po specjalizacji medialnej (a już po studiach licencjackich jako „krytyk przekazów medialnych" może hejtować na legalu), z wyboru triathlonistka. Pływać czym innym niż potworem z Loch Ness nauczyła się dopiero w 2013 roku, ale od sezonu 2015 ściga się w kategorii PRO. Pisze swój Blog, prowadzi profil na Instagramie, a InstaStory to zdecydowanie jej ulubiony format. Na co dzień dziennikarka portalu Trojmiasto.pl, bawi się w marketingi w agencji LONG GAME i robi fajne rzeczy jako copywriter-freelancer. Ma dwa urocze border collie, z którymi przez wiele lat trenowała agility i frisbee.