Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

ci okropni dziennikarze

ci okropni dziennikarze

„Media nas nie pokazują” - jakże często słyszę podobny zarzut ze strony sportowców. Zawodowe wyścigi kobiece, niszowe dyscypliny - nawet olimpijskie! - czy sport niepełnosprawnych - zwykle to z tych stron pojawia się najwięcej pretensji. Jednak czy ktokolwiek zastanawia się, dlaczego „te brzydkie media” się nimi nie interesują?

Kilka lat temu w social mediach rozpętała się gwałtowna burza na temat wynagrodzenia sportowców. Alicja Tchórz, jedna z najlepszych polskich pływaczek, wielokrotna rekordzistka Polski i dwukrotna olimpijka, w bardzo emocjonalny sposób wskazała na niskie nagrody pieniężne w zawodach rangi krajowej. Temat okazał się bardzo aktualny i dyskusja rozniosła się po internecie wprost viralowo. Nie wiem, czy dzięki temu nagrody pieniężne dla pływaków zostały podniesione, ale efekt rabanu wywołanego przez Tchórz okazał się dla niej całkiem pozytywny. Media zaczęły się nią interesować, a ona, Bogu dzięki, nieco zmieniła narrację.

Nie do końca wiem, z czego to wynika, ale wielu sportowców ma w sobie przekonanie, że coś im się należy. Wyczynowi nastolatkowie żyją w pewnego rodzaju bańce. Od najmłodszych lat rodzice wożą ich na treningi, klub sportowy funduje obozy i starty, inwestuje w szkolenie. Środowisko wzmacnia wiarę w siebie. Sport nie jest łatwy, wymaga dużego poświęcenia - to nie ulega wątpliwości i za to należy się szacunek. Jednak wielu zawodników zachowuje się tak, jakby uważali, że należy im się również promowanie ich wyników i osobowości w ogólnokrajowych mediach. Nawet, jeśli takich jak oni są setki.

Na brak czasu antenowego narzekają zawodnicy niszowych konkurencji, kobiety-wyczynowcy czy sportowcy niepełnosprawni, a oprócz nich - ich kibice. Nie zliczę, ile razy widziałam na Facebooku wpisy opatrzone znamiennym komentarzem: „A w mediach cisza…”. Dziennikarze mają być pomostem zawodnika do jego coraz większej rozpoznawalności, a co za tym idzie, do pozyskiwania sponsorów. Firmom zależy, żeby ich podopieczni pokazywali się w mediach, a kibice byliby zachwyceni widząc swojego ulubieńca w gazecie. Dlaczego więc ci okropni dziennikarze, zamiast rzucić się na takiego delikwenta i pomóc mu się wypromować, często… odmawiają? Pewnie są przekupieni! Ewentualnie nie mają serca. Ale jednak nie o to chodzi.

Wbrew pozorom to bardzo prosta sprawa. Media biorą na warsztat to, co podoba się ludziom. Możemy rozpaczać nad tym, że na główne strony nie trafia curling, a piłka nożna, ale cóż, rozejrzyjmy się uważnie, a wszystko będzie jasne. Ilu mamy znajomych, którzy popołudniami grają w piłkę w amatorskiej drużynie? Ile dzieci trenuje w szkółkach piłkarskich? Ilu kibiców przychodzi na mecze nawet niewielkich klubów? A teraz w miejsce „piłki” wstawmy na przykład biegi przez płotki, narciarstwo czy kolarstwo torowe. Ups!

Media opisują to, co „się czyta” - albo to, co staje się interesujące, gdy zawodnik potrafi o tym opowiedzieć w atrakcyjny sposób. Niestety, sportowcy bardzo często okazują się kompletnie nieresponsywni. Jako dziennikarka, wielokrotnie zwracałam się do zawodników z prośbą o krótkie relacje z zawodów, czy nawet o wywiady. Niektórzy wyświetlali moją wiadomość i nigdy nie odpowiadali; część z nich odpisywała, że zajmie się tym „wieczorem” albo „jutro” i przepadała na zawsze. Cóż, zwykle nie zależało mi na nich tak bardzo, żebym wydzwaniała do nich co kwadrans albo wysyłała gołębia pocztowego z zaproszeniem do uroczystego wywiadu. Ich strata.

Do dbania o markę osobistą na podstawowym poziomie nie potrzeba wsparcia rodziców, przyjaciół czy agencji marketingowej. Krewni i znajomi mogą w tym pomóc, ale zachęcam, żeby podejmować działania pozytywne, proaktywne, zachęcające, a nie kwitować wszystko smutnym i kompletnie niekonstruktywnym wieszaniem psów na mediach.

 

 

_______________________

Joanna Skutkiewicz - z wykształcenia filolog polski po specjalizacji medialnej (a już po studiach licencjackich jako „krytyk przekazów medialnych" może hejtować na legalu), z wyboru triathlonistka. Pływać czym innym niż potworem z Loch Ness nauczyła się dopiero w 2013 roku, ale od sezonu 2015 ściga się w kategorii PRO. Pisze swój Blog, prowadzi profil na Instagramie, a InstaStory to zdecydowanie jej ulubiony format. Na co dzień dziennikarka portalu Trojmiasto.pl, bawi się w marketingi w agencji LONG GAME i robi fajne rzeczy jako copywriter-freelancer. Ma dwa urocze border collie, z którymi przez wiele lat trenowała agility i frisbee.